
Ilustracja: AI
Blady strach padł na mieszkańców rosyjskiej prowincji. Ponieważ w ostatnim czasie ludność Rosji dobrowolnie wpłaca na wojsko ponad 4 razy mniej, niż jeszcze w zeszłym roku, wojsko samo zaczęło zabierać jej dobytek “na potrzeby Specjalnej Operacji na Ukrainie”.
W kilku rejonach Buriacji ogłoszono “dobrowolną” zbiórkę sprzętu AGD, głównie lodówek na potrzeby rosyjskich szpitali polowych na Ukrainie. Miejscowe władze bacznie śledzą, którzy z mieszkańców nie odpowiedzą na ten apel, ci zaś – żeby nie podpaść naczalstwu – “dobrowolnie” wiozą swoje mienie ze łzami w oczach na miejsce zbiórek. Są to, oczywiście, łzy patriotyzmu.
Oprócz lodówek wojsko zażądało też – za pośrednictwem swoich organizacji wolontariackich – wózków inwalidzkich, kul do chodzenia, odzieży, a nawet motocykli. Jeśli ktoś tego nie ma, może oczywiście kupić i “podarować”, a w ostateczności może wykręcić się zakupem hurtowej ilości butelkowanej wody pitnej – pisze lokalny kanał “Potok” na Telegramie.
Na początku tej akcji przymusu wprawdzie nie było, ale okazało się, że jak nie ma bata, to na kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców tych rejonów na apel zareagowało z własnej woli tylko kilku. Stąd postanowiono wprowadzić w te działania większą stanowczość.
Władze kilku innych regionów nie miały w ogóle takich skrupułów. Np. w obwodzie irkuckim bez pytania obcięto wszystkim nauczycielom, przedszkolankom i pracownikom kultury premie i wynagrodzenia, informując ich, że środki te są potrzebne na Specjalną Wojskową Operację na Ukrainie.
“Powiedzieli, że pieniędzy na SWO zabrakło. A skoro nie ma z czego płacić tym, którzy walczą, to trzeba zabrać tym, którzy nie walczą” – skarży się na kanale “Ludzie Bajkału” jedna z młodych nauczycielek.
Z kolei w Republice Komi, gdzie generalnie “ludzie groszem nie śmierdzą”, zażądano od miejscowych rybaków, żeby oddali wojsku… swoje sieci! Zapewne rozsądniej byłoby sieci zostawić, a zabierać tylko część złowionych ryb, ale najwyraźniej armia postanowiła sama je łowić.
Akcja dotarła także do stolicy. Na Moskiewskim Uniwersytecie Technicznym im. Baumana nie było za bardzo z czego oskubać studentów, więc postanowiono wykorzystać ich pracę – zagoniono ich do plecenia siatek maskujących, obiecując w zamian zaliczenie z WF-u.
Portal “Wiorstka” pisze, że czterokrotny spadek dobrowolnych wpłat Rosjan na wojnę na Ukrainie bardzo zaniepokoił Kreml. Problem polega też na tym, że owa “humanitarna pomoc” jest w większości rozkradana i nigdy nie dochodzi na front.
Liczne “patriotyczne” organizacje wolontariackie i generalicja zrobiły sobie bowiem z tego świetny biznes – masowo zbierają wpłaty na prywatne rachunki bankowe swoich działaczy i prezesów, nie prowadzą kompletnie żadnej sprawozdawczości finansowej i nie rozliczają się przed nikim z tego, na co faktycznie wydały te środki.
Nic więc dziwnego, że skoro “pomocowy zapał” słabnie, władza postanowiła zastąpić go “pomocową przemocą”. Te działania wskazują jednak wyraźnie, że finansowanie przez Kreml wojny na Ukrainie zaczyna robić bokami i reżim nie jest już w stanie zapewnić swojej “drugiej armii świata” nawet elementarnych rzeczy.
A z drugiej strony – po co takiemu Buriatowi lodówka, skoro najczęściej i tak nie ma co do niej włożyć?
Zobacz także: Potężne eksplozje! Trafili! Ale czym? I w co? Obie strony nagle zamilkły (WIDEO).
KAS
3 komentarzy
Cyryl III Onuca
8 sierpnia 2025 o 09:38Używane nieznacznie onucki też by się przydały, bo zima idjot.
Jagoda
8 sierpnia 2025 o 13:50Ech ta druga armia trzeciego świata ruski mir pełną gębą !!!
Dumny Rosjanin
8 sierpnia 2025 o 14:51(usun. – wulgarny ruski troll)