„Dmowski starał się zaproponować projekt, który ostatecznie się nie zrealizował”

15 marca 2017

Po raz pierwszy po ponad stu latach w Rosji ukazała się książka Romana Dmowskiego „Niemcy, Rosja i kwestia ”. Dyskusja wokół publikacji, wydanej przez Instytut Współpracy Rosyjsko-Polskiej przy współpracy ambasady RP, odbyła się we wtorek wieczorem w Moskwie.

Przygotowanie wydania trwało dwa lata – mówił w wystąpieniu ambasador RP w Moskwie Włodzimierz Marciniak. Zachęcał, by spojrzeć na Dmowskiego jako na interesującego i głębokiego analityka politycznego, wciąż aktualnego z metodologicznego punktu widzenia.






Jako umowny „świadek obrony” i „świadek oskarżenia” Dmowskiego wystąpili odpowiednio: prof. Kiriłł Sołowiow z instytutu Historii Rosji Rosyjskiej Akademii Nauk (RAN) i prof. Aleksiej Wasiliew z Rosyjskiego Państwowego Instytutu Humanistycznego (RGGU). „Ta książka jest oczywiście o Polsce, o stosunkach rosyjsko-polskich, ale jest ona również – i może nawet przede wszystkim – o Rosji” – mówił Sołowiow. Podkreślił, że pewne myśli o państwie rosyjskim napisane przez Dmowskiego – deputowanego do rosyjskiej Dumy Państwowej w latach 1907-09 – były zbieżne z wnioskami, do jakich później dochodzili rosyjscy myśliciele emigracyjni.

Wasiliew przypomniał o „pryncypialnych rozbieżnościach” między Dmowskim i Józefem Piłsudskim. Te obie postacie reprezentowały, jak mówił, „dwa różne modele narodu polskiego, Polski etnonarodowej i Polski jako politycznego narodu obywatelskiego, szeroko otwartego na integrowanie różnych elementów”. Te dwie postacie to również dwa modele polskiej pamięci historycznej. Wasiliew podkreślił, że publikacja książki Dmowskiego jest „przywróceniem tego tekstu” w Rosji. „Bez uważnego zbadania twórczości Dmowskiego nie zrozumiemy okresu historii Polski przełomu XIX i XX wieku, kiedy Polska zaczęła zmierzać w kierunku niepodległości” – podkreślił naukowiec.






Centrum Współpracy Rosyjsko-Polskiej to organizacja pozarządowa założona w Rosji w 2014 r. przez absolwentów polsko-rosyjskich studiów historycznych prowadzonych wspólnie przez RGGU i Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jej założyciel Dmitrij Buniewicz wskazał, że pisząc na początku minionego stulecia swoją pracę „starał się zaproponować w stosunkach polsko-rosyjskich projekt na cały wiek” – projekt, który ostatecznie się nie zrealizował.

Jednak „dziś rozmowa Rosjan i Polaków nie jest bynajmniej zakończona, ona trwa” – przekonywał Buniewicz.

Praca „Niemcy, Rosja i kwestia polska” ukazała się po polsku w 1908 roku, a rok później została opublikowana w języku rosyjskim. Nigdy później w XX wieku książka ta nie została w Rosji wydana ponownie. Obecne wydanie, na razie w nakładzie tysiąca egzemplarzy, będzie można kupić w głównych księgarniach w Moskwie.

Kresy24.pl/Anna Wróbel, dzieje.pl (PAP)

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

25 odpowiedzi „Dmowski starał się zaproponować projekt, który ostatecznie się nie zrealizował”

  1. prawy Odpowiedz

    15 marca 2017 w 09:12

    Polecić należy redakcji k24, uważną lekturę w/w ciekawej dyskusji.

