
Aleksander Łukaszenka 7 stycznia 2026. Fot: belta.by
7 stycznia Aleksander Łukaszenka tradycyjnie udał się do cerkwi.
Białoruski dyktator wraz ze swoim synem Kolą odwiedził cerkiew we wsi Okolica w obwodzie mińskim z okazji prawosławnego Bożego Narodzenia. Podarował cerkwi ikonę, zapalił świecę, a następnie przemówił do parafian i urzędników. Ale nie skupił się na istocie świąt, swoje wystąpienie wykorzystał by zasiać zamęt.
Aleksander Łukaszenka przypomniał wszystkim, że po Bożym Narodzeniu kończy się okres świąteczny, a zaczyna dzień pracy. Choć to dopiero pierwszy dzień świąt, samozwańczy prezydent uznał, że były spokojne, życzliwe i upłynęły pod spokojnym niebem.
Ktoś mógł nawet nie odpocząć. Wiecie, że ani ja, ani wojsko nie możemy zaznać spokoju w tym czasie, kiedy nasi ludzie odpoczywają, kiedy są zrelaksowani, myśląc bardziej o sobie i swoich rodzinach.
Ludzie w mundurach, a także ja, jako głównodowodzący, nie mamy teraz ochoty odpoczywać. Ale nie martwcie się, przetrwamy wszystko – powiedział Łukaszenka, po czym nakazał Białorusinom powrót do pracy od jutra.
„Miliony Białorusinów muszą wziąć się do pracy. Zadania są jasne. Cele są określone. Jeśli chcemy dobrze żyć, musimy wypełnić to, co niedawno nakreśliliśmy. Dlatego do dzieła” – rozkazał Łukaszenka.
wa/belta.by










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!