Lektura na weekend II: Lipiec ’43. Tragedia wołyńska w oczach UPA

19 sierpnia 2017

W letnim otępieniu, które nie dopada chyba tylko garści wybrańców, proponujemy artykuł o sile rażenia sporej bomby. Warto, naprawdę warto, przeczytać go usque ad finem nawet wtedy – a może zwłaszcza wtedy – gdy będziecie mieli Państwo dosyć po kilku zdaniach. Człowiek posługujący się własną, a nie zapożyczoną inteligencją – a to zdaje się postulować Paweł – potrafi z takimi źródłami i narracjami brać się za bary… Jedziemy!

…bo popiół ze spalonych niemowląt dławi nas i nie pozwala oddychać,
bo krew zastrzelonych i porąbanych ludzi woła do nas o pomstę…
(Słowa z upowskiej prasy – lipiec 1943)






Widniejący w nagłówku tytuł uznany zostanie za prowokacyjny. Wiem o tym. Ostatnio w Polsce potępiani są nie tylko ludzie używający określenia „ Wołyńska”. Potępia się nawet ludzi, którzy używają określenia „Rzeź Wołyńska”. Potępia się ich za to, że mówią „Rzeź Wołyńska” zamiast „ludobójstwo” (vide list środowisk „kresowych” przeciwko Dawidowi Wildsteinowi). Po raz dziesiąty, a może setny wyjaśniam, że „ Wołyńska” nie jest wynalazkiem Ukraińców. O WOŁYŃSKIEJ TRAGEDII (sic!!) pisali polscy dziennikarze konspiracyjni latem 1943 roku. Ci sami dziennikarze, którzy krzyczeli do rodaków, żeby zerwać współpracę z Niemcami i bolszewikami (co prawda w tamtej sytuacji łatwiej było powiedzieć, niż zrobić). Pisali to nie w dalekiej Warszawie, lecz na Wołyniu! Tyle w obronie tytułu.

Jeżeli ktoś mieni się historykiem albo chociaż historykiem-amatorem, politykiem albo dziennikarzem – popularyzatorem wiedzy historycznej, nie może brzydzić się tekstów przeciwnej strony. Poznać prawdę można tylko na drodze syntezy źródeł obu stron i na drodze ostrej krytyki tych źródeł. Utrwalone w pamięci dwie fałszywe liczby i trzy puste slogany, to za mało, żeby pisać i mówić o tamtych wydarzeniach. „Popisowym numerem” naszych dziennikarzy stało się niedawno przedstawienie opowiadania o chłopcu uciekającym z bolszewickiej niewoli jako „instrukcji dla ukraińskich dzieci, jak mordować Polaków”. Zdawało by się, że taki dziennikarz zostanie na miejscu śmiechem zabity. Nic podobnego! Czytelnik otumaniony kilkudziesięcioletnią dezinformacją bezkrytycznie „kupuje” każdą brednię. Obowiązkiem uczciwego Polaka, jeżeli ma po temu siły i środki, jest zwalczanie manipulacji i dezinformacji niszczącej nasz kraj.  Nie powinniśmy zgadzać się na to, żeby wroga agentura mówiła nam, co Ukrainiec rzekomo powiedział, albo co Ukrainiec rzekomo napisał. Tyle w obronie całej publikacji.






W lipcu 1943 roku ukazał się pierwszy numer miesięcznika „Do zbroi” (Do broni). Zgadzam się z Wiktorem Suworowem, że gazety z epoki są cennym źródłem wiedzy historycznej. Dziennikarz mógł być stronniczy (i zwykle był), ale w chwili, gdy pisał tekst do gazety, nie znał przyszłości. Nie wiedział, jaką „politykę historyczną” będzie uprawiać jego strona za miesiąc, za rok, za siedemdziesiąt lat… Nie wiedział, co za siedemdziesiąt lat będzie „prawdą”, a co „kłamstwem”. Nie wiedział też, jaką politykę informacyjną będzie w przyszłości prowadził przeciwnik albo były przeciwnik. Stąd bierze się wartość poznawcza starych gazet. Chcę umożliwić rodakom zapoznanie się z treścią jednego numeru upowskiej gazety.

Paweł Bohdanowicz

Bracia nasi, bracia mili,
Cóż my razem uczynili?
Razem mieliśmy świętować
I razem wojować…

(Zespół „Bayer Full” – zakończenie polskiej piosenki na melodię „Jechał Kozak za Dunaj”)

„Za Niepodległe i Zjednoczone
Ukraińskie Państwo!

Wolność Narodom!
Wolność Człowiekowi!

DO BRONI
Wydaje Polityczny Wydział UPA


Rok 1.                                Lipiec 1943 r.                                  Nr 1.


O CO WALCZY UPA

Polityczna walka narodu ukraińskiego o Państwo Ukraińskie weszła w nową fazę. Stało się tak dzięki wzrostowi wewnętrznej siły narodu oraz dzięki zmianie zewnętrznej sytuacji politycznej. Przejawem tej zorganizowanej walki jest Ukraińska Powstańcza Armia (UPA).

UPA broni Ukraińców przed terrorem okupantów, tworzy siłę zbrojną, która umocni zdobycze Ukraińskiej Narodowej Rewolucji i przekształciwszy się w Ukraińska Armię Narodową, obroni Ukraińskie Niepodległe i Zjednoczone Państwo przed wrogami zewnętrznymi.

UPA to siła zbrojna ukraińskiego narodu. Walczyć w szeregach UPA, to zaszczytny obowiązek każdego obywatela Ukrainy.

UPA walczy o Niepodległe i Zjednoczone Ukraińskie Państwo na ukraińskiej ziemi. O nowy sprawiedliwy ład i porządek na Ukrainie, bez panów, obszarników, kapitalistów i bez bolszewickich komisarzy. O nowy, sprawiedliwy międzynarodowy ład i porządek na świecie, zbudowany na poszanowaniu praw każdego narodu i o swobodny wszechstronny rozwój każdego narodu w państwie zorganizowanym na swój własny sposób.

UPA walczy przeciwko niemieckiemu oraz moskiewskiemu imperializmowi, które to imperializmy napadły na ukraiński naród. Walczy przeciwko imperializmom, które są przyczyną wojen i zniewolenia narodów.

Bolszewickich spadochroniarzy UPA uważa za awangardę moskiewskiego imperializmu i zwalcza ich z taką samą surowością, z jaką zwalcza niemieckie bandy rabunkowe.

UKRAIŃSKA POWSTAŃCZA ARMIA


Droga każdego narodu do niepodległości jest mocno zroszona krwią…

Ta krew, przelana na drodze do wielkiego celu, nie wysycha. Pamięć o przelanej krwi na zawsze zachowana jest w duszy narodu. Jest ona źródłem niepokoju, który skłania ludzi do kontynuacji rozpoczętego dzieła.

Semen Petlura


Do broni !

Takie jest teraz nasze hasło i taki jest sens dzisiejszych działań. Jeżeli zrealizujemy to hasło, zwycięstwo będzie nasze. Na początku tego wieku, w ogniu ciężkich walk narodziło się Państwo Ukraińskie, w ogniu rosło i w ogniu upadło, w tymże ogniu zmartwychwstanie. Tylko w tym ogniu spadną z nas żebracze łachmany, tylko w tym ogniu narodzimy się znowu, jako gospodarze i budowniczowie.

Nigdy nie zapomnieliśmy, że barwa życia, to barwa krwi, i nie na próżno od początku mówiliśmy o broni i walce. Nie szukaliśmy i teraz też nie szukamy zbawienia poza nami samymi: nie szukamy go na niebie, nie szukamy go na ziemi. Wiemy, że zbawienie jest w nas samych, w naszych rękach, w broni, którą te ręce trzymają, w naszej woli, która tym rękom rozkazuje. Wyznajemy siłę, walczymy siłą i o siłę. Nie jesteśmy biernymi obserwatorami wydarzeń, lecz sami na bieg wydarzeń wpływamy. Robimy to, wykorzystując różne środki. Dziś nie ma na to lepszego sposobu od walki zbrojnej. Jesteśmy świadomi tego, że nie uratuje nas wielkoduszność imperialistów, bo w tych hienach i szakalach wielkoduszności nigdy nie było i nie będzie. Ale wiemy też dobrze i to, że nie uratuje nas sama idea, choćby i święta, najświętsza, jeżeli nie damy jej ciała, życia i krwi. A krwią i ciałem tej idei musi stać się dzisiaj krew i ciało każdego zdrowego i uczciwego Ukraińca, to znaczy ukraińskie wojsko.

Krok narodów, które mają albo chcą mieć własną państwowość, to marszowy krok wojskowych kolumn, a nie dziecięce tuptanie, ani bezmyślny pęd dzikiego bydła. Tylko z tego żelaznego rytmu rodzą się państwa. Tylko z niego narodzi się Państwo Ukraińskie.

Jakie wojsko, taki i naród. Wojsko, to najdoskonalsze lustro narodu. W wojsku naród widzi własne odbicie. W tym lustrze widać, czy naród jest silny, czy słaby; czy dojrzał do własnej państwowości, czy nie. W tym lustrze widać wszystkie zalety i wady.

Wybraliśmy drogę walki zbrojnej i nie zejdziemy z tej drogi. Bo szumią nad nami i wzywają nas do walki niewidzialne sztandary spod Żółtych Wód i Konotopu, bo popiół ze spalonych niemowląt dławi nas i nie pozwala oddychać, bo krew postrzelanych i porąbanych ludzi woła do nas o pomstę.

Nasi spadkobiercy nie zarzucą nam, że Państwo Ukraińskie budowaliśmy tylko w marzeniach i na papierze.

Nie zwiodą nas dziś pochlebstwa sowieckich agentów. Ukraińskie masy nie posłuchają „szczerych i przyjacielskich” rad, że to nie jest właściwy czas na tworzenie narodowej armii, że miejsce uczciwego ukraińskiego żołnierza jest pod imperialistycznym [sowieckim] sztandarem. My depczemy takie sztandary! Zbyt wielu naszych dziadów i pradziadów wypiło truciznę z moskiewskiego kielicha, a i dzisiaj zbyt wielu naszych rodaków ginie, walcząc po obu stronach frontu, lub umiera w niewoli.

Miejsce uczciwego i zdrowego Ukraińca jest tylko pod nacjonalistycznym ukraińskim sztandarem, w szeregach ukraińskiego wojska. Ukraińska krew ma być przelewana tylko dla Ukraińskiego Państwa, i ani jedna jej kropla nie zostanie przelana dla interesów Berlina ani Moskwy! Imperialistyczne drapieżniki wiedzą, że wkrótce wyrwiemy się z ich pazurów i dlatego złoszczą się. Niczym śmiertelna zjawa stoi przed ich zalanymi tłuszczem oczkami zagrożenie ze strony ukraińskiego wojska. Są świadomi tego, że ta armia będzie przepełniona młodzieńczą wiarą i entuzjazmem, że będzie zdolna do nienawiści i do zawziętej walki. Dlatego z taką trwogą oglądają się na swoją „niezwyciężoną” armię. Zmęczeni i zniechęceni gotowi są raczej do ucieczki, a nie do walki. Czy wygrają i tym razem? Wróg zapytuje o to sam siebie i boi się odpowiedzieć.

Ukraińskie wojsko daje im odpowiedź. Twórzmy to wojsko! To wojsko jest najlepszym opiekunem i obrońcą ukraińskiego narodu w tych strasznych czasach. To wojsko jest najlepszym sposobem na realizację ideału własnego państwa. Wojsko jest Ciałem i Krwią tej państwowej idei, jest najdoskonalszym lustrem narodu, pokazującym heroiczne cnoty nowego Ukraińca. To wojsko jest siłą i przyszłością Ukraińskiego Państwa.

W ataku

Wczesna wiosna 1943 roku będzie zapisana w historii Ukrainy niezatartymi literami, bo tej wiosny ukraiński naród wstąpił na nową drogę walki z najeźdźcami. Tej wiosny ukraiński naród zamienił tajną walkę rewolucyjną na walkę zbrojną. Ideę zmienił w czyn. Tej wiosny stworzona została Ukraińska Powstańcza Armia, która jest wyrazem najwyższych dążeń narodu, jego siłą, opiekunem i obrońcą [Późną wiosną 1943 roku banderowskie oddziały powstańcze zaczęły występować pod nazwą UPA, od dawna (już na początku 1942 roku) tej nazwy używały oddziały bulbowskie. Dziś ta zbieżność nazw bywa wykorzystywana przez fałszujących historię manipulantów – P.B.]. UPA przystąpiła do działania niezwłocznie. Organizując się i rozrastając z dnia na dzień, z godziny na godzinę, UPA swoją działalnością obejmuje już większą część ukraińskich ziem. Wszędzie na naszych ziemiach tworzą się fronty walki z najeźdźcami. Główni wrogowie to bolszewiccy oraz Niemcy. Trzeci przeciwnik to polskie bandy, które są przedstawicielami polskiego imperializmu na ukraińskiej ziemi albo, co zdarza się częściej, służą jednocześnie i Niemcom, i bolszewikom.

Czerwona szarańcza usiłuje zalać Ukrainę

Nienasyceni moskiewscy imperialiści, którzy z dawien dawna przyzwyczaili się uważać Ukrainę za niewyczerpane źródło chleba i różnych bogactw, za wszelką cenę usiłują zatrzymać ją przy sobie. Dlatego, nie zważając, że front nie jest zbyt blisko, stworzyli oni na ziemiach północnej Ukrainy swoją partyzantkę, jako drugi front przeciwko Niemcom, a zarazem przeciw Ukraińcom. Czerwoni partyzanci, gdy przyjrzeć się im z bliska, to bandy rabusiów i włóczęgów. Na czele tej całej zbieraniny stoją oficerowie, których wraz z bronią zrzucili z samolotów na spadochronach. UPA skutecznie przeciwstawia się bolszewickiej partyzantce, która ma swoje bazy w polskich koloniach, głównie na Pińszczyźnie, a także na Sarneńszczyźnie, Kostopolszczyźnie, Kowelszczyźnie i Berestecczyźnie.

Jeszcze niedawno bolszewicy ściśle współpracowali z Lachami, ale przez ostatnie dwa miesiące na skutek nieporozumień między ZSRR a polskim „rządem” stosunki między tymi dwoma sojusznikami pogorszyły się.

Były wypadki, że bolszewicy zabijali Polaków, jak to się zdarzyło w wiosce Zamoroczenie 27 kwietnia i w Czajkowie 3 maja, podczas polskiej manifestacji z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja.

