
Ilustracja: AI
A to właśnie ten czynnik może wkrótce przesądzić o losach wojny.
Atak ukraińskich dronów w nocy na 20 lutego na rosyjskie lotnisko wojskowe “Pugaczowka” w obwodzie orłowskim ujawnił dotkliwą słabość rosyjskich Sił Powietrznych, o której dotychczas niemal wcale się nie mówiło – zauważa w Obozrevatel ekspert Aleksander Kowalenko.
Przypomnijmy, że w wyniku tego uderzenia zniszczono rosyjskie śmigłowce Mi-8 i Ka-52 o łącznej wartości ponad 30 mln dolarów. Rosjanie doskonale widzieli na radarach zbliżające się drony i było oczywiste, że ich celem jest właśnie to lotnisko. Śmigłowce miały dość czasu, by wystartować i uciec przed tym uderzeniem, a jednak tego nie zrobiły.
Powód jest prosty: Rosjanom coraz bardziej brakuje pilotów, a szczególnie pilotów śmigłowców i nie są w stanie zapewnić ich stałych dyżurów. Jak widać, dotyczy to nawet lotnisk na bezpośrednim zapleczu frontu, gdzie prawdopodobieństwo nalotu jest wysokie – “Pugaczowka” znajduje się zaledwie 160 km od granicy z Ukrainą.
Eksperci zwracają zwykle uwagę, że głównym powodem skuteczności ukraińskich uderzeń na rosyjskie tyły jest słabość obrony powietrznej Rosjan. I w jakimś stopniu jest to prawda. W ciągu 4 lat wojny stracili oni bowiem już ponad 1,3 tys. środków obrony powietrznej – dział i wyrzutni rakietowych.
Nietrudno to obliczyć. Dane potwierdzone wizualnie przez grupy monitoringu to ok. 600 sztuk takiego sprzętu, a współczynnik danych zweryfikowanych do łącznych strat wynosi z reguły – zdaniem ekspertów – 1:2 lub 1:2,5. Rosyjski przemysł nie jest w stanie budować nowych wyrzutni w takim tempie, więc dziury w rosyjskiej obronie powietrznej robią się coraz większe.
O tym, że przyczyną coraz większych strat jest także brak wyszkolonych pilotów wspomina mało kto, a tymczasem staje się to już czynnikiem krytycznym. Atak na “Pugaczowkę” okazał się skuteczny, gdyż nie dyżurował tam po prostu ani jeden pilot.
Jak to możliwe? Rosja rozpoczynała wojnę mając na stanie 1,3 tys. samolotów i 1,7 tys. wojskowych śmigłowców i produkowała rocznie po 30 jednych i drugich. Rosyjskie uczelnie co roku kształciły ok. 150 nowych pilotów. Około 70-100 z nich wybierało potem specjalizację wojskową. Główną kuźnią kadr była Krasnodarska Wyższa Szkoła Lotnicza. W warunkach pokoju to wystarczało.
W ciągu 4 lat wojny Rosjanie stracili 435 samolotów i 348 śmigłowców – takie dane podaje ukraiński Sztab Generalny, a szacunki ekspertów są zbliżone (180 samolotów i 170 śmigłowców potwierdzonych wizualnie pomnożone przez wspomniany współczynnik 2, 2,5).
Straty wśród pilotów wyniosły odpowiednio: 80-110 w przypadku samolotów i aż 150 w śmigłowcach, czyli łącznie do 260 osób. Do tego trzeba doliczyć tych, którzy zginęli w szeregu katastrof wojskowych samolotów nie związanych bezpośrednio z wojną.
Trzeba też wziąć pod uwagę jeszcze jeden ważny aspekt: nie każdy świeżo upieczony absolwent jest od razu asem lotnictwa. Musi samodzielnie polatać ze 2-3 lata, żeby nabrać doświadczenia, a żeby zostać faktycznym “asem” powinien spędzić za sterami jakieś 10 lat. Często ci najbardziej doświadczeni po prostu odchodzą na emeryturę.
Pamiętajmy też, że w przypadku wielu śmigłowców lub w myśliwcach bombowych Su-34 potrzeba dwóch członków załogi. Często piloci są więc w stanie wykonać bieżące zadania – wystartować, odpalić z dystansu bomby kierowane KAB lub ostrzelać Ukraińców ze śmigłowców, ewentualnie przechwytywać drony, ale po powrocie nie ma już drugiej zmiany, żeby przekazać jej maszyny.
Na każdym lotnisku powinien być system stałych dyżurów bojowych: 3 razy po 8 godzin lub przynajmniej 2 razy po 12 godzin. Na rosyjskich lotniskach już tego nie ma, a największy problem jest właśnie ze śmigłowcami, gdzie potrzeba dwóch pilotów. To dlatego w ostatnim czasie Ukraińcy niszczą ich na ziemi coraz więcej.
Dwie kolejne przyczyny strat to problemy z bieżącym serwisem technicznym, słabe wyszkolenie i popełniane błędy. Tylko w ostatnich 3 dniach Rosjanie stracili dwie kolejne maszyny – jeden Ka-27 Ukraińcy strącili nad Morzem Czarnym, a drugi zestrzelili przez pomyłkę sami Rosjanie.
W obecnych warunkach rosyjskie dowództwo nie jest w stanie tych problemów rozwiązać, podobnie jak nie może znacząco zwiększyć generowania nowych pilotów na odpowiednim poziomie. Wśród młodych ludzi nie ma już takiego zapału do latania, jaki był jeszcze w czasie pokoju.
Tak więc w miarę trwania wojny możemy się spodziewać coraz większej liczby rosyjskich samolotów i śmigłowców wojskowych, “które nigdy już nie polecą” – podsumowuje ekspert.
Zobacz także: Przetrzebili morskie stado! Admirał Essen załatwiony
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!