
Aleksander Łukaszenka i John Bolton w Mińsku. Fot: president.gov.by
Jesienią 2019 roku ówczesny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA John Bolton odwiedził Mińsk. Oficjalnie mówiono o „resecie” relacji, ale rzeczywisty cel wizyty był znacznie bardziej strategiczny: sprawdzić, czy Aleksander Łukaszenka jest gotów pójść drogą, którą trzy dekady wcześniej wybrał Wojciech Jaruzelski. Ostatecznie Łukaszenka wybrał inną drogę.
Bolton, doradca prezydenta Donald Trump w latach 2018–2019, w wywiadzie dla programu „Horyzont wydarzeń” na kanale „Vot Tak” ujawnił kulisy swojej podróży.
Białoruska propaganda oraz sam Łukaszenka przedstawiali wizyty – najpierw Boltona, a następnie sekretarza stanu Mike Pompeo na początku 2020 roku – jako próbę odbudowy stosunków z Waszyngtonem.
Bolton twierdzi jednak, że jego misja miała inny charakter.
„Moim bezpośrednim celem była próba oceny jego osoby” – powiedział Bolton o spotkaniu z Łukaszenką.
„Minęło dużo czasu, odkąd wysoko postawiony amerykański urzędnik miał z nim kontakt. Mieliśmy mnóstwo powodów, by nałożyć sankcje na Białoruś – mieliśmy je i powiedziałem mu, że nie zostaną zniesione w najbliższym czasie”.
„Jednak dylemat, przed którym stoi Zachód, polega jednak na tym, że mamy przekonujące dowody: ludność Białorusi chce rządu reprezentatywnego. Nie chce takiego systemu rządów, jaki mają teraz. Ale jeśli nie będziemy ostrożni, Putin nie będzie ostrożny w kwestii reintegracji Białorusi z Imperium Rosyjskim – wyśle tam wojska, a to będzie koniec ruchu demokratycznego. Chciałem się dowiedzieć, czy Łukaszenka rzeczywiście tak bardzo martwił się o swoje przetrwanie, jak się wydawało”.
— Otóż właśnie w ten sposób można zbudować argument, że jego długoterminowe polityczne przetrwanie zależy od kroków podobnych – nie identycznych, ale podobnych – do tych, które generał Jaruzelski podjął w Polsce, gdy zdał sobie sprawę z upadku reżimu. Jestem pewien, że nie był z tego do końca zadowolony, ale myślę, że był na tyle patriotyczny, by zrozumieć, że Solidarność ostatecznie zwycięży. I moim zdaniem należy mu się uznanie za o wiele płynniejsze przejście do demokracji, niż mogłoby się to zdarzyć w innych okolicznościach.
„Uwierzcie mi, nie twierdzę, że możemy po prostu przyjąć słowa Łukaszenki za dobrą monetę, ale musieliśmy spróbować wyrobić sobie własną ocenę, aby określić nasze kolejne kroki. Tak się złożyło, że moja wizyta u niego miała miejsce dosłownie dzień przed 80. rocznicą niemieckiej inwazji na Polskę w 1939 roku. Polski rząd zorganizował spotkanie doradców ds. bezpieczeństwa narodowego Ukrainy, Białorusi, Polski i Stanów Zjednoczonych – pierwsze i jak dotąd jedyne takie spotkanie.
Chodziło o to, żeby powiedzieć białoruskim władzom: macie szansę, nie ignorujcie jej” — powiedział Bolton.
„Nie jestem pewien, czy od tego czasu podjęto wiele kroków w celu rozwinięcia tej inicjatywy, ale myślę, że musimy szukać podobnych możliwości, aby rozpocząć systematyczną pracę nad kwestią białoruską”.
Bolton wyraził również ubolewanie, że NATO nie przyjęło Białorusi, Ukrainy, Mołdawii i państw kaukaskich, ponieważ pozostawiło je to w „szarej strefie”, sytuacji stale wykorzystywanej przez Rosję. Nawet jeśli Władimir Putin odejdzie, w Rosji może powstać jakiś rodzaj junty wojskowej.
Według Boltona, stworzenie warunków do wolnych, demokratycznych rządów w Rosji będzie teraz trudniejsze niż po upadku Związku Radzieckiego, ponieważ ZSRR miał strukturę państwową, na której mógł polegać – za Gorbaczowa parlament mógł demonstrować niezależność; za Putina już tego nie ma. A napięcia „na peryferiach Rosji”, jak to ujmuje Bolton, nie znikną, dopóki sama Rosja nie zmieni kursu o 180 stopni.
wa za belsat.eu










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!