
Collage / screen / Devdroid
Nazwa TW “Droid” może nie kojarzy się dobrze tym, którzy pamiętają PRL, ale spokojnie – one nie donoszą. One tylko zabijają. No chyba, że załatwisz z nimi po do dobroci…
Na jednym z odcinków frontu trzech rosyjskich żołnierzy poddało się… robotowi bojowemu. Uzbrojony w karabin maszynowy Droid TW-12,7 tak ich docisnął ogniem, że nie mieli już ochoty na dalszą walkę. Na nagraniu widać, jak wychodzą z podniesionymi rękami, jeden ranny i kładą się na śniegu.
Nie wiadomo, czy robot działał i filmował w pojedynkę, czy przy wsparciu swoich “kolesi”, a wiadomo że są wśród nich i tacy, którzy potrafią skrycie podjechać pod pozycje wroga z bombą i eksplodować – takich piechota boi się najbardziej.
To już kolejny podobny przypadek w ostatnim czasie, od kiedy w drugiej połowie ubiegłego roku naziemne roboty bojowe przestały być w armii ukraińskiej ciekawostką, a stały się groźnym orężem, skutecznie zastępującym żołnierzy. Czasem ewakuują także rannych z pola walki, eskortują jeńców na tyły i dowożą zaopatrzenie pod ostrzałem.
Są na tyle wszechstronne, że każdy pluton, a nawet drużyna chce mieć na stanie przynajmniej jednego, nie mówiąc już o specjalnych “robocich” pododdziałach, jak słynny już NC-13, gdzie “terminatory” walczą w zwartych formacjach.
Nic więc dziwnego, że ich produkcja i dystrybucja na bazie ukraińskiej platformy cyfrowej DOT-Chain Defence jest o wiele większa, niż formalnie zamawia dowództwo. Każda nowa partia robotów Droid TW i DevDroid, która się pojawi, schodzi natychmiast “na pniu”, co nawet w czasie wojny nie jest w zbrojeniówce takie częste.
Zobacz także: Sytuacja na froncie: jest źle i… coraz lepiej!
KAS










1 komentarz
Celownik
27 stycznia 2026 o 12:50Ukraina może być także potęgą w eksporcie broni, pokażcie inny średni kraj na świecie z tyloma militarnymi innowacjami.