UPA pomogła skomunizować Polskę

30 września 2013

OUN-UPA-komunizm

Zdarza się czasem słyszeć, że ktoś próbuje bronić ludobójczej formacji ukraińskiej wysuwając jako argument jej antykomunistyczne zasługi. Ma to niejako „równoważyć”, a nawet marginalizować zbrodnie, których dokonała. Kiedy jednak prześledzimy wydarzenia czasów okupacji w naszej części Europy banderowskie „osiągnięcia” w tej mierze wydają się mocno wątpliwe.

Słyszy się niekiedy także o zasługach upowskich uciekinierów, a później członków ukraińskiej diaspory na Zachodzie dla obalenia komunizmu. Mało kto wspomina jednak jak bardzo ludzie ci przyczynili się wcześniej do przygotowania podatnego gruntu dla czerwonej ideologii, choć sami posługiwali się brunatną. Mówi się też o pomocy ukraińskich nacjonalistów dla Solidarności, przemilczając jednak na ogół ich intencje, a są i tacy, którzy sugerują jakoby UPA była „moralną poprzedniczką Solidarności”. Nie trzeba być historycznym omnibusem, by stwierdzić jak bardzo żenująca jest taka teza.


Wiele lat temu siedząc w ogrodzie we Lwowie z dziś już nieżyjącym, a zasłużonym dla Polski małżeństwem Czesławy i Eugeniusza Cydzików, było mi dane usłyszeć pewną anegdotkę. Otóż pan Eugeniusz podczas jednej z rozmów ze swoimi ukraińskimi przyjaciółmi stwierdził, że największym wrogiem narodu ukraińskiego był Stefan . – Jak to? – zapytał jeden z nich. – Ponieważ swoją działalnością wysłał on całe pokolenia Ukraińców na Kołymę – odpowiedział pan Czesław, wywołując konsternację.

Ten argument tylko pozornie może wydać się niesprawiedliwy. Ktoś mógłby zauważyć, że i członków polskich organizacji podziemnych zsyłano na Sybir za to, że walczyli o swoją polską sprawę, choć rzecz jasna, nie mieli oni na sumieniu takich zbrodni jak UPA. Musimy jednak wziąć pod uwagę fakt, że do pewnego czasu na celowniku wywózek sowieckich byli przede wszystkim Polacy, a depolonizacja była podstawowym celem sowietów. Wywózki dotykały całej ludności polskiej, choć była ona podzielona według priorytetów: za najbardziej niebezpieczne uznano rodziny, które w jakikolwiek sposób były związane z aparatem państwa polskiego. Podobnie w przypadku Ukraińców: niebezpieczni byli, ci którzy współpracowali z polskimi władzami na jakimkolwiek poziomie.


Natomiast sami Ukraińcy – jako ludność – byli na Kresach Południowo-Wschodnich sowietom potrzebni by propagandowo uzasadnić wcielenie tych terytoriów do Ukraińskiej SRR. Odstępstwem od tej reguły byli już wtedy – „za pierwszego sowieta” – . Dopiero na skutek rozrostu tego ruchu na późniejszym etapie wojny, uwaga sowietów skupiła się na na zwykłej ludności ukraińskiej, którą spotkały już wtedy większe represje.

Warto wspomnieć, że spośród innych – obok Ukraińców – narodowości, które znalazły się, bądź zamieszkiwały na Kresach Południowo-Wschodnich w czasie wojny (Polacy, Niemcy, Rosjanie), a które miały inne plany wobec przynależności tego terytorium niż ukraińscy nacjonaliści, tylko Polacy nie zachowywali się agresywnie. Początkowo Ukraińcy w oczach Polaków nie stanowili niebezpieczeństwa, tak jak Niemcy czy sowieci, mimo rosnącej ukraińskiej kolaboracji z okupantami i pierwszych przypadków zabójstw dokonywanych przez nacjonalistów. Znamienny jest fakt, że w 1939 roku wycofujące się polskie formacje wypuszczały na wolność skazanych przed wojną nacjonalistów ukraińskich, w odróżnieniu od praktyki mordowania więźniów przez Niemców i sowietów.

