
Władimir Sołowjow. Fot:Sergey Savostyanov/POOL/TASS
Jeszcze nigdy dotąd nie zdarzyło się, aby decyzja Kremla wywołała taki ferment w obozie Władimira Putina — od czołowych propagandystów, deputowanych, po Z- korespondentów z frontu wojny na Ukrainie — wszyscy są wściekli za blokadę komunikatora Telegram w Rosji.
Jednym z najbardziej rozgoryczonych okazał się niedościgniony „kapłan” rosyjskiej propagandy Władimir Sołowjow. Publicznie oskarża Roskomnadzor (RKN) o sabotowanie jego zasięgów. Twierdzi, że „spowolnienie” Telegramu pozbawiło go dużej części odbiorców, nie oferując żadnej „godnej alternatywy”.
W podobnym, a nawet ostrzejszym tonie wypowiadają się inni blogerzy, dla których Telegram był jedynym narzędziem komunikacji.
„Aby ostatecznie wykończyć system dowodzenia i kontroli Sił Zbrojnych Rosji po tym, jak (… obraźliwie o Ukraińcach) ograniczyły Starlink, Roskomnadzor (RKN) postanowił spowolnić Telegram. Bijcie się nawzajem, żeby inni się bali! Możemy się jeszcze bardziej pogrążyć, bójcie się” – napisał inny bloger Marsow.
Ale najgłośniejsze i najbardziej rozpaczliwe okrzyki pochodzą od Z –korespondentów. Ich szczególne oburzenie wywołał rzecznik prasowy Putina, Dmitrij Pieskow, który stwierdził, że „trudno i nie sposób sobie wyobrazić”, aby „komunikacja na linii frontu była prowadzona za pośrednictwem Telegramu lub innego komunikatora”.
A jak, zdaniem szanownego rzecznika prasowego, wygląda komunikacja na froncie? – napisał kanał Telegram „DShRG Rusich” (i był to dość taktowny komentarz). – Wszystko jest powiązane z czatami Telegram: wymiana informacji, współrzędne, transmisje (często prowadzone na zablokowanym już Discordzie) i tak dalej. Stopień oderwania od rzeczywistości jest po prostu zdumiewający. Równie ważny jest fakt, że nadal nie mamy niezawodnego, bezpiecznego i gwarantującego działanie systemu łączności satelitarnej. Ale, jak widać, według ściśle cenzurowanych doniesień, sytuacja w wojsku jest zupełnie inna.
Według Tatiany Stanowej z Centrum Carnegie Berlin ds. Rosji i Eurazji, Telegram de facto zastąpił w Rosji tradycyjne media. To tam elity i osoby zainteresowane polityką śledzą bieżące wydarzenia. Ograniczenie dostępu uderza więc nie tylko w zwykłych użytkowników, ale także w aparat władzy i jego zaplecze informacyjne.
Przez kilka dni deputowani Dumy Państwowej publicznie wyrażali oburzenie próbą „zamknięcia ludziom ust”, nawet najwierniejsi strażnicy reżimu sprzeciwili się temu zakazowi, argumentując, że to „ważne narzędzie promowania prorosyjskich idei”.
Ostatecznie jednak upoważnili FSB do zablokowania wszelkiej komunikacji na polecenie Władimira Putina.
Tymczasem użytkownicy masowo szukają sposobów obejścia blokady. Wzrosła popularność aplikacji umożliwiających dostęp do Telegramu bez VPN, a darmowe narzędzia omijające ograniczenia pną się w rankingach sklepów z aplikacjami.
wa/Bloomberg.com










2 komentarzy
Enricco
18 lutego 2026 o 11:17Aby moskiewskie psy żarły się mocniej, trzeba stosować sztuczki pobudzające wzorem przed walką psów. Na początek spotęgować hałas…
TakToWidzę
18 lutego 2026 o 11:45Niech się faszysta zajmie hodowlą gołębi mailowych na światłowodzie. 🤣🤣🤣 Przecież putinsyn skazał że nie to nie. 👏 i przestańcie beczeć niewolnicze barany.