  2. Jarema Odpowiedz

    15 marca 2017 w 09:55

    Bardzo podoba mi się ze względu na trafność ocena R. Dmowskiego jako „interesującego i głębokiego analityka politycznego, wciąż aktualnego z metodologicznego punktu widzenia.” Nie znamy myśli Dmowskiego, nie rozumiemy jej. Z pewnością jest to jeden z wybitniejszych polskich analityków. Dziś królują miernie intelektualnie myśli dziennikarzy powtarzane po stokroć. Efekty tych miałkich myśli, koncepcji można obserwować, np. 25 latach „doskonałych” relacji polsko-ukraińskich nie mamy wyjaśnionej sprawy ludobójstwa Wołyńskiego; Polacy na Litwie i Ukrainie są prześladowani itp. Na koniec uwaga. Polska jest krajem jednolitym etnicznie, jak chciał Dmowski za cenę utraty terytorium II RP. Pytanie otwarte w kontekście masowego napływu Ukraińców, czy należy to zmienić? Wieloetniczność za poszerzenie „granic” może mieć sens, np. Unia Polsko-Ukraińska, ale czy bez tych zmian przestrzeni potrzeba zamieniać Polskę w państwo wieloetniczne, np. z 3 mln Ukraińców? Sądzę, że takich pytań w Polsce nikt nie stawia, a szkoda. Dominuje myślenie chwilowe, napływają Ukraińcy? To dobrze, bo wypełnią „wolne” miejsca pracy. Jak i czy pozytywnie to wpłynie na Polskę w dłuższym terminie nikt nie pyta.

    • Luk Odpowiedz

      15 marca 2017 w 23:22

      Lepiej zapełnić lukę na rynku pracy w Polsce Ukraińcami niż beżowymi przybyszami z Azji i Afryki. Ukraińcy są nam bliscy kulturowo i etnicznie. Nie tworzą zamkniętych gett jak muzułmanie, nie narzucają swojej religii i światopoglądu. Nie widzę jakiegoś większego zagrożenia z ich strony poza jednostkowymi incydentami, które mogły by się też pojawić ze strony Polaków.

      • Jarema

        16 marca 2017 w 14:03

        To jest argument, ale jeszcze lepiej aby z 0,5 mln Polaków wróciło do kraju. Inna sprawa, że proces robotyzacji przemysłu może w bliskiej przyszłości ograniczyć liczbę pracowników, więc z nie wiem na ile miarodajne są dane pochodzące od firm pośredniczących w zatrudniani Ukraińców o braku w Polsce pracowników. Inna sprawa, że napływ Ukraińców hamuje wzrost płacy w Polsce. Co do zagrożeń ze strony Ukraińców to ja mam obawy o odradzający się antypolski resentyment części Ukraińców. Jak sprawy się w tej kwestii dalej potoczą trudno powiedzieć. Rację ma pan Szycht, który sugeruje odgrodzenie przybyszów z Ukrainy od ukraińskich środowisk w Polsce zaczadzonych antypolonizmem, który jest jednak dość ostrożnie publicznie wyrażany i manifestuje się, np. w jednostronnym ciągłym wypominaniu „krzywd” Akcji Wisła.

  3. jubus Odpowiedz

    15 marca 2017 w 10:46

    Problem leży w tym, że większość „narodowców” nie postępuje jak przykazał Dmowski. To co mamy dzisiaj, to pseudo-nacjonalizm, endeko-komuna, tudzież narodowy liberalizm lub narodowy konserwatyzm.
    Pragnę przypomnieć tylko kilka, przemilczanych faktów na temat Dmowskiego: był niewierzącym agnostykiem, zwolennikiem rodzimowierstwa, był rusofobem, uważał Rosjan za Azjatów, a Ukraińców za „zrusyfikowanych Polaków”, do tego mógłbym dodać, że mimo wszystkich różnic politycznych i osobistych, szanował Piłsudskiego i jego dokonania.
    Proszę pokazać mi teraz ludzi w Polsce, którzy reprezentują podobny punkt widzenia. Ja mogę tylko napisać że wszystkie te rzeczy reprezentuje.

    • Zapdos Odpowiedz

      15 marca 2017 w 12:02

      Dmowski mógł być sobie agnostykiem, ale jednocześnie zaznaczał, że katolicyzm jest mocno związany z tożsamością polską, Dmowski nie był wojującym antyklerykałem

      • jubus

        15 marca 2017 w 14:28

        Oczywiście, że nie był. Nie napisałem tego, bo sam, mam dokładnie takie same poglądy na religię i katolicyzm jak Dmowski. Jestem agnostykiem, z sympatią do rodzimowierstwa oraz tradycyjnego katolicyzmu. Stąd w 100% zgadzam się z „antypolskimi” treściami które tworzył Dmowski. Jego poglądy, dzisiaj są faktycznie niewygodne dla znaczącej części tzw. „narodowców”, którzy są bardziej zwykłymi prawicowcami, aniżeli centrowymi nacjonalistami. Nacjonalizm nie jest ani prawicowy, ani lewicowy, właśnie z tego względu, że jest to pogląd pro-narodowy,a nie pro-chrześcijański, pro-katolicki czy anty-chrześcijański, anty-katolicki.

      • Jarema

        15 marca 2017 w 14:50

        Dmowski był deistą, ale przed śmiercią nawrócił się na katolicyzm. Ceremonia pogrzebowa miała charakter religijni. To wynika z ogólnie dostępnych materiałów.

      • jubus

        15 marca 2017 w 17:02

        Agnostyk, deista, nieważne, wiadomo o co chodzi. To, że przed śmiercią przyjął chrzest, jest oczywiste. Ale przez całe życie był z dala od Kościoła, co pozwoliło mu trzeźwo patrzeć na sprawy narodowe. Podobnie jak ja, przy całym szacunku do Katoliczymu i Chrześcijaństwa w ogóle, zachowuje sceptycyzm wobec hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna”, bo uważam, że Naród powinien być stawiany na pierwszym miejscu, potem Honor, potem Tradycja. Bóg/Bogowie to sprawa indywidualna, każdy sobie może wierzyć w co chce. Polska nigdy nie była krajem arcy-katolickim, jak wiele krajów zachodnich, typu Austria, Włochy, Hiszpania czy Francja. U nas zawsze, Kościół walczył z państwem/monarchią o władzę. Szczytowy okres rozkwitu kultury polskiej, przypada na okres rozbiorów, gdy Kościół katolicki faktycznie stał się oparciem moralnym dla Polaków. Dlatego, Polacy powinni mieć szacunek do Kościoła, jednocześnie winni stawiać sprawy narodowe, powyżej tego, co robi Kościół.

      • Jarema

        15 marca 2017 w 18:10

        Stawianie na pierwszym miejscu narodu jest niebezpieczne. Tak samo postępowali banderowcy, który naród stawiali ponad wartości moralne i dopuszczali mordy w imię narodu. Inna sprawa, że złą stroną dewizy „Bóg honor ojczyzna” pozwala na rezygnację z snucia kalkulacji geopolitycznych i odpowiedzialności za ich wynik.

      • jubus

        16 marca 2017 w 10:22

        Banderowcy byli prymitywni, bo Ukraina sama w sobie jest prymitywna. Jest takie powiedzenie „jaki naród, taki nacjonalizm”. W Polsce, nacjonalizm integralny nie pociągnąłby takich skutków jak na Ukrainie czy w Niemczech. Wystarczy porównać realia 3 Rzeszy i Faszystowskich Włoch. 2 światy, dosłownie.

  4. Zapdos Odpowiedz

    15 marca 2017 w 12:01

    Projekt się nie zrealizował z winy Rosjan. Car Mikołaj II dopiero podczas wojny światowej przypomniał sobie, że chce odbudować Polskę w całości jej granic. Rosjanie z przyczyn prestiżowych trzymali Królestwo Polskie w swoich granicach i tylko wytracali niepotrzebnie siły na Zachodzie. Prawda jest taka, że Rosji Zachód jest niepotrzebny, ale cieśniny czarnomorskie już tak

    • jubus Odpowiedz

      15 marca 2017 w 14:36

      Oczywiście, dlatego Rosja do samego końca stała przy Aliantach, chociaż wcale nie miała ochoty walczyć z Niemcami i Austro-Węgrami. Rosji chodziło o Turcję, która stała się sojusznikiem Niemiec i Austrii, już po rozpoczęciu działań wojennych na Zachodzie i Wschodzie.
      Dmowski, poprzez opcję prorosyjską, chciał jedynie ochronić Polskę przez zagrożeniem ze strony potężnych Niemiec i ich sojusznika-Austrii. Przecież ta książka o której mowa, nie jest prorosyjska czy rusofilska, w żadnym aspekcie. Jest jedynie nakreśleniem zagrożeń dla Polski i Polaków, przed jakimi stanęliśmy 100 lat temu. Dzisiaj te zagrożenia są podobne, jako nacjonalista w pełni zgadzam się z opinią, że to Niemcy i kraje Europy Zachodniej są dla nas zagrożeniem, a nie prymitywna Rosja. Niby czym Rosja miałaby by nam zagrozić? Armią, która operuje co najwyżej lokalnie, uczestnicząc w lokalnych konfliktach, typu Gruzja, Donbas czy Czeczenia? Rosja nigdy nie była takim zagrożeniem dla Polski jak Niemcy i to każdy, rozumy Polak winien wiedzieć. Ci, co straszą Rosją, są faktycznie „ukrytą opcją niemiecką” czy szerzej „zachodnią”. Dzisiaj Polski nie ma w praktyce i Rosja nie ma tu nic do rzeczy. To nie Rosja rozwaliła naszą gospodarkę w latach 90-ych i to nie Rosja stawia nam markety i montownie.
      Rosją nie należy się podniecać, wystarczy ich po prostu olewać. Rosja jest zagrożeniem dla Ukrainy, Białorusi, ale to są obce, niepodległe byty państwowe, od których Polacy powinni się trzymać z daleka. O tym też pisał Dmowski, uważając, że pchanie się na Wschód, spowoduje większe straty niż korzyści, ze względu na to, że ani Białorusini, ani tym bardziej Ukraińcy nie sa zainteresowani „braterstwem” z Polakami.

      • Adr

        15 marca 2017 w 17:06

        Niemcy też nie są już tymi Niemcami z czasów Dmowskiego.

        W aspekcie militarnym , zostały wykastrowane
        ich armia nie stanowi żadnego zagrożenia (armia wywodzi się ze społeczeństwa a to jest jak francuskie w 1940).

        Dopiero Islamizacja społeczeństwa+przyswojenie niemieckich technologi może to zmienić,
        pod warunkiem że po drodze nie dojdzie do konfliktu po szwie religijno-światopoglądowo-etnicznym i utarty obecnych technologi -nowa wojna trzydziestoletnia.

        Co do zagrożenia ze strony Rosji

        zrób rozróżnienie na zagrożenie egzystencjalne
        w rodzaju tych z IIWŚ – oczywiste że Rosja nie jest w stanie okupować całej Polski-stąd bez sens tworzenia WOT które jest objawem przygotowania do ,,starej wojny” gdy nplem była armia sowiecka z 200 dywizjami i kilku-kilkunastoma milionami soldatów

        a wywieranie presji politycznej gdzie końcowym aspektem,
        postawieniem kropki nad i
        może być interwencja wojskowa ograniczona czasowo i terytorialnie(oderwanie Donbasu od Ukrainy czy Osetii od Gruzji pozwala wywierać presje na cały organizm tych państw)

        czasem nie musi to objawiać się nawet w zajęciu części terytorium a przyjąć formę uderzeń powietrzno/rakietowych i/lub artyleryjskich

        W przypadku Polski jest to jeszcze bardziej prawdopodobne
        ponieważ ciężko wyobrazić sobie powstanie sił
        polityczno-wojskowych na których Rosjanie mogli by oprzeć działania okupacyjne nawet na niewielki fragmencie

        A oparcie się na takich siłach jest podstawa ich strategi w ostaniach latach Gruzja,Ukraina,Syria
        II wojna w Czeczeni.
        Ale jest to też nawrót to tradycji sięgających Czyngis-chana

        Tak jak powiedział Gireasimow w 2013 celem wojny nie jest zajęcie terytorium i pokonanie armii wroga

        zainteresowanym poleca artykuł z biuletynu ABW

        file:///D:/Moje%20dokumenty/Downloads/wojnowski%20(1).pdf

        i cały numer na ten temat

        https://www.abw.gov.pl/pl/pbw/publikacje/przeglad-bezpieczenstwa-4/1213,Przeglad-Bezpieczenstwa-Wewnetrznego-WYDANIE-SPECJALNE.html

        Pod względem hard power to Niemcy są słabsi.
        Soft power to inna bajka , ale też nie sądzę żeby perspektywy Niemiec były kolorowe.

      • Luk

        15 marca 2017 w 23:53

        @jubus
        No i paczpan. Prymitywna Rosja podbiła w 1945 pół Europy po rzekę Łabę. Zatem mylił się Dmowski lekceważąc Rosję i myli się Jubus lekceważąc Rosję (lub celowo dezinformując umniejszając znaczenie Rosji).
        „Prymitywizm” nie ma nic do rzeczy przy podboju. Liczy się siła militarna i różnica zasobów. Czerwona Rosja miała większe zasoby ludnościowe i gospodarcze – dlatego pokonała Niemcy. Dziś Rosja też pomimo prymitywnej gospodarki ma większe zasoby niż Polska i silniejszą armię (a przede wszystkim potencjał nuklearny). Tylko idiota lub ruski szpion mógłby w takiej sytuacji namawiać Polaków do rezygnacji z sojuszy euroatlantyckich.

        Co do gospodarki – polską gospodarkę rozwalili komuniści przysłani tu przez Moskwę. Przed wojną PKB na mieszkańca w Polsce był większy niż w Hiszpanii i niewiele mniejszy niż we Włoszech. Wystarczyło kilka dekad rządów pachołków Moskwy by Polska spadła do drugiej ligi gospodarek Europy. Przypominam, że Moskwa okradała Polskę w czasach PRL na masowym rabunkiem płodów rolnych i surowców takich jak węgiel czy uran. Moskwa okradała nas wtedy także na niesprawiedliwym rozliczaniu transakcji w tak zwanych rublach transferowych.
        Dopiero po opuszczeniu Bloku Wschodniego PKB Polski zaczął gonić kraje Europy zachodniej. Dziś wyprzedziliśmy Grację i niemal wyrównaliśmy się poziomem PKB na mieszkańca z Portugalią (uwzględniając parytet siły nabywczej).

      • tomaszk-poz

        16 marca 2017 w 00:24

        „adzam się z opinią, że to Niemcy i kraje Europy Zachodniej są dla nas zagrożeniem”
        Rosja z czasów Dmowskiego to było zacofane państwo, przepraszam, a czym zagrażała nam Francja, Hiszpania, Wielka Brytania? Niemcy się zmieniły i to są inne Niemcy, starzejące się, z muzułmanami. Rosja stała się komunistyczna a teraz jest nieobliczalna. PRL wpędził nas w zacofanie gospodarcze. Rosja mogłaby być fajnym sojusznikiem, ale jest zbyt prymitywna.
        Myślę, że Polska będzie osamotniona i będzie musiała mieć solidną dyplomację. Może jak za sobą pociągnie Białoruś, Ukrainę, państwa bałtyckie, Węgry, Rumunię to będziemy bezpieczniejsi a i Niemcy będą musiały z nami inaczej rozmawiać.

