
Collage / fot: Nasza Niwa
Na oczach świata zbrodniczy reżim doprowadza torturami niewinnego człowieka do samobójstwa. Kogoś to obchodzi?
Białoruski więzień polityczny z Mińska, dziś 46-letni Stiepan Łatypow trzeci raz próbował odebrać sobie życie w kolonii karnej nr 22 pod Iwacewiczami, potocznie zwanej “Wilcze Nory” – informuje Centrum Praw Człowieka “Wiosna”.
Z zawodu specjalista od pielęgnacji i leczenia drzew, prowadził w Mińsku niewielki ogrodniczy biznes. Brał udział w protestach w 2020 roku. Nawet nie szarpał się z milicją, po prostu pisał coś na Telegramie, produkował chałupniczym sposobem niepodległościową symbolikę i rozdawał ludziom na ulicy kwiaty – bo i takie dość naiwne formy przybierał wtedy ten protest.
Został zatrzymany koło swojego domu we wrześniu 2020, funkcjonariusze związali mu ręce za plecami, założyli na głowę czarny worek na śmieci, wcisnęli do mikrobusu i wywieźli do… Parku Przyjaźni Narodów. Tam włączyli na cały regulator radio, żeby nie było słychać krzyków i zaczęli go bić pięściami, pałkami i kopać. Dusił się w worku, a to ich bawiło.
Skatowany, nie mogąc ustać na nogach trafił do aresztu. Potem był proces. Do zarzutu udziału w protestach prokurator Władimir Rabow i sędzia Aleksandr Wołk dorzucili dwa fikcyjne – standardowe “stawianie oporu milicji” i oszustwo na dużą skalę i 16 sierpnia 2021 roku wlepili mu 8,5 roku kolonii o zaostrzonym rygorze.
Na rozprawie Stiepan miał ślady kolejnych pobić. Nie przyznał się do winy i próbował na sali sądowej popełnić samobójstwo – wbił sobie w szyję długopis. Zabrano go do szpitala, pozszywano, a potem lądował w kolejnych karcerach i więzieniach, gdzie funkcjonariusze traktowali go ze szczególnym okrucieństwem.
Całej jego gehenny nie sposób tu streścić. W końcu doprowadzono go do stanu, gdy nie wytrzymał: w kolejnym karcerze podciął sobie żyły i połknął ostrze, które pomogli mu przemycić recydywiści. Po tym zdarzeniu przeniesiono go do “zwykłego” więzienia nr 4 w Mohylewie.
Tam przesiedział dwa lata, zachorował na szkorbut, a potem znowu przeniesiono do łagru – wspomnianych “Wilczych Nor”, od razu wrzucono do karceru i zaczęto “szykować” nowy wyrok. W lipcu 2025 znów podciął sobie żyły. Mówił, że kolejnego wyroku już nie wytrzyma.
Informacja o tej trzeciej próbie samobójczej pojawiła się dopiero teraz. Znów go pozszywano i według ostatnich informacji “Wiosny” ponownie jest w więzieniu nr 4. Nie włączono go do grupy 250 więźniów politycznych, których uwolnienie udało się w ostatnim czasie wynegocjować z Łukaszenką Amerykanom.
Trudno w skrócie opowiedzieć całą historię Bogu ducha winnego człowieka, którego ten sadystyczny reżim doprowadził w krótkim czasie z normalnego życia na krawędź śmierci i nie on jeden przechodzi to Piekło. Jak jest w białoruskich karcerach pisaliśmy już nie raz. Niektórzy nie wytrzymali i zabili się sami, a niektórych zabito i zatuszowano okoliczności.
Na koniec krótka notka z biografii Stiepana. W 1937 roku sowieci wtrącili do łagru jego pradziadka Józefa jako “wroga ludu”. Przez 16 lat rodzina wysyłała mu paczki, będąc przekonana, że żyje. Paczki przyjmowano. Dopiero w 1953 roku okazało się, że zginął już w 1938.
Minęło 90 lat, a morderczy system ciągle ten sam. Tyle, że ten jest w białoruskim opakowaniu.
Zobacz także: Zatrważające informacje o Andrzeju Poczobucie
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!