
Ilustracja AI
Halo? Czy ktoś tam jeszcze pozostał nie zwerbowany? Bo podsłuchują kogo chcą.
Władze Austrii biernie przyglądają się nasileniu na ogromną skalę radio-elektronicznych działań szpiegowskich z terenu rosyjskich placówek dyplomatycznych w Wiedniu. Od czasów Zimnej Wojny nic się nie zmieniło – miasto nadal jest największym rajem rosyjskich szpiegów w Europie, a może na świecie – zauważa Financial Times.
Austriackie władze nigdy nie zwalczały działań szpiegowskich wymierzonych w państwa trzecie. Dlatego w czasie gdy inne kraje Europy wydaliły w ostatnich latach setki rosyjskich “dyplomatów”, w Wiedniu nadal spokojnie rezyduje ich co najmniej 500. Z tego – według ostrożnych szacunków zachodnich służb – co trzeci jest oficerem GRU, SWR lub FSB, choć pewnie jest ich więcej.
Czują się tak pewnie, że ostatnio nawet się z tą działalnością nie kryją. Na dachach rosyjskich obiektów dyplomatycznych jak grzyby po deszczu wyrastają nowe anteny szpiegowskie, systemy satelitarnej obserwacji, zdalnego podsłuchu oraz inne – o niejasnym przeznaczeniu.
Zdaniem ekspertów, nie są to bynajmniej anteny do łączności satelitarnej z Moskwą, gdyż te z reguły są nieruchome. Tymczasem nowe anteny obracają się w różnych kierunkach, szczególnie w czasie ważnych wydarzeń. Np. przed niedawną Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa jedna z nich zrobiła zwrot o 180 stopni, a po jej zakończeniu wróciła do dawnego położenia.
Jednym z takich “hubów szpiegowskich”, gdzie ostatnio aż zaroiło się od nowych anten jest wielki rosyjski kompleks nad Dunajem, zwany potocznie “Russencity – Rosyjskie Miasto”.
Erich Moechel z grupy eksperckiej NomenNescio ocenia, że położenie tego kompleksu jest dla Rosjan bardzo dogodne: szpiegują stąd położone 100 km na wschód jedno z największych w Europie centrów satelitarnych, wiedeńskie siedziby ONZ, OBWE, MAEA, OPEC i wszelkie inne instytucje – zarówno dyplomatyczne, jak i pewnie rządowe austriackie.
Jednak większość rosyjskich anten w Russencity jest skierowana na zachód w stronę operujących tam geostacjonarnych satelitów, a kilka kolejnych służy do łączności z rosyjskimi szpiegami i służbami w Afryce.
Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której nasz potencjalny sojusznik – wprawdzie nie z NATO, ale z Unii Europejskiej – otwarcie toleruje wrogie i szkodzące nam działania Rosjan na dużą skalę, bo chyba nikt nie ma wątpliwości co do ich intencji. Choć pewnie i na sąsiednich Węgrzech służby Putina źle nie mają, ale Wiedeń to także świetna baza do koordynacji działań dywersyjnych w UE.
Można, oczywiście, powoływać się status dyplomatyczny tych obiektów, ale gdzieś chyba powinny być jakieś granice? Na tej zasadzie Rosjanie mogliby równie dobrze wwieźć na teren swojej placówki bombę atomową i też byłaby ona “nietykalna z przyczyn dyplomatycznych”.
Z drugiej strony – trudno się dziwić takiej austriackiej bierności. Przecież 500 rosyjskich szpiegów i quasi-dyplomatów nie siedzi tam sobie od lat “tak po prostu” i podziwia panoramę Dunaju. A mówimy tu tylko o tych “legalnych” z paszportami dyplomatycznymi. A ilu jest tam dodatkowo rosyjskich “nielegałów” pod innym przykryciem? Plus – oczywiście – “bratnie służby białoruskie”.
Przy takiej skali infiltracji prawdopodobieństwo zawerbowania w tym czasie dużej liczby odpowiedzialnych za kluczowe decyzje polityków, urzędników i funkcjonariuszy austriackich jest bardziej niż wysokie, nawet z punktu widzenia czystej statystyki. Więc w najbliższym czasie raczej nie ma co liczyć, że cokolwiek się w tym zakresie zmieni.
Zobacz także: Phantomy ruszają na front! Szturmowców ze stali nie można zabić
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!