
Collage: Kresy24.pl / AI / fot: TASS
Zaniepokojony spadającymi przedwyborczymi sondażami premier Węgier próbuje grać kartą “ukraińskiego zagrożenia”.
Viktor Orban wystosował “list otwarty” do Wołodymyra Zełenskiego, w którym oskarża go o “ingerencję w wybory” do węgierskiego parlamentu, które odbędą się 12 kwietnia. To reakcja na spadające sondaże jego partii Fidesz, która w najnowszym badaniu traci do opozycyjnej Tisza już 11 punktów, a wśród wyborców zdecydowanych – aż 20 punktów.
“Przez ostatnie cztery lata pracuje Pan nad tym, by zmusić Węgry by dołączyły do wojny między Pana krajem i Rosją. Pozyskał Pan w tym celu poparcie Brukseli i węgierskiej opozycji” – napisał Orban w liście, który cytuje RBK-Ukraina. Według niego, UE i Kijów koordynują działania, by władzę na Węgrzech objął rząd pro-ukraiński.
“W ostatnim czasie zablokował też Pan rurociąg Przyjaźń, który ma decydujące znaczenie dla zaopatrzenia Węgier w energię. Pana działania są sprzeczne z interesem Węgier i zagrażają bezpieczeństwu dostaw energii dla węgierskich rodzin” – czytamy w liście.
Orban wzywa Kijów do zaprzestania “antywęgierskiej polityki”, “otwarcia rurociągu Przyjaźń” i “powstrzymania się od dalszego atakowania energetycznego bezpieczeństwa Węgier”. Podkreśla też, że nie jest winien sytuacji, w której znalazła się Ukraina.
“Współczujemy ukraińskiemu narodowi, ale nie chcemy uczestniczyć w wojnie. Nie chcemy finansować wydatków wojennych i nie chcemy więcej płacić za nośniki energii” – napisał szef węgierskiego rządu.
I chociaż list nie jest zbyt długi, to Orban zdołał w nim umieścić aż dwa kłamstwa, jedną manipulację, a jedną rzecz kompletnie przemilczał.
Po pierwsze – to nie “Ukraina zablokowała” rurociąg, tylko został on uszkodzony w rosyjskim ostrzale, po drugie – po co pisać, że się “współczuje narodowi ukraińskiemu”, skoro nie współczuje się ani trochę.
A po trzecie – Orban jakoś zapomniał, że przez 4 lata wojny nie zrobił dosłownie nic, by zapewnić Węgrom dostawy ropy z innych kierunków, niż Rosja, z uporem maniaka konserwując zależność energetyczną swojego kraju od Moskwy. I teraz oburza się, że ma problem.
I wreszcie – oskarżenie o “ingerencję Zełenskiego” w węgierskie wybory. Czy Kijów chciałby, żeby w Budapeszcie objął władzę przychylny mu, a nie wrogi rząd? Oczywiście, że tak i chyba nie jest to dziwne. Czy ma możliwości, by to zrobić? Żadnych. Zełenski może różne rzeczy, ale kreowany przez Orbana obraz manipulowania przez niego węgierską opozycją jest groteskowy.
Węgierski premier stosuje dość prosty chwyt odwracania kota ogonem. W jego wersji: skoro opozycja i dużą część węgierskiego społeczeństwa chce wspierać Ukrainę, to znaczy, że jest przez nią zmanipulowana. Bo sama z siebie nie może, oczywiście, tego chcieć?
Cel tego listu jest zresztą taki sam, jak wysłanie przez Orbana wojska do “ochrony obiektów energetycznych przed ukraińskim zagrożeniem”. Wiadomo, że Ukraina ich nie zaatakuje bo po co miałaby sama sobie szkodzić. Konfrontacja na zachodniej granicy w sytuacji, gdy na wschodzie ledwie wstrzymuje rosyjski napór, to ostatnia rzecz, której potrzebuje.
Jednak podsycenie “zagrożenia z zewnątrz” to chwyt od tysięcy lat stosowany przez przywódców, których popularność w kraju spada. Ostatnio zrobił tak Łukaszenka po wyborach w 2020 roku, które faktycznie przegrał, ale ogłosił, że wygrał, a winę za masowe protesty zrzucił na “spisek Polski i Zachodu”. Orban zwyczajnie próbuje powtórzyć ten numer swojego przyjaciela z Mińska.
Zobacz także: Rozwalili im jedyny zakład! Zależność od Chin: 100%
KAS










3 komentarzy
rosja zdycha
26 lutego 2026 o 14:40orban , to miedzy innymi przez takich jak ty dzbanów jest
ta wojna na Ukrainie
Tytus
26 lutego 2026 o 15:31Tak to prawda. Ale nie tylko Zełeński. Ingerują w wybory na Węgrzech Mertz ,Ursula von der Leyen UE. PE. KE. co udowodnił raport Kongresu USA
Adrian
26 lutego 2026 o 17:40Ukraińcy muszą zrozumieć że świat nie ma obowiązku ich wspierać, może to robić, może mieć w tym interes ale nie musi. Musi to na Rusi.