Aktualnie bolszewiccy partyzanci nie przejawiają wielkiej aktywności. Niektóre ich oddziały są bardzo słabo uzbrojone. Na dodatek dziesiątkuje bolszewików tyfus. Unikają walk z UPA i, żeby upodobnić się do nas, nierzadko wykorzystują nacjonalistyczne hasła, a często demonstracyjnie usuwają ze swych szeregów Żydów i Polaków. Ich oddziały podają się za „obrońców narodu gnębionego przez Niemców”, ale ci „obrońcy” jednocześnie rabują ludność jeszcze bardziej, niż sami Niemcy (wioski: Zylża, Berestowiec, Korczyn, Hłażowa na Kospololszczyźnie) i tak samo jak oni palą i mordują ludzi (wioska Hubków na Kostopolszczyźnie).

Bezlitośnie gromimy moskiewskich imperialistów

Oczywiście UPA ani na chwilę nie zapomina, że moskiewski imperialista, czy występuje w postaci krwawego NKWDzisty, czy rzekomo przyjaznego czerwonego partyzanta, jest i będzie nieprzejednanym wrogiem wszystkich zniewolonych narodów, a wśród nich także naszego narodu. UPA bije go przy każdej okazji. I tak na Ludwipolszczyźnie (okolice Kostopola) rozbito 5 maja tego roku dwie bandy bolszewicko-polskich partyzantów (jedną z nich dowodził niejaki Wołodia Popow). Odbito wóz zagrabionego mienia, zdobyto konie i broń. Na drugiej bandzie zdobyto 5 koni z siodłami, zabito 15 partyzantów, bez strat własnych.

6 maja na przeprawie w Bilczakach [?] rozpędzono polską bandę. Jednocześnie sprawiedliwa ręka UPA każe wszystkich sługusów imperializmu. 9 maja zniszczono ośrodek bolszewickiego wywiadu w Płotecznie (Kostopolszczyzna). Schwytano i zabito wszystkich bolszewickich agentów. Taki sam koniec spotkał gniazda agentury bolszewickiej na Sarneńszczyźnie, ulokowane w polskich koloniach. Taki sam los czeka tych wszystkich Polaków, którzy na ukraińskiej ziemi służą bolszewickiemu, niemieckiemu czy polskiemu imperializmowi. Budować Polskę niech idą na rdzennie polskie ziemie, bo tu mogą tylko przyśpieszyć swą haniebną śmierć.

Niemiecka horda pali woski i morduje ludzi

Drugi najeźdźca to Niemcy, którzy już dwa lata grabią i niszczą Ukrainę. Swoim postępowaniem na Ukrainie Niemcy na wieki zapisali się w historii świata jako barbarzyńcy i wyrafinowani sadyści, jakich historia wcześniej nie znała. Rabowaniem każdej najdrobniejszej rzeczy z majątku ukraińskiego wieśniaka, paleniem i równaniem z ziemią całych osiedli i zwierzęcym mordowaniem bezbronnej ludności przynoszą oni wieczną hańbę ziemi, na której się urodzili i kulturze w której się wychowali. Ich „wyższą” kulturę ukraińska wieś widzi codziennie i właściwie ocenia. Jakżeż wygląda „opieka i współpraca” Niemców z ukraińskim narodem? W terenie objętym naszym powstaniem, starają się Niemcy umieścić oddziały złożone z obcoplemiennej żandarmerii, siłą zwerbowanych żołnierzy i pasożytów różnej narodowości, przede wszystkim Polaków.

Główne zadanie, jakie Niemcy dali tym oddziałom, to zmuszenie ludności terrorem do posłuszeństwa i opanowanie terenu pod względem gospodarczym. Metody, jakimi te oddziały rozprawiają się z ukraińską ludnością są straszne: masowy rabunek, palenie wsi, mordowanie niewinnych ludzi, włącznie ze starcami i niemowlętami.

Niemieccy barbarzyńcy stosują dwie metody pacyfikacji. Jedna metoda, to nalot 2 do 6 samolotów, przed wschodem słońca, gdy wszyscy jeszcze śpią i zrzucenie w ciągu 2-3 godzin 60 do 80 bomb, które niszczą zabudowania. Lotnicy strzelają z karabinów maszynowych do ludzi, którzy uciekają z wioski. Druga metoda, to atak niemieckiej żandarmerii razem z polskimi bandytami w niemieckich mundurach na spokojną wieś i haniebne mordowanie kogo popadnie. Doszczętne palenie wiosek, oczywiście po wcześniejszym ograbieniu ich w wszelkiego mienia. Podczas takich napadów ginie bardzo dużo ludzi, bo dzikusy z Zachodniej Europy nie zlitują się nawet nad takim naiwniakiem, który ugości ich chlebem i mlekiem (Karpo Owdińczuk ze wsi Diuksyn). Ludność z takich wiosek ucieka i kryje się, gdzie kto może.

Krew za krew

Ze swojej strony UPA likwiduje całe niemieckie oddziały, idące rabować albo z zagrabionym mieniem wracające do swoich baz. Dnia 21 maja na Sarneńszczyźnie grupa UPA w zasadzce zniszczyła całkowicie oddział Niemców w sile 26 ludzi. Zdobyto dwa karabiny maszynowe, 6 pistoletów maszynowych, 18 karabinów i 7 pistoletów. Tegoż dnia na Rówieńszczyźnie między Radochówką a Starożukowem oddział UPA zrobił zasadzkę na niemiecko-polską policję, która przyjechała palić wsie. Zabito 27 Polaków i Niemców, 10 zraniono. Zdobyto wóz z końmi oraz jeden karabin maszynowy. Podczas działań UPA w starożukowskich lasach, pod koniec kwietnia, doszło do zaciętego boju z Niemcami i SD [?] (w sile 200 ludzi), którzy przybyli tam w celach rabunkowych. O tym, jak zacięty był to bój, można wnioskować z takiego zdarzenia: rannego powstańca okrążyli Niemcy, a on ostatkiem sił rzucił między nich granaty, zabijając kilku na miejscu. Młodego bohatera Niemcy dobili. Padło tam 6 Niemców, ilu raniono, nie wiadomo.

5 czerwca we wsi Diuksyn nasza bojówka przypuściła atak na 70 Niemców. Zabito 12, byli też ranni (nie wiadomo ilu). Między Berestowcem i kolonią Uciekaj [?] oddział UPA zaatakował 12 czerwca dwa plutony Niemców i polskiej policji, które wracały do Kostopola. Zniszczono 2 samochody, zabito 7 Niemców oraz 15 Polaków. 5 Niemców zraniono.

Także na Wołyniu [Ukraińcy, podobnie jak dawniej miejscowi Polacy, odróżniają część Polesia należącą przed wojną do województwa Wołyńskiego od właściwego Wołynia – P.B.], metodami podobnymi jak na Polesiu, wprowadzają Niemcy „nowoeuropejski ład i porządek”. Podobnie jak na Polesiu palą i mordują ludność dzikimi najazdami i nalotami. UPA ani przez chwilę nie pozostaje dłużna. 15 kwietnia nasza bojówka odparła najazd szkopów na wieś Podberezie (Horochowszczyzna). Gdy pod wieczór przybyły na pomoc Niemcom posiłki (w sile 150 ludzi), wywiązała się zacięta walka, w której zabito 15 Niemców, a 6 raniono. Zdobyto 2 karabiny maszynowe, kilka zwykłych karabinów. Z naszej strony strat żadnych. Niemcy jednak na drugi dzień podpalili z samolotu 4 okoliczne wioski. Ofiar w ludziach nie było.

Dnia 17 kwietnia do miasteczka Łokacze (Horochowszczyzna) w biały dzień przybyli nasi powstańcy i okrążyli budynek Urzędu Powiatowego. Niemcy, którzy tam przebywali, zaczęli uciekać. Część z nich zabito. Powstańcy zdobyli dwa samochody i wzięli do niewoli jednego Niemca.

Na Włodzimierszczyźnie spalono prawie wszystkie PGRy [gospodarstwa państwowe, dosłownie „держгоспи” – P.B.], które były bazą Polaków i niemieckich agentów. 21 kwietnia powstańcy zdobyli magazyn zbożowy w Turyniczach [Turyczany ?] (Włodzimierszczyzna). Podczas tej akcji przeszło na naszą stronę 14 uzbrojonych Ukraińców ze wschodu, którzy pełnili w tym magazynie służbę wartowniczą.

W tej samej okolicy 22 kwietnia oddział UPA zaatakował Niemców koło folwarku Halinówka, w celu odbicia schwytanego członka organizacji. W boju padło 19 Niemców.

28 kwietnia grupa powstańców spotkała się we wsi Moczułki (Wołodzimierszczyzna) [? Znane mi wsie o takiej nazwie leżą w innej okolicy – P.B.] z Niemcami (40 wozów konnych). Jedni i drudzy jechali do tartaku po deski. Doszło do walki koło cmentarza w Moczułkach. Zabito 12 Niemców, nie wiadomo ilu było rannych, pozostali uciekli. Tych, którzy szli na pomoc Niemcom, spotkał we wsi Zaturzec [?] taki sam los. Po naszej stronie ofiar nie było.

Na Krzemieńszczyźnie oddziały UPA szczególnie dają się we znaki niemieckim przybłędom. Bój 9 maja, koło wioski Stożek, pokazuje najlepiej niezdarność i bezradność Niemców przy spotkaniu z UPA, bez względu na wyższość nowoczesnej niemieckiej broni.

Spaliwszy wieś, wracali Niemcy z zagrabionym mieniem dwoma samochodami oraz tankietką. Powstańcy zrobili zasadzkę. Wywiązała się walka. Z Krzemieńca przybyła pomoc wezwana przez Niemców. Wynik walki był dla Niemców bardzo smutny. Spalono 8 samochodów, zabito ponad sześćdziesięciu Niemców, 30 raniono. I tak jest wszędzie, gdzie działa UPA. Giną z ukraińskich rąk niemieckie i bolszewickie przybłędy. Giną ich słudzy – Polacy. To dopiero początek. Nasz naród dopiero się budzi, a co będzie ze wszystkimi przybłędami, gdy zapłonie powstanie na całej Ukrainie? Bo dosyć już cierpień i upokorzenia, dosyć niewoli i obcego panowania. chce żyć własnym życiem. Ukraiński naród chce wolności i walki o tę wolność nie zaprzestanie, póki wolności nie zdobędzie, póki ostatniego okupanta nie pochłonie ukraiński czarnoziem.

Czym jesteśmy silni
(opowieść powstańca)

Nie myślcie, przyjaciele, że zwycięstwo w walce zależy tylko od ilości i jakości broni. Niewątpliwie, bez broni nie można prowadzić i wygrać wojny, ale i bez siły ducha, poświęcenia i wiary w to, że sprawa za którą walczymy jest święta, też nie można zwyciężyć. Opowiem wam o pewnej bitwie, której uczestnikiem byłem ja sam i która jest dowodem na to, że siła ducha ma w walce wielkie znaczenie.

To było na początku Powstania. Wiosna stawiała na Polesiu dopiero pierwsze kroki. Śniegi znikały z każdym powiewem ciepłego wiatru, a wiosenne kwiaty z trudem przebijały swymi kolorowymi główkami na wpół zamarzniętą ziemię. Drzewa budziły się do życia, a w powietrzu dźwięczały ptasie śpiewy. Czy pamiętacie marzec tego roku?

Pewnego marcowego dnia nasz niewielki powstańczy oddział stacjonował w małej wiosce nad Słuczą. Była niedziela. Mieszkańcy wsi przyjęli nas z radością, ugościli i opiekowali się nami, jak rodzonymi dziećmi. Zdawało się, że to będzie dobry, piękny dzień. Przedwiośnie w całej swojej krasie panowało już nad doliną Słuczy. Oddział wystawił czujki i rozszedł się po chatach. Nastrój był wspaniały. Jakże by inaczej? Chłopcy młodzi, zdrowi, radośni. Rozmawiano o bitwach, zasadzkach, o zdobytej broni. Ludzie z takim zapałem szli w szeregi UPA. Spełniły się ich marzenia.

Siedemnastoletni junak z dumnie podniesioną głową… On nie byle kto. On ukraiński powstaniec! Same te słowa brzmią tak dumnie, a jeszcze większym powodem do dumy jest rzeczywistość. Każdy czuje się tak, jakby była Wielkanoc.

Po południu nasz wywiad zameldował, że od Kostopola, Bereznego i Międzyrzecza idzie na nas niemiecka horda. Około 80 samochodów z uzbrojonymi po zęby szkopami. Chłopcy wyskoczyli z chat. W rękach broń, jaką kto miał – karabin, dziekcior, finka, nagan, granaty… Oczywiście musimy przyjąć walkę. Chłopcom oczy goreją, już chcą biec – widać od razu, że to kozackie wnuki. Pada stanowczy rozkaz dowódcy: „Zajmujemy stanowiska i czekamy!”. Pierwsi zaczęli strzelać Niemcy. Sypnęli gradem kul. Prawdopodobnie chcieli nas od razu przestraszyć i zrobić zamieszanie w naszych szeregach, ale my na ogień odpowiedzieliśmy ogniem i zaraz po naszej salwie, w rowie, gdzie leżeli Niemcy, rozległy się żałosne jęki umierających. Zaległa cisza, ale nie na długo. Nadchodziły niemieckie posiłki. Znowu otwierają piekielny ogień na całej linii. I my odpowiadamy ogniem. Widać, że Niemcy są chyba pijani, bo zachowują się dziwnie i źle celują. Nadchodzi oddział SS i znowu to samo. Zaczynają strzelać z działek i z moździerzy. Po naszej stronie wszyscy żywi! Aż dziwne. Tymczasem inna grupa szkopów zaczyna podpalać wieś. Dochodzi do walki wewnątrz wsi. Ranny został nasz sotenny. Pada też kilku chłopaków. Powstańcy, widząc to, wpadli we wściekłość. „Za sotennego! Sława! Sława! Bić przybłędów!!”. I ławą biegną prosto na Niemców, nie bacząc na ogień z działek i moździerzy. Dowódca ledwie zdołał tych oczajduszów zatrzymać.

Przez trzy godziny walczył nasz oddział i odparł aż cztery natarcia. Gdy nadeszła noc, Niemcy powskakiwali na samochody i pod ostrzałem naszych kulomiotów pełną parą uciekli do Kostopola. Zabrali z sobą tylko rannych, zostawiają na pobojowisku 68 zabitych i 5 spalonych aut.

