POLECAMY: Iskrzy na linii Moskwa-Astana

20 kwietnia 2018

Niezależny i najpopularniejszy rosyjski program publicystyczny Włodzimierza Sołowiowa nadający na kanale „Rosja 1” zajął się w jednym ze swoich ostatnich wydań Kazachstanem. Z tą niezależnością to oczywiście taki żarcik na dobry początek, bo nazwanie tej audycji „Tubą Kremla” jest bardzo nieprecyzyjnym przybliżeniem jej związków z władzą. Termin „najpopularniejszy” jest natomiast jak najbardziej na miejscu.

Prześledźmy interesujący nas odcinek. Najpierw prowadzący i goście zajęli atakami chemicznymi, jakie Zachód przeprowadził w Syrii. Następnie omówiono głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa , które miało potępić działania Trumpa. Wynik był zgodny z przewidywaniami. Zachód  – przeciw. Boliwia i Chiny – za.  Przykra niespodzianka spotkała natomiast prowadzącego program ze strony Kazachstanu, który, o zgrozo, znalazł się wśród państw wstrzymujących się od głosu razem z Peru, Etiopią i Gwineą Równikową!


Sołowiow najpierw zacytował internetowy wpis senatora Kosaczewa: „Prawie bez niespodzianek i prawie bez komentarzy, z wyjątkiem jednej pozycji. Nie spodziewałem się”. Potem dał upust swojemu własnemu rozżaleniu pomieszanemu z niechęcią: Rozumiem, że z Turcją łączy nas sojusz wynikły z sytuacji, w jakiej jesteśmy. Ale jaki sojusz mamy z Kazachstanem? Mamy (razem z innymi postsowieckimi krajami – przyp. Redakcji) traktat o wspólnym bezpieczeństwie! Jednak czegoś nie wiemy o naszych stosunkach z Kazachstanem. Czy gdzieś między nami nie przemknął czarny kot? Czy mamy się spodziewać kolejnego Majdanu w Kazachstanie, żeby oderwać go od Rosji?”.

Wtórował mu gość programu deputowany Konstantin Zatulin, który oświadczył że w Kazachstanie trwa proces ”kazachizacji”, a władca kraju się starzeje.  Przypomniał wizytę Nazarbajewa w Stanach Zjednoczonych z początku tego roku, której celem było nie tylko wstrzymanie aresztu grożącego kazachskim aktywom, ale i jakieś inne tajemnicze działania. Przy okazji Zatulin wytknął Kazachstanowi że powstrzymał się przed uznaniem Krymu, Abchazji i Osetii Południowej. Inni goście dodali do listy zarzutów również niepokojące plany przejściu państwa z cyrylicy na łacinkę! Doszło do tego, że Sołowiow musiał tonować nastroje: „do Nursułtana Abiszewicza zawsze z głębokim szacunkiem”.


Ten bezprecedensowy napad na braterski kraj – w końcu głos zabrali senator i poseł – nie przeszedł bez echa w Kazachstanie. Odezwały się odpowiednie czynniki: „Niestety, od czasu do czasu, u naszego sąsiada, przyjaciela i bratniego państwa pojawiają się takie wypowiedzi. Dobrze znane są stosunki głowy państwa Nazarbajewa z Prezydentem Rosji Putinem. Trwa dobry, konstruktywny dialog na szczeblu rządowym i organów państwowych oraz prowadzimy regularnie konsultacje na poziomie MSZ, dlatego skupiamy się na oficjalnym stanowisku. – powiedział zastępca ministra spraw zagranicznych Jerżan Aszikbajew kazachskim dziennikarzom.- Jednakże, podobnie jak w przeszłości, będziemy podejmować pewne działania, aby zapobiec szkodom jakie mogą wyrządzić opinie, czy wypowiedzi niektórych ekspertów i osób publicznych, stosunkom dotyczącym strategicznego sojuszu bratnich, przyjaznych relacji między naszymi państwami”.

