
Ołeksandr Kotowycz przed uwięzieniem, prywatne archiwum. Fot: euroradio.fm
Ukrainiec Ołeksandr Kotowycz, represjonowany na Białorusi, został zmobilizowany na front w swojej ojczyźnie.
Ołeksandr Kotowycz, Ukrainiec z Odessy, przeprowadził się do Mińska w 2019 roku po tym, jak poznał Białorusinkę, późniejszą żonę. Pracował w branży IT i nie brał udziału w protestach po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 roku, choć z rosnącym niepokojem obserwował represje władz. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę zaczął publikować w Internecie emocjonalne komentarze popierające Ukrainę i krytykujące Rosję. W sierpniu 2023 roku został zatrzymany przez białoruskie służby właśnie za te wpisy i skazany na pięć lat kolonii karnej, a jego nazwisko trafiło na listy „ekstremistów” i „terrorystów”. Spędził w niewoli potworne lata. Był prześladowany, bity, szykanowany i poniżany. Zmusili go do pracy przy produkcji elementów wyposażenia dla rosyjskiej armii.
W listopadzie 2025 roku został nieoczekiwanie zwolniony wraz z grupą innych ukraińskich więźniów i deportowany na Ukrainę.
Teraz, jak informuje Euroradio, Kotowycz został powołany do wojska. Oznacza to, że nigdy nie otrzymał od władz Ukrainy statusu ofiary prześladowań politycznych ze strony państwa agresora.
Status ten uprawnia obywateli Ukrainy do rehabilitacji medycznej i oficjalnego odroczenia od służby wojskowej. Kotowycz wyjaśnił, że nie miał czasu na złożenie wniosku, i że jego sprawą zajmuje się obecnie prawnik.
Ukraiński obrońca praw człowieka Uładzimir Jaworski wyjaśnił Euroradiu, że sytuacja związana z przyznawaniem statusu cywilów, którzy przebywali w białoruskiej niewoli lub w białoruskich zakładach karnych, jest dość skomplikowana i niejednoznaczna.
„<…> Ponadto uzyskanie tego statusu jest bezpośrednio związane z koncepcją „państwa agresora”. Do tej pory oficjalnie za takie uznano jedynie Federację Rosyjską. Białoruś formalnie nie znajduje się na tej liście”.
W praktyce zdarzały się już jednak przypadki, że osobom opuszczającym więzienia na Białorusi przyznawano mimo to odpowiedni status.
„<…> Jest to problem systemowy, związany z faktem, że mechanizm działania komisji został opracowany przed inwazją na pełną skalę i nie był dostosowany do obecnej skali” – podkreślił Jaworski.
Sam Kotowycz przyznał w rozmowie z dziennikarzem Euroradia po uwolnieniu z łagrów, że gdy po raz pierwszy przyjechał na Białoruś postrzegał ten kraj jako spokojny i względnie stabilny, w którym można normalnie żyć i pracować. Nie miał wobec niej szczególnych złudzeń politycznych, ale też nie spodziewał się tak silnych represji ze strony państwa. Wiedział, że Mińsk jest blisko związany z Rosją i rządzony w autorytarny sposób, jednak jego wcześniejsze wizyty w kraju pozostawiły raczej pozytywne wrażenia.
Dopiero po wydarzeniach z 2020 roku zobaczył skalę represji i brutalne tłumienie nawet najmniejszych oznak niezgody na działania władzy. Szczególnym szokiem było dla niego to, że ludzie byli zatrzymywani nawet za symbole czy drobne gesty kojarzone z opozycją. Z czasem przekonał się na własnej skórze, że w białoruskim systemie nawet niewielka krytyka w Internecie może skończyć się długoletnią odsiadką.
Na razie młody Ukrainiec tymczasowo mieszka w Kijowie z przyjaciółmi – nie ma pieniędzy by zapłacić czynsz. Nie ma paszportu, gotówki, po wyjściu z białoruskiej niewoli ma potwierdzone PTSD (zespół stresu pourazowego), stany depresyjne i flashbacki. Jest również poszukiwany przez Terytorialne Centrum Rekrutacyjne, więc nie może pojechać do Odessy, żeby odwiedzić krewnych.
Ołeksandr potrzebuje rehabilitacji psychologicznej i podstawowych środków do życia, w tym laptopa, aby móc wrócić do pracy i wysyłać CV.
Ostrożnie wypowiada się o przyszłości: „Moim głównym pragnieniem jest uzyskanie oficjalnego statusu, który rozwiąże połowę problemów i umożliwi mi swobodne przemieszczanie się, udanie się do Odessy i rozpoczęcie życia”.
Ma nadzieję na powrót do normalnego życia, odzyskanie zdrowia i powrót do pracy. Jego relacje z żoną są niepewne. Nie widział jej od 2023 roku, „coś się popsuło” – twierdzi.
„A ja chcę po prostu znowu żyć” – mówi Ołeksandr. „Nie po to, by przetrwać, nie po to, by walczyć każdego dnia, ale po to, by żyć”.
wa/euroradio.fm










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!