      • jubus

        16 marca 2017 w 10:30

        Tak, Niemcy nie są zagrozeniem, to dlaczego Polska jest państwem klienckim wobec Berlina? Polska nie może Niemcom zagrozić w jakikolwiek sposób, Czechy są pod ich panowaniem, Węgry też, Słowacja też, Rumunia też.
        Różnica potencjałów Niemiec i Polski jest blisko o 50% większa niż potencjałów Rosji i Polski. Niemcy w dodatku postawiły na „Kulturkampf” i odsysanie Polaków. Niemcy nie muszą nas atakować, wystarczy, że „wyssą” Polaków do siebie i tam im zrobią maglowanie mózgu. Polacy dzisiaj to naród volksdeutschy, wystarczy popatrzeć na to, gdzie ludzie kupują, czym jeżdża.
        Rosja stawia nam markety? Wykupuje nam banki? Czy w Polsce działają rosyjskie gazety i stacje radiowe?
        Poza tym, to cały Zachód jest zagrożeniem, bo Polska jest jego kolonią, Polski już nie ma. Perspektywy Polski są tragiczne i nie zmienią tego żadne rządy, nawet Nacjonalistów.

      • Adr

        16 marca 2017 w 15:19

        @ zostaje ci tylko wyjechać jak tak czarno to widzisz.

        Nie ma juz żadnych niemiec to popłuczyny
        za 25 lat władze przejmą tam muzulamnie albo to państwo się rozpadnie

        to nie państwa najsilniejsze gospodarczo przetrwajĄ
        nIEMCY ZJEDNOCZYŁY NAJBIEDNIREJSZE pRUSY
        Grecje zjednoczyła biedna Macedonia
        W Hiszpania Konkwiście oparły się biedne regiony górskie

        Niemcy to trup jadący na sile ekonomicznej zbudowanej przez poprzednie pokolenia

    • jubus Odpowiedz

      15 marca 2017 w 14:39

      Jedyną opcją, zabezpieczająco nas przed Rosją jest silna armia oraz lokalne umowy sojusznicze z państwami zagrożonymi przez Rosję, z wyłączeniem Ukrainy i Białorusi. Czyli na przykład Finlandią, Szwecją, Bałtami, Kazachstanem, Mongolią, Japonią, państwami Kaukazu.

      • Jarema

        15 marca 2017 w 18:16

        Przepraszam, ale postula silnej armii to oczywistość. Lista potencjalnych sojuszników wymaga korekty. Skandynawia tak, ale Bałtowie to żart – brak jakiegokolwiek potencjału. Kazachstan jest w ścisłej współpracy gospodarczej z Rosją. Jakoś od powstania nowoczesnego państwa polskiego nie mamy silnej armii i to nie dlatego, że nie chcemy, ale dlatego, że to kosztuje. Tymczasem Polaka ma 0,5 bln. PKB, a Rosja 2-3 bln. zależnie od kursu rubla i cen ropy. Dodatkowo Rosja przeznacza na zbrojenia 4% pkb. Już widzę ferment, gdyby Polska czyniła tak samo. Inna sprawa, że Finlandia z 10 mln. obywateli ma 300 tys. armie (ludzi gotowych do natychmiastowej mobilizacji), a Polska 100 tys. To szokujące, jak mało jesteśmy odpowiedzialni.

      • jubus

        16 marca 2017 w 10:27

        Finlandia ma 5 milionów, pomyłka ze Szwecją. PKB Rosji to 1,5 biliona dolarów, a nie żadne 2-3. Poza tym Rosja nie jest w stanie uruchomić swoich sił militarnych i skupić ich w jednym miejscu. Kłania się podstawa strategii wojskowej – wygrywa się tam, gdzie jest skupiona największa siła ognia lub poprzez okrążenie przeciwnika. Rosja nie jest w stanie walczyć jak Sowiety podczas II wojny „szerokim frontem”.Prawda jest taka, ze Rosja zbroi się w celach wyłącznie obronnych bo wie, że jej potencjał z roku na rok maleje, a potencjał potencjalnych przeciwników, z Chinami i Japonią na czele, rośnie.
        Poza tym, to właśnie Chiny są głównym przeciwnikiem Zachodu, a nie Rosja. Rosja to jedynie „nadworny szczekacz”. Faktycznie, od paru lat, w tandemie rosyjsko-chińskim, Rosja nie odgrywa już żadnych ról, poza odgrywanie roli statysty.

