
Stanisław Kruk w czasie indoktrynacji studentów w 2020 roku
Kruk krukowi oka nie wykole? Wykole, wykole. Twoi dawni kumple pierwsi cię załatwią.
Do białoruskiej kolonii karnej nr 3 w Witebsku trafił w charakterze skazanego niejaki Stanisław Kruk (na zdjęciu) – były oficer-inspektor Głównego Zarządu Walki z Przestępczością Zorganizowaną. Jeśli ktoś nie wie – to najwierniejsi i najbardziej zawzięci pałkarze Łukaszenki, przy których nawet OMON można uznać zwykłych harcerzy.
Skazano go na 9 lat za jakieś machloje finansowe w 2024 roku. Może nie “podziałkował się” jak trzeba z naczalstwem, trudno powiedzieć. Oczywiście reżimowa prasa o tym nie wspominała. Teraz jednak na wolność wyszło kilka osób, które z nim siedziały i podzieliły się wspomnieniami – pisze Zerkalo.
Wiadomo, że ma 33 lata i pracował w oddziale tego Zarządu w Mińsku. Co tam konkretnie robił – nie wiadomo, w szczególności w czasie brutalnego tłumienia protestów w 2020 roku. Skądinąd wiadomo natomiast, że wtedy nawet urzędników zza biurek wysyłano z pałami na ulice. On twierdzi, że “był tylko prawnikiem” – relacjonuje były więzień Igor.
Wieść o przyjeździe skazanego funkcjonariusza rozeszła się wśród osadzonych błyskawicznie. Oczywiście w jego “niepokalaną przeszłość” nikt nie uwierzył. I już w pierwszych dniach miał okazję to poczuć na własnej skórze.
W pewnej chwili jeden z “politycznych” podszedł do niego i zagaił: “I co, fajnie się biło związanych ludzi? No to spróbuj teraz ze mną”. Potem w ruch poszły pięści. Pewnie marnie by się to dla eks-bezpieczniaka skończyło, gdyby inni więźniowie ich nie rozdzielili.
Wtedy Kruk zrozumiał, że ocalić go może tylko wierne wysługiwanie się władzom kolonii. “Od razu zaczął kapować na innych i zapisywać się na wizyty do śledczych. W nagrodę wkrótce zrobili go nawet brygadzistą przy porządkowaniu złomu. To człowiek bez żadnych zasad” – wspomina jeden z więźniów.
“Najbardziej żenujące jest w nim to, że jeszcze do niego nie dotarło, że system, któremu służył, już go przetrawił i wypluł. Że przestał być ważny. Próbuje się jeszcze sadzić wobec politycznych, ale życie nauczy go tam pokory. Kapowanie też mu nie pomoże” – mówi inny więzień, który miał z nim styczność.
I wie, co mówi. Bo pomijając już “politycznych”, to i zwykli recydywiści – mówiąc delikatnie – nie przepadają za takimi gośćmi. I w odróżnieniu od “politycznych” zwykle są znacznie mniej taktowni. A 9 lat to bardzo długo.
Zobacz także: Zwykły facet na krawędzi śmierci. Już trzy razy chciał ze sobą skończyć
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!