Co miał na myśli szanowny wiceminister Aszkibajew? Może model mołdawski? Jak wiadomo władze zablokowały tam kanał telewizyjny „Rosja” i deportowały z kraju kilku rosyjskich dziennikarzy.

Szczerze powiedziawszy w Kazachstanie nie pójdzie to tak łatwo. Pod koniec grudnia ubiegłego roku także dokonano próby odłączenia kanałów „Rosja-1”, „Kultura”, „NTW-mir”. Oficjalnym powodem były zbyt duże opłat za transmisje sygnału. Przetrwało to pół dnia: pod naciskiem widzów, którzy w Kazachstanie mocno są uzależnieni od rosyjskiej TV, Ministerstwo Informacji i Komunikacji Republiki zmuszone było do szybkich negocjacji z rosyjskimi kolegami – po czym nadawanie zostało wznowione i to, przez jakiś czas, na starych warunkach.

Wydaje się więc, że na razie  powtórzenie manewru z odcięciem rosyjskiej TV jest raczej mało prawdopodobne, w związku z czym zabrali głos inni oficjele.

Minister Informacji i Komunikacji Dauren Abajew udawał, że nie ma sprawy i pojechał po nazwisku: „Rosyjski dziennikarz Sołowiow? Nie, nie widziałem transmisji. To jakiś znany program? Szczerze mówiąc, nie znam tego dziennikarza”.

Znany kazachski politolog uderzył w podobny ton: „ Żyrinowski w swoim czasie mówił gorsze rzeczy o Kazachstanie i wszystko było w porządku, póki ilość jego wypowiedzi nie przekroczyła pewnej granicy. Stał się więc personą non grata, co prawda tylko na 5 lat. To jednak nie wpłynęło na stosunki między Kazachstanem a Rosją. A kim jest Sołowiow? Jego program jest przeznaczony dla krajowej widowni, dla tych Rosjan, którzy zamiast głowy mają telewizor. Podobnie wypowiedź naszego MSZ skierowana do krajowego widza Kazachstanu, i znaczy mniej więcej tyle – wszystko słyszymy i obronimy swoje interesy. To wszystko”.

Powodem, że ze strony Rosji pojawiają się urazy pod adresem Kazachstanu jest konsekwencją polityki wielowektorowej, którą kraj ten prowadzi od dwudziestu sześciu lat swojej niepodległości: przyjaźnimy się ze wszystkimi, ale wyłącznie we własnym interesie. W czasie pokoju takie podejście się sprawdza i Nursułtan uzyskał status negocjatora pokojowego. się wstrzymał podczas głosowań w sprawie rezolucji Rosji w ONZ w dużej mierze dlatego, że sama podejmuje próby bycia pośrednikiem w uregulowaniu konfliktu w Syrii i wzajemne wbijanie szpil a także oskarżenia kogokolwiek nie są jej wcale potrzebne. Syrią, a ma w zanadrzu miliardowe kontrakty. Polityk i publicysta Sergiusz Duwanow całą sytuację widzi w takim właśnie kontekście: „Kazachstan nie chce podpaść Stanom i zostać objętym sankcjami, które mogą dotknąć także tych, którzy współpracują z Rosją. Wypowiedź MSZ na temat Sołowiowa jest próbą zdystansowania się od tego, co zostało powiedziano w jego programie. Sankcje bowiem, to dla Rosji to ciężkie czasy, a dla Kazachstanu to śmierć”.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Sołowiow mimo krytycznego stosunku do Kazachstanu nie wzdraga się przed dojeniem stamtąd pieniędzy. W zeszłym roku nawiedził Astanę i Ałma Atę ze… szkoleniami biznesowymi. Bilet na jego wykłady kosztował tysiąc dolarów, a sale były pełne. Jedni protestowali, inni ustawiali się w kolejce do  zdjęcia. Business is business.

Red.

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *