
Fot: MSZ Ukrainy
Zatrzymanie przez Stany Zjednoczone prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro pozbawiło nielegalnego prezydenta Rosji Władimira Putina sojusznika, ale Moskwa liczy na potencjalne korzyści z podziału świata na strefy wpływów dokonanego przez prezydenta Donalda Trumpa, poinformowała 5 stycznia agencja Reuters, powołując się na rosyjskie źródła.
Jeden z rozmówców agencji miał zwrócić uwagę, że administracja Trumpa dąży do podkreślenia dominującej roli Stanów Zjednoczonych na półkuli zachodniej oraz do odwołania się do XIX-wiecznej doktryny Monroego, uznającej ten obszar za strefę wpływów Waszyngtonu.
„Rosja straciła sojusznika w Ameryce Łacińskiej. Ale jeśli, jak się wydaje, jest to przykład wdrażania przez Trumpa doktryny Monroego, to Rosja również ma swoją strefę wpływów” – powiedziało wysoko postawione rosyjskie źródło.
Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy, Heorhij Tychyj, komentując tę wypowiedź na portalu społecznościowym X, stwierdził, że rosyjskie „źródła” wykazują nadmierną obawę, wyrażając opinie na temat „strefy wpływów”.
„Zastanawiam się, gdzie przebiegały granice ich strefy wpływów, gdy gang Prigożyna maszerował na Moskwę, napawając ich strachem. Być może ograniczała się do walizki z ekskrementami Putina. I do tej pory jest ograniczona” – napisał Tychyj.










1 komentarz
Wielka Smuta
6 stycznia 2026 o 19:12Nieprzypadkowo nazywamy ruski mir ruskim kałem.