
Zdjęcie ilustracyjne/telegraf.news
Pewien Amerykanin odkrył, że jego Tesla, która uległa wypadkowi w USA, a następnie została sprzedana z powodu poważnych uszkodzeń, trafiła na Białoruś. To powszechne zjawisko w Rosji, ale dla Amerykanina było to ogromnym zaskoczeniem. Odkrył jednak również, że może kontrolować sprzedany samochód, który znajdował się tysiące kilometrów dalej, donosi Telegraf.news.
Wszystko zaczęło się od powiadomienia, które właściciel otrzymał na telefon.
„Moje stare auto miało wypadek w zeszłym roku. I nikt nie usunął mojego konta… Dziś dostałem e-mail, że samochód ma aktywną subskrypcję premium. Sprawdziłem — i jest… na BIAŁORUSI” — relacjonuje mężczyzna.
Jak podkreślał w swoim wpisie cytowanym przez The Telegram, zdziwienie było ogromne — nie tylko dlatego, że samochód znalazł się tysiące kilometrów dalej, ale też dlatego, że… wciąż był powiązany z jego kontem.
Sytuacja szybko nabrała jeszcze bardziej futurystycznego charakteru. Okazało się, że dzięki aplikacji właściciel nadal ma dostęp do funkcji pojazdu.
„Czy ja mogę nim sterować?” – zapytał retorycznie.
Choć technicznie było to możliwe, Amerykanin podkreślił — również w relacjach przytaczanych przez The Telegram — że nie ingerował w działanie auta poza jedną rzeczą: anulowaniem subskrypcji, która została aktywowana bez jego zgody.
Nowi właściciele z Białorusi korzystali z funkcji premium — m.in. streamingu muzyki. Jednak gdy tylko były właściciel zauważył, że usługa jest przypisana do jego konta, natychmiast ją wyłączył.
„Dowiedziałem się o tym tylko dlatego, że moje konto zostało użyte do subskrypcji, na którą się nie zgodziłem”.
Co ciekawe, subskrypcja została później ponownie uruchomiona — co sugeruje, że nowi użytkownicy naprawdę chcieli korzystać z funkcji multimedialnych auta.
Były właściciel zdecydował się całkowicie usunąć samochód ze swojego konta, a przy okazji zostawił wiadomość dla nowych użytkowników:
„Jeśli ktokolwiek znajdzie nowego właściciela, podziękujcie mu za danie samochodowi nowego życia. To był ukochany samochód, o którym marzyłem od tak dawna i towarzyszył mi na dobre i na złe. Przejechałem nim Amerykę dwa razy, znad oceanu w góry, z pustyni na śnieg”.
Te ostatnie słowa raczej nie przypadną do gustu właścicielom z Białorusi, którzy zapewne liczyli na znacznie mniejszy przebieg swojej odrestaurowanej Tesli.
„Nazwałem ją Nova na cześć ducha ze StarCrafta. Bawcie się dobrze!” – dodał były właściciel samochodu.
W komentarzach pod wpisem Amerykanina szybko pojawili się Białorusini, którzy zaczęli żartować.
„W USA totalna szkoda oznacza lekko uszkodzony, do naprawy. U nas — trochę uszkodzony, do naprawy”.
Inny użytkownik dodał ironicznie:
„Proszę jeździć ostrożnie swoimi autami. My będziemy nimi jeździć później”.
Jak to w ogóle możliwe?
Cała sytuacja wynika ze specyfiki pojazdów marki Tesla Inc.. Samochody tej firmy działają podobnie jak smartfony — są powiązane z kontem użytkownika.
Jeśli konto nie zostanie odłączone przy sprzedaży, poprzedni właściciel może nadal: śledzić lokalizację pojazdu, otrzymywać powiadomienia, zarządzać usługami cyfrowymi.
Kluczową rolę odgrywa tu usługa Premium Connectivity, umożliwiająca: streaming muzyki, podgląd map satelitarnych, dostęp do danych o ruchu w czasie rzeczywistym, korzystanie z aplikacji online w samochodzie, za pośrednictwem wbudowanej w samochód karty SIM (Subscriber Identification Module).
wa/telegraf.news









Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!