      • Jarema

        16 marca 2017 w 14:42

        Kilka słów polemiki. PKB Rosji zależy od kursu rubla wobec dolara. W 2015 r. rubel dramatycznie się osłabił wobec dolara stąd niski wynik pkb Rosji w dolarach. Wystarczy jednak porównać pkb(psn) i widać wyraźnie, że Rosja ma 3,5-krotną przewagę nad Polską. Rosja od lat reformuje armię m.in. pod kątem jej mobilności, tj. szybkiego przerzutu wojska i sprzętu. Prawdą jest także że tradycją rosyjskiego imperializmu jest „obrona”, np, w czasie rozbiorów mniejszości religijnych i wolności szlacheckiej, we wrześniu 1939 r. „obrona” Ukraińców i Białorusinów. Obecnie także Rosja się „broni” co widac na Gruzji, Krymie, Dombasie i podczas sukcesywnych manewrów Zapad, gdzie ćwiczy nuklearne uderzenia na miasta Europy w tym Warszawę. Istotnie liczą się Chiny, ale Rosja ma plan przetrwania i skorzystania na starciu Zachodu z Chinami, co jest dla Polski niebezpieczne ze względu na położenie gospodarcze. Odnośnie pana wcześniejszej wypowiedzi, cytuję: „Rosja nigdy nie była takim zagrożeniem dla Polski” Znajomość historii na poziomie dawnej podstawówki pozwala wyciągnąć wniosek, kto zagarnął największą część Polski podczas zaborów i z kim I RP prowadziła wojny przez 300 lat. Dziś Rosja żeruje na Polsce sprzedając nam gaz droższy od 30 do 100% niż Niemcom skutecznie podgryzając polską gospodarkę.

      • jubus

        16 marca 2017 w 15:48

        Proszę czytać ze zrouzumieniem. Nigdzie nie napisałem, że „Rosja nigdy nie była wrogiem”, ale chciałbym przypomnieć, ze wojny polsko-rosyjskie zaczęły się od Litwy. Gdyby Polska nie miała tej durnej „unii” z Litwą to konfliktu by nie było, a pewne i żadnych wojen z Rosją też.
        Rozbiory rozpoczęły się z inicjatywy Prus, a nie Rosji, to chyba oczywistość historyczna. I to polskie ziemie, zagarnęły Prusy, razem z Austrią, podczas gdy Rosja wzięła głównie ziemie ruskie, gdzie Polacy nie żyli.
        Doprawdy, to ciągłe straszenie Rosją jest po prostu już tak nudliwe, że się rzygać chce. Polska ma wrogów wokół siebie, a nie tylko na północy. Zresztą, jak pisałem, Polski dzisiaj już nie ma, jest tylko „prowincja polska”.

  5. Emir Odpowiedz

    16 marca 2017 w 17:38

    Póki co Rosja może być groźna więc trzeba się dozbrajać, być czujnym, dbać o sojusze i szkolenia oraz uważać na wojnę informacyjną i szpionów
    1)
    http://www.cyberdefence24.pl/562925,szatkowski-ataki-hakerow-w-zwiazku-z-obecnoscia-wojsk-usa
    2)
    https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-matuszewski-niebieskie-ludziki-wojna-morska/
    3)
    „Remilitaryzacja

    Zachód nie docenił znaczenia reform wojskowych Rosji. Zachodni analitycy, w szczególności amerykańscy, koncentrowali się wyłącznie na trzeciej fazie reformy, tj. wprowadzaniu nowego sprzętu. W licznych rosyjskich i zachodnich artykułach twierdzono, że rosyjskie siły zbrojne wciąż używają sprzętu odziedziczonego po Związku Radzieckim i że jego wymiana następuje wolniej niż planował to Kreml.[9] Świadczy to o niezrozumieniu charakteru tych reform. ”
    https://wszystkoconajwazniejsze.pl/gustav-gressel-cicha-rewolucja-militarna-rosji-co-to-znaczy-dla-europy/

  6. Pafnucy Odpowiedz

    25 kwietnia 2017 w 22:03

    https://konwentnarodowypolski.wordpress.com/2013/12/02/roman-dmowski-kwestia-ukrainska/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *