Nasi wrogowie, nasi przyjaciele

14 grudnia 2017

Co do wrogów, wydawałoby się, wszystko jest jasne – to i dziś, jak przed wiekami, nasi niegdysiejsi zaborcy Rosja i , ale pojawia się uzasadnione pytanie: czemu tak wrogo do Polski odnoszą się inne kraje, nie mające żadnego interesu w podważaniu polskiej państwowości? I na jakie wsparcie możemy w tym kontekście liczyć?

Na oba te pytania odpowiada zadziwiający tekst wybitnego uczonego zachodniego:


„Historycy nie mogą wyjść ze zdumienia, widząc, że jedne i te same zjawiska pojawiają się co pewien czas w niezmienionej prawie postaci, a współczesne im pokolenie nie wyciąga prawie żadnych wniosków z przeszłości. Obecna kampania przeciw Polsce jest wiernym powtórzeniem antypolskiej propagandy, która szalała w Europie przez cały wiek XVIII – toteż uważne zbadanie ówczesnych metod będzie zadaniem niezmiernie fascynującym.

Rosja i czyniły w XVIII wieku to samo, co czynią obecnie: „mobilizowały” opinię całego świata przeciwko Polsce, przygotowując się do jej zniszczenia. Sądząc po wyniku, powodzenie tej propagandy było wprost zdumiewające. Dziś widzimy wszyscy, że rozbiór Polski był bezecną zbrodnią i punktem wyjścia wielu szalbierstw politycznych. Ale współcześni zapatrywali się na to inaczej i stawali przeważnie po stronie zaborców. Fryderyk, zwany Wielkim i Katarzyna, również zwana Wielką, przedstawiali się ówczesnym ludziom jako wspaniałomyślni i liberalni monarchowie, wkraczający do Polski z zamiarem przywrócenia tam porządku i zabezpieczenia praw dysydentom. D’Alembert, Diderot, Grimm, Voltaire – wszyscy encyklopedyści francuscy prześcigali się w wysławianiu tych oświeconych despotów, którzy powodowali się wzniosłym pragnieniem podzielenia się „ciałem i krwią Polski”. […]


Propaganda antypolska w XVIII wieku wydała zadziwiające wyniki – nie wiem jednak, czy dzisiejsza propaganda nie cieszy się jeszcze większym powodzeniem. Wrogowie Polski mają dziś na swe usługi międzynarodową prasę, która jest jednym z najpotężniejszych narzędzi – okoliczności zaś, wśród których działają, są dla nich bardziej jeszcze sprzyjające niż za dni Voltaire’a”.

O dziwo, ten tak aktualnie brzmiący cytat pochodzi z roku… 1922, z zapomnianej, niestety, także w Polsce książki „Letters on Polish Affairs” belgijskiego dyplomaty, wieloletniego profesora uniwersytetu w Edynburgu i – wielkiego przyjaciela Polski, Charlesa Sarolea (1870-1953).

Wydanie polskie nosiło tytuł „Listy o Polsce” (Warszawa, 1923, tłumaczenie Jadwiga Stankiewiczówna) i podobnie jak w oryginale serię „listów” poprzedzał wstęp pióra wielkiego pisarza angielskiego, Gilberta Keitha Chestertona. To w nim znajdujemy precyzyjne wyjaśnienie, skąd się z kolei brali – a pewnie i dziś biorą – przyjaciele Polski w krajach nie mających z nią właściwie żadnych zaszłości historycznych:

„Jeśli dorzucam tu od siebie kilka słów, pobieżnych i niegodnych tak poważnego tematu, to jedynie w tym przeświadczeniu, że powinniśmy korzystać z każdej sposobności, by zaznaczyć swe stanowisko w spornej, a tak żywotnej sprawie przyszłości polskiego narodu. Jakkolwiek daleki jestem od głębokiej znajomości rzeczy, jaką wykazuje autor tej książki, a którą niewielu historyków może się poszczycić, to jednak czuję się uprawnionym do zabrania głosu, a to z tej przyczyny, że zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, kiedy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie.

Mój instynkt nie wynikał z uprzedzenia ani z „sentymentu”. Nie był również skażony stronniczością, choćby dlatego, że prawie wcale nie czerpałem informacji z polskich źródeł. Nie wyrobił się wreszcie pod wpływem przesadnych pochwał, gdyż jak to prof. Sarolea wykazał, pochlebne sądy o Polsce są niezwykłą rzadkością w naszym kraju. Wprost odwrotnie. Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń, miotanych przeciwko niej – i rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzyło mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów i metoda okazała się niezawodną.

Wszystkie fakty, jakie się nagromadziły od tej pory, potwierdzają słuszność moich spostrzeżeń.

Skoro obiektywne podejście do „sprawy polskiej” skłania uczciwego człowieka do sympatyzowania z nią, to jakiż jest powód owej zmasowanej niechęci do Polski także dziś przejawiającej się w wielu krajach europejskich? Trudno wszak przypuszczać, by wszyscy ich mieszkańcy byli wedle diagnozy Chestertona „osobnikami o niewolniczej duszy?”…

Oto wyjaśnienie, jakie daje nam w swej książce profesor Sarolea:

„Nie potrzeba być zbyt spostrzegawczym ani biegłym w polityce, by zauważyć, że polski rząd i polski naród nie posiadają wielu przyjaciół w Anglii ni w innych krajach zachodnich, z wyjątkiem może krajów łacińskich. ma w obecnej chwili – że się tak wyrazimy – bardzo złą notę w prasie. Jest to fakt dosyć znamienny. Zdawałoby się, że młode państwo walczące o swój byt, powinno było znaleźć u sąsiadów jeśli nie czynną pomoc, to przynajmniej współczucie i poparcie moralne. Otóż tego poparcia nie widzimy prawie ani śladu. […]

Napaści na Polskę, o których tu mówić zamierzam, nie ograniczają się do wytykania przygodnych a nieuniknionych błędów, popełnianych przez niedoświadczony rząd – są to napaści powszechne, systematyczne, obmyślone z góry – napaści zorganizowane. Mamy tu do czynienia z istnym sprzysiężeniem, dążącym do dyskredytowania nie tylko rządu polskiego, ale całego polskiego narodu.

Jeśli np. w jakiejkolwiek mieścinie wschodniej Europy wydarzy się pogrom Żydów, przypisują to natychmiast krwiożerczym Polakom i mniemanie to utrzymuje się dopóty, dopóki jakiś znawca obeznany z geografią Rosji nie wykaże, że miasteczko, w którym dokonano pogromu, leży poza granicami Polski: na Wołyniu lub Podolu. Gdy rząd polski nie chce pozwolić na wprowadzenie żargonu do szkół powszechnych i obstaje przy żądaniu, aby był językiem państwowym w obrębie polskiego państwa – oskarżają go natychmiast o podeptanie świętych praw narodowych mniejszości, jakkolwiek żaden Żyd zamieszkujący Whitechapel albo Bowery nie ośmieliłby się żądać usunięcia języka angielskiego ze szkół londyńskich lub nowojorskich. Kiedy Polacy upominają się o i ziemię wileńską, opinia całego świata oskarża ich o agresywną zachłanność, jakkolwiek jest jednym z najbardziej uświęconych miast w dziejach Polski, a unia Polski z Litwą była dziełem trwalszym i spoistszym od unii szkocko-angielskiej. Gdy Polacy ośmielają się protestować przeciwko zatrzymywaniu amunicji przeznaczonej dla ich armii w porcie gdańskim, sprzymierzeńcy ostrzegają ich, że Polska nie ma żadnych praw do Gdańska, jakkolwiek według postulatów Wilsona i wyraźnych zastrzeżeń Traktatu Wersalskiego Gdańsk miał otworzyć Polsce dostęp do morza.

Gdy wreszcie Polacy bronią się przed zalewem bolszewickiej dziczy, spotyka ich zarzut wszczynania ofensywy, chociaż odparcie rosyjskiego najazdu było aktem samoobrony, aktem, który ocalił nie tylko narodowy byt Polski, ale cywilizację całej Europy. Historycy nie będą mogli w przyszłości pojąć, że Polsce brano za złe nawet te bezprzykładne ofiary, którym zawdzięczamy ocalenie przed zalewem dzikich hord Trockiego i Lenina”.

Dlaczego jednak tak się dzieje? W swoim wstępie do dzieła belgijskiego uczonego tłumaczy to Chesterton, przekonująco uzasadniając, że Polska w oczach Zachodu widziana jest przez okulary zmajstrowane przez bardzo szczególnego optyka:

„Najciekawszym tedy rozdziałem tej niezmiernie pouczającej książki jest List Drugi: „O sprzysiężeniu przeciwko Polsce”. W szeregach tych „sprzysiężonych” znajduje się, oczywiście, obok prawdziwych wrogów Polski, wielu łatwowiernych głupców. Ci stanowią nawet większość i podczas kiedy pierwsi działają pod wpływem nienawiści, drudzy grzeszą przez nieświadomość. Ktokolwiek zada sobie trud wejrzenia w tę ciemną robotę, dojdzie niezawodnie po nitce do kłębka. Z „kłębuszkiem” tym znamy się od dawna, a zowie się on „Kultur”. […]

Rosjanie nauczyli się patrzeć na zachodnią cywilizację przez pryzmat cywilizacji niemieckiej – i na odwrót: w zachodniej Europie, dzięki niemieckiemu pośrednikowi, wytworzyło się przekonanie o „barbarzyństwie Wschodu”, przekonanie tak uporczywe, że pojęcia „barbarzyństwa” i „wschodu” stały się nierozłączne dla przeciętnego Europejczyka. W tym można doszukać się przyczyny niezrozumiałego wprost uprzedzenia, z jakim mieszkańcy zachodniej Europy odnoszą się do sprawy polskiej, nie domyślając się nawet istnienia starej cywilizacji na polskich ziemiach. A jest to jedno z tysiąca nieporozumień, jakie zawdzięczamy pośrednictwu „Mittel-Europy”. Nazywano niegdyś Pietrograd, noszący do niedawna znamienne miano Petersburga – oknem, wybitym na Zachód. Można by z równą słusznością powiedzieć, że Berlin był dotychczas jedynym oknem, patrzącym na Wschód. Innymi słowy, narody zachodnie, a szczególnie ludy trudniące się handlem, jak Amerykanie i Anglicy, patrzyły dotychczas na wschodnią Europę poprzez okulary niemieckiego profesora. A te złośliwe szkiełka miały tę właściwość, że o ile niekiedy powiększały świadomie Rosję, o tyle Polskę ukazywały zawsze w dziwnie umniejszonej postaci.

Fałszywe pojęcia, wytwarzane przez Niemców, mają to do siebie, że nawet wtedy, gdy już są obalone, zamierają bardzo powoli. Przeciętny patriota angielski nie domyśla się zapewne, że trzy czwarte swych przesądów zawdzięcza niemieckiemu szpiegowi. W rzeczy samej, gdyby żądano od nas definicji przesądu, powiedzielibyśmy, że jest to opinia niewiadomego osobnika, który sam nie pamięta, na jakiej zasadzie ją powziął. Ktoś kiedyś powiedział Anglikowi, że Polacy są uosobieniem anarchii, Anglik uważa to po dziś dzień za pewnik niezachwiany, jakkolwiek zgoła już nie wie, kto mu to pojęcie przekazał, a tym bardziej, skąd ono się wzięło u osobnika, któremu je zawdzięcza”.

Co w tej niewesołej sytuacji powinni robić sami Polacy? Chesterton docenia ich osiągnięcia, zwłaszcza w uratowaniu Europy w 1920 r. przed zalewem bolszewickiej ideologii niesionej na bagnetach Armii Czerwonej, ale i niemieckiego rewanżyzmu po przegranej na Zachodzie:

„Każdy czyn, dokonany przez Polaków, przemawiał na ich korzyść i przyczyniał się do rozproszenia uprzedzeń, tak rozpowszechnionych, niestety, w prasie i opinii angielskiej. Międzynarodowi politycy oskarżali Polaków o „dzikie pretensje” w stosunku do Prus w sprawie śląskiej. Międzynarodowy trybunał, utworzony przez tych samych polityków i uznany przez nich za nieomylny, przyznał Polakom bezwzględną słuszność. Wykazywano nam, że Polacy są „histerycznymi dziećmi”, pozbawionymi dyscypliny i zmysłu praktycznego, niezdolnymi do wytworzenia żadnej formy bytu poza anarchią. „Histeryczne dzieci” odpowiedziały ważkim argumentem, zadając bolszewikom jedyny istotny cios, jaki ich dosięgnął i krusząc ich potęgę na polach bitew, podczas gdy my poprzestawaliśmy na zwalczaniu bolszewizmu w artykułach dziennikarskich, pobłażając mu jednocześnie tam, gdzie chodziło o zapewnienie sobie rynków zbytu”.

Profesor Sarolea zaś wprost wskazuje, co powinien czynić polski rząd, by przezwyciężyć owe niesprawiedliwe wobec Polski stereotypy, panujące w krajach Zachodu:

„Chcąc bronić się przed sprzysiężeniem tej miary rząd polski powinien ocknąć się i wzbudzić w sobie poczucie odpowiedzialności. Nie ma prawa być dłużej obojętnym widzem. Nie może poprzestawać, jak dotąd, na odpieraniu kłamstwa wyniosłym milczeniem. […] Ale dziś propaganda antypolska przybrała takie rozmiary, że zagraża wprost istnieniu polskiego państwa. Dziś nie ma czasu do stracenia: orgii kłamstwa musi być przeciwstawiona propaganda prawdy. Jeśli systematyczne urabianie opinii przez kłamców i fałszerzy wydaje tak obfite plony, o ileż większe powodzenie powinni osiągnąć w urabianiu tej opinii szermierze prawdy? […] Niechże rząd polski broni polskiej sprawy z bezstronnością i odwagą, niech otwarcie wskaże trudności, z którymi walczyć musi, a jestem przekonany, że prawda zwycięży i naród polski odzyska tę życzliwość i współczucie, które mu są niezbędnie potrzebne, a na które w pełni zasługuje”.

Mimo więc smutnych konstatacji co do utrzymujących się skutków antypolskiej propagandy sączonej Europie i światu przez wrogów naszego kraju, obaj autorzy patrzą jednak z optymizmem zarówno na szanse rozwoju Polski, jak i na zmianę stosunku do niej mieszkańców państw omamionych niemiecką antypolską propagandą. Chesterton pisze:

„Głównym jednak źródłem złego były zawsze Prusy i marny imperializm, który one zaszczepiły w Europie. Ale dzisiejszy świat, pomimo trawiącej go powojennej gorączki, nie podda się już zgubnemu zarazkowi. Cnoty kiełkujące w Polsce, wybijają się powoli na powierzchnię życia – cnoty polskiego chłopa i polskiego patrioty. Instynktem, wyrosłym na gruncie historycznego doświadczenia, przeczuwamy bliskość chwili, w której one wyzwolą się całkowicie. W kości starej Europy nowa wstępuje nadzieja. Polska posiadła wszystkie dane, aby osiągnąć wielkość tym żywotniejszą, że nie płynącą już z tragedii. Wierzymy, że oczy przyszłych jej pokoleń będą mogły oderwać się od złowrogich pól bitew, zasłanych zwłokami cesarskich sępów, co niegdyś rozrywały jej ciało i śledzić spokojnie lot srebrnego Orła, wzbijającego się coraz wyżej w niebieskie przestworza”.

Te słowa niemal wprost odnoszą się do słynnego wiersza G. K. Chestertona „Polska” (napisanego w tymże 1922 r.), który w moim przekładzie brzmi następująco:

Augur, co wieszczyć umie
z ptaków lotu,
Wróżbę odczyta z barwy upierzenia:
Orzeł dwugłowy – to czarny
jest orzeł…
A gdy wybite w boju spadną ptaki,
Śladem ich ściągną ścierwojadów stada,
Byśmy widzieli, pokój to nam jaki
Szykują karły rządzące cichaczem.
Kupczący tym, co inni wytworzyli,
Jak sęp, zdobyczy cudzej żrący resztki,
Zmieszają pióro z piórem,
by nam dowieść,
Że czerni nie ma, że wszystko
jest szare;
Szare, jak handlem gołębie zbrukane,
Szachrajsko przez przekupniów wyceniane,
Nim pośród trzasku wywracanych stołów
W stadko się zbiją przed gniewem Chrystusa!
Lecz odkąd chwałą Bóg okrył gniew prawy,
Oto na zawsze jako
znak wzniesiony –
Gdzie orłów czarnych oraz sępów szarych
Stada nadlecą znów nad dom herosów,
Gdzie wojna świętsza bywa
od pokoju,
Gdzie od miłości świętsza
jest nienawiść,
Rozbłysł straszliwy niczym
sam Duch Święty –
Orzeł, co bielszy, niźli gołębica!