No i poparzcie, kto wygrał? Stracili tylu ludzi, tyle amunicji i nic nam nie zrobili. A mieli przecież osiemdziesiąt samochodów, armatki, moździerze! Byli regularnymi żołnierzami. A my? Garstka powstańców z byle jaką bronią. Idziemy w bój ze starymi karabinami, ale też z wiarą w naszą sprawę. My idziemy w bój, żeby wyrwać z niewoli nasz naród, żeby być gospodarzami na własnej ziemi. Nam każe iść do boju miłość do ojca i brata, miłość do rodzinnej ziemi i chaty. I ta miłość daje nam siłę. Co z tego, że Niemcy mają wielką siłę fizyczną, gdy nie ma w nich siły wewnętrznej, która pomogła by im zwyciężyć. To nie są rycerze broniący własnej ziemi, lecz rabusie i złodzieje, którzy przyszli zabrać to, co nasze.

Mamy siłę ducha i tą bronią ich pobijemy. Czyż nie tak, przyjaciele?

Rozmowy w Waszyngtonie
i zagadnienie Japonii

Wkrótce po tym jak alianci zajęli Afrykę Północną, angielski premier pojechał do Ameryki na naradę z prezydentem Rooseveltem. Propaganda państw Osi podkreśla różnicę zdań między Churchillem a Rooseveltem, co do prowadzenia wojny w przyszłości. rzekomo opowiada się za atakiem na europejską twierdzę Hitlera, a Roosevelt za atakiem na Japonię. Jakie decyzje podjęto – to pozostaje tajemnicą. Pewne jest jednak, że obydwaj przedstawiciele obozu alianckiego układali plany dalszej wojny przeciwko wszystkim państwom Osi. Z wydanych dotychczas oficjalnych komunikatów wynika, że nastąpi atak aliantów zarówno na twierdzę europejską, jak i na Japonię jednocześnie.

Rozważmy teraz międzykontynentalne strategiczne plany państw Osi, a także postarajmy się odpowiedzieć na pytanie, czemu właśnie teraz sprawa Japonii nabrała takiego znaczenia i na ile wpłynęła na dalszy bieg wojny. Postawmy też pytania dotyczące narodów zniewolonych. Podczas trwającej 4 lata wojny z aliantami, państwa Osi wypracowały ogólny plan pokonania aliantów. Ten plan w zarysie ma wyglądać tak:

Rommel miał zdobyć Suez. Jednocześnie dzięki natarciu południowego frontu na Ukrainie, Niemcy powinni byli przejść Kaukaz, a w następstwie dalszych działań oddziały Rommla miały połączyć się z kaukaskimi oddziałami na terenie Bliskiego Wschodu. W tym pierwszym etapie walki państwa Osi zamierzały zdobyć Afrykę, opanować Bliski Wschód i pozyskać świat arabski dla dalszych działań przeciwko Anglikom w koloniach. Wówczas Turcja stałaby się ofiarą współpracy z państwami Osi. Po zrealizowaniu tego pierwszego etapu, państwa Osi planowały pochód na Indie, żeby tam połączyć się z japońskimi siłami lądowymi. W ten sposób miało być rozbite brytyjskie imperium. Że Niemcy poważnie myśleli o takim planie, świadczą fakty, a przede wszystkim to, że państwa Osi uznały niezależność narodu arabskiego i indyjskiego oraz uznały prawa tych narodów do własnej państwowości (przynajmniej w propagandzie). Państwa Osi przyjmowały u siebie zarówno arabskich, jak i indyjskich przywódców nacjonalistycznych. Mussolini otrzymał nawet święty miecz obrońcy świata arabskiego.

Takie zadania miała do wykonania europejska część Osi. Japonia miała natomiast nadal umacniać się w Azji, rozbijając Chiny i umocnić się na morzu, opanowując oprócz wysp także Australię. Gdyby państwa Osi zrealizowały ten plan, wówczas mogły by osiągnąć zwycięstwo nad blokiem anglo-amerykańskim.

Jednak beznadziejna klęska Niemców na Wschodzie, a ostatnio w Afryce, przekreśliła raz na zawsze plany pochodu do Indii. W tym samym czasie Japonia osiągnęła niesłychany sukces. Japonia zajęła duże obszary Chin, aż po zachodnie Indie. Oprócz tego zdobyła wielkie obszary Oceanii. Porównując dotychczasowe sukcesy bloku niemieckiego z sukcesami japońskimi, trzeba stwierdzić, że Niemcy szybko załamią się, pozostawiając Japonię osamotnioną i zdaną na własne siły.

Niemcy są dzisiaj zamknięte na terytorium Europy i w strategicznej grze międzykontynentalnej nie są już poważnym graczem. Ich przeciwnik w Europie to ZSSR i tylko ZSSR może być przedmiotem zainteresowania niemieckich strategów. Położenie Japonii jest dużo lepsze. Po pierwsze Japonia odsunęła przeciwników daleko od swojego matecznika, a to ma znacznie pierwszorzędne. Japoński przemysł i w ogóle japońska gospodarka może całkiem swobodnie i spokojnie pracować dla frontu, wolna od zagrożeń z morza czy lądu. Niemcy takich warunków nie mają. Ponadto, Japonia zdobyła niezliczone terytoria, a wraz z nimi niezliczone naziemne i podziemne bogactwa. Dla wojennej gospodarki to jest fakt o bardzo dużym znaczeniu. Z tego jasno wynika, że Japonia bez porównania lepiej od Niemiec zabezpieczyła swoją wojenną ekonomię. Tutaj dochodzi jeszcze aspekt polityczny: podczas swojego zwycięskiego pochodu Japonia przystąpiła do rozwiązywania problemu narodów zniewolonych. Ogłosiła pełną niezależność państwową Filipin, a Jawie oraz innym wyspom dała szeroką autonomię, jako wstęp do pełnej niepodległości. Niewątpliwie, do wszystkich tych niepodległości i autonomii można mieć poważne zastrzeżenia, ale z historycznego punktu widzenia, trzeba stwierdzić, że japońska polityka dąży do umocnienia się na zdobytych terenach i dlatego już w czasie działań wojennych rozwiązuje problem narodów zniewolonych. W tym japońska dyplomacja przejawiła znacznie większą elastyczność od dyplomacji niemieckiej.

Tak czy owak oba te imperializmy w rzeczywistości dążą do tego samego celu i w niczym jeden od drugiego nie jest lepszy, chociaż chwilowo stosują w odniesieniu do narodów zniewolonych różne manewry taktyczne. Chociaż japoński sukces jest wielki, to jednak ostatecznego celu Japończycy nie osiągnęli. Nie zdołali wyrwać się z alianckiego okrążenia. Jednak w ogólności japoński imperializm rośnie i umacnia się na zajętych terenach. Japonia szybko rozbudowuje wojenną gospodarkę, żeby być przygotowaną na każdą niespodziankę. Wynika z tego ciekawa zależność: im dłużej alianci będą zwlekać z atakiem na Japonię, tym bardziej umocni się ona na zajętych terytoriach. Z tej przyczyny podczas rozmów Churchilla z Roseveltem w Waszyngtonie kwestię Japonii omówiono osobno.

Zaraz po tych rozmowach wojenny komentator dokładniej wyjaśnił, jakie są możliwości ataku aliantów na Japonię. Najlepsza do takiego ataku baza, to terytorium ZSSR, konkretnie północno-wschodnia część Syberii, Sachalin, Władywostok. Tylko atakując z tej bazy, można ugodzić Japonię w samo serce, bo wszystkie inne alianckie bazy są zbyt daleko, żeby można było zaatakować z nich japoński matecznik i japoński przemysł.

Jednocześnie ten sam komentator nazwał japońsko-sowiecki sojusz mrzonką, bo taki sojusz nie miałby głębszego sensu. Co do sowieckich strategicznych baz, mogą być dwie możliwości: albo ZSSR sam zaatakuje Japonię, albo udostępni swoje dalekowschodnie bazy Ameryce.

Jak wyglądać będzie aliancki atak na Japonię jest póki co tajemnicą strategów i polityków. Jednak nie ma wątpliwości, że alianci muszą ten atak przyśpieszyć, także ze względu na trudne położenie Chin. Biorąc pod uwagę siłę moralną japońskiej armii i wielkie zajęte przez tę armię przestrzenie, można stwierdzić, że rozprawa aliantów z Japonią nie będzie łatwa. Gdy rozpatrzy się możliwości Japonii w obecnym układzie wojujących imperializmów, stanie się jasne, że problem Japonii poważnie komplikuje ogólną sytuację międzynarodową, a w Europie będzie miał decydujące znaczenie w końcówce tej drugiej imperialistycznej światowej wojnie.

Krótki kurs pirotechniki

Nie ma wątpliwości, że w dzisiejszej wojnie znaczące miejsce zajmuje pirotechnika. Gdzie byłyby potrzebny nadzwyczaj duży ludzki wysiłek dla usunięcia całego szeregu przeszkód albo dla zatrzymania wroga, z pomocą przychodzą materiały wybuchowe, które z wielką siłą i bardzo szybko wywołują ogromne zniszczenia. Dlatego każdemu strzelcowi, a tym bardziej każdemu dowódcy, niezbędna jest podstawowa wiedza o materiałach wybuchowych, żeby mógł on w razie potrzeby wykonywać zadania z użyciem tych materiałów. Właśnie dlatego podajemy tu podstawowe wiadomości z zakresu pirotechniki.

Materiały wybuchowe

Materiałami wybuchowymi nazywamy takie związki chemiczne albo urządzenia techniczne, które w pewnych warunkach mają zdolność do gwałtownej przemiany w gaz. Gazy, które powstają w wyniku gwałtownego spalania, to właśnie ta siła, która niszczy znajdujący się wokół twardy pancerz.

Po spaleniu materiału wybuchowego nic poza gazem nie pozostaje, więc ilość tego gazu musi być bardzo duża. Na przykład przy wybuchu jednego kilograma trotylu powstaje 690 litrów gazu, który rozchodzi się z prędkością 6800 m/s, przy temperaturze od 2000 do 3000 stopni Celsjusza. Takie są parametry wybuchu.

Według działania materiały wybuchowe dzielą się na:

1.      Rozrywające [kruszące] : trotyl, piroksylina, melinit, amonit, dynamit.
2.      Miotające: proch różnych rodzajów.
3.      Piorunujące [inicjujące wybuch innych materiałów – P.B.]: rtęć piorunująca.

Z kolei materiały rozrywające dzielą się również na trzy grupy:

1.      Materiały które podczas wybuchu uderzają głównie na boki: trotyl, piroksylina [bawełna strzelnicza], melinit.
2.      Materiały które uderzają raczej w górę: wszystkie rodzaje amonitów, amonal.
3.      Materiały które działają we wszystkie strony: dynamit.

Charakterystyka materiałów wybuchowych

Trotyl [w tym miejscu opisany jest skomplikowany proces produkcji trotylu – P.B.]. Formowany jest w prostopadłościenne kostki jasnożółtego koloru, o wymiarach 10 x 5 x 5 cm – kostka 400-gramowa;

albo 10 x 5 x 2,5 cm – kostka 200-gramowa. Może być uformowany w ładunek kumulacyjny [dosłownie „свердлова (бурова) шашка”], czyli stożek o wysokości 7 cm, o podstawie średnicy 3 cm, o wadze 75 gramów. Trotyl może występować też jako proszek żółtego koloru albo jako bezkształtne bryłki żółtego lub brązowego koloru.

Trotyl wybucha od detonatora. Na mechaniczne działanie (uderzenie, potarcie) nie reaguje. Od ognia zapałki nie wybucha, lecz pali się, wydzielając czarny dym. Od uderzenia kuli karabinowej nie wybucha. W wodzie nie traci właściwości wybuchowych.

Piroksylina [bawełna strzelnicza]. Sprasowana dużą siłą, podobna jest do szarej tektury. Wybucha od detonatora, od uderzenia kuli karabinowej albo od tarcia w temperaturze 180 stopni. Przy niższej temperaturze od potarcia nie wybucha, lecz zapala się. Zamoczona piroksylina nie wybucha od spłonki, dlatego zwilża się ją. Do ładunku zwilżonej piroksyliny dodaje się piroksyliny suchej.

Amonit. Jest to mieszanina. Przeważnie używany jest amonit „K”, amonit „Nr 2” oraz amonal.
Składniki:

1)      Saletra amonowa i pył z kory sosnowej
2)      Pył węglowy
3)      Trociny

Wybucha od detonatora Nr 8. Na działanie mechaniczne nie reaguje. W wodzie nie wybucha.

Melinit (kwas pikrynowy). Jasnożółty kolor, kształt kwadratowy. Przy zetknięciu z metalami wydziela pikryniany i dlatego jest niebezpieczny w zetknięciu z nimi. W zastosowaniu bojowym ma cechy trotylu.

Dynamit. Łatwy do zdetonowania materiał wybuchowy, który wytwarza się odpadów przemysłowych. Ma postać zbrylonej ziemi koloru szarego albo czarnego. Wybucha od uderzenia, jak również od zwykłego ognia. Celowy wybuch jest wywoływany za pomocą lontu i detonatora. Używa się przy pracach ziemnych, w kopalniach i kamieniołomach.

Proch. Może być w różnych kolorach: czarnym, szarym, żółtym, czerwonym. Najstarszy ze wszystkich materiałów wybuchowych. Służy do wyrzucania pocisku z broni palnej, pocisku artyleryjskiego itp.

Rtęć piorunująca. Najbardziej wrażliwy materiał wybuchowy, służący do wywoływania wybuchu wszystkich innych materiałów wybuchowych.

Zapalniki

Kapsułowy detonator Nr 8. Rurka w jednej trzeciej wypełniona rtęcią piorunującą, połączona z lontem. Luźny koniec lontu, obcięty skośnie, zapala się zwykłą zapałką, gdy detonator jest już umieszczony w materiale wybuchowym.

Elektryczny detonator składa się z metalowej rurki, która w jednej trzeciej napełniona jest rtęcią piorunującą. Do tej rurki dołączony jest właściwy zapalnik elektryczny, z wychodzącymi dwoma miedzianymi drutami w izolacji, o długości do jednego metra. Źródłem energii jest „maszynka wybuchowa” (dynamo) [chodzi o ręczny detonator elektryczny, przeważnie z dźwignią naciskową].

