
Fot. Facebook
Mamy problem z kolejnymi produktami spożywczymi z Ukrainy, które w nadmiarowym stopniu wchodzą na nasz rynek – powiedział Krzysztof Ciecióra, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi w zakończonym już spotkaniu Rady ds. Rolnictwa i Rybołówstwa UE. Polityk podkreślił, że ma “ogromne obawy przed destabilizacją polskiego rynku” w obliczu wzmożonego importu ziemniaków.
“Mamy świadomość tego, że sytuacja w Ukrainie jest trudna. Natomiast warto podkreślić, że tranzyt chociażby przez Polskę jest rekordowy, jeśli chodzi o zboże z Ukrainy”
– zaznaczył Ciecióra w trakcie trwania spotkania przedstawicieli krajów członkowskich zasiadających w Radzie ds. Rolnictwa i Rybołówstwa UE.
Wiceminister odniósł się także do nowego problemu, jaki jest odczuwalny na polskim rynku. W jego opinii poza zbożem i owocami, które wcześnie docierały do Polski z Ukrainy, teraz masowo importowane są ziemniaki.
“Natomiast my mamy problem z kolejnymi produktami spożywczymi, które w nadmiarowym stopniu wchodzą na nasz rynek. Teraz chociażby pojawia się problem z ziemniakiem, który pojawia się naszym rynku, a który jest ściągany z Ukrainy. Mamy ogromne obawy odnośnie tego, czy to nie będą kolejne symptomy destabilizacji naszego rynku”
– dodał polityk.
– Każdy liczący się dla Polski produkt rolny, zboże, rzepak, cukier czy owoce miękkie, będzie problemem w kontekście potencjału ukraińskiego rynku rolnego. Ziemniaki też zaliczają się do tej grupy. Bez uregulowania sprawy na poziomie unijnym każdy taki produkt będzie dla nas problemem
– uważa Artur Balazs, minister rolnictwa w latach 1999-2001.
Zdaniem byłego polityka problemem jest też fakt, że komisarz Unii Europejskiej ds. rolnictwa nie uświadomił Komisji Europejskiej konsekwencji otwarcia unijnego rynku na produkty z Ukrainy.
Eksperci są zgodni co do jednego: konkurencja między ukraińskimi a polskimi rolnikami jest nieuczciwa. Zwracają uwagę, że trudno o inną ocenę sytuacji w obliczu braku konieczności spełnienia wyśrubowanych unijnych norm jakościowych przez ukraińskie produkty.
– Produkcja w Ukrainie jest dużo tańsza, ponieważ nie ma aż tak dużych ograniczeń. Dla Polski będzie to stałym problemem
– twierdzi Balazs.
Telenowela z “zalewaniem” Polski przez kolejne ukraińskie produkty w roli głównej zdaje się nie mieć końca.
Zaczęło się od zboża, ale przecież nasi sąsiedzi produkują też mleko, mięso, warzywa. I to wszystko będzie nas “zalewało”, bo nie da się wygrać z kimś, kto produkuje w standardzie nieunijnym
– podkreśla Marcin Sobczuk, prezes Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego, członek Stowarzyszenia Oszukana Wieś.
RTR na podst. money.pl, .interia.pl



Dodaj swój komentarz