
Europoseł Małgorzata Gosiewska. Fot: x.com/mmgosiewska
Przewodnicząca delegacji Parlamentu Europejskiego ds. stosunków z Białorusią, była wicemarszałek Sejmu RP Małgorzata Gosiewska, jest politykiem wyjątkowym. W polityce polskiej i europejskiej należy do rzadkiego gatunku osób, dla których idee jej rodaka Jerzego Giedroycia na temat niepodległości Ukrainy i Białorusi nie są tylko pustymi słowami.
Od pierwszych dni wojny Rosji z Ukrainą w 2014 roku Gosiewska domagała się zdecydowanej i pryncypialnej odpowiedzi Zachodu, a w kwestii Białorusi podkreśla, że Białorusini są narodem europejskim, niemającym nic wspólnego z reżimem Łukaszenki. Dziś Małgorzata Gosiewska walczy o Białorusinów nie tylko w Parlamencie Europejskim, ale także w sądach, broniąc prawa byłych więźniów politycznych do pozostania w Polsce.
W wywiadzie dla Charter97.org polska polityk wyjaśniła, dlaczego Białoruś jest dla niej tak ważna, jaka powinna być strategia UE wobec reżimu Łukaszenki, w jaki sposób Polska może pomóc białoruskim uchodźcom i wyraziła przekonanie, że Warszawa stanie się rzecznikiem Białorusinów na ich drodze do UE.
„Czas, aby Zachód wyciągnął wnioski z historii”.
Przewodniczy Pan delegacji Parlamentu Europejskiego ds. stosunków z Białorusią. Wielu zauważyło, że kwestia białoruska w Europie od dawna nie była poruszana przez osobę tak głęboko zaangażowaną w nasze problemy. Dlaczego zdecydowała się Pani skupić na Białorusi? W końcu w Europie niewiele się o niej mówi; jest wiele innych, bardziej popularnych tematów.
„Oczywiście w Parlamencie Europejskim panuje przekonanie, że Ukraina jest kwestią priorytetową, podczas gdy Białoruś jest rozpatrywana jedynie w kontekście rosyjskiego zagrożenia militarnego. Uważam to za niedopuszczalne, ponieważ brakuje nam strategii nie tylko w walce z reżimem Łukaszenki, ale także w zakresie wspierania białoruskiej opozycji na uchodźstwie”.
Dlaczego Białoruś jest dla mnie ważna? Zainteresowałem się Waszym krajem w latach 2005-2006, podczas mojej pierwszej kadencji w Sejmie RP, kiedy Białoruś przygotowywała się do wyborów prezydenckich. W tym okresie moja partia, Prawo i Sprawiedliwość, nawiązała bliższe relacje z Białoruskim Frontem Ludowym. Podpisaliśmy umowę o współpracy, a następnie odbył się szereg spotkań i rozmów.
Przyjechałem na Białoruś przed wyborami, dołączając do sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Aleksandra Milinkiewicza. Nie jako obserwator, ale raczej jako aktywny zwolennik. To były moje pierwsze spotkania i obserwacje białoruskiej opozycji. Było to dla mnie ważne, ponieważ w pewnym sensie wyłoniłem się z polskiej opozycji lat 80. i aktywnie działałem w Niezależnym Związku Studentów. Być może moje zainteresowanie Białorusią wynikało w pewnym stopniu z nostalgii za czymś ważnym, co ostatecznie mnie zmotywowało.
Byłem w Mołodecznie, spotkałem się ze studentami i młodymi aktywistami, wspólnie rozdawaliśmy ulotki o kandydacie Milinkiewiczu i chodziliśmy od drzwi do drzwi.
Białorusini często wpuszczali nas do swoich domów i chętnie rozmawiali. Później jednak dowiedzieliśmy się, że miejsca, w których nas przyjmowano, były często przeszukiwane, a lokalne KGB deptało nam po piętach. To dało mi cenną lekcję: nie szkodzić. W końcu wróciliśmy do bezpiecznego kraju, a ci, którzy pozostali na Białorusi, znaleźli się w trudnej sytuacji.
Nadszedł dzień wyborów i zostaliśmy obserwatorami. Chociaż nie mieliśmy niezbędnych dokumentów, staraliśmy się dotrzeć do lokali wyborczych i obserwować wybory. Po zamknięciu lokali wróciliśmy do Mińska, na plac Oktiabrski, gdzie gromadzili się ludzie oburzeni skalą oszustw wyborczych. Pomagaliśmy w rozstawianiu obozowiska (podczas protestów w 2006 roku na placu Oktiabrskim w Mińsku rozstawiono obóz – przyp. Charter97.org ), ale potem, gdy zostało ono rozproszone, byliśmy zmuszeni do wyjazdu do Polski.
Wciąż pamiętam telefony od moich nowych białoruskich przyjaciół, którzy byli aresztowani i bici. To było dramatyczne przeżycie, które pozostało w mojej pamięci i motywuje mnie do wspierania Białorusinów.
Potem często jeździłem do Mińska z okazji Dnia Wolności, pomagając białoruskim studentom w Polsce. W końcu, w pewnym sensie, byłem współautorem programu stypendialnego im. Kastusia Kalinowskiego i jego wsparcia dla białoruskich studentów. Pamiętam, jak przemawiałem do białoruskich studentów podczas Dnia Wolności w parku Janki Kupały w Mińsku i mówiłem, że po powrocie do Polski będziemy pomagać tym, którzy zostali wydaleni z uniwersytetów. Ta pomoc stała się programem Kastusia Kalinowskiego.
Latem 2006 roku moje biuro poselskie stało się prawdziwym punktem kontaktowym, w którym studenci otrzymywali kompletne informacje o tym, jak poruszać się po Warszawie, otrzymywali papierowe mapy (w końcu nie było wtedy Google Maps), bilety na podróż, a także różnego rodzaju pomoc dla osób przybywających do obcego kraju.
— Więc nie zastanawiałaś się długo, kiedy zaproponowano ci stanowisko szefa delegacji ds. stosunków z Białorusią w 2024 roku?
Powiem szczerze: byłem aktywny od samego początku i chciałem przewodzić tej delegacji. Partie w Parlamencie Europejskim rozdzielają między siebie reprezentację w poszczególnych delegacjach w zależności od ich liczebności. My, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, walczyliśmy o zaangażowanie na Białorusi. Od samego początku starałam się dołączyć do tej delegacji, a co najważniejsze, jej przewodzić, aby nie stała się „martwym ciałem”.
Wiem, jak wiele można zdziałać, stojąc na czele delegacji, dlatego staram się reagować na to, co dzieje się na Białorusi, a także na głosy, które pojawiają się w Parlamencie Europejskim i które nie służą niesieniu pomocy temu krajowi.
— Jakie głosy masz na myśli?
„Od samego początku posłowie domagali się zniesienia sankcji, a nie ich wprowadzenia, i znalezienia wspólnego porozumienia z Łukaszenką. Mówiłam o tym już kilkakrotnie: niektórzy politycy proponowali wykupienie więźniów politycznych od dyktatora i sugerowali, aby część naszej delegacji udała się na Białoruś i nawiązała dialog”.
— Czy możesz wymienić nazwiska osób stojących za tymi propozycjami? Albo przynajmniej kraje?
— Austria, Niemcy. Myślę, że to nie przypadek, że Niemcy zaprosiły część białoruskiej opozycji do Berlina.
— Masz na myśli Wiktora Babaryko i Marię Kolesnikową?
Wymienił pan ich nazwiska. Nie sądzę, żeby to był przypadek; raczej to nowy trend mający na celu podzielenie białoruskiej opozycji i sprzymierzenie jej z reżimem Łukaszenki. Austriaccy politycy, którzy proponowali dialog z reżimem, nie ukrywali nawet faktu, że austriackie firmy prowadzą interesy na Białorusi (na przykład A1 Telekom Austria Group — przyp. Charter97.org ). Przypomnijmy też o przedsiębiorstwach rolnych należących do niemieckich polityków, choć niższego szczebla, które korzystały głównie z pracy więźniów politycznych. Mam na myśli przedsiębiorstwo „Cybulka-Bel”, należące do Jörga Dornaua, posła Alternatywy dla Niemiec , które korzystało z pracy białoruskich więźniów politycznych.
— Jaka według Pani powinna być dziś polityka Unii Europejskiej wobec Białorusi?
„Czas, aby Zachód wyciągnął wnioski z historii: byliśmy świadkami wielokrotnych prób ocieplenia relacji z reżimem Łukaszenki i zniesienia sankcji. Sama pamiętam rok 2006 – tłumienie protestów, aresztowania, procesy. Wtedy Łukaszenka, przerażony wojną w Gruzji w 2008 roku, zaczął lawirować między Zachodem a Rosją, co jest dla niego naturalne: jedną nogą tu, drugą tam, biorąc pieniądze od Rosji, ale nie narażając się na Zachód. A Zachód naiwnie przyjął tę grę, nie żądając, tylko dając i oczekując, że będzie miał do czynienia z przyzwoitym partnerem. Jednak ani Putin, ani Łukaszenka nie są takimi partnerami; nie są europejskimi politykami, z którymi można zawierać umowy i oczekiwać ich realizacji. Nie zostaną one zrealizowane, ponieważ dla Putina i Łukaszenki próby dialogu ze strony Zachodu są interpretowane jako słabość. Próba rozmowy z dyktatorem z tej pozycji to przegrana sprawa. Jeśli mamy prowadzić dialog (a musimy go prowadzić), to musimy… zrób to ze stanowiska stanowczego i opartego na zasadach – żądaj tego.
Na samej Białorusi oficjalnie przebywa ponad tysiąc więźniów politycznych. Mówiąc o Polsce, jest Andrzej Poczobut , który jest dla nas niezwykle ważny. Również na Białorusi społeczeństwo obywatelskie zostało zdziesiątkowane, organizacje pozarządowe zlikwidowane, partie polityczne nie mogą działać, a ograniczenia (i wydaje się, że to pierwszy raz) dotknęły kościoły katolicki i protestanckie. Nowe przepisy, które weszły w życie w lipcu, wymagające ponownej rejestracji, doprowadziły do ograniczeń w działalności religijnej i miały znaczący wpływ na ten obszar. Łukaszenka nawet tutaj dostrzegł zagrożenie. Świat demokratyczny nie może zgodzić się na tak surowe ograniczenia, które wpływają na każdy aspekt codziennego życia Białorusinów. Nie może być mowy o żadnej „liberalizacji presji sankcji”. Wręcz przeciwnie. Jeśli mówimy o sankcjach wobec Rosji, myślę, że w kwestii białoruskiej wciąż jest pole manewru. Uważam, że te sankcje można by zaostrzyć.
Możliwe jest również nawiązanie współpracy za pośrednictwem państw trzecich, takich jak Chiny, które mają żywotny interes w utrzymaniu stosunków handlowych między Białorusią a Europą. Pekin buduje na tym swoją wymianę handlową. Jak widać, ta forma dialogu przynosi efekty.
„Dobrze, że Łukaszenka się boi”
— Jest również całkowicie jasne, że sankcje wobec Łukaszenki nie mogą zostać zniesione z powodu wojny z Ukrainą, w którą jest zaangażowany. Jak ocenia Pani politykę USA wobec reżimu Łukaszenki?
Trudno to ocenić, bo z jednej strony wiele osób zostało uwolnionych, uratowano prawdziwe życie i nie możemy o tym zapominać. Bez dialogu między USA a reżimem nic z tego by się nie wydarzyło. Obawiam się jednak, że ten dialog i liberalizacja polityki sankcji zajdą za daleko.
Staram się zrozumieć politykę USA w kontekście groźby prawdziwej wojny. Widzimy to zagrożenie przez pryzmat amerykańskiej analizy i rozumiemy, że jest ono realne. Każda próba wyrwania białoruskiego reżimu z rosyjskiego porządku świata jest znacząca. Jednak uważnie obserwuję działania USA i staram się przekazać Amerykanom, jak barbarzyński i nieludzki jest reżim Łukaszenki, aby strona amerykańska wyczuła, kiedy należy przestać.
— Czy oni cię słyszą?
Mam taką nadzieję. Chcemy również wzmocnić ten dialog specjalnym raportem, którego w kontekście zbrodni popełnionych przez Łukaszenkę i jego reżim nie można ignorować.
— Widzimy też, że Łukaszenka bardzo boi się Trumpa, zwłaszcza po operacji specjalnej w Wenezueli.
„Bardzo dobrze, niech się boi. Amerykanie pokazali, że w pewnym momencie potrafią uciec się do bardziej zdecydowanych działań niż tylko dialog”.
Po dojściu Trumpa do władzy, Natalia Radina, redaktor naczelna Charter97.org, napisała artykuł zatytułowany „Łukaszenka i Putin nie przetrwają kolejnej kadencji Trumpa ”. Czy uważasz, że taki rozwój sytuacji jest możliwy?
„Nie wiem, kiedy ani jak to się stanie, ale musimy być przygotowani, proaktywni i nie możemy zostawić Białorusinów samym sobie. Musimy wspierać białoruską opozycję i niezależne media, aby ci, którzy pozostają w kraju, rozumieli, co dzieje się na świecie, aby mieli wsparcie i solidarność, i aby za granicą byli ludzie, którzy mogliby przejąć władzę po odejściu Łukaszenki. Bez tego zrozumienia Białorusini nie wyjdą na ulice”.
Wierzę, a także rozumiem to z rozmów i analiz, które otrzymuję (sama nie mogę tego zweryfikować, ponieważ nie mogę pojechać na Białoruś), że w Białorusinach żyje duch walki. Został on nieco stłumiony, ale ludzie są gotowi do działania. Gdy tylko coś się wydarzy w kontekście wojny na Ukrainie lub wybuchną zamieszki w Rosji, Białorusini wyjdą na ulice. Jednak Białorusini muszą wiedzieć, że mają nasze wsparcie i przedstawicieli gotowych powrócić i przejąć władzę. Do tego potrzebne są białoruskie niezależne media, które powinny otrzymać wsparcie ze strony Unii Europejskiej i jej państw członkowskich, ale niestety go nie mają.
„Doświadczenie Polski jest ważne dla zmagającej się z trudnościami Białorusi”
— Walka narodu polskiego zawsze była dla nas przykładem. Czy dostrzega Pani jakieś podobieństwa między walką z komunizmem w Polsce a obecnym reżimem Łukaszenki?
„Tak, ale nasza sytuacja była zupełnie inna. W Polsce istniały ogromne przedsiębiorstwa i łatwiej było organizować działalność podziemną, opierając się na liderach związkowych. Temat protestów pracowniczych pojawił się również podczas protestów na Białorusi w 2020 roku, ale w mniejszym stopniu”.
Polska obrała zupełnie inną drogę — protesty robotników, studentów i intelektualistów, którzy od dawna działali niezależnie. W 1976 roku protesty robotnicze miały miejsce w Radomiu, Płocku, Ursusie, Warszawie i innych miastach, wywołane ogromnym wzrostem cen żywności. Doprowadziło to do zjednoczenia robotników i intelektualistów. Inteligencja udzieliła protestującym pomocy prawnej, co ostatecznie doprowadziło do ich sukcesu. Była też pielgrzymka Jana Pawła II , która pomogła Polakom zjednoczyć się i uświadomić sobie, jak wielu ich jest. Bez tych dwóch wydarzeń — zjednoczenia robotników i intelektualistów w 1976 roku i pielgrzymki Papieża do Polski — powstanie wielkiego ruchu Solidarności w 1980 roku i jego ostateczne zwycięstwo byłyby niemożliwe.
— Jeśli weźmiemy pod uwagę rok 1989 w Polsce, to stało się to głównie z powodu problemów w ZSRR. Gdyby Związek Radziecki się nie rozpadł, może Polacy musieliby walczyć dłużej?
„Myślę, że gospodarka PRL była na krawędzi załamania. Komuniści doskonale rozumieli, że nie utrzymają tego systemu bez jakiegoś porozumienia z opozycją. Dlatego poszli do Okrągłego Stołu i to powinno być również nauczką dla walczącej Białorusi. Okrągły Stół nie był złą drogą, ale nie dało się sztywno i bezsensownie trzymać się zawartych tam porozumień”.
— Jakie ma Pani zastrzeżenia do Okrągłego Stołu?
„Porozumienia pokojowe, częściowo wolne wybory, wejście opozycji do polityki i parlamentu – to była dobra droga. Jednak brak lustracji, pozwolenie komunistom na pozostanie w polityce, surowa polityka gospodarcza Leszka Balcerowicza, która doprowadziła do wzrostu bezrobocia i bankructwa wielu kluczowych polskich firm, a także brak reform doprowadziły nas do sytuacji, w której znajdujemy się dzisiaj, gdzie były komunista jest marszałkiem Sejmu, drugim najwyższym rangą urzędnikiem w kraju i ma dostęp do tajemnic państwowych”.
Ważne polskie przedsiębiorstwa – stocznie, fabryki samochodów i huty – również przestały istnieć. Często zastępowały je firmy niemieckie, które prowadziły politykę wykluczania konkurencji. Oznaczało to, że nasz wzrost gospodarczy nie był tak szybki, jak mógłby być, a to pociągało za sobą ogromne koszty społeczne.
„Ważne jest, aby wyraźnie odróżnić Białorusinów od reżimu Łukaszenki”.
Została Pani szefową delegacji ds. stosunków z Białorusią, gdy wojna trwała już od dwóch lat. Postawy wobec Białorusinów uległy zmianie; wielu zapomniało, że zostali zmuszeni do ucieczki do Europy, bo walczyli o wolność i demokrację. Dziś często postrzega się nas jako Rosjan i agresorów. Istnieje ogromna nieufność wobec Białorusinów, także w Polsce (choć w mniejszym stopniu niż w krajach bałtyckich). Jak przekazać Europejczykom, że nie powinni uważać nas za wrogów?
Pod wieloma względami jest to zadanie dla białoruskiej opozycji. Jako delegacja możemy jedynie organizować konferencje, spotkania i systematycznie opracowywać rezolucje, które zapewnią, że Białorusini nie zostaną zapomniani. W moich wywiadach wyraźnie rozróżniam Białorusinów od reżimu Łukaszenki. Tę różnicę należy wyjaśnić społeczności międzynarodowej. To nie Białoruś poparła Rosję w wojnie z Ukrainą, ale reżim Łukaszenki. To nie Białoruś prowadzi wojnę hybrydową przeciwko NATO – Litwie i Polsce – ale reżim Łukaszenki. Musimy to jasno powiedzieć. Musimy również (i nie przestanę tego powtarzać do gorzkiego końca) wspierać białoruskie niezależne media. Aby po pierwsze informowały o Białorusinach żyjących w kraju i za granicą, a po drugie informowały społeczność międzynarodową o tym, co dzieje się na Białorusi i wpływały na opinię publiczną na Zachodzie. Oczywiście, aby to robić, potrzebują pieniędzy.
— Niedawno pojawiła się informacja o zwolnieniach białoruskich lekarzy z łotewskich szpitali. Czy coś podobnego mogłoby się wydarzyć w Polsce?
W Polsce pracuje wielu białoruskich specjalistów, nie tylko w szpitalach. To wspaniali ludzie, o czym staram się informować polską opinię publiczną, i wnoszą znaczący wkład w polską gospodarkę. Białorusini płacą podatki, składki emerytalne i legalnie mieszkają w naszym kraju. Ci ludzie są bardzo aktywni w Polsce, pozostają Białorusinami, a mimo to nie izolują się. Nie ma między nami żadnych historycznych problemów, w przeciwieństwie na przykład do relacji polsko-ukraińskich. Łączy nas wspaniała więź mentalna i duchowa.
Nie widzę w Polsce nastrojów antybiałoruskich, ale badania pokazują, że sympatia Polaków do Białorusinów maleje. Dlatego Wy, dziennikarze, i my, politycy, musimy współpracować z opinią publiczną.
Wracając do białoruskich pracowników służby zdrowia, jest ich w naszym kraju wielu, ale na polskim rynku pracy znajdują się oni w bardzo trudnej sytuacji. Nasze izby lekarskie stwarzają problemy z uzyskaniem pozwoleń na pracę w zawodzie medycznym. Proces ten nie zawsze kończy się na korzyść białoruskich pracowników służby zdrowia, jeśli nie zostanie podjęta interwencja. Podobnie polityka Polski wobec więźniów politycznych, którzy wracają do naszego kraju po wyjściu z więzień kontrolowanych przez Łukaszenkę, pozostawia wiele do życzenia. Wynika to z wadliwego Rozporządzenia Dublińskiego i jego nieuzasadnionego stosowania.
Uwaga od Charter97.org: Rozporządzenie Dublińskie to umowa, która określa, który kraj UE powinien rozpatrzyć wniosek o ochronę międzynarodową. Zazwyczaj jest to kraj, który wydał cudzoziemcowi dokument wjazdowy lub zezwolenie na pobyt w UE. Jeśli taki dokument nie został wydany, jest to kraj pierwszego wjazdu do UE.
„Wstyd mi, że coś takiego wydarzyło się w Polsce”.
„Rozporządzenie dublińskie nie ma już zastosowania do Białorusinów, ponieważ są oni zmuszani do opuszczania kraju. Niektórzy Białorusini uciekają przez Rosję i mogą wjechać tylko na Litwę, podczas gdy wielu jest przymusowo deportowanych do tego kraju”.
Rozumiem to doskonale, ale widzę brak zrozumienia ze strony Urzędu ds. Cudzoziemców. Z jednej strony rozumiem, że jeśli mówimy o Ukraińcach i Białorusinach, to mogą to być osoby pracujące dla Rosji. Jednak po to właśnie istnieją służby specjalne: po to, by identyfikować takie osoby i deportować je z kraju. Każdy przypadek Białorusinów prześladowanych przez reżim Łukaszenki i zmuszonych do ucieczki, którzy mają doświadczenie z uwięzieniem przez Łukaszenkę, musi być rozpatrywany indywidualnie.
Widzimy, że Urząd ds. Cudzoziemców, mówiąc wprost, „gotuje” decyzje w oparciu o jakiś szablon, co często widzimy w uzasadnieniach odmów, ponieważ zawierają one błędy z poprzednich decyzji – pomyłki w nazwiskach, faktach itd. To pokazuje, że istnieje sprawa, wcześniej przygotowana odmowa i jej uzasadnienie. Rada ds. Uchodźców „gotuje” to, co podpisał szef Urzędu ds. Cudzoziemców.
Dobrze, że udało nam się zablokować takie sprawy na etapie odwoławczym w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym. Mamy za sobą trzy wygrane sprawy i teraz jesteśmy w trakcie głębokiej refleksji i analizy. Po raz pierwszy polska instytucja, Wojewódzki Sąd Administracyjny, kompleksowo rozpatrzyła sprawy Białorusinów ubiegających się o ochronę międzynarodową w Polsce. Nie Urząd ds. Cudzoziemców, nie Rada ds. Uchodźców, ale sam sąd. Musimy odwrócić tę sytuację, aby Urząd ds. Cudzoziemców zajmował się takimi sprawami, odciążając ludzi od stresu związanego z potencjalną deportacją, bo przecież doszło już do zgonu.
Sprawa Nelly Vodonosovej jest przykładem stresu, jaki mogą wywołać błędne decyzje urzędników. Byłem obecny na rozprawie Nelly w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym i byłem świadkiem jej skrajnej rozpaczy. Sprawa została wygrana, ale jej już z nami nie ma.
Kolejnym skandalicznym przypadkiem jest sprawa Natalii Podlewskiej. Podobnie potraktowały ją Urząd ds. Cudzoziemców i Urząd ds. Uchodźców. Jej sprawa została wygrana w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w październiku 2025 roku. Pomimo tego zwycięstwa Natalia pozostaje na Litwie bez prawa powrotu do Polski. Jest bez rodziny i wsparcia psychologicznego. Dlaczego Urząd ds. Uchodźców nadal nie znalazł czasu na spotkanie i rozpatrzenie sprawy po tym, jak Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił decyzję? Warto również przypomnieć o postępowaniu deportacyjnym Natalii z Polski. Dwa dni przed rozprawą straż graniczna „odwiedziła” Natalię bez uprzedzenia, dała jej 10 minut na spakowanie się, zakuła w kajdanki i zabrała do Poznania. Tam umieszczono ją w celi z dwoma mężczyznami, a następnego dnia przewieziono na Litwę. W ten sposób pozbawiono ją możliwości przedstawienia swojej sprawy w sądzie, poddano ogromnemu stresowi i skazano na kilkumiesięczną rozłąkę z rodziną. Natalia cierpi na zespół stresu pourazowego (PTSD) po tym wszystkim, co musiała znieść za rządów Łukaszenki.
To naruszenie praw człowieka w Polsce, kraju demokratycznym i członku Unii Europejskiej. Nie możemy się na to godzić! Straż Graniczna jest de facto odpowiedzialna za to, ale działa na polecenie Urzędu do Spraw Cudzoziemców i Rady ds. Uchodźców. To oni odpowiadają za łamanie praw człowieka w Polsce.
Spotkałam się z szefem Urzędu ds. Cudzoziemców, aby omówić specyficzną sytuację białoruskich więźniów politycznych uciekających z kraju. Wyjaśniłam mu, że to nie tylko pobożne życzenia Białorusinów, że przyjeżdżają do Polski przez Litwę, ale że po prostu nie mają innego wyjścia, bo muszą szybko opuścić Białoruś po wyjściu z więzienia. Ludzie często nie mają możliwości szybkiego uzyskania polskiej wizy. Dlatego Polska musi albo zmienić swoją politykę wizową, albo inaczej traktować Białorusinów w Urzędzie ds. Cudzoziemców, zamiast katować tych biednych ludzi rozporządzeniem dublińskim!
— Być może tę kwestię należy rozwiązać na szczeblu UE, aby rozporządzenie dublińskie nie dotyczyło Białorusinów.
„Jednakże Rozporządzenie Dublińskie dopuszcza „łączenie rodzin”. Jest to określone w artykułach 16 i 17. Istnieją legalne sposoby obejścia Rozporządzenia Dublińskiego w przypadku osób, które mają w Polsce krewnych gotowych je przyjąć. Jednak Urząd ds. Cudzoziemców od dawna nie chce brać tego argumentu pod uwagę”.
„Być może Litwa po prostu nie może przyjąć tak dużej liczby białoruskich uchodźców. Czy Litwa i Polska mogłyby się zgodzić na zmianę Rozporządzenia Dublińskiego, tak aby Białorusini, którzy zostaną deportowani na Litwę, mogli otrzymać status uchodźcy w Polsce?”
„Masz rację, ale w tej sytuacji indywidualne podejście i szybka reakcja Urzędu ds. Cudzoziemców byłyby wystarczające. Jeśli ta procedura będzie prowadzona indywidualnie i szybko, nie będzie żadnych problemów. Zmiana umów na szczeblu UE jest bardzo trudna”.
Co powinni zrobić Białorusini w sytuacji, gdy legalizacja ciągnie się latami? W Warszawie czeka się na pozwolenie na pobyt około roku, a w regionach nawet dwa i pół roku.
„Musimy zmienić przepisy (rozważamy to), aby zapewnić spersonalizowane podejście do uchodźców politycznych z Białorusi. Wyrażę swoje zdanie: za rządów mojej partii, Prawa i Sprawiedliwości, podchodziliśmy do tych spraw odpowiedzialnie, a uzyskanie dokumentów nie zajmowało dużo czasu. Dziś mamy do czynienia z brakiem indywidualności i ślepym przestrzeganiem przepisów europejskich, takich jak rozporządzenie dublińskie”.
Obecnie oczekujemy na posiedzenie Stałej Podkomisji ds. Obywatelstwa, Cudzoziemców i Migracji Sejmu RP, na którym zostanie omówiona kwestia potencjalnych zmian legislacyjnych dla Białorusinów w problematycznych sprawach, o których słyszałem: zakładanie kont bankowych, legalizacja pobytu i zatrudnienie.
Rozmawiałam już o tym z ministrami w Kancelarii Prezydenta RP i politykami z mojej partii. Jest wola zajęcia się tymi kwestiami. Nie wiemy, kiedy to nastąpi, ponieważ różnice polityczne w obecnym Sejmie utrudniają dyskusję. Mam jednak nadzieję, że w kontekście Białorusi, tak jak dzieje się to z polską delegacją do Parlamentu Europejskiego, uda nam się osiągnąć konsensus.
— Istnieje teoria, że takie rzeczy dzieją się z powodu braku funduszy i personelu, a także dużej liczby Ukraińców, którzy przyjechali do Polski.
Pamiętam ten problem z czasów, gdy rządziła nasza partia, kiedy mieliśmy ogromne fale imigrantów z Ukrainy, ale dziś ich nie ma. Uważam, że Urząd ds. Cudzoziemców powinien otrzymać dodatkowe środki z budżetu państwa. Myślę jednak, że problem nie polega tylko na braku funduszy.
— Może należałoby je finansować z budżetu europejskiego i sprawę wyjaśnić w Brukseli?
„Prawdopodobnie masz rację, ale dziś reprezentuję partię opozycyjną i mogę jedynie proponować rozwiązania i zabiegać o poparcie większości, ale nie mam wpływu na rząd. Wierzę, że gdyby polityka polskiego rządu wobec Białorusi była dziś inna, nie martwilibyśmy się o los uchodźców z Białorusi ani o problemy finansowe Karty’97, Radia Racja i innych niezależnych białoruskich mediów”.
„Andrzej Poczobut jest symbolem białoruskiej walki o demokrację”
Ataki hybrydowe na Polskę ze strony Białorusi trwają. Najpierw widzieliśmy ataki migrantów, a teraz nad Polskę nadlatują balony. Jak myślisz, jaka może być reakcja Polski? Może granice powinny zostać ponownie zamknięte?
„Oczywiście, bezwarunkowe otwarcie granic nie było dobrą decyzją; było oznaką słabości, a nie siły. Takie decyzje można podejmować, ale dopiero po spełnieniu pewnych warunków, a te warunki nie zostały spełnione. Jeśli mówimy o polskich interesach, trzeba zająć się sytuacją więźnia politycznego Andrzeja Poczobuta”.
Powtórzę to, co już wielokrotnie powtarzano. Gdybyśmy pozostali u władzy w Polsce, Poczobut byłby wolny, bo na prośbę ministra Mariusza Kamińskiego strona amerykańska przyjęła warunki, na których wydamy pseudodziennikarza, a w rzeczywistości rosyjskiego szpiega Pablo Gonzaleza ( Rubcowa ), w zamian za uwolnienie Poczobuta. To był dramatyczny błąd, być może wynik niedopatrzenia szefa MSWiA. Niemniej jednak faktem pozostaje, że Andrzeja nie wymieniono. Straciliśmy mocny argument, a dziennikarz od pięciu lat znajduje się w warunkach, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Oczywiście, będziemy rozmawiać o Poczobucie na różne sposoby, także w dialogu z Amerykanami, ale to wymaga również działań ze strony polskiej dyplomacji, których, szczerze mówiąc, nie widzę.
„Łukaszenka zaprosił ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego do Mińska, żeby odebrał Poczobuta, ale taki szantaż też jest niedopuszczalny. To tak, jakby ktoś powiedział: »Znieście sankcje, to wypuścimy zakładnika«”.
Tak, niestety, jest on potężną kartą przetargową w rękach Łukaszenki, ale do tego doprowadziły błędy. Andrzej Poczobut to wyjątkowa osoba, symbol oporu i wytrwałości dla wszystkich. Musimy zrobić wszystko, co możliwe, aby doprowadzić do jego uwolnienia.
— Dzięki Pani został przyznany Nagrodę Parlamentu Europejskiego im. Andrieja Sacharowa.
„To wielki zaszczyt i sukces dla Polski, ale przede wszystkim symbol białoruskiej walki o demokrację. Andrzej, oczywiście, ma polskie korzenie i był bardzo aktywny w życiu polskiej diaspory na Białorusi, zajmując się kwestiami języka, kultury, szkolnictwa i Związku Polaków na Białorusi. Mówił też szczerze i szczerze o sytuacji w kraju, szczególnie o roku 2020 i protestach”.
Andrzej był silnym głosem prawdy, znał konsekwencje, był w pełni świadomy, że grozi mu ponowne aresztowanie. Mógł wyjechać, miał dokąd, ale nie wyjechał. Musimy walczyć o jego życie, które zaryzykował w walce o demokrację na Białorusi.
My, Białorusini, byliśmy pod ogromnym wrażeniem słów prezydenta Polski Karola Nawrockiego podczas uroczystości w Wilnie upamiętniających rocznicę powstania styczniowego. Prezydent powiedział, że Białorusini są narodem europejskim i że Białoruś będzie częścią Europy. Czy Polska jest gotowa zabiegać o demokratyczną Białoruś na drodze do UE?
„Polska zawsze była takim orędownikiem. Myślę, że pomimo burzliwej debaty politycznej, stosunek do demokratycznej Białorusi jest jednomyślny. Skuteczność działań jest różna, podobnie jak poziom poparcia, ale deklaracje są tu dość jednolite”.
Będziemy ambasadorami demokratycznej Białorusi na jej drodze do UE. Należy podkreślić, że Białorusini to Europejczycy, a nie Rosjanie. Nie mają rosyjskiej mentalności; wierzą w demokrację i zachodnie wartości. Białorusini doskonale to rozumieją i wielokrotnie to udowodnili, zwłaszcza w 2020 roku.
Jestem przekonana, że duch wolności (obecnie ukryty pod ciężarem reżimu Łukaszenki) żyje w Białorusinach. To tylko kwestia czasu i znów zobaczymy Białorusinów walczących o demokrację.
– Dziękuję bardzo.
wa/charter97.org










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!