
Collage / screen
Cała kompanijna szpica pancerna poszła z dymem.
Ukraińscy droniarze z Lasar’s Group namierzyli w obwodzie biełgorodzkim przy granicy z Ukrainą grupę pancerną Rosjan złożoną z 6 czołgów i 2 pojazdów opancerzonych. Sprzęt stał zamaskowany w lesie i szykował się do rajdu na kierunku charkowskim. Ale widać był ukryty kiepsko.
Drony bojowe przybyły natychmiast po otrzymaniu i zweryfikowaniu sygnału i metodycznymi zrzutami bomb zniszczyły jeden po drugim wszystkie czołgi i pojazdy. “Część z nich spłonęła doszczętnie” – głosi komunikat.
Tak więc rosyjskiego ataku na tym kierunku już raczej nie będzie, chyba że samą piechotą. Kolejny raz potwierdziło się, że sprzęt pancerny nie ma w tej wojnie żadnych szans z dronami, tym bardziej, że zasięgi bezzałogowców są coraz większe.
Tworzy to na bezpośrednim zapleczu frontu 15-20-kilometrową martwą strefę i każda próba wjechania do niej czymś cięższym, choćby zwykłą ciężarówką z zaopatrzeniem dla żołnierzy, kończy się niemal zawsze tak samo. Nie pozwala to w ogóle skutecznie zaplanować logistyki przy wszelkich większych operacjach.
Ostatnio stała się to zresztą główna metoda walki stosowana przez Ukraińców – zobacz: Totalna zmiana taktyki – Piekło Drugiej Linii!
Zobacz także: Zniknęli Putina? Podejrzanie długo go nie ma…
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!