Zbyt wiele trendów, na które nikt czasem nie ma wpływu, decyduje o jej efektach. Jednakże był widoczny pewien rys rządów Witolda Waszczykowskiego w MSZ-ecie. Otóż zanim został ministrem, jako dyplomata przez wiele lat pracował „na odcinku” amerykańskim, bliskowschodnim oraz dotyczącym bezpieczeństwa międzynarodowego. Nie dziwi zatem, że jako minister miał też do tych spraw i kierunków najwięcej serca oraz najlepsze kontakty. Szły za tym sukcesy, jak np. sprowadzenie do Polski wojsk NATO czy członkostwo Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ-etu. Natomiast raczej „nie czuł” Unii Europejskiej, jej instytucji, a już zwłaszcza nie miał serca do polityki wschodniej. Tu bilans jego pracy jest, delikatnie mówiąc, umiarkowany. A tymczasem sprawy wschodnie mają dla Polski kluczowe znaczenie, zarówno teraz, jak i w przyszłości. Minister chyba nie podzielał tego zdania. Oby nowy szef MSZ-etu w tym go nie naśladował.