Przygotowanie ładunków wybuchowych

Ładunki wybuchowe składają się z jednego albo kilku kawałków materiału wybuchowego. Ładunki mogą być skupione, wydłużone albo o innym geometrycznym kształcie. Zapalnik umieszcza się w otworze tylko jednego kawałka materiału wybuchowego. Pozostałe kawałki wybuchną od detonacji kawałka z zapalnikiem.

Zastosowanie

Żeby rozerwać drzewo albo filar mostu, trzeba znać średnicę tego drzewa lub filaru. Średnica drewnianego słupa podniesiona do kwadratu (to znaczy pomnożona przez samą siebie), jest proporcjonalna do ilości materiałów wybuchowych potrzebnych do wysadzenia tego słupa. Przez materiały wybuchowe rozumiemy w tym wypadku trotyl, piroksylinę, melinit, które to materiały mają w przybliżeniu jednakową siłę. Amonitu lub amonalu trzeba wziąć dwukrotnie więcej. Dla twardego drewna bierze się jeszcze o połowę więcej materiału. Dla wysadzenia elementów metalowych, należy zastosować dziesięciokrotnie więcej materiału wybuchowego. Jeżeli filar drewniany ma być rozerwany od środka (przez umieszczenie ładunku w otworze), to materiału wybuchowego bierzemy 10 razy mniej. Przy wysadzaniu konstrukcji kamiennych, ceglanych oraz betonowych trzeba brać pod uwagę [grubość] ściany czy innego wysadzanego elementu.

Stosunek ilości materiałów wybuchowych do wagi obiektu to 1 kilogram trotylu lub piroksyliny na 1 tonę wysadzanego obiektu. Należy jednak uwzględnić spoistość ściany.

Miny

Pewien rodzaj urządzeń wybuchowych nazywany jest minami. Sekret miny polega na tym, że zadziałanie czynnika zewnętrznego powoduje zwolnienie sprężyny, która uderza w wypełniony rtęcią piorunującą zapalnik, co z kolei powoduje wybuch. W ten sposób działaj wszystkie miny: przeciwczołgowe, przeciwpiechotne, budynkowe, „maszyny piekielne” itp.

NACJONALISTYCZNI BOHATEROWIE

Naród ukraiński wkroczył na drogę decydującej walki o niepodległość. Szlak tej walki znaczony jest licznymi grobami poległych. Mogiły bohaterów wyrastają na całej Ukrainie. Pojawiają się one wszędzie, gdzie ukraińska siła zbrojna – Ukraińska Powstańcza Armia – podnosi miecz na zbrodniczego najeźdźcę. Drogo płacą kaci za znęcanie się nad narodem, ale w swych przedśmiertnych konwulsjach wyrywają z szeregów nacjonalistycznej armii niejednego żołnierza. Wśród poległych znajdują się najwybitniejsi, najodważniejsi, którzy pierwsi swymi piersiami zagrodzili drogę najeźdźcy i poprowadzili tysiące ludzi ku wolności.

Człowiek żelaznej woli, niewyczerpanej energii i nieustannej pracy – Iwan Klimkiw „Legenda” – poległ z ręki niemieckiego kata. Prowidnyk [dowódca cywilnej organizacji] podziemia w czasach władzy bolszewickiej, dowódca partyzantki ukraińskiej w latach 1939-1941, który przemierzył całą Ukrainę wzdłuż i wszerz, tworząc ogniska rewolucji. Te ogniska dzisiaj zapłonęły, zwiastując narodowi bliskie wyzwolenie. Podczas najazdu niemieckiego On, jako współautor „Aktu 30 Czerwca”, a później jako organizator walki przeciwko imperialistom, zamanifestował przed światem wolę ukraińskiego narodu samodzielnego władania ukraińską ziemią. „Legenda” poległ śmiercią bohatera, zakatowany przez gestapo, nie wypowiedział do niemieckich katów ani jednego słowa.

Serhij Kaczyński „Ostap”, dowódca pierwszych oddziałów UPA [mowa o oddziałach banderowskich, bulbowcy używali nazwy UPA już od przeszło roku – P.B.], zginął w walce o fabrykę w Orżewiu na Rówieńszczyźnie. To nasz nowy Bohun – typ nieustraszonego rycerza, legendarnego bohatera. Któż na Wołyniu nie wie o Ostapie? Mało kto wie, skąd pochodził, ale każdy przypomina sobie Jego krępą postać, Jego zadumane jasne oczy, Jego słowa, które elektryzowały przyjaciół. W każdej chacie, gdzie się zjawił, wpajał ludziom wiarę w zwycięstwo. Kto raz spotkał Ostapa, ten zawsze szukał Jego towarzystwa. Zahartowany w nieustających bojach z , Ostap śmiało patrzył śmierci w oczy. Z boju zawsze wychodził zwycięzcą, jak Bohun – legendarny bohater ludu. „Za co Ostap się weźmie, to musi się udać” – tak zawsze mówili jego przyjaciele. Zginął Ostap, samodzielnie rozbroiwszy czterech Niemców. Zginął właśnie wtedy, gdy rozpoczynała się powstańcza walka. Zginął jak przystało na dowódcę. Zginął, jak wzorowy żołnierz, jak bohater rewolucji. Nasz drogi, niezapomniany Ostap…

Korobka [Hrihorij Perehiniak  – wcześniej „Doubenko”, z chwilą sformowania sotni „Korobka”] – dowódca pierwszej sotni UPA, żołnierz – rewolucjonista z krwi i kości. Szybko wybił się dzięki swoim zdolnościom i został dowódcą sotni. Odważny, energiczny. Jeżeli szukać wzorowego żołnierza-dowódcy, to był nim Korobka. Korobkę znali i kochali chłopi na Polesiu. Znały Korobkę i bały się go bolszewickie bandy. Korobki nie mogą zapomnieć przyjaciele – żołnierze Pierwszej Sotni. On zawsze będzie pierwszym w boju. W trudnych momentach dodawał wiary innym. Pod Jego dowództwem sotnia nie raz rozbijała kilkakrotnie silniejszego wroga. Zginął Korobka w bitwie [z Niemcami] koło Wysocka.

Z NASZYCH WOJEN
Zwycięstwo Konotopskie

Jedno z największych zwycięstw ukraińskiego oręża, jeden z pierwszych i jeden z najmocniejszych ciosów, jakie ten oręż zadał północnej imperialistycznej hydrze [chodzi o Moskali – P.B.]. To nie tylko objaw nieomylnego narodowego instynktu, ale i dowód politycznej dalekowzroczności – dowód głębokich państwowotwórczych tendencji ówczesnej Ukrainy. To także prorocze wyznaczenie jednego z głównych kierunków działań ukraińskiego oręża. Ten kierunek to imperialistyczna moskiewska północ.

Wiosną 1658 roku Ukraina znajdowała się w krwawych szponach północnego „sojusznika”. Dzikie hordy, jak wygłodniała szarańcza, szukały „gdzie by co zjeść, gdzie by co wypić”. Imperialista zrzucił maskę i pokazał swoje przez wieki niezmienne oblicze. Oblicze zbrodniarza, grabieżcy, mordercy. Po miastach wszędzie jego załogi. Zbrojne watahy wysyła do wiosek, obdziera ludzi do nitki, a nieposłusznych zabija. W Kijowie, który jeszcze niedawno biciem w dzwony witał Chmielnickiego i który widział w nim wskrzesiciela Ukraińskiego Państwa, moskiewski zaborca buduje więzienia dla „nieprawomyślnych”.

Hetman rozumie położenie Ukrainy i szuka wyjścia. Radzą, żeby negocjować – żądać od imperialisty wyjaśnień, jakie są przyczyny jego poczynań na Ukrainie. Ale hetman tylko uśmiecha się na takie rady. Żądać wyjaśnień? Trzeba żądać wyjaśnień bronią, a nie żądać słownie. Mowa hetmana lepiej trafia do serca. wydaje uniwersał skierowany do narodu i manifest skierowany do innych państw. Mówi w nich o tym, jakie są przyczyny wojny z imperialistyczną Moskwą. Ale jest też potrzeba zabezpieczenia zachodniej granicy na czas wojny. , chociaż nie wylizała się jeszcze z ran zadanych przez Chmielnickiego, już spogląda łakomym okiem na ukraińskie ziemie, czekając odpowiedniej chwili, żeby wbić Wyhowskiemu nóż w plecy. Żeby usunąć ryzyko walki na dwa fronty, hetman decyduje się w marcu 1658 roku zawrzeć w Hadziaczu ugodę z Polską [Unia Hadziacka].

Jako dobry polityk hetman wykorzystuje wrogość Tatarów wobec Moskwy i otrzymuje od nich znaczną pomoc. Dowiedziawszy się, że oddziałom kozackim, wysłanym na Kijów pod dowództwem Daniela Wyhowskiego [brat hetmana], nie udało się wypędzić ze stolicy moskiewskich wojsk, hetman rusza z głównymi siłami na Lewobrzeże. Wróg zaniepokojony wiadomościami, że idzie Wyhowski, znów zakłada maskę braterstwa, próbuje rozpocząć negocjacje, deklaruje gotowość do najdalszych ustępstw: obiecuje wycofać wojska z Ukrainy, uznać Wyhowskiego hetmanem, przywrócić narodowi ukraińskiemu wszystkie jego wolności i prawa. Ale hetman dobrze wie, że imperialistycznemu potworowi nie można wierzyć, nawet wtedy, gdy potwór pada na kolana i tonie we łzach. Bo potwór wyciągając jedną rękę do zgody, przygotowuje się do zadania Ukrainie ciosu drugą ręką. Koniec końców potwierdzeniem hetmańskich przewidywań okazał się fakt, że kniaź rozpoczął oblężenie Konotopu.

Kozacka załoga pod dowództwem pułkownika Hulanickiego dzielnie broni się aż 70 dni. Na pomoc obrońcom Konotopu przychodzi Wyhowski. Nagłym, choć niezbyt silnym uderzeniem, ukraińskie wojsko zmusza wroga do wycofania się za miasto. Ku wielkiemu zaskoczeniu Moskali, hetman, zamiast rzucić się w pogoń, wycofuje się z miasta i rusza tą samą drogą, którą przybył. Trubecki, ciesząc się z takiego obrotu spraw, rzuca wszystkie swoje siły w pogoń za Wyhowskim, pewny tego, że przyczyną odwrotu jest szczupłość ukraińskich sił, a może i strach.

Jako dobry strateg Wyhowski przewidział ten manewr i oczekiwał go. Niedaleko Konotopu, nad rzeką Sosnówką, 8 lipca 1659 roku hetman nagle przerywa odwrót, odwraca się i żelaznymi kleszczami ściska nastawionego na lekki bój i łatwe zwycięstwo przeciwnika. Odwrót spłoszonego ukraińskiego wojska nagle zamienia się w spokojny, ale twardy atak. Kilka tysięcy Moskali pada, by więcej nie wstać, kilka tysięcy trafia do niewoli, między innymi dwóch wojewodów: kniaź Pożarski i Lwow. Ukraińcy zdobywają armaty i sztandary…

Moskiewski historyk Sołowiow pisze o tej bitwie tak:

„Kwiat moskiewskiej konnicy zginął w jeden dzień. Nigdy później moskiewski car nie mógł wystawić do boju tak dużych sił. W żałobnej szacie wyszedł do narodu Aleksy Michajłowicz – car moskiewski. Strach padł na Moskwę. Krążyły pogłoski, że car wyjeżdża do Jarosławia nad Wołgą”.

to jedna z najważniejszych kart historii ukraińskiego oręża. Była i na zawsze zostanie dowodem na to, że nie pogodzimy się z moskiewskim imperializmem. Bitwa konotopska świadczy także o tym, że ukraiński oręż potrafi nie tylko walczyć, ale i zwyciężać.

, sojusznicy Wyhowskiego, po bitwie pod Konotopem mówili ze śmiechem do moskiewskich posłów: „Wasz car chce zapanować nad zaporoskim kozakiem, polski król też chciał panować nad nim, ale stracił potem swoje królestwo [chodzi chyba o Potop Szwedzki i o ucieczkę Jana Kazimierza? – P.B.]. To samo będzie z moskiewskim carem – zniszczą go kozacy”.

Nowe Konotopy, a nie są one za górami, pokażą ostatecznie, że słowa Tatarów były prorocze”.


[Numer kończy się kilkoma wersami poezji]

Oprac. Paweł Bohdanowicz dla: Kresy24.pl

 

na zdjęciu: kadr z filmu „Ogniomistrz Kaleń”, reż. Ewa i Czesław Petelscy, 1961

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

86 odpowiedzi Lektura na weekend II: Lipiec ’43. Tragedia wołyńska w oczach UPA

  1. prawy Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 05:09

    „Trzeci przeciwnik to polskie bandy, które są przedstawicielami polskiego imperializmu na ukraińskiej ziemi albo, co zdarza się częściej, służą jednocześnie i Niemcom, i bolszewikom.”

    Taka „prawda” ma być przyjęta do wierzenia.
    Że niemowlęta to imperialistyczne bandy.

    Jednocześnie w/g k24, taka „prawda” banderowskiej propagandy ma być co najmniej równorzędna, jeśli nie dominująca teraz i w przyszłości, FAKTOM.

    • Janusz Pijanka Odpowiedz

      5 października 2017 w 03:25

      potrzebowalem 2 lata by poznac ukrainska mentalnosc patrz YOUTUBE;Moj prywatny Majdan

  2. prawy Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 05:34

    „W lipcu 1943 roku ukazał się pierwszy numer miesięcznika UPA „Do zbroi” (Do broni). Zgadzam się z Wiktorem Suworowem, że gazety z epoki są cennym źródłem wiedzy historycznej. Dziennikarz mógł być stronniczy (i zwykle był), ale w chwili, gdy pisał tekst do gazety, nie znał przyszłości. Nie wiedział, jaką „politykę historyczną” będzie uprawiać jego strona za miesiąc, za rok, za siedemdziesiąt lat… Nie wiedział, co za siedemdziesiąt lat będzie „prawdą”, a co „kłamstwem”. Nie wiedział też, jaką politykę informacyjną będzie w przyszłości prowadził przeciwnik albo były przeciwnik. Stąd bierze się wartość poznawcza starych gazet. Chcę umożliwić rodakom zapoznanie się z treścią jednego numeru upowskiej gazety
    K 24 w tym umożliwianiu, misję swoją widzi.

    Tak więc w lipcu 1943, przedstawiali banderowcy APOGEUM Genocidum Atrox.

    Zapewne niedługo, jako wiarygodne źródła z II WŚ, k24 opublikuje wspomnienia o ciężkiej pracy i uciążliwości życia heroicznie znoszonego dla szczęśliwego bytu tysiacletniej III Rzeszy , pracowników Auschwitz-Birkenau i innych obozów niemieckich.

    Relacje z nazistowskich gazet tego okresu pełne są przecież, przykładów niezwykłego bohaterstwa i szlachetności, Niemców walczących o Europę i szczęśliwy świat.

    Brać gazety z archiwum i publikować ,publikować.
    Mein Kampf w odcinkach, też można.
    Każdego 1 września,1 sierpnia,8 maja.
    Wiarygodne źródła to są.
    Z epoki bowiem.

    I zestawiać jako równorzędne w wiarygodności z relacjami nielicznych ocalałych i danymi o kilogramach (tonach)popiołu.

  3. Mike Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 09:08

    Jak widzę Bohdanowicz to nie czytam, śmiało można uznać, że będą brednie o szlachetnych czynach wspaniałych upowców. UPA to zdegenerowani ukraińscy bandyci i koniec w tym temacie.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 10:25

      To widać, że Mike niewiele czyta. Chyba tylko obrazki ogląda.

      • Generał

        19 sierpnia 2017 w 21:17

        Dobrze jakbyście Pawło pooglądali obrazki. Wy! Jest ich mnóstwo, a dotyczą ekshumacji ofiar ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich oraz ukraińskich chłopów, nazwanych przez W.Cz Wojciecha Cejrowskiego i to słusznie – bandytami!

      • Paweł Bohdanowicz

        19 sierpnia 2017 w 23:45

        @Generał

        Znam zdjęcia z Woli Ostrowieckiej. Co do innych obrazków, to nie ma miesiąca, żeby nie zdemaskowano nowego fałszerstwa.

      • Generał

        21 sierpnia 2017 w 15:03

        Kto je demaskuje? Gdzie są te źródła demaskacji?
        Chyba wśród banderowskiej prasy.
        Mnie Wy ukry nie przekonacie, bo żadne fakty za wasza narracja historyczną nie stoją.

      • Paweł Bohdanowicz

        21 sierpnia 2017 w 22:30

        @Generał

        Na przykład tutaj, ale to tylko wierzchołek góry lodowej:

        https://kresy24.pl/lektura-na-weekend-material-nadeslany-ofiary-upa-na-fotografiach/

      • Generał

        24 sierpnia 2017 w 23:02

        Znam te kity pisane przez człowieka który nie ma najmniejszych uprawnień do uprawiania warsztatu badawczego.To zwykła amatorka panie Pawło. Ale Pana czas tu na kresy24 już się kończy, o czym zapewne w swoim czasie się Pan dowie. Cała prasa banderowska z utęsknieniem czeka na Pana artykuły, ale tu nie jest miejsce dla Pana. Proponuję już nie wk..urzac ludzi swoimi bredniami. W Polsce nikt nie potrzebuje propagandy Waszego integralnego zbrodniczego nacjonalizmu.

      • Paweł Bohdanowicz

        25 sierpnia 2017 w 12:13

        @Generał

        „Prawo do uprawiania warsztatu badawczego”

        😀 😀 😀

        Proszę napisać, co to jest „uprawianie warsztatu” i kto daje pozwolenia na taką uprawę? Czy to może te same urzędy, które dają pozwolenia na uprawę maku?

      • Generał

        28 sierpnia 2017 w 17:17

        Odpisałem Wam Bohdanowicz ale usunęli zakichani administratorzy. Macie tu poparcie banderowcu.

  4. olek Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 09:29

    co to jest instrukcja z jakich materiałów wybuchowych najlepiej zrobić bombę. Do 1918r nie istniało żadne państwo pod nazwą Ukraina. Dopiero Austriacy w kontrze do Rosji stworzyli Ukraińców .Gruszewski za pieniądze Austriaków napisał Ukraińcom historię a Rosjanin Dońcow ideologię.Natomiast bolszewicy stworzyli ten twór jakim była USRR z zagrabionych ziem innym narodom.

  5. Jarema Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 09:33

    P. Bohdanowycz zamieszcza wypowiedzi także na pełnym antypolskich fobii portalu z wizerunkiem i cytatem Bandery. Publikowanie przez kresy24.pl przetłumaczonych przez P. Bohdanowycza agitek propagandowych zbrodniczej ukraińskiej formacji UPA odpowiedzialnej wraz z ukraińskimi chłopami za ludobójstwo jest bardzo wymowne.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 10:12

      @Jarema

      Dużo pisze się w naszym kraju o „zbrodniczej ideologii UPA”. Jeżeli tak, to powinny zachować się jakieś druki propagujące tę rzekomą ludobójczą i faszystowską ideologię.

      O ile udało się Grzegorzowi Motyce i innym naszym historykom znaleźć kilka linijek tekstu (OUN) z lat trzydziestych, które na siłę można uznać za przesłankę do postawienia takiej tezy, o tyle trudno znaleźć coś takiego w drukach z roku 1943 czy 1944.

      Jeżeli ma Pan coś konkretnego, proszę publikować. Młócić słomę w komentarzach nawet „prawy” potrafi.
      Czy stać Pana na coś więcej?

      • Jarema

        19 sierpnia 2017 w 11:09

        Pisanie o „zbrodniczej ideologii UPA” to częściowa prawda. W rzeczywistości w latach 1943 nn. ludobójstwa na Polakach dopuści się Ukraińcy.
        Należy oczekiwać zadośćuczynienia finansowego od ukraińskich zbrodniarzy i państwa ukraińskiego, które przyznaje się do zbrodniczej ideologii UPA. Obok ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców mieliśmy także ludobójstwo niemieckie i rosyjskie (sowieckie). Zadośćuczynienia także należne.
        Nie zdziwi mnie słabe ślady dokumentowe ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców, którzy przecież celowo (i to powinien pan wiedzieć) próbowali, jak każdy zbrodniarz, zatrzeć ślady zbrodni maskując zaplanowaną i przeprowadzoną akcję ludobójczą rzekomym antypolskim powstaniem chłopskim. Te kłamliwe tezy sprzed lat królują w ukraińskim państwie w najlepsze za sprawą fałszerza i manipulatora Wiatrowycza z nadania Poroszenki.
        Brak dokumentacji dokonanego przez Ukraińców ludobójstwa wynikać może także ze skromnych środków służących dokumentacji oraz niskiej kulturze organizacyjnej zbrodniczych formacji UPA.
        Brak wspomnianej dokumentacji ukraińskiego ludobójstwa nie zmienia w niczym faktu, że miało ono miejsce, a jej okrócieństwo jest niespotykane.
        Podobnie nie dowiemy się, jakie starty materialne ponieśli Polacy pomordowani przez Ukraińców, co także nie zmienia faktu, że ukradzionym mieniem „po polakach” chętnie dzielili się ukraińscy sąsiedzi Polaków.
        Na koniec poradzę panu, że skoro pan wybrał publikowanie swoich tekstów na stronie z cytatami i wizerunkiem zbrodniarza Bandery, to niech pan tam wraca i tam dzieli się swoimi wypowiedziami. Taka strona pana wypowiedzi powoduje w mojej ocenie, że tu pana obecność jest nie na miejscu.

      • Kazimierz S

        19 sierpnia 2017 w 13:47

        W czasie wojny banderowcy nie posiadali zbyt wielu drukarni, które pozostawiłyby nam dorobek swej pracy;). Nawet IPN posiada dane zaledwie kilkudziesięciu tysięcy osób z imienia i nazwiska z opisem doznanych tortur i sposobu śmierci, a coraz trudniej znaleźć na temat pozostałych. Reasumując – dostępne dowody jednoznacznie wskazują, że „ideologia UPA” była nie tylko zbrodnicza i ludobójcza, ale jeszcze tak olbrzymia w zasięgu i straszna w wykonaniu, że nie mieści się w głowie współczesnemu człowiekowi.

      • Paweł Bohdanowicz

        19 sierpnia 2017 w 17:02

        @Kazimierz S

        UPA nie posiadało zbyt wielu drukarni, ale coś drukowało, prawda? Czy potrafi Pan wskazać jakieś druki UPA, które wzywały by kogokolwiek do mordowania cywilów bez dania im możliwości wyjazdu? Owszem, były wezwania do opuszczenia ziem uznawanych za ukraińskie pod groźbą śmierci – to było. Wcześniej były też ulotki wzywające Polaków do zerwania współpracy z sowietami i hitlerowcami.

        Rzekome „imienne listy ofiar” były sporządzane często w ten sposób, że brano STARE SPISY GOSPODARSTW i przepisywano z tych spisów nazwiska. Przy okazji pracy nad rzezią paroślańską zobaczyłem, jak „ożywają” ofiary rzezi. Nieraz okazuje się, że „ofiara” owszem, zmarła, ale w 1991 roku albo że zginęła na froncie dwa lata po rzezi.

        Oczywiście to nie znaczy, że ofiar nie było. Ofiary były, ale z nieufnością trzeba podchodzić do oszacowań Siemaszków.

      • Mariusz

        23 sierpnia 2017 w 17:07

        Mojego pradziadka i prababcie Ukraicy z UPA zamordowali w domu w nocy w Sokolnikach pod Lwowem , babci na szczescie nie bylo w domu , rano znalazła mamę wrzuconą do piwnicy w ziemniaki a tatę na podwórku – i co mi Pan tu pierd…

      • Nickola

        11 września 2017 w 16:59

        Autor tekstu uparł się oceniać postepowanie określonych grup na podstawie drukowanych przez nie tekstów. Dzięki temu może dojść do takiego wniosku, że Polacy byli okrutniejsi niż Ukraińcy… Pytanie do Pana autora – nie masz Pan wrażenia, że ta metoda jest w najlepszym wypadku infantylna? Za chwilę zacznie Pan powtarzać za ukraińskimi „historykami”, że Ukraina to dawna Atlantyda.

    • prawy Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 16:13

      „W czasie wojny banderowcy nie posiadali zbyt wielu drukarni”
      Mieli w GG.
      Np. w Krakau
      Udać się do Jagiellonki.

  6. Kicia Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 10:03

    Cóż za niesamowita, bohaterska a r m i a ! Czy komentator sugeruje że kiedyś propagandy nie było ?

  7. observer48 Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 10:45

    Taka skrócona Trylogia dla ubogich. Nie ma też żadnych niezależnych weryfikacji „czynów zbrojnych” UPA. Jedynie pełne otwarcie i udostępnienie archiwów tak ukraińskich, jak roSSyjskich może rzucić więcej światła na prawdziwy przebieg wydarzeń na zachodniej Ukrainie. Również archiwa niemieckie, których nie zdążyli ukraść Sowieci mogą dużo wnieść do naszej wiedzy o UPA.

    Z relacji tak moich śp. rodziców, jak ich przyjaciół i znajomych wynikało, że miejscowa ludność Wołynia, tak ukraińska, jak polska, nie była na ogół skonfliktowana z okupantami niemieckimi, bo szczególnie ci, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod okupacją sowiecką potrafili docenić przewidywalność Niemców. Żaden Niemiec niczego nie zrobił, jeśli nie otrzymał rozkazu. W domach, gdzie kwaterowali oficerowie Wehrmachtu często ukrywano Żydów, a ci udawali, że nic nie wiedzą.

    Większość uciekinierów przed rezunami z Wołynia uciekała z wycofującą się armią niemiecką tak przed rezunami, jak Sowietami, którzy od rezunów dużo lepsi nie byli. Sowiecka dzicz wymordowała i wywiozła wgłąb RoSSji w sumie kilkakrotnie więcej polskiej ludności Kresów Wschodnich, niż Niemcy i Ukraińcy razem wzięci.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 17:17

      @observer48

      Ma Pan rację, że taka „Trylogia”. W prasie upowskiej (znam oczywiście dużo więcej numerów – przetłumaczyłem na razie ten jeden) jest niewiele faktów. Kontakt redakcji z terenem był bardzo ograniczony – to widać.

      Przyzna Pan jednak, że w przetłumaczonych tekstach nie ma nic, co można nazwać „ideologią zbrodniczą” albo „ideologią faszystowską”.

      Osobną sprawą jest, co rzeczywiście działo się na Wołyniu. Moim zdaniem nad tym piekłem nikt do końca nie panował. Chyba nie docenia się luźnych band oraz bolszewickich oddziałów partyzanckich i bolszewickiej agentury (to ostrożna hipoteza, a nie kategoryczne stwierdzenie).

      Pana rodzina, z tego co Pan wcześniej napisał, mieszkała raczej w GALICJI. Tam przebieg był trochę inny i inne były stosunki. Ale i tam widać w wielu miejscach działania luźnych band. I nawet Pana słowa to potwierdzają. Takie bandy działały po obu stronach.

      • Paweł Bohdanowicz

        20 sierpnia 2017 w 22:29

        @observer48

        Teraz dopiero zwróciłem uwagę, że Pana zdaniem sowietów też tam nie było. W sumie KILKADZIESIĄT SAMOOBRON. Wszystkie te miejscowości były bronione przez KRASNOLUDKI. Nie przez ZWZ-AK i nie przez sowietów.

        Może Pana źle zrozumiałem?

    • Aztek_Anonim Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 20:31

      Piszesz niezdogodne z prawdą bzdury. Akurat zbrodnie sowieckie i banderowskie były ilościowo porównywalne.

      • observer48

        20 sierpnia 2017 w 01:41

        @Aztek_Anonim
        Sowieci zamordowali wielokrotnie więcej Polaków z Kresów Wschodnich i terenów sowieckich w sposób bardziej metodyczny, choć niekoniecznie bardziej okrutny, niż banderowcy. Banderowcy i ich poplecznicy nawet w roku 1943 nie stanowili więcej, niż 5% ludności dzisiejszej Ukrainy. Ukraina nie jest i nigdy nie była etnicznie i kulturowo homogeniczna. Jak już wielokrotnie pisałem, moi rodzice zostali uratowani przed banderowcami przez ich ukraińskich sąsiadów. Osobiście spotkałem kilkunastu Polaków, którzy uciekli z Wołynia z synami, a ich ukraińskie żony zostały z córkami na Ukrainie. Większość tych ukraińskich żon nie chciała przyjechać do Polski na stałe w ramach łączenia rodzin po 1955 r. i wolała zostać na Ukrainie.

