
John Cole, Fot: reform.news
Specjalny wysłannik prezydenta USA na Białoruś John Cole opisał swoje negocjacje z Aleksandrem Łukaszenką w sprawie uwolnienia więźniów politycznych. Szczegółami podzielił się na konferencji w Instytucie McCaina na temat zakładników białoruskiego reżimu. Wydarzenie miało miejsce 12 marca, przed ostatnią wizytą Cole’a w Mińsku, która doprowadziła do uwolnienia 250 więźniów politycznych.
— Chce zniesienia sankcji, ale chce też odgrywać znaczącą rolę. Rządzi już od ponad 30 lat i sądzę, że pragnie stać się graczem na arenie międzynarodowej. Rozmawialiśmy więc o tym. Został zaproszony do Rady Pokoju. Nie przyjechał. Rozmawialiśmy o tym.
Tak mu to wyjaśniłem. Powiedziałem: „Nie wiem, jak wygląda organizacja szkoły średniej w twoim kraju, ale tutaj jest tak. Przychodzisz na lunch i jest stół dla fajnych chłopaków. I ci fajni chłopcy tam siedzą, jedzą, i każdy chce usiąść wraz z nimi przy tym stole.
A jest też stół przegranych – i tam właśnie teraz siedzisz. Jesteś tam z Kubą. Jesteś tam z Iranem, jesteś tam z Wenezuelą i innymi. „Putina tam niema, bo w ogóle nie został zaproszony do tej szkoły” – powiedział specjalny wysłannik Trumpa.
„Powiedziałem ostatnio, że jeśli chcesz zasiąść przy stole fajnych chłopaków, musisz zacząć zachowywać się jak normalny kraj. Nie możesz robić tego, co robisz teraz. Nie możesz wystrzeliwać rakiet, trzymać ciężarówek w swoim kraju. Nikomu się to nie podoba” – przekazał Cole fragment rozmowy z Łukaszenką.
Cole stwierdził, że Łukaszenka zbliża się do stołu „dobrych chłopaków”, ale wciąż jest od niego daleko. Uważa, że jest bardzo przerażony działaniami USA w Wenezueli i Iranie.
„Półtora tygodnia temu powiedziałem mu: „Słuchaj, jesteś teraz jedyną osobą, która pozostała przy stole złych chłopców, więc lepiej bądź ostrożny. I naprawdę uważam, że to, co zrobiliśmy w Wenezueli i co robimy w Iranie, naprawdę go przestraszyło” – uważa Cole.
Według Cole’a udało mu się przekonać do siebie Aleksandra Łukaszenkę, gdy ten negatywnie wypowiadał się o Europejczykach.
„Dużo mówi. Wielu z tych ludzi, którzy są u władzy od dawna – on jest u władzy od 30 lat – gadają, gadają i gadają. Departament Stanu powiedział mi, że lubi żartować. Więc żartowaliśmy. Przez około 30-45 minut próbowałem zrozumieć, jakim jest człowiekiem i jak się z nim porozumieć.
„A potem zaczął narzekać na Europejczyków. Europejczycy są tacy, Europejczycy są tacy. I to trochę ostre, przepraszam za język, ale powiedziałem mu: »Tak, to banda mięczaków«. Od tamtej chwili miałem nad nim kontrolę. Lubi przeklinać, więc mu odwzajemniam. I świetnie się dogadywaliśmy. Rozmawialiśmy przez pięć godzin” – powiedział Cole.
Urzędnik opisuje też proces uwalniania więźniów politycznych. Jak powiedział, pierwszych 14 uwolnionych z łagrów nie uwierzyło w swoją wolność od razu.
„Zostali przewiezieni minibusem. Wszystko dzieje się w lesie, KGB to koordynuje. Jadę z Litwy na Białoruś, potem do lasu, gdzie zmieniają tablice rejestracyjne i cała ta szpiegowska robota. Wjeżdżamy do lasu, podjeżdża minibus, a w nim jest 14 osób.
Kiedy otworzyłem drzwi, wszyscy siedzieli tak [Cole pokazuje, jak siedzieli z rękami za głowami]. Później dowiedziałem się, że myśleli, że zostaną rozstrzelani. Otworzyłem drzwi busa i powiedziałem: „Jesteście wolni”. Nie było żadnej reakcji, mimo że wielu z nich mówiło po angielsku.
„Powiedziałem: »Możecie iść«. Jedna osoba podniosła wzrok. Nadal żadnej reakcji. Nadal myśleli, że to pułapka. Wtedy powiedziałem: »Reprezentuję prezydenta Donalda Trumpa«. I dopiero wtedy wstali. Wyraz ich twarzy był bezcenny” – powiedział Cole.
Według niego, podobna sytuacja miała miejsce za drugim razem, gdy zwolniono 52 osoby.
wa/reform.news










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!