
Fot: Azur Air
Teraz to już może pójść seriami – ostrzegają eksperci.
Aż trzy rosyjskie samoloty pasażerskie uległy groźnym usterkom w powietrzu i musiały awaryjnie lądować w tym samym dniu. Żaden nie spadł, ale przynajmniej w przypadku jednego – mało brakowało.
Najpierw w nocy na 23 stycznia w Krasnojarsku wykonał awaryjne lądowanie Boeing 737 linii “Jakucja” lecący z Nowosybirska po tym jak na pokładzie zaczęło gwałtownie spadać ciśnienie. Powodem było prawdopodobnie oblodzenie zaworu ciśnienia. Nikomu ze 158 pasażerów nic się jednak nie stało.
Wkrótce potem taki sam Boeing lecący z Kaliningradu do Moskwy awaryjnie lądował na lotnisku Szeremietiewo z powodu defektu podwozia. Trwa techniczne badanie maszyny, którą wyłączono na razie bezterminowo z eksploatacji.
Nie minęło wiele czasu i nadeszło doniesienie o awaryjnym lądowaniu w Lanzhou w Chinach Boeinga 757 rosyjskich linii “Azur Air” z 238 pasażerami i 7 członkami załogi, który leciał z Phuket w Tajlandii do Barnaułu na Syberii.
Pilot wysłał sygnał SOS, potem długo krążył nad miastem, by spalić paliwo i w końcu udało mu się wylądować – podają RIA Novosti. Przyczyna awarii nie jest jeszcze znana.
Eksperci serwisu Aviaincident podają, że w 2025 roku liczba awarii i incydentów lotniczych z udziałem rosyjskich maszyn wzrosła aż 4-krotnie w porównaniu z rokiem poprzednim. Naliczyli ich do listopada ponad 800, włączając nie tylko te w powietrzu, ale także te, które wymusiły odwołanie w ostatniej chwili lotu lub poważne opóźnienie.
Przyczyna jest prosta: starzejący się park maszyn oraz brak importowanych części zamiennych i fachowego serwisu z powodu zachodnich sankcji. Rosyjskie linie muszą stosować swoisty “lotniczy kanibalizm” – rozbierają niektóre samoloty na części, by zapewnić funkcjonowanie pozostałych.
I tak zresztą można mówić o wielkim szczęściu, że przy sypiącej się na potęgę rosyjskiej flocie powietrznej, liczba katastrof nie jest jeszcze duża. W lipcu ubiegłym roku w obwodzie amurskim na Dalekim Wschodzie rozbił się An-24 z 50 osobami – wszyscy zginęli, a w grudniu w obwodzie iwanowskim spadł ciężki transportowiec An-22 wykonujący lot testowy po remoncie.
Eksperci nie mają jednak złudzeń: jest tylko kwestią czasu kiedy poważne katastrofy mogą stać się częstsze, a trzy awarie w powietrzu jednego dnia są groźnym dzwonkiem alarmowym.
Zobacz także: NATO: Gwałtowny wzrost rosyjskich strat! I 400 tys. inwalidów
KAS










1 komentarz
Jan.Sarmacki
23 stycznia 2026 o 20:41Królewiec – nie kaliningrad