
Ilustracja: AI
Uciekają z przytupem z XXI wieku.
Pozbawiona łączności satelitarnej Starlink, a potem komunikatora Telegram “druga armia świata” rozpoczęła rozwijanie na froncie starych telefonów polowych na kabel TAP z czasów II wojny światowej – informuje rosyjski z-korespondent wojskowy, Jurij Kotionok.
Telefoniści ręcznie ciągną kabel ze szpul między okopami, a punktami dowodzenia. Oprócz sowieckich telefonów polowych są też stare modele chińskie. A wszystkie prezentowane niegdyś na ćwiczeniach “nowoczesne i nie mające analogii w świecie” rosyjskie systemy łączności gdzieś przepadły. W warunkach bojowych po prostu nie zdały egzaminu – przyznaje oburzony bloger.
Zarzuca rosyjskiemu dowództwu kompletną nieporadność, brak profesjonalizmu i złodziejstwo. “I nikt nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności” – przyznaje. Według niego, wojna obnażyła nie tylko problemy rosyjskiej armii z łącznością, ale także jej zapóźnienie technologiczne, organizacyjne i niekompetencję dowódców. “A z sojuszników została nam tylko Korea Północna” – przyznaje.
Zobacz także: Pokażcie, jak walczyć Leopardem! Pierwszy kraj NATO prosi o pomoc Ukrainę
KAS










1 komentarz
qumaty
12 marca 2026 o 21:05Starlink po prostu nie ma alternatywy. Rosjanie mają rzecz jasna swoje satelity komunikacyjne Gazpromu, ale to inny, starszy typ łączności. Satelity są wyżej, wymagają wiekszych talerzy, trudniej je ukryć i co ważniejsze mają znacznie mniejszą przepustowość. Starcza jej dla sztabów dużych związków na dalekich tyłach, ale nie dla tych na froncie. Do drona takiego talerza nie podczepisz. Na auto też się nadają. Nie mogą pracować w ruchu. To duże ograniczenie. Kombinują jak mogą, robią mosty wifi, ciągną światłowody, stawiają retranslatory na masztach, ale to tylko namiastka. Na samym przedzie zostają już tylko ręczne analogowe radia (non stop na podsłuchu), albo bezpieczniejsze, ale i kłopotliwsze przez te kable telefony na korbę. Owe słynne TAPiki z IIWŚ. Jeszcze niedawno nad atakującą wioskę grupą wisiał dron i w czasie rzeczywistym można było “motywować” wiąchami bojców na przedzie. Teraz można conajwyżej drzeć się do taniego chińskiego boafenga, ale podglądu na żywo co się dzieje już nie ma. W strefie śmierci gdzie rządzą drony, nie poganiana grupa włazi do pierwszej z brzegu piwnicy i siedzi tam tygdniami. Meldują że walczą, a modlą się tylko by nikt ich nie przyuważył w ich kryjówce. I jak sprawdzić co tam się dzieje? Przecież żaden wyższy oficer się na, pierwszą linię za nic nie pofatyguje. Bez starlinków siadło korygowanie też ognia artylerii. Drony dotąd spokojnie niszczące ukraińską logistykę na dalekich tyłach nagle oślepły. Można im zaprogramować trasę, ale już nie na żywo naprowadzać. I cegiełka po cegiełce spadła, ogólna efektywność bojowa, nagle skończyły się na froncie sukcesy. To nie jest też tak że nie da się walczyć bez starlinków. Jest po prostu trudniej i są wyższe straty. A te już przekroczyły ilość nowych chętnych. Putin chyba szykuje nową mobilizację. Bez tego zaczną się powoli cofać.