Gdyby ukraińskie formacje nie zaczęły mordować, ich walka byłaby poniekąd zrozumiała – można byłoby wtedy zastosować prostą analogię do polskiego podziemia. Niestety, ukraińscy nacjonaliści postarali się wcześniej by skąpać te ziemie we krwi, co bezsprzecznie osłabiło antykomunistyczną ludność – polską i ukraińską – przed ponownym nadejściem frontu. Ludność polska, a w dużej mierze także ukraińska na południowym-wschodzie Polski były bezwzględnie antysowieckie. Po wojnie dokończenie wywózek ludności polskiej z Kresów stanowiłoby dla sowietów dodatkowy problem. Rozwiązali go Stalinowi właśnie nacjonaliści ukraińscy. Teraz mógł on już swobodnie „zająć się” społecznością ukraińską.

Gdyby Polacy nie zostali usunięci przez nacjonalistów ukraińskich, ludność ukraińska tylko by na tym skorzystała: sowieci musieliby najpierw wykonać uderzenie najpierw w Polaków. Zajęłoby im trochę czasu, nim sięgnęliby po Ukraińców. Bardziej „pracochłonne” byłoby także dla sowietów represjonowanie w tym samym czasie prawie całej ludności Kresów południowo-wschodnich. W pewnym sensie Polacy staliby się więc tarczą, która mniej lub bardziej skutecznie w naturalny sposób osłaniałaby przez pewien czas żywioł ukraiński, a z pewnością zmniejszała jego straty.

Z dzisiejszej perspektywy wyraźnie widać różnicę w sile powojennego antykomunistycznego oporu ze strony Polaków na Kresach północnych, gdzie był on o wiele większy, gdyż nie działała tam UPA i Kresach południowych, gdzie polski żywioł został zdziesiątkowany przez ukraińskich nacjonalistów. W wyniku tego na Kresach północno-wschodnich sowieci mieli znacznie utrudnione zadanie. Co charakterystyczne jeszcze przed nadejściem frontu partyzantka sowiecka, a później regularne formacje Armii Czerwonej i musiały same dokonywać czystek na Polakach. Choć pod względem masowości okrucieństwa nie dorównywały tam może działaniom UPA na południu, to jednak stanowiły tyleż krwawe co bezsprzeczne akty przemocy, zaś na Nowogródczyźnie, części Wileńszczyzny, a w szczególności na Ziemi Lidzkiej doszło do regularnej polsko-sowieckiej wojny partyzanckiej.

Propagandowy plakat sowiecki z 1939 r.

Propagandowy plakat sowiecki z 1939 r.

Doskonałym przykładem zachwiania antykomunistycznych postaw w południowej części Kresów są losy Wołynian. Po 17 września 1939 roku, do czasu rozpoczęcia okupacji niemieckiej, wołyńscy Polacy na skutek licznych zbrodni sowietów zaczęli ich w naturalny sposób nienawidzieć, podobnie jak wszyscy rodacy na okupowanych Kresach. Na Ziemi Wołyńskiej propagandowe wykorzystanie sowieckiego stereotypu „polski pan – ukraiński chłop”, rzecz jasna naciągane, było dla sowietów znacznie łatwiejsze, ze względu na uwarunkowania etniczne i historię z okresu schyłku I wojny światowej. Spora część ukraińskiego chłopstwa na Wołyniu była wyjątkowo podatna zarówno na sowiecką jak i banderowską propagandę. Tym większy dramat przeżyli więc wołyńscy Polacy przed 1941 rokiem i tym bardziej podsycało to w nich antykomunistyczne nastawienie.

Sytuacja uległa pewnej zmianie właśnie na skutek krwawego żniwa ludobójstwa dokonanego przez na Polakach. Nasi rodacy, którzy jeszcze w latach 1939-1941 myśleli, że już gorsza rzeczywistość nie może im się przytrafić, około dwa lata później stwierdzili jak bardzo się mylili. Żaden inny wróg nie dokonywał bowiem na tych terenach tak masowych zbrodni na kobietach i dzieciach, włącznie z przedśmiertnymi torturami.

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Miejscowi Polacy chcieli już tylko jednego – by przyszedł im na pomoc ktokolwiek, choćby sowieci. Tak więc UPA dokonała tego, co zdawałoby się wcześniej niemożliwe. Pozwoliła sowietom, mimo ich wcześniejszych zbrodni, wkraczać na w roli upragnionych wybawicieli. W obliczu ukraińskich zbrodni nową sowiecką rzeczywistość o wiele łatwiej było traktować jako „normalność”. Nagle okazywało się, że nawet sowieckie wywózki, pomimo dużej śmiertelności wśród wywożonych, były paradoksalnie jedyną szansą na ocalenie. Takiej szansy nie miał ten kto znalazł się w rękach UPA – wtedy dobrodziejstwem była śmierć od kuli, choć kule banderowcy tracili niechętnie, preferując bardziej okrutne sposoby zadawania mordu.

W ten sposób przynajmniej część osób na Wołyniu była skłonna znacznie łatwiej wiązać z systemem komunistycznym i zaakceptować powojenną rzeczywistość. Powyższe uwarunkowania wpłynęły też na wspomnianą już diametralnie różną skalę oporu Żołnierzy Wyklętych na północy i południu Kresów. Warto jednak odnotować, że również wśród wychodźców z południa nierzadkie były po wojnie postawy antykomunistyczne, o czym świadczy chociażby przykład urodzonej w Równem Anny Walentynowicz, późniejszej „matki Solidarności”.

Dla polskiego Podziemia, a tym bardziej dla bezbronnej polskiej ludności, konfliktowanie się z Ukraińcami, szczególnie w realiach lat 1942-43 było czystym szaleństwem. Na samym Wołyniu, przed dokonaniem na tamtejszej polskiej ludności ludobójstwa, nie istniały praktycznie polskie oddziały zbrojne, oprócz administracyjnych zaczątków konspiracji. Dopiero po dokonaniu rzezi, z niedobitków polskiej ludności powstała 27 Wołyńska Dywizja AK, która po starciach z UPA skupiła się również na walce z Niemcami. Zaś sowieci, „współpracując” w tym okresie z AK na Wołyniu, prowadzili faktycznie walkę tak, aby spowodować w tej formacji jak największe straty.

Warta przypomnienia jest też sprawa tzw. Istriebitielnych Batalionów NKWD, które zajmowały się tropieniem UPA. Otóż członkowie polskich samoobron, po wejściu sowietów, by zachować broń, a tym samym szansę przeżycia dla swojej rodziny, dostawali propozycję nie do odrzucenia: wstąpić do tych sowieckich oddziałów. Robili to nie mając innego wyjścia. Zaciągali się tam zresztą nawet sami Ukraińcy, których rodzin UPA nie omieszkała mordować jeszcze przed nadejściem sowietów za rzekomą „zdradę”. Te związki, niestety, nie zawsze kończyły się wraz z wyjazdem na , a ze wspomnianego czerwonego bagna nie każdy zdołał wyjść. Moralna kontrowersja nie dotyczy więc wstępowania do tych struktur, co raczej kwestii pozostawania w nich w późniejszym okresie.

Z kolei na zachód od linii demarkacyjnej, do czasu przeprowadzenia operacji „Wisła”, na pewną śmierć z rąk upowców posyłano w oddziały Ludowego Wojska Polskiego. Sporą ich część stanowili chłopcy z Kresów, którzy z komunistami nie mieli ideologicznie nic wspólnego. Operacja „Wisła”, jak wiadomo, jest najbardziej przeżywanym przez mniejszość ukraińską w Polsce martyrologicznym wydarzeniem. Powiedzmy sobie jednak wyraźnie: gdyby nie działalność UPA, nie byłoby operacji „Wisła”. Temu, rzecz jasna, ukraińscy nacjonaliści za wszelką cenę usiłują dziś zaprzeczyć.

W odniesieniu do samej operacji „Wisła” decyzja polskich komunistów była zapewne niezależna, bowiem nie znaleziono dowodów, że rozkaz operacji przyszedł z Moskwy. W tym czasie samo istnienie ukraińskiego etosu w zwartych skupiskach w Polsce mogłoby być dla sowietów pretekstem do dalszych cięć terytorialnych w przyszłości, a były takie plany. Preludium tego była wymuszona wymiana ziemi między Polską i ZSRR w 1951 roku, a planował kolejne korekty graniczne, bynajmniej nie na korzyść Polski. Na szczęście, nie pożył na tyle długo by móc to zrealizować.

Na zwalczaniu UPA polscy komuniści zdołali w polskim społeczeństwie zapunktować. Likwidacja ludobójczych band nie mogła nie być popierana przez Polaków. Z tych samych oczywistych powodów nie sprzeciwiali się temu , a część z nich wręcz popierała tę operację, co było swoistym historycznym paradoksem. Do rangi kuriozum w kontekście tego faktu urasta, że propaganda neobanderowców ciągle wspomina marginalny przypadek współpracy WiN-u z UPA w ataku na więzienie w Hrubieszowie.

PRL-owska propaganda: współpraca WiN-u z UPA pokazana w filmie "Ogniomistrz Kaleń"

PRL-owska propaganda: współpraca WiN-u z UPA pokazana w filmie „Ogniomistrz Kaleń”

Ma to oczywiście jeden cel: pokazanie jakoby zadaniem UPA było zawsze i wszędzie przede wszystkim walczenie z komunistami, co jest historycznym fałszerstwem. Największą krzywdę UPA zrobiło przede wszystkim Polakom i samym Ukraińcom. Podkreślanie „współpracy” UPA z WiN ma pokazać, że starcia polskiego Podziemia z nacjonalistami ukraińskimi miały charakter swoistego „konfliktu między zwaśnionymi rodzinami, a w konsekwencji – sugerować podobieństwa między nimi. Innymi słowy: „UPA, nie była tak zła skoro WiN się z nią sprzymierzył”…

Oczywiście taka współpraca została przez „górę” WiN-u zakazana ze względu na „osiągnięcia” UPA w mordowaniu, jej skłonność do niedotrzymywania umów i relatywizację moralności. O tym neobanderowcy już nie wspominają. Niestety, sam fakt wystąpienia takiego wyjątku – rozejmu WiN-UPA i wspólnego ataku na więzienie w Hrubieszowie – dał natychmiast amunicję komunistycznej propagandzie. Twierdziła ona jakoby polskie Podziemie niepodległościowe współpracowało z tymi mordercami ludności polskiej niemal z zasady. Szczególnym wyrazem tego są fragmenty komunistycznego filmu „Ogniomistrz Kaleń”, które nakręcono by kompromitować podziemie niepodległościowe, co niestety mogło mieć wpływ na kształtowanie świadomości części Polaków. Rzecz jasna, walki prowadzone z UPA w obronie ludności polskiej na Kresach przez Żołnierzy Wyklętych i AK zostały w tym filmie przemilczane.

W tym kontekście należy wspomnieć o złapanych w czasie operacji „Wisła” Ukraińcach. Niektórzy z nich, podejrzani o współpracę z UPA, trafiali do obozu w Jaworznie. Tam dokonywano eksterminacji wszelkich wrogów polskich komunistów, a szczególnie członków polskiego podziemia niepodległościowego, choć nie tylko. Jednak postbanderowcy usiłują zmonopolizować to miejsce jako część wyłącznie swojej martyrologii. Nic bardziej błędnego. Obok zamęczonych w Jaworznie Ukraińców podejrzanych o współpracę z UPA pewna część upowców nawiązała także współpracę z Urzędem Bezpieczeństwa, mając w ten sposób nie tylko szansę na lepsze życie, ale i nękanie zwykłych Polaków. Z kolei komuniści bardzo chętnie porównywali Żołnierzy Wyklętych do UPA, wiedząc jak bardzo znienawidzona jest przez Polaków ta ukraińska formacja.

Obóz w Jaworznie

Obóz w Jaworznie

W rzeczywistości na miano bandytów zasłużyli więc tylko banderowcy. Swoim okrucieństwem sprawiali, że polska ludność z Kresów Południowo-Wschodnich miała dodatkową „motywację” by uciekać na Ziemie Odzyskane, a zbrodni dokonywali oni nawet na ludziach czekających już na pociąg ekspatriacyjny. Na zachodzie i północy Polski oderwani od korzeni ekspatrianci oraz ich dzieci stworzyli dość charakterystyczne granice preferencji wyborczych, które do dziś dają o sobie znać w postaci głosowania na lewicę na tych terenach.

Jeśli więc słyszymy niekiedy o „antykomunistycznej roli UPA” mamy pełne prawo ironicznie się uśmiechnąć. Marginalne walki banderowców z sowietami nie miały bowiem żadnego znaczenia, a w ostatecznym rozrachunku formacja ta dokonanymi przez siebie zbrodniami pomogła skomunizować zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Dała też doskonałą pożywkę komunistycznej propagandzie, wykopując między częścią Polaków i Ukraińców rów, wciąż pogłębiany przez trwający kult UPA. Bez jednoznacznego potępienia zbrodni rów ten nigdy nie zostanie zasypany i będzie nadal rozgrywany przez Moskwę, co nie leży ani w interesie Polski, ani Ukrainy.

Aleksander Szycht

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

KresPublica jest działem autorskim. Teksty tu zamieszczone są wyrazem poglądów ich autora, podobnie jak moderacja komentarzy do artykułów w tym dziale.

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

8 odpowiedzi UPA pomogła skomunizować Polskę

  1. Beny Odpowiedz

    31 lipca 2014 w 12:25

    super artykuł! Mieszkając w Gorzowie (czyli terenie odzyskanym po 45r.) nie mogę się zgodzić tylko z jedną tezą iż ludzie na tych terenach głosują na lewicę z w/w pobudek. Otóż ja się tym nie splamiłem, ale patrząc na moją rodzinę np. tatę (który był nomen omen nawet działaczem solidarnościowym w Ursusie) w jednych wyborach tak zagłosował. Nie będę wchodził w szczegóły ale mieszanka kulturowa i etniczna sprawiła, że ludzie są tu jednak bardziej liberalni i mniej trwali w poglądach niż wschód Polski. Niestety przez to bardziej podatni manipulacji politycznej i mniej czujni wobec zagrożeń płynących ze wschodu. Taki wpływ bliskości granicy z Niemcami. Pozdrowienia dla autora!

  2. MiraS Odpowiedz

    11 listopada 2014 w 11:59

    Trafne. Należałoby zbadać archiwa czy nie było w tych wydarzeniach inspiracji sowieckiej w myśl zasady ‚ten winny kto wyciąga korzyści z faktu’.

  3. Paweł Odpowiedz

    25 stycznia 2015 w 09:40

    Panie Aleksandrze! Proszę Pana, aby zajął Pan stanowisko w sprawie „kłamstwa chodżalińskiego”. Proszę Pana, aby zajął Pan stanowisko w sprawie „kłamstwa Żeromskiego”. Niektórzy przedstawiają Nacjonalistów Ormiańskich jako morderców kobiet i dzieci, a polska opinia publiczna nie wie, co o tym myśleć.

    • Kresowaik Odpowiedz

      7 lutego 2015 w 18:33

      Do Pawła: proszę o odniesienie się do sprawy medialnego linczu na Profesorze Paziu oraz braku potępienia przez Związek Ukraińców w Polsce ludobójstwa ludności polskiej na Kresach dokonanego przez ukraińskich nazistowskich zbrodniarzy wojennych.
      Polskojęzyczne gadzinówki(usun. – red.) dokonują medialnego linczu na profesorze Paziu,wybitnym naukowcu i autorze książki o ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich nazistowskich zbrodniarzy wojennych na ludności polskiej, za trwanie i przypominanie dzisiejszym władzom Polski i Ukrainy czego dokonali zbrodniarze spod czarno-czerwonych flag.Przypomina to żywcem schemat marca 1968r. i nagonki na polskich naukowców,szkoda że część osób ma tak krótką i „Wybiórczą” pamięć. Wszyscy jesteśmy Profesorem Paziem-stańmy w obronie prawdy a nie gloryfikatorów ukraińskich nazistowskich zbrodniarzy!!!

  4. IzraelskiPolskiAmerykanin Odpowiedz

    19 czerwca 2015 w 18:28

    UPA to fikcja, wszystko na zamówienie ZSRR, żeby skłócić Ukraiński bratni naród z Polską.

  5. Kresowaik Odpowiedz

    1 września 2015 w 17:00

    Odebrać Krzyż kawalerski Orderu Odrodzenia Polski „kłamcy wołyńskiemu” Piotrowi Tymie-przewodniczącemu Związku Ukraińców w Polsce. To skandal, by gloryfikatora banderowców i człowieka negującego sam fakt ludobójstwa dokonanego przez zbrodniczą upa na narodzie polskim honorować wysokim odznaczeniem państwowym. To odznaczenia dla żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji AK a nie „kłamcy wołyńskiego”.

  6. ech redaktorku... Odpowiedz

    8 maja 2016 w 01:36

    czesław czy eugeniusz w końcu…?

  7. tor Odpowiedz

    20 czerwca 2016 w 12:27

    Bardzo dobry artykuł, to całkowita prawda. Im dłużej Ukraina nie potepia UPA, a wręcz wystawia zbrodniarzom pomniki i nazywa ulice ich imionami, tym dalej odsuwa się opcja pojednania naszych narodów. To byłoby największym koszmarem dla Rosji i Niemiec, i nad czym tak pracowali od pokoleń. Problem Polski polegał na zbyt małej edukacji Ukraińców, co było swietnym gruntem dla szpilek wbijanych między Polskę a Ukrainę. A wypuszczanie więźniów i zbrodniarzy z więzień, to był szczyt głupoty! !!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *