
Collage / fot: Defense Express
Strzelają starymi bo nie mają już nowych? Niestety, brutalna prawda jest inna.
Rosja zaczęła wystrzeliwać na Ukrainę przestarzałe i wycofane z eksploatacji rakiety RM-48U. Pierwsza przyleciała 20 stycznia i – co ciekawe – przedarła się przez ukraińską obronę powietrzną.
To ćwiczebne pociski, których Rosjanie używali kiedyś jako celów przy testowaniu systemów obrony powietrznej S-300 i S-400. Nigdy nie była to broń ofensywna. Aż do teraz – pisze The Telegraph.
Rakiety RM-48U to zmodyfikowana wersja jeszcze starszych “wynalazków” – przeciwlotniczych pocisków 5W55 i 48N6. Widać więc, że rosyjska armia zaczęła wyciągać z arsenałów dawno zapomniane starocie, uzbraja je w głowice o masie 133-180 kg i odpala.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to dobra wiadomość, gdyż wskazuje, że Rosji kończą się zapasy lepszych rakiet. A te ćwiczebne są bardzo niecelne, zaś ich siła rażenia nie powala.
Jednak dla Ukraińców to bardzo poważny problem. Dlaczego? Bo te pociski-zombie prawie nic Rosjan nie kosztują. I tak były już przeznaczone na złom, a teraz trzeba je strącać z użyciem znacznie droższych, deficytowych systemów obrony powietrznej.
To działanie obliczone na przeciążenie ukraińskiej OP i marnowanie jej potencjału, walka na wyczerpanie – oceniają eksperci. Wystarczy przypomnieć, że każdy zaawansowany pocisk przechwytujący PAC-3 do używanych przez Ukrainę baterii Patriot kosztuje 3,7 mln dolarów.
Odparcie tylko tego jednego ataku z 20 stycznia (pocisk hipersoniczny Cyrkon, 18 rakiet balistycznych, 15 manewrujących i 339 dronów) kosztowało Ukrainę 80 mln euro – poinformował Wołodymyr Zełenski. A teraz trzeba będzie jeszcze strącać dodatkowo te “latające śmieci”.
Rosjanie już wcześniej zaczęli używać rakiet przeciwlotniczych do ataków typu “ziemia-ziemia”. “Jeśli wystrzelić je po parabolicznej trajektorii, to dolecą i w coś tam trafią, spowodują jakiś uszczerbek” – tłumaczy profesor strategii wojskowej Mauro Gilli z Hertie School w Berlinie.
Tymczasem jeszcze na kilka dni przed wspomnianym zmasowanym uderzeniem na Kijów, część ukraińskich baterii OP nie miała już amunicji by strącać rosyjskie rakiety i drony. Nowa dostawa nadeszła dosłownie w ostatniej chwili. W przeciwnym razie ukraińska stolica zostałaby dosłownie zmasakrowana – zobacz: Rakietowy cud! Dziś rano nie mieli już czym strzelać i nagle…
I nadal w strącanych przez Ukrainę rosyjskich pociskach znajdowane są zachodnie części, dostarczane z ominięciem sankcji. “Wciąż dostają te komponenty, niestety także z naszych krajów partnerskich i z sektora prywatnego. A rosyjskie zdolności do produkcji pocisków nadal nie zostały skutecznie ograniczone” – przyznaje Wołodymyr Zełenski.
Zobacz także: Tamań w ogniu! Płoną zbiorniki z ropą, są zabici (WIDEO)
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!