
Lot pocisku manewrującego Flamingo. Zdjęcie: Fire Point
Do niedawna rakieta „Flamingo” była prezentowane jako dowód na to, że Ukraina jest zdolna do samodzielnego tworzenia broni dalekiego zasięgu bez wsparcia Zachodu. Jednak od głośnej prezentacji minęło ponad pół roku, a o masowych startach nie słychać. Eksperci, z którymi rozmawiali dziennikarze „Tagesspiegla”, twierdzą: „Coś tu jest nie tak”.
Pod koniec lata 2025 roku Ukraina ogłosiła powstanie własnego pocisku manewrującego dalekiego zasięgu „Flamingo”. Projekt ten stał się symbolem przejścia kraju na własną produkcję w obliczu przedłużającej się niepewności co do dostaw niemieckich pocisków Taurus.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski osobiście zaprezentował nowy projekt, nazywając go „najskuteczniejszym pociskiem rakietowym w kraju”. Z oficjalnych oświadczeń wynikać miało, że pocisk jest zdolny do niszczenia celów w odległości do 3000 kilometrów, co pozwoliłoby mu dotrzeć głęboko za linie wroga. Planowano rozpoczęcie masowej produkcji pod koniec 2025 lub na początku 2026 roku.
Kilka miesięcy później wokół „Flamingo” zapadła jednak cisza. Monitoring Euromaidanpress wskazuje jedynie dziewięć użyć od maja ubiegłego roku, z czego mniej niż połowa została potwierdzona jako trafienia. Eksperci cytowani przez „Tagesspiegel” uznają to za niepokojące; analityk Fabian Hoffmann stwierdził wręcz, że „coś tu jest nie tak”. Producent, firma Fire Point, nie udzielił komentarza.
Eksperci podkreślają, że ostateczna ocena jest przedwczesna ze względu na tajność projektu wojskowego. Gustav Gressel zauważa jednak, że skala użycia jest znacznie mniejsza niż zapowiadano. Możliwe przyczyny to skuteczność rosyjskiej obrony powietrznej wobec dużych i mało zwrotnych pocisków, choć brak rosyjskiej propagandy sugeruje, że przechwyceń nie było wiele.
Problemy mogą też wynikać z ograniczeń produkcyjnych Fire Point — prywatnej firmy założonej w 2022 roku, dotąd specjalizującej się głównie w dronach. Dodatkowo spółka znalazła się pod lupą agencji antykorupcyjnych w związku z podejrzeniami o zawyżanie cen dronów, co negatywnie wpłynęło na reputację projektu.
Nie wyklucza się również szkód w zakładach produkcyjnych po rosyjskich atakach. Kluczowym problemem jest jednak niska celność pocisku, ograniczająca jego użyteczność do dużych celów.
Wynika to częściowo z braku nowoczesnych systemów nawigacyjnych dostarczanych przez USA i UE, przez co „Flamingo” pozostaje podatny na zakłócenia GPS. Hoffmann dodaje, że podobne trudności dotyczą innych ukraińskich projektów rakietowych, co wskazuje na szersze problemy systemowe — rozbieżność między politycznymi ambicjami a realnymi możliwościami technologicznymi w warunkach wojny.
wa na podst. nashaniva.com/tagesspiegel.de










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!