W grudniu ub. r. Prokuratura Generalna Ukrainy usunęła ze swojej strony internetowej dane dotyczące liczby Ukraińców w wieku poborowym lub żołnierzy, którzy uchylili się od służby wojskowej lub opuścili swoje jednostki wojskowe bez zezwolenia. Sprawę przeanalizował dziennik „Suddeutsche Zeitung” (SZ).
Rzeczniczka prasowa Prokuratury Generalnej Marjana Hajowskaja-Kowbasjuk wyjaśniła, dlaczego dostęp do tych danych został zablokowany.
„Dane dotyczące nieuprawnionych dezercji i opuszczenia wojska mogą posłużyć do wyciągnięcia fałszywych wniosków na temat morale ukraińskich żołnierzy” – poinformowała w rozmowie z dziennikarzami SZ.
Dodała, że Rosja mogłaby wykorzystać te informacje do oceny poziomu dyscypliny, gotowości bojowej jednostek ukraińskich oraz systemu mobilizacyjnego.
Dziennikarze przypomnieli jednak, że informacje te nie są w rzeczywistości tajne. Wyjaśnili też, że po prawie czterech latach wojny mobilizacja i gotowość bojowa armii ukraińskiej w wielu miejscach pozostawiają wiele do życzenia.
Fakt, że w niektórych rejonach frontu po stronie ukraińskiej często tworzą się luki o długości do kilometra lub dłuższe, nie jest tajemnicą, ale jest regularnym tematem dyskusji wśród ukraińskich oficerów i parlamentarzystów.
Z gryfu sekretności zrezygnował np. nowo mianowany minister obrony Ukrainy Mychajło Fiodorow, który bez zbędnych ceregieli, podczas swojego przemówienia inauguracyjnego 14 stycznia poinformował, że jednostki frontowe opuściło bez pozwolenia lub zdezerterowało 200 tys. żołnierzy.
Dziennikarze sugerują też, że liczba ta może odnosić się jedynie do ubiegłego roku. Przywołali dane z ukraińskiego portalu NW, który, powołując się na źródło w Prokuraturze Generalnej, stwierdził, że od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku odnotowano ponad 310 tys. przypadków nieuprawnionego opuszczenia lub dezercji w jednostkach zaangażowanych w walki.
W publikacji cytowany jest oficer i były parlamentarzysta Ihor Łucenko, który stwierdził, że sytuacja jest w rzeczywistości jeszcze gorsza. W październiku 2025 roku Łucenko skarżył się, że władze nie rejestrują wszystkich przypadków dezercji lub ucieczek z frontu.
Nazwał on dezercje „problemem numer jeden” i dodał, że „tracimy ludzi z armii w kolosalnym tempie”.
W publikacji opisano również dwa sposoby dezercji ukraińskich żołnierzy. W pierwszym przypadku poborowi uciekają, zanim jeszcze dotrą do obozu szkoleniowego, gdzie są przygotowywani do służby na froncie.
Uciekają też żołnierze często po latach służby, którzy w wyniku sporów z przełożonymi nie chcą ponosić odpowiedzialności za ich błędy lub niepowodzenia.
Drugim głównym powodem masowych dezercji z frontu jest fakt, że setki tysięcy ukraińskich żołnierzy służy od 2022 roku i otrzymuje, o ile w ogóle, nie więcej niż dwa tygodnie urlopu rocznie. W publikacji podkreślono, że pomimo częstego poboru do wojska, wciąż nie została uchwalona ustawa wprowadzająca dłuższe urlopy dla osób długotrwale służących na froncie. Według dziennikarzy portalu NW, powołującego się na oficera Sztabu Generalnego, nawet jedna trzecia dezerterów po pewnym czasie chce powrócić do swoich jednostek.
W publikacji stwierdzono, że – jak opowiada Simon Shuster, biograf prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego – w 2021 roku były Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych, generał Walerij Załużny, wezwał prezydenta Wołodymyra Zełenskiego do przeprowadzenia powszechnej mobilizacji, ponieważ był przekonany o rosyjskim ataku.
Zwrócono uwagę, że Zełenski odmówił i nie tylko nie ogłosił mobilizacji, ale także zaniechał wydania rozkazu o budowie i wzmocnieniu niezbędnych umocnień, marnując kilka cennych miesięcy. Argumentował, że nie można straszyć ludności i wywoływać paniki.
Jak czytamy w artykule, na początku 2022 roku większość Ukraińców czuła się bezpieczna. Wtedy też Amerykanie, na czele z dyrektorem CIA, stale dostarczali Zełenskiemu nowych informacji na temat przygotowań Rosji do inwazji na Ukrainę.
W związku z tym podkreśla się, że po rozpoczęciu inwazji do wojska zaciągnęły się nie tylko setki tysięcy Ukraińców, ale także dezerterzy i spory o ich właściwe traktowanie. Według polskiego Centrum Studiów Wschodnich (OSW) Ukraina potrzebuje co najmniej 300 tys. nowych rekrutów rocznie, ale w 2024 roku zrekrutowała ich zaledwie ok. 200 tys..
Stwierdza się, że można to zmienić za pomocą niepopularnych środków, ale Zełenski i jego partia „Sługa Ludu” boją się ich wdrożyć.
Dziennikarze powołuje się na dane, z których wynika, że w innych krajach ogarniętych wojną poborowi podlegają młodzi mężczyźni w wieku 18 lat i starsi. Na Ukrainie odpowiedni wiek wynosił 27 lat, a po zmianach legislacyjnych w kwietniu 2024 roku – 25 lat.
Zełenski wyjaśnił, że po wielu katastrofach demograficznych XX wieku liczba młodych Ukraińców była mniejsza niż liczba starszych Ukraińców. Dlatego młodzi ludzie powinni zapewnić odbudowę kraju i narodziny jak największej liczby ukraińskich dzieci.
Według jego biografa, Simona Shustera, na początku wojny Zełenski szczerze wierzył, że potrwa ona nie dłużej niż rok. Od początku pełnowymiarowej inwazji Rosji na Ukrainę wszystkim mężczyznom w wieku od 18 do 60 lat zakazano opuszczania kraju. Jednak latem ub. r. wprowadzono ustawę zezwalającą na wyjazd z Ukrainy wszystkim mężczyznom w wieku od 18 do 22 lat.
Według OSW liczbę mężczyzn w wieku od 18 do 24 lat szacuje się na 800 tys. Z kolei dziennikarze, opierając się na danych polskiej Straży Granicznej i UE, wskazują, że od momentu wejścia w życie ustawy kraj opuściło znacznie ponad 100 tys. młodych mężczyzn.
Co więcej, jak zauważono w artykule, status studenta na Ukrainie nadal chroni przed poborem do wojska. W rezultacie od początku wojny setki tysięcy starszych mężczyzn zapisało się na studia wyższe. Według przewodniczącego parlamentarnej komisji edukacji Serhija Babaka na początku inwazji na uczelniach wyższych uczyło się zaledwie 30 tys. studentów powyżej 25 roku życia, natomiast 1 września 2025 r. było ich już około 250 tys.
Fedir Wenisławskij, członek Komisji Obrony Rady Najwyższej Ukrainy, zauważył, że niepopularne środki, takie jak obniżenie wieku poboru do wojska, nie mają szans na przyjęcie, ponieważ „większość parlamentarzystów, nawet tych z partii prezydenckiej, martwi się jedynie o zbliżające się wybory lub własne notowania”.
W publikacji zacytowano również dane ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fiodorowa, który stwierdził, że „obecnie poszukiwanych jest dwa miliony Ukraińców”. Autorzy publikacji zauważają jednak, że liczby te mogą nie odzwierciedlać całej prawdy: dziesiątki tysięcy, a nawet więcej mężczyzn prawdopodobnie również unika poboru do wojska za pomocą łapówek.
Dziennikarz SZ donoszą o przypadkach, w których Ukraińcy płacili do 15 tys. dolarów skorumpowanym strażnikom granicznym lub oficerom wywiadu, którzy pozwalali im przekroczyć granicę z Mołdawią, Rumunią, Węgrami lub Polską.
Przypomnijmy, niedawno zastępca dyrektora Kancelarii prezydenta Ukrainy Pawło Palisa zauważył, że obecnie nie ma prostych rozwiązań problemu mobilizacji. W związku z trwającą od czterech lat wojną na pełną skalę, zaspokojenie potrzeb kadrowych na froncie na pożądanym poziomie jest trudne. Jednocześnie zwrócił uwagę na pozytywne tendencje w mobilizacji w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy, które pomogły „przynajmniej częściowo wyeliminować wyczerpanie” jednostek piechoty na froncie.
Również Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Ołeksandr Syrskij zapewnił, że kraj ma obecnie znacznie lepsze wskaźniki ukompletowania jednostek niż siedem miesięcy temu. Syrskij wyjaśnił, że osiągnięto to dzięki zmianom w dwóch podejściach: odpowiednim traktowaniu poborowych i motywowaniu.
Opr. TB, sueddeutsche.de











Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!