
Collage: AI za Focus
Kompletnie nieudany początek kampanii wiosenno – letniej w wydaniu rosyjskiej armii. Minus 900 na dzień dobry.
Zgodnie z przewidywaniami wojska rosyjskie rozpoczęły 17-18 marca wiosenną ofensywę na Zaporożu. Pod osłoną złej pogody i mgły utrudniającej widoczność ukraińskim dronom, najpierw ruszyły w nocy niewielkie grupy szturmowe. Zostały jednak doszczętnie wybite. Wkrótce do walki poszły większe siły: piechota, sprzęt pancerny, wojsko na motocyklach, a nawet… na koniach.
Okazało się się jednak, że rachuby na słabą widoczność zawiodły i ukraińskie drony skutecznie zatrzymały Rosjan. Nie przesunęli tam frontu nawet o metr i ponieśli duże straty. W ciągu zaledwie półtorej doby tych szturmów na odcinku Rodinskoje – Hulajpole zabitych i rannych zostało co najmniej 900 rosyjskich żołnierzy – szacują wojskowi w Focus.
“Utrzymaliśmy wszystkie pozycje, Rosjanie nie zdołali ich przerwać na żadnym odcinku” – informuje dowódca ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych, Robert “Madziar” Browdi.
Tym niemniej wiosenno – letnia kampania wojsk rosyjskich wystartowała. Będzie prawdopodobnie bardzo intensywna i na razie wiele wskazuje, że to właśnie obwód zaporoski stanie się głównym teatrem działań bojowych. Ostatecznym celem jest zapewne zdobycie jego stolicy – obwodowego miasta Zaporoże – przewiduje wojskowy ekspert płk Oleg Żdanow.
Jego zdaniem, równolegle Rosjanie będą kontynuować atak na kierunku Pokrowska i Mirnogradu w obwodzie donieckim, spróbują tam zbliżyć się do Dobropola i obejść od zachodu Kramatorsk. Można też spodziewać się znacznego nasilenia terrorystycznych ostrzałów infrastruktury cywilnej Zaporoża.
Obecnie główny ciężar walk spoczywa na rosyjskiej 58 Armii Ogólnowojskowej, którą wzmocniono dwoma dywizjami desantowo – szturmowymi: 7 i 106. Ukraińska obrona na kierunku zaporoskim jest dość dobrze przygotowana, a seria udanych kontrataków w styczniu-lutym pozwoliła jej zająć tam bardzo dogodne pozycje.
Ciągle występuje jednak podstawowy problem – za mała liczba żołnierzy ukraińskiej piechoty. Wystarcza jej na zatrzymywanie frontalnych ataków, ale brakuje na skuteczne pacyfikowanie rosyjskich grup dywersyjnych, którym udaje się przenikać na ukraińskie tyły – ocenia Żdanow.
Z kolei ekspert Ołeksandr Kowalenko skomentował fakt użycia na większą skalę przez Rosjan “kawalerii”. Jego zdaniem, wynika to po prostu z deficytu czołgów i wozów bojowych, a ostatnio nawet tak elementarnych środków transportu jak zwykłe samochody i mikrobusy, które są masowo niszczone przez ukraińskie drony już z dystansu 15-20 km przed linią frontu.
“To fakt, że konie są tańsze, zwrotne, słabiej widoczne i nie hałasują, ale to tylko takie rosyjskie usprawiedliwienia. A prawda jest taka, że wyniszczona sprzętowo i technologicznie armia rosyjska nie jest już w stanie prowadzić szturmów zmechanizowanych i musi uciekać się do anachronicznej taktyki z czasów Siemiona Budionnego” – ocenia Kowalenko.
Zobacz także: Phantomy ruszają na front! Szturmowców ze stali nie można zabić
KAS










1 komentarz
Ehh
19 marca 2026 o 15:07I tylko koni żal bo ruZkiego mięsa nie…