Kraje NATO miały nadzieję, że wzmożone patrole na Morzu Bałtyckim zapobiegną sabotażowi kabli podmorskich. Jednak uszkodzenie w zeszłym tygodniu kolejnego kabla oznacza, że środek odstraszający przestał działać. Poinformował o tym dziennik „The Wall Street Journal”.
W sylwestra fińska firma telekomunikacyjna Elisa poinformowała o uszkodzeniu kabla transmisji danych biegnącego między Helsinkami a Tallinem. Fińskie władze zlokalizowały ciągnącą się po dnie kotwicę statku towarowego „Fitburg”, który niedawno opuścił rosyjski port. Jednostka została zatrzymana, a komendant policji w Helsinkach stwierdził podejrzenie sabotażu. Fińscy celnicy poinformowali o znalezieniu na pokładzie rosyjskiej stali objętej sankcjami.
„Pytanie brzmi, co Finlandia z tym zrobi. Podobny incydent miał miejsce na Morzu Bałtyckim rok temu, a jego następstwa pokazują, że napastnicy mogą spodziewać się minimalnych konsekwencji, nawet jeśli zostaną przyłapani na gorącym uczynku” – czytamy w artykule.
Odnotowano, że w Boże Narodzenie 2024 roku tankowiec zidentyfikowany jako część rosyjskiej „floty cieni” zaciągnął kotwicę, uszkadzając kabel transmisji danych Elisa oraz kabel zasilający Estlink 2, który dostarcza prawie 15% energii elektrycznej krajom bałtyckim. Finlandia zatrzymała statek znany jako „Eagle S”, a prokuratura wniosła oskarżenie karne przeciwko jego kapitanowi i dwóm członkom załogi.
Finlandia jest jednak stroną Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza, która stanowi, że jurysdykcja w zakresie nakładania sankcji za incydenty na morzu należy do kraju, pod którego banderą pływa statek, lub kraju pochodzenia załogi. W październiku Sąd Okręgowy w Helsinkach oddalił pozew, powołując się na zobowiązania traktatowe Finlandii i stwierdzając brak jurysdykcji.
Co ważne, sprawa jest obecnie w trakcie apelacji. Jednak załoga „Eagle S” nie przebywa już w Finlandii, więc nawet jeśli prokuratura i właściciele kabli wygrają sprawę, nie jest jasne, czy będą mogli wyegzekwować jakiekolwiek orzeczenie.
Kilka tygodni po incydencie z „Eagle S” NATO ogłosiło, że wyśle fregaty, samoloty i drony do patrolowania Morza Bałtyckiego w celu wykrycia zagrożeń podwodnych.
„Patrole będą jednak nieskuteczne, jeśli morscy sabotażyści będą wiedzieć, że prawo międzynarodowe ochroni ich przed konsekwencjami” – dodano w publikacji.
Państwa wschodniej flanki NATO od września ub. r. pozostają w stanie podwyższonej gotowości na wypadek potencjalnego naruszenia przestrzeni powietrznej. Wtedy to trzy rosyjskie samoloty wojskowe naruszyły na 12 minut estońską przestrzeń powietrzną. Stało się to zaledwie kilka dni po tym, jak ponad 20 rosyjskich dronów wtargnęło w polską przestrzeń powietrzną.
Opr. TB, wsj.com











1 komentarz
hihi
6 stycznia 2026 o 22:44A moze… skoro nie wolno atakowac infrastruktury cywilnej a sa tacy co tego nie przestrzegaja… polozyc torpady przy kablach podmorskich. Przerwanie kabla aktywuje najblizsza torpede ktora uderza w jednostke. Ciekawe co wtedy…