        Oczywiście podchodzę bardzo krytycznie do „rewelacji” p. Bohdanowicza, bo z relacji tych, którzy przeżyli i uciekli przed ludobójstwem wołyńskim jasno wynikało, że na terenach Wołynia ograniczonych od wschodu linią Kowel-Łuck-Horochów-Lwów, a od zachodu obecną granicą Polski partyzantki sowieckiej ani AK w 1943 r. nie było, choć AK działała w zachodniej części tego obszaru poza zasięgiem ludobójstwa z 1943 r. Tereny te były przed 1918 r. częściowo pod zaborem rosyjskim (północ) i austriackim (południe). Miejscowa ludność nie miała większych problemów z niemieckimi okupantami i bardzo się obawiała Sowietów, więc jakakolwiek partyzantka sowiecka nie miała tam najmniejszych szans na przetrwanie, bo Ukraińcy sympatyzowali z Niemcami, a Polacy też woleli z dwojga złego Niemców, niż Sowietów.

      • Paweł Bohdanowicz

        20 sierpnia 2017 w 22:10

        @observer48

        — POCZĄTEK CYTATU —
        Oczywiście podchodzę bardzo krytycznie do „rewelacji” p. Bohdanowicza, bo z relacji tych, którzy przeżyli i uciekli przed ludobójstwem wołyńskim jasno wynikało, że na terenach Wołynia ograniczonych od wschodu linią Kowel-Łuck-Horochów-Lwów, a od zachodu obecną granicą Polski partyzantki sowieckiej ani AK w 1943 r. nie było, choć AK działała w zachodniej części tego obszaru poza zasięgiem ludobójstwa z 1943 r.
        —- KONIEC CYTATU —-

        Na Boga! Skąd Pan to wziął???
        Prawda, że na terenach, gdzie zaczęło się piekło, często trudno rozgraniczyć partyzantkę ZWZ-AK i partyzantkę sowiecką (często zlewają się one w jedno), ale nie znam nikogo, kto by twierdził, że AK na tych terenach nie istniało.

        Kto bronił polskich samoobron?
        TYLKO SOWIECI???

      • observer48

        20 sierpnia 2017 w 23:33

        @Paweł Bohdanowicz
        Posłużę się cytatem z Wikipedii potwierdzającym to, co słyszałem z ust naocznych świadków:
        „Po zajęciu Wołynia przez Niemców w 1941 nie udało się stworzyć większych jednostek partyzanckich. W sierpniu 1942 Komenda Główna AK wydzieliła okręg wołyński z Obszaru nr 3 (Lwów) i podporządkowała go bezpośrednio sobie. We wrześniu 1942 komendantem okręgu mianowano płk. Kazimierza Bąbińskiego ps. „Luboń”. Okręgowym Delegatem Rządu został Kazimierz Banach ps. „Jan Linowski” (autor odezwy Do społeczeństwa Wołyńskiego), który przybył na Wołyń 21 listopada 1942. Po fiasku rozmów z UPA, w trakcie których doszło do zamordowania dwóch przedstawicieli AK, Zygmunta Rumla i Krzysztofa Markiewicza, 20 lipca 1943 zadecydowano o utworzeniu oddziałów partyzanckich na Wołyniu.

        Powstały wówczas oddziały:

        „Łuna” – pod dowództwem ppor. Jana Rerutko („Drzazga”), od 10 listopada 1943 oddziałem dowodził por. Zygmunt Kulczycki („Olgierd”). Oddział „Łuna” liczył 107 partyzantów.
        „Jastrząb” – pod dowództwem por. Władysława Czermińskiego („Jastrząb”) liczący około 150 partyzantów.
        „Bomba” – pod dowództwem kpt. Władysława Kochańskiego („Bomba”, „Wujek”). Oddział liczył około 500 partyzantów.
        „Strzemię” – pod dowództwem por. Zenona Blachowskiego („Strzemię”). Oddział liczył około 100 partyzantów.
        „Gzyms” – pod dowództwem por. Franciszka Pukackiego („Gzyms”) liczący około 80 partyzantów.
        „Ryszard” – dowodzony przez por. Ryszarda Walczaka („Ryszard”). Oddział liczył około 80 partyzantów.
        „Sokół” – dowodzony przez por. Michała Fijałkę („Sokół”), liczący około 120 partyzantów.
        „Kord” – dowodzony przez por. Kazimierza Filipowicza („Kord”). Oddział liczył około 80 partyzantów.
        „Piotruś” – dowodzony przez ppor. Władysława Cieślińskiego („Piotruś”), liczący około 80 partyzantów.
        Powstanie 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty[edytuj]
        Na początku stycznia 1944 roku, po przekroczeniu przez Armię Czerwoną przedwojennej granicy Polski dowództwo AK zarządziło mobilizację oddziałów partyzanckich na Wołyniu i podjęło decyzję o rozpoczęciu akcji „Burza”. 28 stycznia 1944 utworzono 27 Wołyńską Dywizją Piechoty[3].

        Oprócz działań przeciwko Niemcom, dywizja przeprowadziła 16 większych akcji bojowych przeciw oddziałom UPA, usuwając częściowo zagrożenie dla polskiej ludności cywilnej na zachodzie Wołynia[3].”

        Oto link do całego hasła: https://pl.wikipedia.org/wiki/Polska_samoobrona_na_Wo%C5%82yniu

        Potwierdza to moje wcześniejsze wpisy o tym, że na północ od Lwowa zorganizowanej i czynnej polskiej partyzantki AK praktycznie nie było. Partyzantka sowiecka też była szczątkowa ze względu na powszechnie panujące tam po 1941 r. antysowieckie nastroje tak wśród Polaków, jak Ukraińców.

      • Paweł Bohdanowicz

        21 sierpnia 2017 w 00:13

        @observer48

        Przecież od sowieckiej partyzantki i od współpracy z nią ZWZ-u zaczęło się całe nieszczęście. To prawda, że wołyńskie ZWZ-AK było (przed epoką 27 dywizji) raczej mało liczne, ponadto w wielu wypadkach nie wiadomo, kto bolszewik, kto AK-owiec – gdzie kończy się AK, a gdzie zaczyna sowiecko-polska partyzantka.

        Ale nie można twierdzić, że nikogo tam nie było!! Siły polskie niekomunistyczne i nie związane z Niemcami można szacować na jakieś 3000 ludzi. Może mniej, może więcej, ale to są tego rzędu liczby.

        Liczba Polaków na Wołyniu w sowieckiej partyzantce w połowie 1943 roku to w/g Motyki 5000-7000 osób.

        Z JAKIMI MOIMI „REWELACJAMI” NIE ZGADZA SIĘ PAN? Bo, szczerze mówiąc, gubię się w naszej dyskusji.

        W sumie siły polskie (nie licząc Polaków u boku Niemców) to mogło być ponad 10 tysięcy ludzi. Do tego dochodzą tysiące sowietów niepolskiej narodowości. W sumie były to siły porównywalne z UPA. A doliczając Polaków u boku Niemców, może nawet wyższe od UPA.

        Przytoczone przez Pana dane przeczą Pana wcześniejszym słowom.

        Jeszcze raz powtarzam pytanie:

        JAKIE „REWELACJE” BUDZĄ PANA SPRZECIW? Chętnie to wyjaśnię, podam źródła, ale musimy sprecyzować, o co chodzi.

      • observer48

        21 sierpnia 2017 w 01:46

        @Paweł Bohdanowiczy
        To opracowanie ukraińskiego historyka z Kijowa w zasadzie potwierdza to, co wcześniej pisałem. Do 20 lipca 1943 r., czyli krwawej niedzieli 11 lipca, nie było na Wołyniu żadnych liczących się sił partyzanckich polskich, czy sowieckich. To rzeź wołyńska sprowokowała rozbudowę AK na tych terenach i krwawe akcje odwetowe polskiej partyzantki. http://bazhum.muzhp.pl/media/files/Pamiec_i_Sprawiedliwosc/Pamiec_i_Sprawiedliwosc-r2014-t13-n1_(23)/Pamiec_i_Sprawiedliwosc-r2014-t13-n1_(23)-s391-399/Pamiec_i_Sprawiedliwosc-r2014-t13-n1_(23)-s391-399.pdf

      • Paweł Bohdanowicz

        21 sierpnia 2017 w 22:37

        @observer48

        Ludzi było mało w porównaniu z globalną liczbą stukilkudziesięciu tysięcy zaprzysiężonych AKowców, ale jak na warunki Wołynia było mnóstwo Polaków pod bronią. Mobilizacja wśród ludności polskiej była dużo większa od mobilizacji strony ukraińskiej.

        Kilkadziesiąt samoobron broniły siły polskie i sowieckie. Proszę poczytać o Przebrażu, o Hucie Stepańskiej, o Hucie Starej, gdzie sowieci zabili polskiego dowódcę i przejęli dowodzenie…

      • observer48

        22 sierpnia 2017 w 09:52

        @Paweł Bohdanowicz
        Przyciśnięty do muru wije się pan niczym piskorz (po ukraińsku „wiun”). Polska samoobrona była SKUTKIEM, a nie przyczyną banderowskiego ludobójstwa. W porównaniu z około 400 tysiącami czynnych żołnierzy AK, na Kresach Wschodnich tych ugrupowań prawie nie było podobnie, jak tępionej tak przez Niemców, jak Ukraińców i Polaków partyzantów sowieckich. Takie incydenty, jak w Hucie Starej to wyjątki potwierdzające regułę. Z jedyną tezą się zgadzam, a mianowicie że ci Polacy, którym się udało uniknąć wywózek wgłąb Sowietów byli znacznie lepiej uzbrojeni i wyszkoleni, niż ich ukraińscy sąsiedzi, bo wielu z nich było osadnikami wojskowymi zaprawionymi w bojach pod wodzą marszałka Piłsudskiego. Nie atakowali oni jednak Ukraińców do czasu ludobójstwa wołyńskiego.

      • Paweł Bohdanowicz

        22 sierpnia 2017 w 13:16

        @observer48

        KIEDY powstała samoobrona w Lipnikach? Co było tam skutkiem, a co przyczyną?

        Twierdzi Pan, że nie było sowietów przed rzezią? Właśnie ich obecność była jedną z przyczyn rzezi.

        Coraz mniej rozumiem, o co Panu chodzi i jakie są Pańskie tezy. Zaczął Pan od stwierdzenia, że na dużym obszarze Wołynia nie było AK i nie było sowietów. Trudno jest dziś ustalić, co formalnie podlegało pod AK, ale siły polskie i sowiecko-polskie były duże (Cybulski, Piotrowski, Kunicki… pominę Sobiesiaka i Kobylańskiego, bo to patologiczni mitomani).

        SIŁY SOWIECKO-POLSKIE BYŁY TWORZONE OD LISTOPADA 1942 ROKU (Gogun i cytowane przez niego źródła).

  8. Wołyń1943 Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 11:18

    Siląc się na naukowy wywód Autor zaczyna od cytatu z „upowskiej prasy”, najwyraźniej nie wie, że w świecie naukowym dobrym obyczajem jest podawanie źródła do wszystkich cytatów użytych w narracji. Dziwnie to dyletanctwo naukowe wygląda, jak porównamy Jego mentorski ton, wraz z prostactwem języka połajanek używanych wobec innych komentujących na tym forum. Więcej pokory, Autorze, więcej pokory!
    Autor, jak przystało na Ukraińca, bądź Polaka o wyjątkowym, filoukraińskim skrzywieniu, podejmuje walkę ze słowem ludobójstwo w odniesieniu do Rzezi Wołyńskiej, którą z uporem lepszej sprawy nazywa według – rasowych wiatrowyczowych wzorców – „tragedią wołyńską”. Motywacją do takich działań ma być termin tragedia użyty w polskiej konspiracyjnej prasie (jak zwykle, w ramach warsztatu dyletanta – żródła brak!). To ma być usprawiedliwieniem, jakże wygodnym dla upowskich pogrobowców, by nie epatować „ludobójstwem”, które to słowo ma zdecydowanie negatywne konotacje. A tych, przecież trzeba się wystrzegać w odniesieniu do „narodowo-wyzwoleńczego” ruchu ukraińskiego. Co ciekawe, Autorowi zdaje się umykać fakt, że również holokaust bywał w czasie wojny nazywany tragedią narodu żydowskiego. Nawet i dziś, zdarza się dostrzec takie słowa w przekazie dziennikarskim na temat holokaustu. Nikomu jednak nie przyjdzie do głowy, by zastępować holokaust/ludobójstwo/shoah wyrazem „tragedia”, ponieważ byłoby to nikczemne wobec martyrologii żydowskiej. Nie dotyczy to, rzecz jasna, skrajnych środowisk prawicy niemieckiej spod znaku NPD czy kół „kombatantów” zrzeszających b. członków SS czy Wehrmachtu, dziś już na wymarciu. Tylko w interesie sprawców ludobójstwa wołyńskiego, jest rozmywanie i temperowanie przekazu o zbrodniach, jakich tam dopuścili się Ukraińcy. Żadne zabawy semantyczne w stylu „zbrodnia o znamionach ludobójstwa”, „tragedia wołyńska”, etc. nie są w stanie zmienić czy zatrzeć ludobójstwa, jakie tam się wydarzyło! Szkoda czasu na tę, moralną miałkość.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 17:36

      @Wołyń1943

      — POCZĄTEK CYTATU —
      Siląc się na naukowy wywód Autor zaczyna od cytatu z „upowskiej prasy”, najwyraźniej nie wie, że w świecie naukowym dobrym obyczajem jest podawanie źródła do wszystkich cytatów użytych w narracji.
      —- KONIEC CYTATU —-

      Przecież to są słowa z przetłumaczonego tekstu – z przetłumaczonego numeru „Do broni”. Wystarczyło przeczytać kawałek dalej. Po co Osoba komentuje tekst, którego nie przeczytała?

      • Wołyń1943

        19 sierpnia 2017 w 23:36

        Bzdura, podpis: (Słowa z upowskiej prasy – lipiec 1943), wcale nie wskazuje na cytowany kilka akapitów poniżej tekst źródłowy. No, chyba że przyjmiemy, iż w lipcu cała upowska prasa to ten jeden numer podziemnej gazetki. Jak już pisałem w komentarzu, który został wycięty przez cenzora: publikować źródła też trzeba umieć! Brak słów, zresztą i tak pewnie komentarz się nie ukaże!
        A tak z czystej ciekawości, Panie Bohdanowicz, zwracanie się do adwersarza per „Osoba” to chęć okazania mu pogardy, lekceważenia, własnej wyższości, czy po prostu zwykły brak kultury osobistej? Cóż, jedni wynoszą z domu dobre wychowanie, inni – porcelanę. Rozumiem, że u Pana filiżanek do kawy dostatek!
        PS
        Dziękuję Cenzorowi za usunięcie kolejnego komentarza

      • Paweł Bohdanowicz

        20 sierpnia 2017 w 00:03

        Podpis nie wskazuje, ale tekst niżej wskazuje to jednoznacznie. Ten urywek został wyjęty z tłumaczonej gazety.

