
Collage ilustracyjny za fot. Russkoje Niebo / YouTube
Ile armatniego mięsa da się jeszcze wycisnąć?
Rosyjskie straty osobowe na froncie wzrosły w 2025 roku – według różnych ocen – o 40-60%. Żeby w tej sytuacji dokonać jakiegoś realnego przełomu wojennego rosyjską armię powinno zasilić ok. 800 tys. – 1 mln osób – oceniają eksperci. Tymczasem rosyjski plan mobilizacyjny przewiduje powołanie w 2026 r. mniej niż 400 tys. nowych żołnierzy.
“Kreml bardzo chciał powołać ich więcej, ale nie jest w stanie tego zrobić. Plan pozostał na dawnym poziomie. To pozwala nam ocenić, że realne możliwości mobilizacyjne wroga są ograniczone” – mówi szef Ukraińskiego Centrum Bezpieczeństwa, Siergiej Kuzan, którego cytuje 24 Kanał.
“Jeśli Rosjanie chcą przerwać front, powinni powołać nie 400, a co najmniej 800 tys. ludzi. Przy obecnej liczebności to niemożliwe. Oczywiście na niektórych odcinkach mogą powoli posuwać się naprzód, ale na innych zdołaliśmy ich odepchnąć i odbić teren: w obwodzie sumskim, charkowskim, czy w Kupiańsku. Obecnie atakują głównie w obwodzie donieckim” – przypomina ekspert.
Zauważa też, że braki kadrowe zmusiły rosyjskie dowództwo do zabierania żołnierzy z wojsk, które miały pozostać na tyłach “nieruszone”. Kreml planował sformować w 2025 r. 14 nowych dywizji, a ostatecznie powstało tylko 7, reszta pojechała na wojnę.
Teoretycznie w Rosji nadal nie brakuje młodych mężczyzn, których można by wysłać na front. Problem polega na tym, że z własnej woli idą tam coraz mniej chętnie, nawet za duże pieniądze, a płacić im jeszcze więcej się nie da, bo budżetu na to nie stać. Od pół roku widać poważne problemy z wypłatami, wielu ochotników skarży się, że nic im nie przelano na rachunki.
Dlatego jedyny sposób realnego zwiększenia liczebności armii to przymusowa mobilizacja. Jednak żeby ją przeprowadzić też potrzeba pieniędzy. Logistyka, transport, szkolenie, wyżywienie, zakwaterowanie, wyposażenie, uzbrojenie – to wszystko kosztuje. I kto ma szkolić rekrutów na tyłach, skoro większość dotychczasowej zawodowej kadry albo już zginęła, albo jest nadal na froncie?
Do tego dochodzi coraz bardziej dotkliwy problem braku rąk do pracy w Rosji, także w zbrojeniówce. Już teraz z powodu braku pracowników w wielu miastach przestają funkcjonować służby komunalne, remontowe, wstrzymywane są inwestycje. Wyssania kolejnego miliona mężczyzn w wieku produkcyjnym rosyjska gospodarka może nie wytrzymać.
I poza wszystkim – wartość bojowa żołnierzy wysłanych na front pod przymusem jest nieporównanie niższa, niż ochotników. Obecnie nawet oni coraz częściej dezerterują lub odmawiają wykonywania rozkazów, więc nietrudno przewidzieć jak będą się zachowywać ci, którym w ogóle się nie płaci i którzy na wojnę jechać nie chcieli.
Zobacz także: Ładunki wybuchowe na mostach z Białorusi! Gotowość do wysadzenia.
KAS










2 komentarzy
,
2 stycznia 2026 o 11:57Jezeli rosyjska armia posuwa sie do przodu metr po metrze,tracac tysiace zolnierzy,to
jakiekolwiek straszenie Europy ze strony ukrainskiej,ze Rosja przygotowuje sie do ataku jest czysta zagrywka polityczna.
Ja od poczatku tej wojny stoje po stronie Ukrainy z zastrzezeniem ,ze nigdy nie uznam tego kraju pod sztandarem bandy UPA.
TL
2 stycznia 2026 o 14:48kacapku
nie rozsmieszaj i poszol won na ten swoj czerwony plac
agitacje robic