Hybrydowa wojna gazowa trwa. Gazprom stracił już klientów na Ukrainie, a jego działania konsolidują społeczeństwo wokół władz w Kijowie, co może ugruntować opór wobec Rosji. Dla Polaków jest to perspektywa wzmocnionej współpracy, co będzie jednak wymagało ostrej gry rynkowej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.
Pomimo wyroku sądu arbitrażowego w Sztokholmie rosyjski Gazprom odmówił wznowienia dostaw na Ukrainę od 1 marca tego roku. Chociaż Gazprom deklarował, że będzie korzystał ze wszelkich dostępnych „narzędzi prawnych” do egzekwowania swych racji w sporze z ukraińskim Naftogazem, to jednak niezgodnie z kontraktami i wyrokiem arbitrażu nie rozpoczął dostaw na Ukrainę i nie podniósł poziomu przesyłu do wolumenu wyznaczonego w kontrakcie
Naftogaz podkreśla, że w kontraktach na dostawy i przesył gazu od Gazpromu nie ma zapisu o jednostronnym zakończeniu go. Naftogaz przyjmuje propozycję Komisji Europejskiej, która zaproponowała przeprowadzenie rozmów trójstronnych na temat wdrożenia wyroku arbitrażu, w obu przypadkach przegranego przez Rosjan. To kolejne potwierdzenie niewiarygodności rosyjskiego dostawcy, co wykorzystuje w polityce informacyjnej Naftogaz.
Jeszcze w 2015 roku pisałem, że największym przegranym wojny na Ukrainie jest Gazprom, który stracił kluczowego klienta w Europie. Jeszcze przed nielegalną aneksją Krymu i ofensywą na rosyjską wschodzie kraju, Ukraina była drugim klientem na gaz rosyjski. W listopadzie 2015 roku zrezygnowała z niego w ogóle. Wyrok arbitrażu nałożył na nią obowiązek zakupu rocznie co najmniej 4 mld m sześć. gazu z Rosji. Byłaby to droga do odbijania rynku ukraińskiego z rąk konkurencji i normalizacji w relacjach gazowych z Ukrainą pomimo zamrożonego konfliktu z Rosją.
Gazprom wybrał inaczej. Utrzymuje pozory działania w zgodzie z prawem i obrony swych racji, co będzie miało znaczenie dla przyszłości spornego projektu Nord Stream 2, który miałby zwiększyć dostawy szlakiem niemieckim kosztem ukraińskiego. Spór z Naftogazem ma posłużyć zbieraniu argumentów za przerwaniem dostaw przez jej terytorium. Rosjanie podnoszą argument, że arbitraż podjął „asymetryczną” decyzję o tym, że Gazprom ma zapłacić karę i zwiększyć dostawy przez Ukrainę do poziomu 110 mld m sześc. rocznie, co według przedstawicieli spółki ma oznaczać nakaz subsydiowania gospodarki ukraińskiej jej kosztem. Bez minimalnego poziomu dostaw spadną zyski z tranzytu od których zależy budżet. Kommiersant wylicza, że nawet przy udanej budowie Nord Stream 2 i Turkish Stream, Gazprom będzie potrzebował około 16-17 mld m sześc. dostaw przez Ukrainę, bo dzienna przepustowość gazociągów ukraińskich to 300 mln m sześc. a dwóch projektów planowanych przez Rosję odpowiednio – 165 i 90 mln m sześc.
Dziennik “Kommiersant” donosi, że działania Gazpromu mają zmierzać także do ograniczenia negatywnych skutków wyroku arbitrażu. Gazeta przypomina, że w 2016 roku Gazprom zerwał unilateralnie kontrakt z Turkmenistanem ze względu na spór cenowy. Wskutek tego działania doszło do porozumienia o „przerwie kontraktowej” do 2019 roku. Podobną pauzę udało się wynegocjować z RWE na rynku czeskim w 2014 roku. Być może zatem działania Gazpromu to nowa strategia negocjacyjna, którą trudno zrozumieć przedstawicielom cywilizacji zachodniej.
Kosztem tej gry może być jednak trwałe odwrócenie się społeczeństwa ukraińskiego od rosyjskiego Wielkiego Brata.
Konsolidacja społeczeństwa
Ze względu na odmowę świadczenia dostaw przez Gazprom, ukraińska spółka Naftogaz zwiększyła import gazu ziemnego z Unii Europejskiej, co pozwoliło „uniknąć potencjalnie katastrofalnych efektów niezdolności Rosji do dostarczenia opłaconego gazu”.
Naftogaz przypomina także o roli społeczeństwa ukraińskiego, które odpowiedziało na apel władz kraju redukcją zużycia gazu ziemnego w sektorze ciepłownictwa poprzez obniżenie temperatury w domu jeden stopień Celsjusza w ramach akcji #coolitdown. To razem z działaniami administracji i Naftogazu dało 2 marca spadek zapotrzebowania na gaz w największych miastach Ukrainy o 13 procent w stosunku do poprzedniej doby.
– Chcielibyśmy podziękować wszystkim za empatyczną reakcję na ostatnią próbę szantażu gazowego Rosji – powiedział prezes Andrij Kobolew. – Doceniamy także wysiłek partnerów europejskich, którzy zademonstrowali solidarność, pozwalając nam zwiększyć dostawy ze względu na ich pilność – dodał.
Ukraińska spółka liczy na dalszą współpracę społeczeństwa obywatelskiego. – Apelujemy o utrzymanie tych wysiłków do szóstego marca. Każdy metr sześcienny gazu, który oszczędzicie ochroni Ukrainę przed niebezpieczeństwem związanym z nieprzewidywalnym zachowaniem Rosji – dodał Kobolew. Gazprom już stracił rynek ukraiński. Jego działania, być może podyktowane zleceniem politycznym, mogą sprawić, że straci serca społeczeństwa ukraińskiego.
(…)
Cały tekst tutaj.
Wojciech Jakóbik
fot. Anton Obolienskij, CC BY-SA 2.5