        Czy Osoba nigdy nie widziała wyróżnionych urywków z tekstu publikowanego w całości zaraz niżej? Przy publikacji wywiadów na przykład?

        Jeżeli Osoba życzy sobie bardziej wyszukanych grzecznościowych form, to niech podpisuje się IMIENIEM i NAZWISKIEM uwiarygodnionym choćby za pomocą Facebooka.

      • Wołyń1943

        20 sierpnia 2017 w 08:21

        Polemika jest jak Pokój w 1939 – nie prowadzi się jej za wszelką cenę. Dalsza dyskusja wydaje się zbędną stratą czasu. Nie ten poziom, nie to wychowanie, nie ta obyczajność.

  9. Maur Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 12:06

    Zawsze należy rozważyć cel propagandowy każdej publikacji. Zarówno tej jak i cytowanej z gazet ówczesnych.
    Tu antypolska ideologia UPA pokazuje już wyraźnie swoje oblicze. Choć to dopiero przedbiegi.

    Natomiast ciekawie wygląda opis bitwy pod Konotopem, jej przyczyny i implikacje. Jest to opis propagandowy gdyż zupełnie pomija udział kozactwa walczącego po stronie Mosklali jak i zupełnie ignoruje udział wojsk polskich. Niewielki lecz tu widać nie pasujący do narracji antypolskiej. Główny sojusznik czyli Tatarzy zwyczajnie wyrżnęli lika tysięcy Moskwician. Dzisiaj taki sojusznik jest mocno passe.

    Tragedia to pojęcie ogólne. Ludobójstwo jest też tragedią lecz już dość dokładnie sprecyzowaną. Katastrofa też jest tragedią, ludobójstwo też jest katastrofą. Rzecz w tym, że człowiek nie ma wpływu na katastrofy z przyczyn naturalnych i wyniakające z nich tragedie osobiste. Ludobójstwo organizuje i wykonuje człowiek i jest ono katastrofą dla ludu nim objętego a tragedią tylko dla pozostałych żywych krewnych. Wszelka żonglerka tymi pojęciami mająca na celu ich trywializację i wrzucenie do matrixa jest co najmniej nieuczciwością i rodzi słuszne podejrzenia o brak obiektywizmu.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 17:57

      Publikacja ma na celu pokazanie, jaka była wówczas banderowska polityka informacyjna. Nie było nawoływania do mordowania Polaków za to, że są Polakami. Ma też na celu pokazanie, jaką ideologię upowska prasa propagowała.

      Na ile dokładnie i rzetelnie przedstawiono bitwę pod Konotopem, to całkiem osobna sprawa. To były teksty adresowane przede wszystkim do prostych powstańców i do wiejskiej ludności cywilnej. Nie możemy patrzeć na to, jak na podręcznik historii.

      Wstęp o „Tragedii Wołyńskiej” ma na celu głównie poinformowanie czytelnika, że takie pojęcie zostało wprowadzone przez Polaków i to na samym Wołyniu w 1943 roku.

      Czy na Wołyniu doszło do ludobójstwa? Św.p. Torzecki był zdania, że raczej nie. Ukraińcy też stoją na tym stanowisku. Ja uważam, że były zdarzenia, które należy uznać za ludobójstwo. Jednak podstawowym błędem jest pokazywanie rzezi wołyńskich jako jednego, jednolitego i jednorodnego wydarzenia. W rzeczywistości były różne przyczyny, różni sprawcy i różny przebieg zdarzeń.

      • Maur

        20 sierpnia 2017 w 11:29

        …”Na ile dokładnie i rzetelnie przedstawiono bitwę pod Konotopem, to całkiem osobna sprawa”…
        ————————————————
        To wcale nie jest osobna sprawa a dokładnie ta sama. Inaczej narracja byłaby dziurawa.

        Jeszcze nawoływania publicznego nie było. Lecz, jak napisałem wyżej, to były przedbiegi. Przygotowanie gruntu.

        Naprawdę najmniej mnie obchodzi czyjaś definicja ludobójstwa.Nie ma co się chować za innych. W swojej istocie jest ona obiektywna i zawiera raptem ledwie parę kryteriów. Wystarczy wypełnienie jednego z tych kryteriów by uznać ludobójstwo. Tu mieliśmy wszystkich kryteriów w nadmiarze.

        Kto podłości daje alibi temu do niej najbliżej…

        Tym własnie różni się dusza Polaka. Gdzie podłość tam podłość pietnuje, gdzie dobroć tam wynagradza po stokroć…

      • Paweł Bohdanowicz

        20 sierpnia 2017 w 15:55

        @Maur

        —- POCZĄTEK CYTATU —-
        „Jeszcze nawoływania publicznego nie było. Lecz, jak napisałem wyżej, to były przedbiegi. Przygotowanie gruntu.”
        —– KONIEC CYTATU —–

        „JESZCZE nie było”?? A kiedy Pana zdaniem było??
        Mówimy przecież o lipcu 1943. Rzezie Polaków w sierpniu na Wołyniu niemal wygasły.

        KIEDY, PANA ZDANIEM, BYŁO PUBLICZNE NAWOŁYWANIE? I JAK OPIS BITWY POD KONOTOPEM MÓGŁ STANOWIĆ „PRZYGOTOWANIE GRUNTU”?

  10. Wołyń1943 Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 12:22

    Za iście groteskowy, sprzeczny z jakimikolwiek prawidłami logiki, należy uznać Autorski wywód na temat filozofii przekazu dziennikarskiego. Cytuję, by nic nie umknęło ze specyficznego toku rozumowania Autora: „Dziennikarz mógł być stronniczy (i zwykle był), ale w chwili, gdy pisał tekst do gazety, nie znał przyszłości. Nie wiedział, jaką „politykę historyczną” będzie uprawiać jego strona za miesiąc, za rok, za siedemdziesiąt lat… Nie wiedział, co za siedemdziesiąt lat będzie „prawdą”, a co „kłamstwem”.”
    Muszę przyznać, że po przeczytaniu tego zdębiałem, ponieważ nie sądziłem iż można aż tak nisko upaść w przekazie swoich przekonań. Czy naprawdę upowscy ludobójcy są warci takiego upadku moralnego Autora? Otóż, Szanowny Autorze, nie! Dziennikarz otwarcie kłamiący o jakimkolwiek wydarzeniu z roku 1943, był całkowicie świadomy, że w roku 2017 jego kłamstwo będzie nadal kłamstwem! W przeciwnym razie, po cóż by fałszował przekaz? Tu, zapytam z czystej ciekawości: kiedyż to i w jaki sposób „po drodze” kłamstwo z 1943 r. miało stać się w 2017 r. prawdą? Wyobraźmy sobie polską wioskę leżącą np. w powiecie Kostopol, którą w lipcu 1943 r. spalił a ludność ograbił i wymordował oddział „dzielnych upowskich żołnierzy”. W prasie upowskiej napisano wówczas o walce oddziału X i pokonaniu wroga. Po upływie 70 lat ja, no nie, bez przesady, powiedzmy Wiatrowycz, w oparciu o ten przekaz napisze artykuł o szlaku „bojowym” oddziału X i potyczkach z polskimi okupantami. Tak oto kłamstwo wykreowane przez ukraińskiego „dziennikarza”, a raczej specjalnie do tego wyszkolonego propagandzistę, w roku 1943, będzie nadal służyło w 2017 r. zakłamanej ukraińskiej propagandzie i tworzyło ukraińską politykę historyczną. Za nader żenujący uznaję fakt, że muszę to tłumaczyć Autorowi. I tu nasuwa się smutna konstatacja: jak daleko jeszcze posuną się Ukraińcy i ich polscy zausznicy w wybielaniu upowskich zbrodniarzy?
    Stare gazety, jak to ujął Autor, rzeczywiście mają wartość poznawczą, ale nie same w sobie. Dopiero poddanie ich krytyce, porównaniu z innymi tytułami i dostępnymi źródłami wytworzonymi w epoce, pozwoli na ocenę ich wartości merytorycznej. Ot, takie abc historyka, którego kiedyś uczono na I roku studiów historycznych. Piszę to z nadzieją, że może i Autor czegoś się nauczy i przejdzie od bezrefleksyjnego i bezmyślnego przepisywania dokumentów, do poddawania ich treści krytyce.
    PS
    Rad bym poznać treść tych kilku wersji poezji, które Autor przed nami ukrył. Skoro już wiem jak używać dynamitu i detonatorów (rzecz niezwykle istotna z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich), to chętnie zapoznam się z twórczością literacką mającą zagrzewać do boju „dzielnych upowców”.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      20 sierpnia 2017 w 01:04

      To weź Leniwy Trutniu pierwszy tom „Litopisu” i poznaj. Czy przy własnej babie też potrzebujesz pomocników? (to Bunsch – nie ja).

      Już żelazna miotła UPA
      Nad katami świszcze raźno,
      Już ona na śmietnik
      Wymiecie ich kości.

      Ziemię wam szarą gryźć,
      Wy bestie, imperialiści,
      A nie krew dziecięcą pić
      Ani ludzi w ogniu palić!

      Precz moskiewska hołoto
      I Lachy i ty „Niemoto”,
      Z ukraińskiej ziemi
      Idą do UPA starzy i młodzi.

      Dosyć już w niewoli gnić
      I najeźdźcom służyć!
      Wolność tam, gdzie walka.
      Hej, do broni! Hej w UPA.

      Oryginał ukraiński rymuje się. Ja przetłumaczyłem bez dbałości o rym i rytm.

  11. tagore Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 15:07

    Czyli opisana w gazecie jest UPA po wymordowaniu petlurowskich oficerów i ludzi lojalnych wobec Bulby Borowca.Tego drobiazgu w tej propagandowej gazecie OUN-B nie wspomniano. Wypadało by aby Pan Bohdanowicz
    uzupełnił ten brak w komentarzu.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 18:35

      „Dobry bulbowiec – zły banderowiec” to legenda tworzona od około 2007-8 roku (może trochę wcześniej), między innymi przez Grzegorza Motykę. Legenda ta jest budowana na wypowiedziach samego „Bulby”. U Siemaszków jest zgoła inny przekaz (moim zdaniem w tej kwestii bliższy prawdy). Bulba dobrze mówił o sobie, banderowcy dobrze mówili o sobie. Jak to zwykle między konkurentami politycznymi.

      Proces scalania oddziałów partyzanckich i powstańczych w jedno UPA był rozłożony w czasie. Latem 1943 roku wciąż widoczny był faktyczny podział na bulbowców i banderowców (i melnykowców). Kunicki na przykład pisze (oczywiście negatywnie) więcej o bulbowcach niż o banderowcach. Sobiesiak przeciwnie – wszędzie widzi banderowców.

      • Ryszad Felsztyński

        19 sierpnia 2017 w 23:54

        Może jest i tak jak sz.p. pisze ale bulbowcy nie akceptowali mordowania polskiej ludności cywilnej w takim stopniu jak UPA(B) po zjednoczeniu poszli na żywioł i skończyło się to ludobójstwem polaków. Moim skromnym zdaniem to tak leczenie dżumy -cholerą . Uważam że w rosyjskich archiwach jest wszystko nawet nazwiska większości katów Polaków , miejsca gdzie byli pogrzebani pomordowani.

      • Paweł Bohdanowicz

        20 sierpnia 2017 w 00:17

        @Ryszad Felsztyński

        Dużo można napisać – to temat na grubą monografię. Nie wyjaśnię wszystkiego w jednym komentarzu. Trudno jest powiedzieć, gdzie kończy się bulbowiec, a zaczyna „siekiernik”.

        Polecam wspomnienia Grzesiakowej. Moim zdaniem bardzo wiarygodne. Nie zauważam w nich żadnych wewnętrznych sprzeczności ani sprzeczności z innymi sensownymi źródłami. Proszę jednak czytać samo źródło, a nie polegać na tym, co Grzegorz Motyka o tych wspomnieniach opowiada (wątpię, żeby je przeczytał).

  12. mariusz suchcicki Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 17:55

    ale propagandówka , pranie mózgów, ale o mordowaniu bezbronnych cicho sza. polacy i niemcy w sojuszu =D. nic dziwnego że zryte łby mają nacjonaliści ukraińscy.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      19 sierpnia 2017 w 23:34

      A Pan coś czytał na ten temat?

      Grzegorz Motyka liczbę Polaków walczących na Wołyniu po stronie sowietów i Niemców szacuje na 6500-9000 ludzi. Nie chodzi o Ślązaków, Pomorzan ani żadnych ludzi z pogranicza. Chodzi o Polaków głównie z Polesia i Wołynia, a w przypadku batalionu 202 z GG. Liczebność UPA była niewiele większa.

      Werbunek do oddziałów pomocniczych trwał już 1942 roku. Guzik prawda, że zaczął się po dezercji Ukraińców. Niemcy używali obcoplemieńców do najbrudniejszych zadań. GŁÓWNIE DO PACYFIKACJI.

      • observer48

        20 sierpnia 2017 w 02:08

        @Paweł Bohdanowicz
        Liczebność UPA była rzeczywiście bardzo mizerna w 1943 r., bo UPA-B liczyła wtedy niecałe 10 000 dopiero po przyłączeniu się ponad 4000 uzbrojonych dezerterów z SS Galizien. Wszystkie trzy frakcje UPA nie liczyły do roku 1945 więcej, niż 30 000 ludzi pod bronią. W większości były to słabo uzbrojone i kiepsko wyszkolone luźne bandy bez żadnej dyscypliny wojskowej, ale posiadające mocne poparcie miejscowej ludności zachodnioukraińskiej. To był moim zdaniem przez nikogo niekontrolowany festiwal zdziczenia, o którym Ukraińcy powinni jak najszybciej zapomnieć po rozliczeniu się z możliwymi do obiektywnego ustalenia faktami.

