
Collage / screen
Zemsta za rosyjskie uderzenie w ukraińską energetykę, które miało miejsce dzień wcześniej.
Uderzenie ukraińskich rakiet Naptun w rosyjskie obiekty energetyczne w nocy na 4 stycznia pozbawiło prądu blisko półmilionowy Briańsk. To samo zrobiły ukraińskie drony i rakiety w Biełgorodzie, gdzie i tak już wcześniej raz po raz dochodziło do odłączeń prądu, ogrzewania i wodociągów – donosi Focus.
Wiadomo, że w Briańsku rakieta trafiła m. in. w podstację energetyczną, a kolejne uderzenie miało miejsce 17 km od miasta. Miejscowy gubernator, Aleksandr Bogomaz zapewnia wprawdzie, że “wszystkie pociski strącono”, ale to rutynowa propaganda. Według niego, Ukraińcy wystrzelili też HIMARS-y.
O ile w strącenie lecącego z prędkością 900 km/h Neptuna można od biedy uwierzyć to w pędzącego 3.000 km/h pocisku z HIMARS-a – nie. Zresztą na nagraniach widać było totalny blackout – miasto pogrążyło się w ciemnościach.
Dwie godziny wcześniej Ukraińcy przypuścili też atak dronowo – rakietowy na obiekty w przygranicznym Biełogorodzie. Trafione zostały podstacje energetyczne “Frunzenskaja” i “Biełgorod”. W tym mieście i w dziewięciu innych miejscowościach obwodu również doszło do blackoutu.
Zwraca uwagę, że doniesienia o uderzeniach ukraińskich Neptunów pojawiają się ostatnio coraz częściej. W styczniu były rosyjskie informacje o 8 atakach z użyciem ok. 25 tych rakiet, w lutym uderzyły pierwszy raz. Nie jest jednak do końca jasne, czy w niektórych przypadkach nie były to – jak podawano – pociski Flamingo. Trudno to zweryfikować.
Zobacz także: Boją się powiedzieć, w co trafili! Jeśli ujawnią, będzie krzyk na cały kraj
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!