Popularyzatorzy wiedzy historycznej coraz częściej prezentują pojedynczy zabytek materialny, jakiś ciekawy przedmiot ze zbiorów muzealnych, rzadziej prywatnych, żeby zaczynając od niego, opisać wydarzenie historyczne. Telewizyjne kanały edukacyjne emitują kilka seriali zbudowanych w ten sposób. I ja chciałbym dzisiaj postąpić podobnie – zacząć od zabytku materialnego, aby napisać coś o najnowszej polsko-ukraińskiej historii.
1987 – banderowiec na polskim znaczku
Znaczki poczt konspiracyjnych – czym są i czym nie są?
Nim przejdę do właściwej historii, nim napiszę coś o rządzie Jarosława Stećki, o związkach Konfederacji Polski Niepodległej z ukraińskim nacjonalizmem i o innych sprawach, muszę wyjaśnić niektóre kwestie związane z samym „zabytkiem materialnym”, od którego zacząłem. Muszę jeszcze przez pewien czas pozostać na terytorium NPH (Nauk Pomocniczych Historii). Nauką pomocniczą jest archeologia, numizmatyka, filatelistyka i wiele, wiele innych obszarów ludzkich zainteresowań. Poważne kolekcjonerstwo zawsze jest nauką, choć kolekcjonerstwo samo w sobie nauką być nie musi. Kolekcjonowanie starych przedmiotów jakkolwiek związanych z ludzką działalnością jest związane z NPH. A wiedza o tych przedmiotach, to jest właśnie NPH. Wiedza o owadach zatopionych w bursztynie nie należy do NPH, bo nie wiąże się z wytworami ludzkiej działalności, ale już wiedza o znaczkach pocztowych – jak najbardziej. Wiele innych dziedzin wiedzy też należy do tej grupy nauk, choćby i nie dotyczyły bytów materialnych, ale tu już za daleko odbiegam od tematu…
Na rynku antykwarycznym nietrudno spotkać znaczki „Poczty Solidarność”, „Poczty KPN” czy „Poczty Regionu Dolnośląskiego”. Pochodzą one z lat 80-tych XX wieku. Trudniej spotkać analogiczne znaczki z czasów II wojny światowej, ale i takie istnieją: „Podziemna Poczta Polska” i „Tajna Poczta Polska” (być może jeszcze jakieś). Czy to są zabytki filatelistyczne? Zazwyczaj mają one napis „Poczta”, ale to nie są zabytki filatelistyczne. Wbrew nazwie to nie są znaczki pocztowe. Dlatego w tytule nie piszę o znaczkach pocztowych, lecz tylko o znaczkach, bez przymiotnika „pocztowy”.
Już w czasie pierwszej wojny światowej bardzo wyraźna była tendencja do wydawania pocztowych znaków opłaty (potocznie zwanych znaczkami pocztowymi) nie po to, żeby rozliczać przy ich pomocy należność za usługi pocztowe, ale po prostu, żeby sprzedać je kolekcjonerom i osiągnąć dochód drogą handlu kolekcjonerskiego. Jeżeli jednak takie znaczki zostały wydane przez pocztę rzeczywiście istniejącą, rzeczywiście trudniącą się (choćby tylko na niewielką skalę) przewożeniem i doręczaniem listów, to wciąż są one zabytkami filatelistycznymi. Istnieje mnóstwo znaczków pocztowych, które prawie wcale nie były używane do opłacania usług pocztowych. Poczty obozów jenieckich, liczne lokalne przedruki unaradawiające z przełomu 1918/19 oraz 1944/45, poczty polskich osiedli w Niemczech 1945/46, poczta II Korpusu… i wiele innych – wszystkie te poczty drukowały znaczki raczej z myślą o kolekcjonerach, a nie po to, żeby rozliczać opłaty za usługę. Nie zmienia to jednak faktu, że znaczki tych poczt są prawdziwymi zabytkami filatelistycznymi.
Przez cały XX wiek miliony ludzi kolekcjonowały znaczki pocztowe. Najróżniejsze poczty wydawały coraz piękniejsze znaczki, które natychmiast trafiały do albumów i klaserów. Mówiąc wprost: mnóstwo znaczków drukowano tylko po to, żeby sprzedać je filatelistom. Popyt na filatelistyczne ciekawostki dawniej był dużo większy niż teraz, a dochody ze sprzedaży znaczków filatelistom były bardzo duże. To zjawisko trwa do dziś, chociaż filatelistów jest mniej, niż było kiedyś. W takich warunkach wiele organizacji nie będących pocztami zaczęło wydawać swoje znaczki, żeby poprzez ich sprzedaż zdobyć fundusze na działalność. Taka jest właśnie geneza różnych poczt konspiracyjnych. W Polsce zjawisko takie wystąpiło w czasie II wojny światowej i na większą skalę w latach 80-tych.
Czym więc są znaczki poczt konspiracyjnych? Jeżeli w konspiracji przewozi się jakieś przesyłki, to nie pobiera się za to taryfowej opłaty od nadawcy. Naklejanie znaczków na przesyłki konspiracyjne nie miałoby żadnego sensu. W każdej konspiracji działają kurierzy, ale znaczki nie mają w ich działalności żadnego zastosowania. Dlatego znaczki poczt konspiracyjnych, wbrew nazwie, nie mają rzeczywistego związku z pocztą i nie są zabytkami filatelistycznymi.
Czym więc są? Są drukami konspiracyjnymi, drukami wydawanymi poza zasięgiem cenzury – cegiełkami służącymi do pozyskiwania funduszy na działalność konspiracyjną / niepodległościową. Zwykle określa się je jako pokwitowania w formie znaczków pocztowych. Włączanie tych znaczków do zbiorów filatelistycznych nie ma sensu. Znaczki takie powinny natomiast wchodzić w skład kolekcji konspiracjanów. W takich zbiorach zasługują na uwagę i szacunek jako zabytki dużo mówiące o działalności niepodległościowej. Są interesującym świadectwem epoki. Ich kolekcjonowanie ma sens nie mniejszy od kolekcjonowania na przykład podziemnych ulotek informacyjnych i propagandowych albo grafik konspiracyjnych propagujących treści patriotyczne.
Jarosław Stećko – zastępca i następca Bandery
Przejdźmy od NPH do samej historii. Kim był Ukrainiec, którego Konfederacja Polski Niepodległej uczciła, umieszczając na znaczkach jego portret między portretami Polaków walczących o niepodległość?
Jarosław Semenowicz Stećko urodził się 19 stycznia 1912 roku w Tarnopolu. Zmarł 5 lipca 1986 roku w Monachium. Jako nastolatek został członkiem Ukraińskiej Młodzieży Nacjonalistycznej i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (nie znam dokładnych dat). Ukończył Gimnazjum Ukraińskie w Tarnopolu. W latach 1929-1934 studiował prawo i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza. Już w 1932 roku był członkiem Krajowej Egzekutywy OUN (dokładniejsza data nie jest mi znana). W roku 1934 został skazany na 5 lat więzienia za działalność niepodległościową. Uwolniony na mocy amnestii w styczniu 1937 roku. W styczniu 1938 roku Jewhen Konowalec zlecił mu zorganizowanie kolejnego kongresu OUN. W roku 1939 Jarosław Stećko bierze udział w rzymskim kongresie OUN. W lutym 1940 roku występuje wraz z innymi działaczami z inicjatywą stworzenia w Krakowie Rewolucyjnego Prowydu OUN-B. 1 kwietnia 1941 roku, na II Wielkim Kongresie OUN-B w Krakowie, Jarosław Stećko zostaje wybrany zastępcą prowydnyka OUN-B czyli zastępcą Stepana Bandery.
22 czerwca Niemcy zaatakowali Związek Sowiecki, wkroczyli na ziemie okupowane przez Sowiety. W tym samym czasie w Krakowie odbył się kongres UKN (1941) – Ukraińskiego Komitetu Narodowego, ponadpartyjnego organu, w skład którego wchodziło ponad stu przedstawicieli ukraińskich środowisk emigracyjnych (dla odróżnienia od innego organu o takiej samej nazwie, w polskiej literaturze niekiedy dodaje się w nawiasie datę 1941). UKN (1941) proklamowało odrodzenie Państwa Ukraińskiego we Lwowie i udzielił pełnomocnictw Jarosławowi Stećce, który przybył do Lwowa natychmiast po przejściu frontu i zwołał tam Ukraińskie Zgromadzenie Narodowe. UZN 30 czerwca przyjęło Akt Odnowienia Państwa Ukraińskiego, później zwany też Aktem 30 Czerwca. Jarosław Stećko wybrany został premierem ukraińskiego rządu. Działania te nie zyskały akceptacji Niemców. Hitler zażądał cofnięcia / odwołania Aktu 30 Czerwca. Wobec odmowy Ukraińców, 4 lipca 1941 roku, Jarosław Stećko został aresztowany (polska Wikipedia podaje 9 lipca). We wrześniu 1941 roku działacze OUN-B, wśród nich Jarosław Stećko, ostatecznie odmówili cofnięcia deklaracji niepodległości i wówczas osadzono ich w obozie Sachsenhausen. 17 września 1941 roku dowództwo Grupy Armii Południe wydało rozkaz nakazujący likwidację OUN-B – nakazujący ściganie wszystkich członków OUN-B. W polskim Internecie podawany jest numer tego rozkazu: 12432/1941.
Po fali aresztowań przywództwo odtworzonego OUN-B objął Mykoła Łebed’. Na II Konferencji OUN-B, w kwietniu 1942 roku, potępiony został zarówno faszyzm jak i komunizm. Jest to koniec orientacji na hitlerowskie Niemcy w OUN-B, chociaż właściwie ten koniec nastąpił już we wrześniu 1941 roku, jeżeli nie wcześniej. Czy działacze OUN-B w czerwcu 1941 wierzyli, że Niemcy pozwolą na odrodzenie niepodległej Ukrainy? Chyba po prostu myśleli, że ciężkim grzechem byłoby nie spróbować.
Wróćmy do Jarosława Stećki. W Sachsenhausen przebywał do września 1944 roku. W połowie 1944 roku Ukraina była już dla Niemców stracona. Naturalnym następstwem tego była zmiana stosunku Niemców do Ukrainy (łatwo płacić czymś, czego już się nie ma – łatwo być wtedy ustępliwym). Jarosław Stećko został wówczas zwolniony z obozu. Ciężko ranny podczas bombardowania na terenie Czech, dostał się do szpitala. Uniknął wydania w ręce sowietów. Od końca wojny przebywał i działał na emigracji w Monachium. W 1945 roku (dokładniejsza data nie jest mi znana) Krajowa Konferencja OUN-B wybrała Jarosława Stećkę na członka biura Prowydu OUN. Dwoma pozostałymi członkami tego ciała byli Stefan Bandera i Roman Szuchewycz. Od roku 1946 aż do śmierci Stećko był przewodniczącym ABN – Antybolszewickiego Bloku Narodów (organizacji powołanej do życia w listopadzie 1943 roku).
W polskiej Wikipedii znajdujemy informację, że po zamordowaniu Stepana Bandery w roku 1959, Jarosław Stećko został prowydnykiem OUN na emigracji. Jest to nieścisłość. Bezpośrednim następcą Bandery był Stepan Lenkawski, który pełnił tę funkcję w latach 1959-1968. Jarosław Stećko pełnił ją później – w latach 1968-1986.
Po śmierci Jarosława przewodnictwo ABN objęła jego żona – Sława (zob. poniżej). Pozostawała a na tym stanowisku do roku 1996.
Międzymorze ’87
Jarosław Stećko zmarł 5 lipca 1986. Niedługo po jego śmierci, w roku 1987, wydano przedstawione na początku znaczki. Jaki był kontekst? Wydanie tych znaczków było częścią działań zmierzających do wyjaśnienia polskiej opinii publicznej, czym naprawdę jest ukraiński nacjonalizm i do rozpropagowania idei wspólnego antysowieckiego frontu. Było częścią działań – nie było jedynym działaniem. W podziemnej prasie KPN ukazało się wtedy kilka artykułów na temat spraw polsko-ukraińskich, między innymi wywiad z wdową po Jarosławie Stećce – Jarosławą (Sławą) Josipowną Stećko (1920-2003) – również nacjonalistką, działaczką niepodległościową, należącą do OUN od 1938 roku, łączniczką i sanitariuszką UPA. Pismo KPN „Droga – Wolność i Niepodległość” nr 23 z roku 1987 (podkreślenia moje):
Rozpoczynamy publikację materiałów w nowym cyklu. Poświęcony on jest prezentacji poglądów różnych ugrupowań politycznych działających wśród narodów Międzymorza – czyli strefy pomiędzy Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. Materiały z tej serii publikujemy bez własnego komentarza, nawet wówczas, gdy przedstawiane opinie diametralnie różniłby się od naszych. Nie chodzi nam bowiem w tej rubryce o polemiki, ale o prezentacje poglądów celem lepszego wzajemnego poznania. Cykl nasz rozpoczynamy od wywiadu z p. Sławą Stećko – wybitną działaczką narodowego ruchu ukraińskiego i żoną czołowego niepodległościowego przywódcy ukraińskiego, Jarosława Stećko, zmarłego 5 lipca 1986 r. Pani Stećko jest obecnie przewodniczącą Antybolszewickiego Bloku Narodów ABN. Wywiad został przeprowadzony specjalnie dla DROGI przez naszego korespondenta w USA.
Sama Sława Stećko mówiła w duchu giedroyciowskim.
Na podstawie porozumienia między UPA i WiN próbowaliśmy po wojnie nawiązać kontakt z organizacjami polskimi na Zachodzie. Muszę przyznać, że było to bardzo trudne. Znaleźliśmy co prawda kontakt z małymi grupkami żołnierzy polskich w Anglii, Brazylii i Australii i rozumieliśmy się z nimi dobrze. Generalnie było to [porozumienie] jednak niemożliwe, ponieważ znaczna część polskiej emigracji uważała, że Polska ma być krajem od morza do morza. Nie chcieli oni słuchać w ogóle naszych argumentów, że tylko przez połączenie sił i wspólne działanie możemy osiągnąć niepodległość obu naszych krajów. Nie przyjmowali oni naszej argumentacji, że często jest lepiej z czegoś zrezygnować, jeśli pomogłoby to w osiągnięciu wolności kraju. Poza tym stara polska emigracja nie chciała się angażować w działalność antykomunistyczną, nie pozwalało to nam organizować wspólnych wystąpień. Dlatego byliśmy bardzo zadowoleni, gdy na Zachodzie pojawiła się młoda generacja polskiej emigracji o rodowodzie solidarnościowym. Okazało się, że mówimy tym samym językiem. Dla nich i dla nas ważne jest, co można osiągnąć w przyszłości, a nie koncentrowanie się na tragicznych wydarzeniach przeszłości i szukanie, kto jest bardziej za nie odpowiedzialny. Od razu mogliśmy rozmawiać na temat połączenia sił i wspólnego działania aby sprawa polska nie zniknęła z łamów prasy zachodniej – i żeby nie zniknęła z niej również sprawa ukraińska. Jest to dla nas zupełnie oczywiste. Sugerowaliśmy i nadal sugerujemy stworzenie wspólnej platformy.
Histeria antyukraińska czyli przygotowania do Okrągłego Stołu
Wiele, bardzo wiele wskazuje na to, że antyukraińska / antybanderowska histeria, która trwa do dziś, zapoczątkowana (a przynajmniej podgrzana i poparta przez komunistyczną władzę) została właśnie wtedy, gdy KPN wydawał znaczki ze Stećką i publikował artykuły dotyczące współpracy polskich i ukraińskich sił niepodległościowych. Oczywiście, nie chodzi mi o zbieżność co do dnia, ani nawet co do miesiąca i roku. Była to jednak ta sama epoka – lata osiemdziesiąte. Była to epoka, w której stało się jasne, że sowietyzm w dotychczasowym kształcie nie zdoła przetrwać. Wtedy zaczęto przygotowywać „miękkie lądowanie”. Wtedy tworzono „Złoty Fundusz”, wtedy też zaczęto promować „kresowych” działaczy, którzy mieli podsycić nastroje antyukraińskie.
Żeby przedstawić kontekst, w jakim pojawiły się omawiane publikacje KPN, muszę napisać także o przygotowaniach do „Okrągłego Stołu”. Posłużę się słowami „Dobrodzieja”. Uważam, że te słowa trafiają w sedno. Dla lepszej czytelności cytat w cytacie zaznaczam na czerwono, a cytat podwójnie zagnieżdżony zaznaczyłem kolorem niebieskim. Podkreślenia moje.
System komunistyczny umierał powoli i ta jego śmierć była pod pełną kontrolą KGB. Nie oszukujmy się! KGB przygotowało sobie najlepsze pozycje wyjściowe dla działań w warunkach „demokracji”, „niepodległości” i „wolnego rynku”. To właśnie w tym okresie naznaczono przyszłych biznesmenów i przyszłych właścicieli majątku narodowego.
Korzystne dla agentury KGB i dla komunistycznych działaczy przejście z komunizmu do gospodarki rynkowej nie było jednak celem jedynym. Najważniejszym celem Moskwy było stworzenie takiego systemu powiązań, aby za jakiś czas można było przejąć władzę. Mówiąc wprost – celem było odbudowanie moskiewskiego imperium. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Dwa największe narody zniewolone przez Moskwę to Polacy i Ukraińcy. Polacy i Ukraińcy to narody kluczowe dla planowanego moskiewskiego mocarstwa. Jeżeli pomiędzy tymi dwoma narodami dojdzie do ścisłej współpracy – nie tylko gospodarczej. ale także militarnej, a przede wszystkim do autentycznej przyjaźni i wzajemnego zaufania – plany imperialne Moskwy zawalą się raz na zawsze.
I właśnie dlatego lansowana jest w Polsce taka a nie inna polityka historyczna wobec Ukrainy. Całe przedsięwzięcie (nazwijmy je umownie “Stop Bandera”) zaczęto realizować w Polsce w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku. Inicjatorem (zapewne na rozkaz Moskwy) był ówczesny przywódca komunistycznej Polski – generał Jaruzelski. To on wyciągnął na światło dzienne Edwarda Prusa – wówczas działacza narodowo-komunistycznej organizacji “Grunwald” – aby ten stworzył nową, jeszcze bardziej antyukraińską narrację.
Polski emigracyjny publicysta – Józef Łobodowski – na ten temat pisał tak:
“… Reżym generała Jaruzelskiego prowadzi politykę zdecydowanie antyukraińską, usiłując skierować antysowieckie i antyrosyjskie nastroje społeczeństwa przeciw Ukraińcom. W ankiecie, przeprowadzonej z wybitnymi polskimi działaczami na emigracji i w kraju, znalazły się między innymi następujące pytania: „Od niedawna w PRL rozszerzyła się gwałtowna kampania antyukraińska. Co jest przyczyną tej kampanii? Skąd wyszła inspiracja? Kto bierze w niej udział?”. Jedna z osób ankietowanych – mianowicie Jerzy Giedroyć – odpowiedziała w sposób równie kategoryczny, jak niedwuznaczny: „Nie mam najmniejszych wątpliwości, że prowadzona obecnie w Polsce antyukraińska kampania została zainspirowana przez Moskwę. Porozumienie i normalizacja stosunków polsko-ukraińskich stanowiłyby, rzecz zrozumiała, groźbę dla sowieckiego imperium””.
Moje ostrożnościowe zakończenie
Nie jestem członkiem KPN ani żadnej organizacji post-KPNowskiej. Nie jestem politologiem. Gubię się w zawiłościach, jeżeli chodzi o historię KPN. Nie wiem co myśleć o roli, jaką odegrał KPN podczas „nocnej zmiany” i dlatego wolę wcale o tym nie myśleć. Nie do końca rozumiem, kto jest kim. Szanuję Adama Słomkę, szanuję Mariusza Cysewskiego i wielu innych ludzi wywodzących się z KPN. Ten artykuł jest jednak tylko popularyzacją wiedzy historycznej… małego kawałka wiedzy historycznej. Popularyzacją, i niczym więcej.
Dla Kresów24.pl
Paweł Bohdanowicz
