
Aleś Bialacki. Fot: PrtSc DW Belarus
21 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, ustanowiony przez UNESCO, by chronić języki zagrożone wyginięciem. W Polsce to data raczej symboliczna – okazja do szkolnych akademii i medialnych przypomnień o poprawnej polszczyźnie. Tymczasem zaledwie dwieście kilometrów na wschód od Warszawy, język ojczysty bywa sprawą polityczną, a jego publiczne używanie jest postrzegane jako akt sprzeciwu wobec władzy.
W wywiadzie udzielonym Radiu Racyja z okazji tego dnia Aleś Bialacki – uwolniony w grudniu 2025 roku z więzienia i wydalony z kraju szef Centrum Praw Człowieka „Wiasna” i laureat Pokojowej Nagrody Nobla – mówi wprost: język ojczysty jest tylko jeden i to człowiek sam go określa.
Dla Białorusinów – podkreśla Bialacki – język to kwestia przetrwania.
„Dla nas, Białorusinów, język białoruski ma szczególne znaczenie, ponieważ jest podstawowym powodem, najważniejszą rzeczą, która pozwala nam zachować naszą tożsamość jako Białorusinów, jako narodu, biorąc pod uwagę, że jesteśmy ściśnięci między dwoma większymi narodami, Rosjanami i Polakami. Musimy oczywiście trzymać się naszego języka białoruskiego, ponieważ jeśli stracimy nasz własny język, to prędzej czy później przestaniemy być Białorusinami. Dla nas jest to kwestia przetrwania jako narodu, jako jednej wspólnoty, jako jednego narodu, który żyje na tej ziemi od ponad tysiąca lat” – mówi.
Na Białorusi formalnie funkcjonują dwa języki państwowe – białoruski i rosyjski. W praktyce dominuje rosyjski. W przestrzeni publicznej, administracji, edukacji czy mediach język białoruski jest marginalizowany. Edukacja w języku ojczystym niemal nie istnieje. Nie ma szkół, uniwersytetów i instytucji kulturalnych, które konsekwentnie używałyby białoruskiego.
W tym kontekście używanie języka białoruskiego bywa traktowane przez władze jako manifestacja odrębności narodowej – a ta w oficjalnej narracji często postrzegana jest jako zagrożenie. Idea tzw. „ruskiego miru”, promowana przez Kreml, zakłada, że tam, gdzie mówi się po rosyjsku, sięga również rosyjska strefa wpływów. W takim ujęciu język staje się narzędziem geopolityki.
Bialacki podkreśla, że według obowiązującej w Rosji narracji, Białorusini to w istocie Rosjanie, a język białoruski jest jedynie sztucznym „dialektem”, czymś, co zostało wymyślone niedawno, a Białorusini są prawdziwymi Rosjanami.
Tymczasem dla obywateli Białorusi to fundament narodowej tożsamości. Tymczasem używanie białoruskiego w przestrzeni publicznej, w działalności społecznej czy opozycyjnej jest jednym z elementów, które władze uznają za przejaw „nielojalności”.
W Polsce język ojczysty, polski jest czymś oczywistym. Nie musimy walczyć o prawo do jego używania w urzędzie, w szkole czy w mediach. Nie grozi nam odpowiedzialność za to, że mówimy po polsku w przestrzeni publicznej. Spory o język toczą się raczej wokół zapożyczeń, feminatywów czy norm poprawnościowych.
Ale być może warto, aby Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego był w Polsce nie tylko okazją do rozmów o ortografii, lecz także momentem refleksji nad tym, że wolność mówienia we własnym języku to niedoceniony dar, który tak blisko naszych granic wciąż jest luksusem.
wa










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!