
fot. Wikimedia Commons, CC
Zbrodniarz rządzący Rosją, Władimir Putin, zakwestionował wiarygodność treści internetowej encyklopedii Wikipedia.
Podczas spotkania z prezesem państwowej fundacji “Wiedza”, Maksimem Driewalem, powiedział że nie można używać tylko wikipedii i bardzo pożądane jest “użyteczne” i “obiektywne” rosyjskie źródło. Driewal powiedział, że fundacja ma już zasoby, na podstawie których można taki odpowiednik Wikipedii zbudować.
Nie jest wykluczone, ze Wikipedia podobnie jak inne zachodnie platformy, zostanie zakazana w Rosji. Jak wiadomo, na Wikipedii informacje dodają użytkownicy w różnych językach, a inni weryfikują. Przez lata wytworzył się cały system wprowadzania i weryfikowania informacji. Praktycznie każdy może do niego dołączyć, w rzeczywistości jak na innych portalach społecznościowych, by swobodnie dodawać treści, trzeba być zweryfikowanym i zaufanym użytkownikiem, osobą prywatną lub instytucją, na przykład naukową.
Rosyjskiemu reżimowi nie podoba się, co można przeczytać na Wikipedii o agresji rosyjskiej na Ukrainę, i w ogóle o Rosji. Poza rodzimym językiem, jak łatwo się domyślić, Wikipedia w większości krajów świata najczęściej czytana i redagowana jest przez użytkowników w języku angielskim.
Rosyjski regulator i cenzor internetu, agencja Roskomnadzor, oświadczyła że Wikipedia celowo dezinformuje podając “w sposób jasny nieprawdziwe informacje”.
Właściwie rosyjski reżim dodał Wikipedię do listy zakazanych stron już w 2012 roku, ale jest dostępna wciąż w Rosji.
Rosyjski reżim chce uruchomić własny, propagandowy odpowiednik Wikipedii w 2023 roku.
Reżim od lat walczy z zachodnimi platformami społecznościowymi, podobnie jak portalami informacyjnymi. Walka zaostrzyła się po agresji rosyjskiej na Ukrainę. Do większości z największych portali został zamknięty dostęp z terenu Rosji albo same się wycofały, albo ich dni w Rosji są policzone. Rosja od lat próbuje, z różnym powodzeniem, rozwijać swoje analogii amerykańskich czy innych zachodnich platform, na przykład tworząc swoją wersję Google (yandex).
Oprac. MaH, themoscowtimes.com




Dodaj swój komentarz