
Collage / fot: RIA Novosti / Denis Kazanski – media społecznościowe
Tylko do niej jeździł bez obstawy.
Zamach z 6 lutego, w którym ciężko ranny został wiceszef GRU Władimir Aleksiejew, miał miejsce na progu mieszkania, które wynajmowała na intymne spotkania z tym generałem jego kochanka – znana telewizyjna propagandzistka Irina Kuksenkowa – twierdzą na podstawie przecieków ze śledztwa nieoficjalne rosyjskie kanały, cytowane przez Dialog.
O “zacisznym gniazdku” w apartamentowcu przy Szosie Wołokołamskiej wiedzieli tylko oni dwoje. To dlatego Aleksiejew był w tym czasie bez żadnej ochrony. Jeździł tam regularnie i zawsze sam, żeby ukryć ten romans.
Tylko Kuksenkowa wiedziała, kiedy dokładnie Aleksiejew do niej przyjedzie i tylko ona mogła go precyzyjnie wystawić killerowi i wpuścić zamachowca do budynku. Co ciekawe, kanał na Telegramie propagandzistki – dziennikarki rosyjskiego 1 Kanału – zamilkł 5 lutego. Nie wiadomo, co się z nią dzieje.
Rosyjskie służby twierdzą, że zamachowiec to niejaki Lubomir Korba, lat 65. Zatrzymano go w Dubaju i odesłano do Rosji. Pomagały mu jakoby dwie inne osoby: 55-letnia Zinaida Sieriebrickaja, która zdążyła uciec na Ukrainę i 66-letni Wiktor Wasin – jego z kolei zatrzymano w Moskwie. Ten ostatni – według nieoficjalnych informacji – “pracował w firmie powiązanej z FSB”.
Tymczasem w mediach krążą trzy różne wersje, kto stał za tym zamachem: ukraiński wywiad lub jego bojówki w Rosji, porachunki wewnątrz rosyjskich służb i “zemsta wagnerowców” za zabójstwo ich dawnego szefa, Jewgienija Prigożyna przez służby Putina.
Oczywiście “ślad ukraiński” jest najbardziej popularny. Ukraińskie służby już co najmniej kilkanaście razy razy likwidowały wrogów wysokiego szczebla na terenie Rosji, zaś Aleksiejew jest z pewnością w ich “pierwszej dziesiątce”.
Podobnie jak propagandzista Władimir Sołowiow. Ten ostatni ma jednak silną ochronę, jeździ opancerzonym Maybachem i trudno go dopaść i jeszcze potem ujść z tego cało. Szczególnie w najeżonej 200 tysiącami kamer monitoringu Moskwie, z systemami rozpoznawania twarzy i ochroną kontrwywiadowczą.
Aleksiejew również był nieustannie chroniony, oprócz właśnie tych intymnych schadzek z Kuksenkową. Czy współpracowała ona z ukraińskim wywiadem, czy tylko niefrasobliwie wygadała się jakiemuś agentowi w kręgu swoich znajomych?
Nie ulega wątpliwości, że zamach na Aleksiejwa był na rękę Ukrainie, ale MSZ w Kijowie oficjalnie zaprzecza jakoby tym razem ukraińskie służby miały z tym cokolwiek wspólnego. Jednak one same na ten temat milczą.
A co z wersją, że zrobiły to same służby rosyjskie? Pytany o to przez OBOZ.ua były oficer Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Iwan Stupak jest sceptyczny. “Kiedy rosyjskie służby biorą się za kogoś na własnym terenie to doprowadzają sprawę do końca, jak z Prigożynem” – zauważa. A tu – trzy kule w plecy, a Aleksiejew dalej żyje. Zawodowy zabójca takich błędów nie popełnia.
Również wersja o “zemście wagnerowców” wypada słabo. Ludzie trzymali się Prigożyna dla pieniędzy, a nie dla żadnej idei. Skończyły się pieniądze i wszyscy o nim zapomnieli. Nikt by dzisiaj nie ryzykował życia, żeby go pomścić – uważa ekspert służb.
Zobacz także: Rura śmierci! 22 wchodzi, jeden wychodzi… (WIDEO)
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!