Cóż, wypada ze smutkiem stwierdzić, że równie wielkich przyjaciół odradzająca się po długotrwałym zniewoleniu Polska ani wtedy – sto lat temu – ani teraz zbyt wielu nie posiada. Tym bardziej więc należy cenić tych dwóch, których tu przypominam. Książkę profesora Charlesa Sarolea ze wspaniałą przedmową Gilberta Keitha Chestertona warto by w Polsce wznowić, a skoro nie pamiętają o niej rodacy obu Autorów, to może opublikować i angielski oryginał, by polski MSZ mógł ją rozpowszechniać wśród naszych dzisiejszych europejskich, hm, przyjaciół?

Jerzy Lubach
Tekst ukazał się w „Kurierze Galicyjskim” nr 22 (290) 30 listopada – 18 grudnia 2017

Kresy24.pl/Kurier Galicyjski (HHG)

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

4 odpowiedzi Nasi wrogowie, nasi przyjaciele

  1. jw23 Odpowiedz

    14 grudnia 2017 w 13:23

    Bardzo uproszczone tezy w artykule.
    Akurat w XVIII wieku Niemcy – Saksonia byli naszym sojusznikiem, z którym tworzyliśmy unię. Prusy nie reprezentowały wtedy całych Niemiec.

    Dzisiaj również nie jest to wrogie państwo. Po prostu jak każdy normalny kraj dba przede wszystkim o własne interesy. Trzeba pamiętać, że jest to kraj ponad 2-krotnie liczniejszy i o wiele zamożniejszy, więc jest normalne, że z naszym zdaniem nie będą się zbytnio liczyć.

    Chcemy prowadzić własną politykę to musimy zbudować silniejsze państwo lub umieć się dogadywać, co oznacza czasem konieczność kompromisów czyli rezygnację z niektórych własnych postulatów. No ale my nie umiemy nawet Grupy Wyszehradzkiej przekształcić w federację, więc o czym mowa.

  2. Senbuvis Odpowiedz

    15 grudnia 2017 w 08:30

    Praprzyczyna wrogiej propagandy wobec Polski znajduje się jednak w samej Polsce. Tworzące się podziały wewnątrz naszego narodu i spowodowana tym walka polityczna przeciwników daje argumenty naszym sąsiadom o naszej nieudolności itp. Dowodem na słusznośc mojego stwierdzenia jest również obecny obraz Polski w Unii Europejskiej, spowodowany wojną polsko – polską. Więc nie walka propagandowa z Europą a zaniechanie naszej wewnętrznej wojny spowoduje zmianę naszego wizerunku.

  3. lex Odpowiedz

    24 grudnia 2017 w 01:07

    A ja sie pytam jak długo rząd polski bedzie pozwalał na poniżanie mojego kraju. Jak długo jeszcze niemiec czy rusek bedzie sponsorował krwiożerczy atak medialny na polski naród? Płace wam PISiory podatki więc weźcie się do roboty. Albo skrytobójczo wycinajcie zdrajców albo ich piętnujcie i pokazujcie z nazwiska. Panie Ziobro bedziesz miał sądy, prokurature i policje w swoich rękach zatem czekam na pierwsze aresztowania. Jak nic z tym oszczerstwem nie zrobicie to czeka na kolejny rozbiór Polski. Wtedy ja z rodziną stąd wyjeżdzam na zawsze

  4. masek Odpowiedz

    14 stycznia 2018 w 05:47

    Jakims dziwnym trafem Polacy zawsze wybieraja wrogi narodowi rzad albo takich tylko ludzi podstawionych przez obcych mamy do wyboru wiec nigdy nie bedziemy godnie reprezentowani.Szkoda tego bogatego kraju,wspanialych i madrych ludzi o historii siegajacej dziesieciu tysiecy lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *