
Collage / obraz “Śpiący” – W. Szulżenko
Oto do czego prowadzą przypadkowe mistyczne lektury wrzucone w mózg pozbawiony elementarnych podstaw kulturowych.
Wrogość wobec Zachodu i mistyczna wiara w dziejowe posłannictwo Rosji to obecnie dwa główne filary ideologii, na której opiera się dyktatura Putina – ocenia w INews rosyjski publicysta emigracyjny Andriej Kolesnikow. W imię tej wiary Kreml daje sobie prawo zniszczyć każdego, kto w to nie wierzy.
Po objęciu rządów w 2000 roku Putin nie miał w ogóle żadnej ideologii, był zwyczajnym w miarę sprawnym aparatczykiem z KGB-owskim rodowodem, którego oligarchia wybrała, by utrzymać stabilność w kraju po rezygnacji Borysa Jelcyna.
W tamtym czasie cała aktywność Putina była skoncentrowana wyłącznie na utrzymaniu chwiejnej jeszcze władzy. Temu miały też służyć liczne umizgi do Zachodu, a nawet krytyka pod adresem sowieckiej przeszłości – tamtych nagrań rosyjska propaganda, oczywiście, dzisiaj nie pokaże.
Wkrótce jednak ideolodzy z otoczenia Putina sformułowali koncepcję “szczególnej drogi” Rosji. Miała ona uzasadniać “specyfiką narodową” coraz większe łamanie zasad demokracji, która – czego by nie mówić o Jelcynie – jakoś tam pod jego rządami funkcjonowała.
To samo w topornej formie wdrożył zresztą także Łukaszenka, ogłaszając że “Białorusini jeszcze nie dorośli do demokracji” i dlatego on musi stosować rządy silnej ręki. Nie dorośli i tak jakoś od 32 lat pod jego panowaniem ciągle nie mogą “dorosnąć”. Kto wie, może już dawno dorośli, ale nie mają – niestety – najmniejszej szansy by to sprawdzić.
Coraz częściej pojawiała się też narracja o Rosji jako “ofierze zewnętrznych nacisków i manipulacji”, bardzo podobna do tej w Niemczech po I wojnie i za wczesnego Hitlera. Do tego doszła teza o “Rosji jako nosicielu tradycyjnych wartości”, którą do dziś tak uwielbiają zagorzali miłośnicy Putina na Zachodzie. A z reguły im mniej w ogóle o Rosji wiedzą, tym bardziej w to wierzą.
Potem poszło już z górki: przywrócenie sowieckiego hymnu, oświadczenie Putina, że rozpad ZSRR był “geopolityczną katastrofą” i nowa propaganda mocarstwowości. Wprawiła ona w zachwyt tych, dla których Związek Sowiecki kojarzył się zawsze z najlepszym okresem ich młodości oraz tych, którzy gotowi są żyć w biedzie, “byle inni nas się bali”.
Nastąpiło przy tym coś, co już w 1986 roku przewidział Władimir Wojnowicz w swojej satyrycznej antyutopijnej powieści “Moskwa 2042”, a mianowicie zlanie się w jedną rządzącą klikę i wspólną ideologię dwóch zdawałoby kompletnie sprzecznych nurtów: prawosławia i komunizmu, z Genialissimusem na czele.
Oczywiście próżno dziś szukać tej świetnej książki w rosyjskich księgarniach, podobnie jak “1984”, czy “Folwarku zwierzęcego” Orwella.
W przededniu zaatakowania Ukrainy doszedł w Rosji jeszcze jeden aspekt: “osobiste” pseudonaukowe rozważania historio-filozoficzne Putina oparte na negacji odrębności narodowej Ukraińców, popłuczynach z mętnej mistyki Władimira Sołowiowa i Dugina i na “ludowych mądrościach”, które pompowali w niego bracia Kowalczukowie.
Widać, że w międzyczasie Putin musiał ostro nadrabiać lektury, zwykle dawno znane inteligencji w Rosji, których on w KGB nie miał. Kiedyś car, człowiek wykształcony, pewnie ziewał jak jak to czytał, ale Putin odkrył rzecz mu wcześniej nieznaną i dostał od tego wypieków. Pod tym wpływem “padło mu na mistykę”, jak Hitlerowi pod wpływem Nietzschego, Schönerera i Protokołów Mędrców Syjonu.
Tymczasem wraz z agresją na Ukrainę propaganda w Rosji przybrała już charakter systemowy i mechaniczny: totalna kontrola mediów, nowe podręczniki historii, masowa indoktrynacja militarno – szowinistyczna dzieci i młodzieży, regularne seanse histerycznej nienawiści w TV, aż po najnowsze “odkrycia” Dugina, że zniewolenie jest lepsze niż wolność, a Internet trzeba zlikwidować.
Oczywiście cały czas kluczowym elementem tej ideologii jest narracja o “historycznej misji Rosji” i “nieustannym zagrożeniu ze strony Zachodu”. Ale każdy, kto zna historię wie, że to nic nowego – siermiężna kopia XIX-wiecznej rosyjskiej triady: “prawosławie, samodzierżawie, ludowość (czy też: charakter narodowy)”.
Jest to w zasadzie nic innego jak pochwała tkwienia w swojskim alkoholowym marazmie, bez konieczności zmieniania czegokolwiek, mimo że świat się przecież zmienia. Taka “ucieczka w przaśne bagienko” ze strachu przed rzeczywistością, za którą się już nie nadąża i którą się coraz mniej rozumie.
Taka ideologia uzasadnia zarówno zewnętrzną ekspansję, jak i wewnętrzne represje, a także pozwala podporządkować całą ekonomiczną aktywność kraju wydatkom wojennym. Nie ma natomiast żadnego jasno określonego celu rozwoju – permanentna “walka z Zachodem” jest sama w sobie jedynym sensem wszystkich działań.
A tymczasem wojna nie poszła po myśli “wodza”, trwa już ponad 4 lata, a szanse na szybkie triumfalne zwycięstwo rozwiały się. Psychopatyczny umysł Putina postrzega to jako osobistą wyrządzoną mu krzywdę i – jak skrzywdzony mały chłopiec – pragnie zemsty i “postawienia na swoim”.
Taki system i taki człowiek może istnieć wyłącznie w stanie ciągłej konfrontacji z czymkolwiek, zawsze musi mieć jakiegoś wroga, inaczej umiera. Dlatego nawet zakończenie obecnej wojny niczego tu nie zmieni – przewiduje Kolesnikow.
Jedyna nadzieja, że w końcu zdecydowana większość Rosjan poczuje się już tak do bólu znudzona tą ideologią, jak ideologią sowiecką przed upadkiem ZSRR. Zresztą pierwsze oznaki tego zmęczenia już powoli się pojawiają – zauważa publicysta.
Zobacz także: Phantomy ruszają na front! Szturmowców ze stali nie można zabić
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!