
Generał Dan Caine. Fot: PrtSc/YouTube
Amerykański generał Dan Caine, kandydat prezydenta Donalda Trumpa na stanowisko przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów ogłosił poparcie dla udzielenia pomocy wojskowej Ukrainie.
Jak informuje agencja Bloomberg, przyszły szef najwyższego organu władzy wykonawczej w amerykańskich siłach zbrojnych uważa, że rosyjski dyktator Władimir Putin będzie kontynuował wojnę z Ukrainą w 2025 r., „pomimo dużych strat wynikających z kontynuowania działań”. Według niego przywódca Kremla postrzega wojnę „na swoją korzyść” i „pozostaje oddany realizacji swoich celów na Ukrainie, w tym zabezpieczeniu zdobyczy terytorialnych i egzekwowaniu neutralności Ukrainy”.
Jednocześnie najwyższy rangą oficer armii USA wyraził poparcie dla udzielenia Ukrainie pomocy wojskowej, zauważając, że Waszyngton „powinien skupić się na unikalnych zdolnościach, jakie mogą zapewnić tylko Stany Zjednoczone, podczas gdy Europa zwiększa swój udział we wsparciu”.
Agencja przypomina, że w lutym br. Donald Trump zwolnił przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA, Charlesa Browna. Jego następcą zostanie generał sił powietrznych, który nie jest generałem czterogwiazdkowym.
Caine jest pilotem F-16. W ostatnich latach pełnił funkcję zastępcy dyrektora ds. wojskowych w CIA.
Pretendent na to najwyższe stanowisko brał udział w amerykańskiej misji w Iraku, a także w innych operacjach specjalnych, był uczestnikiem kilku tajnych programów Pentagonu.
Bloomberg wskazuje, że amerykańskie ustawodawstwo zobowiązuje kandydata na stanowisko przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów do spełnienia szeregu kryteriów.
Kandydat na przewodniczącego musi wcześniej zajmować stanowisko wiceprzewodniczącego Połączonych Szefów Sztabów, dowódcy jednostki bojowej lub szefa jednej ze służb. Wymóg ten może jednak zostać uchylony, jeśli „Prezydent uzna, że takie działanie jest konieczne w interesie narodowym”.
Stanowisko Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów zostało ustanowione w 1949 roku. Jego rolą jest bycie doradcą prezydenta i sekretarza obrony oraz szybsze dostarczanie informacji do Białego Domu, oszczędzając w ten sposób głowie państwa konieczności zwracania się do każdej konkretnej agencji, precyzuje Bloomberg.
ba za bloomberg.com
Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!