      • Maur

        20 sierpnia 2017 w 11:40

        Tu też potrzeba precyzji.
        Bo wobec tego co sąsiedzi UPA-owcy wyczyniali to dziwi bierze, że tak mało chwyciło za broń Niemca czy Sovieta.
        Pewnie już nie miał kto.

        Warto przy tym pamietać, że Ukraińcy zdążyli od 1939 roku wielu Polaków sąsiadów wysłać na drugi świat. Często w makabrycznych okolicznościach. Przecież im się nawet trupów nie chciało zakopywać to i wieści się rozniosły…

      • Paweł Bohdanowicz

        20 sierpnia 2017 w 16:11

        @observer48

        Zgadzamy się więc co do dużej roli „luźnych band”.

        — POCZĄTEK CYTATU —
        To był moim zdaniem przez nikogo niekontrolowany festiwal zdziczenia, …
        —- KONIEC CYTATU —-

        Tym stwierdzeniem BARDZO MOCNO naraził się Pan Grzegorzowi Motyce, ale ja mam podobne przemyślenia jak Pan!

        Co do liczebności UPA trochę się różnimy, ale to jest tutaj sprawą drugorzędną.

      • observer48

        20 sierpnia 2017 w 19:58

        @Paweł Bohdanowicz
        Nie słowa, lecz czyny. Jak to się elegancko określa po angielsku. „talk is cheap”. Banderowcy to był mały ułamek społeczeństwa Ukrainy, mniejszy procentowo, niż Żmudzini w WKL. Ukraina powinna się rozliczyć z banderowską przeszłością przede wszystkim dopuszczając polski IPN do miejsc zbrodni UPA na Wołyniu i innych miejscach masowych zabójstw Polaków przez UP-owskie bandy. Z tego, co mi wiadomo, ukraiński IPN ma nieograniczony dostęp do miejsc, gdzie mogą leżeć szczątki Ukraińców pomordowanych przez Polaków. Widocznie obecna pobanderowska swołocz ma coś do ukrycia.

      • Generał

        24 sierpnia 2017 w 23:10

        Powoływanie się na Motykę to Pan sobie w życi wsadzi. I nie tylko ja tak oceniam Motykę ale i wielu polskich historyków. Motyka jest pół historykiem, pół dyplomatołkiem. Ja się powołuję na Siemaszków i Poliszczuka i dokumenty RGO. Ale z banderowcem rozmawiać nie będę bo to uwłacza ludzkiej godności. Cejrowski dobrze Was ocenił.

      • Jan Gan

        30 września 2017 w 14:32

        Wiktor Poliszczuk w swojej książce Gorzka prawda. Cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa – zalicza Grzegorza Motykę do haniebnego grona fałszerzy prawdy historycznej w swoich publikacjach. Nie on jeden. Powodem tego jest m.in. powoływanie się przez niego na inne fałszywe publikacje ukraińskie, bez sprawdzenia opisywanych w nich zdarzeń w oderwaniu od faktów. To samo czyni pan Paweł Bohdanowicz powołując się na Grzegorza Motykę jako źródło. W ten sposób powiela się fałsze historyczne, często celowo.

  13. Aztek_Anonim Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 20:28

    W roku 1939 równie obiektywne co prasa banderowców, gazety sowieckie świętowały wyzwolenie Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy spod okupacji wstrętnych polskich jaśnie panów. Jeśli prasę UPA brać poważnie to trzeba też przyjąć na poważnie to co wypisywała prasa sowiecka jesienią 1939 roku. A więc idąc tym tokiem rozumowania w roku 1939 Zachodnia Ukraina i Zachodnia Białoruś bez wątpienia były wdzięczne Ojcu Narodów, Wielkiemu Sternikowi za przylączonie do Bratniej Rodziny Radzieckiej i za
    kres tego okropnego panowania polskich faszystów.

  14. Ryszad Felsztyński Odpowiedz

    19 sierpnia 2017 w 23:37

    Napisze tak ! nie wiem jak to skomentować po prostu sam nóż się otwiera w kieszeni, Na Portalu Fronda przeczytałem opis spotkania mieszkańców z jednej wioski na Wołyniu , ludzie szukali miejsc pochówków swoich najbliższych , stara banderówka uczestniczka tych pogromów na Polakach , skomentowała na koniec to tak – my was mordowaliśmy, okradaliśmy i dalej chodzimy w błocie w kufajkach jak dziady, wy wtedy byliście jak pany i teraz nimi jesteście , chodźcie napić się herbaty! . Jak określić takie postepowanie ? tak nawet nie postępują zwierzęta, Rosjanie wymordowali więcej Polaków ale robili to tylko i wyłącznie na rozkaz władzy w wypadku Polskich Kresów tego rozkazu nie trzeba było wydawać wielu Ukraińców i Ukrainek robiło to z ochotą, zasadne jest pytanie czy to aby na pewno są ludzie ?. ps . tekst który przytoczyłem mogłem przeinaczyć ale jestem pewien że sens jest taki jak opisałem. Przez 13 lat pracowałem z rosyjsko jezycznymi na statkach i takiej pogardy jaką okazywali inni ruskojęzyczni tym z zachodniej Ukrainy nie mogłem zrozumieć teraz już wiem dlaczego

  15. jozef lll Odpowiedz

    20 sierpnia 2017 w 01:52

    Ostatni raz wchodze na K24. Tego juz nie da sie czytac

  16. Stanisław Odpowiedz

    20 sierpnia 2017 w 01:53

    W dokumentach z lat 43-44 nie używano terminu ludobójstwo, gdyż do powszechnej świadomości zaczynało docierać pod koniec lat 40-ych. Do języka prawnego weszło w 1948.

  17. tagore Odpowiedz

    20 sierpnia 2017 w 11:47

    Bardzo realne ,że ten temat zastępczy ,czyli zbrodnie OUN-B przestanie zaciemniać w oczach Polaków rysującą się coraz mocniej realność. Perejasławia bis.
    Obroty handlowe z Rosją rosną ,rosną rosyjskie inwestycje na Ukrainie,a ukraińscy oligarchowie przekonują się ,że zbyt bliskie kontakty z UE szkodzą ich interesom i trwałej kontroli nad krajem.Taki układ zawieszenia Ukrainy
    zadowalał by Moskwę i Berlin.Wypada teraz dla realizacji tego zmęczyć i skrwawić społeczeństwo ukraińskie zmuszając do emigracji kłopotliwych lub ich przekupując.
    Wroga nam Ukraina ,sojusznik Niemiec zgodnie z założeniami genezy traktatu Brzeskiego powoli staje się faktem.

  18. Basia Odpowiedz

    20 sierpnia 2017 w 11:52

    Z powodu publikacji na kresy24.pl materiałów zbrodniarzy z upa i publicznego propagowania ideologii banderowskiej, a także próby świadomej podmiany pojęć i wmawiania jakiejś „tragedii wołyńskiej”, zamiast nazwania sprawy tym czym była czyli ludobójstwem Polaków na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej na miesiąc ogłaszam bojkot tego portalu. Nawołuję innych do uczynienia tego samego. Może to przyniesie redaktorom jakieś otrzeźwienie w tym co robią? Bo tak nachalna ukraińska i banderowska propaganda jest już nie do zniesienia.

    Jestem pewna, że mój komentarz nie zostanie opublikowany, gdyż banderofilska cenzura na to nie pozwoli.

    • Mariusz Odpowiedz

      23 sierpnia 2017 w 17:20

      zgadzam się co to ma być ?? !!

  19. Kicia Odpowiedz

    20 sierpnia 2017 w 14:17

    Panie Felsztyński,tak było w Ostrówkach na Wołyniu. Była to relacja dr Leona Popka . Mój 1 komentarz ,,zaginął,,.

  20. black flag Odpowiedz

    20 sierpnia 2017 w 17:00

    ,,, z powodu problemow w tym kraju odnosnie pomnikowi i histori tych pomnikow , przygotowuje sie do walki z tutejszymi klamcami histori. Polska i Kresy prosze poczekac na moj powrot , first thing is first jak tu mowia ,,,bye

  21. adm Odpowiedz

    20 sierpnia 2017 w 19:12

    rozkaz upa:
    http://www.dziennikwschodni.pl/hrubieszow/mordowac-kobiety-i-dzieci-dokumenty-upa-znalezione-w-chocholowie-zdradzaja-tajemnice,n,1000184258.html
    jest tego dużo więcej , wystarczy poszukać

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      20 sierpnia 2017 w 22:45

      Człowieku!!!

      Przecież to są właśnie te brednie, o których piszę we wstępie. Pokazywali w telewizji (i w Internecie też) ukraińskie czasopismo dla dzieci „Mali przyjaciele” jako instrukcję, jak mordować Polaków.

      NIE BĄDŹMY NARODEM DEBILI !!

      • tagore

        23 sierpnia 2017 w 08:59

        Czyli w znalezisku były tylko „Świerszczyki” dla dzieci o bogobojnej treści?

      • Paweł Bohdanowicz

        23 sierpnia 2017 w 19:25

        @tagore

        W tym problem, że zamieciono wszystko pod dywan. Podejrzewam, że były tam ważne dokumenty o wypadkach na Chełmszczyźnie w 1942 roku i dlatego nie publikuje się niczego. Mam nadzieję, że niczego nie zniszczyli.

  22. Kres Odpowiedz

    20 sierpnia 2017 w 21:12

    Jak czytam takie wypociny jak tego pseudo dziennikarzyny, który opisuje „bohaterskie” czyny band upa i niejakiego „bohdanowicza” to zastanawiam się co oni zażywali i zażywają, że mają takie odloty?

  23. Mike Odpowiedz

    21 sierpnia 2017 w 17:45

    Ale sie Banderowicz spusał, już kocham upowskich bandytów którzy nabiaja dzieci na pal.

  24. OTO Odpowiedz

    21 sierpnia 2017 w 21:14

    Prawda jest taka że UPA mordowało głównie dzieci i bezbronne kobiety bo mężczyźni poszli na front.

    • observer48 Odpowiedz

      22 sierpnia 2017 w 01:32

      Mężczyźni zostali wywiezieni wgłąb Sowietów albo przez nich wymordowani, a większość tych, co przeżyli wywieziono na przymusowe roboty do Niemiec, chyba że prowadzili gospodarstwa rolne oddające kontyngenty dla Niemiec.

  25. Karol Karolak Odpowiedz

    21 sierpnia 2017 w 23:25

    Wygląda na to że Polacy sami się wymordowali na złość tzw. ukraińcom . Strasznie podły i zawzięty jest ten naród . A wszystko to po to aby nabruździć kochającym pokój szlachetnym ukraińcom .
    I tak się zastanawiam co za podły i nieszczęsny musi byc ten ukraiński naród który zbrodnie uważa za cnotę i bandytom stawia pomniki.
    Jeśli chcecie szacunku to zacznijcie szanować siebie .

  26. Viola Odpowiedz

    22 sierpnia 2017 w 01:39

    Cóż, to co pisano w prasie OUN-B nie musi świadczyć o braku świadomości piszących o masowych mordach na polskich chwilach popełnianych przez oddziały zbrojne kontrolowane przez ukraińskich szowinistow. Nawet Niemcy nie chwalili się Treblinka w swojej prasie. Plany czystej etnicznych jeśli byly to musiały być tajne. Bowiem zdawało sobie sprawę z reakcji opinii publicznej wolnych narodów. Polaków w tych strasznych czasach mordowaly różne grupy prześladowcow.Mozliwe, że wiele mordów przypisywanych UPA było przeprowadzona przez kogoś innego. Tym niemniej masowe i planowe mordy na Polakach były dokonywane przez członków Wolynskich oddziałów kontrolowanych przez OUN-B Pivnich. Autor ma rację, że nie znaleziono dokumentów świadczących o wydanych rozkazach jednoznacznie wskazujących na chęć całkowitego wyniszczenia Polaków. Tyle, że w odróżnieniu do struktur URL budowanych przez Szymona Petlure, nie ma dokumentów by sprawcy pogromow byli karani. Raczej wręcz przeciwnie. A zatem niewykluczone, że przywódcy OUN-B swe ludobójstwo już wtedy postanowili ukrywać nie tylko przed światem ale i ludnością ukraińska, która przecież wcale nie masowo popierala politykę OUN-B… Nawet przejęcie (kradzież) popularnej nazwy UPA od bulbowcow świadczy o małej rozpoznawalności OUN…

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      22 sierpnia 2017 w 13:21

      Chodziło o pokazanie, że nie propagowano wtedy zbrodniczej ideologii. Czy były, czy nie było tajnych rozkazów, to zupełnie inny temat.

      • Viola

        23 sierpnia 2017 w 00:20

        Ma pan rację. Oznaczać to może, mieli świadomość iż swoim radykalizmem nie przeciągnąć ogółu społeczeństwa ukraińskiego. Bowiem mordowanie niewinnych ludzi kompromituje a nie buduje kapitał polityczny. Według niektórych publicystów ukraińskich poparcie dla OUN-B sięgało 2 %. Przecież ludzie widzieli co się dzieje. Rozmawiałem przed laty z Ukraińcami z Podkamienia. Niektórzy czynnie pomogło uciekinierom z rzezi urządzonej Polakom ukrywającym się w pobliskim klasztorze przez oddział UPA… Za takie akty dowództwo oddziału UPA karało podobno śmiercią…Co innego słowo pisane a co innego praktyka…

      • Paweł Bohdanowicz

        23 sierpnia 2017 w 19:31

        @Viola

        Moim zdaniem nikt tam nad niczym nie panował. Kontakt z terenem bardzo słaby. Gdzieś czytałem, że na cały Wołyń UPA miało tylko jedną radiostację.

        Okrucieństwo Polaków w tym konflikcie było takie samo, a niekiedy większe. Jedni dowódcy nawoływali (np. rozkaz „Chrina”, choć to było później, nie na Wołyniu), żeby oszczędzać cywilów, inni mordowali. Pono najgorsza była „czerń”.

      • Paweł Bohdanowicz

        23 sierpnia 2017 w 19:34

        @Viola
        …a po naszej stronie BCh i luźne samoobrony.

    • tagore Odpowiedz

      23 sierpnia 2017 w 09:05

      @Viola Nie ukradziono nazwy UPA ,przejęto całą organizację zabijając petlurowskich oficerów i ludzi lojalnych wobec Borowca.OUN -B wykorzystało sytuację w której petlurowcy zaprosili ich do współpracy i wspólnych szkoleń ludzi.Ciekawe poco przetrzymywali ,a w końcu zabili żonę Borowca.

  27. Jan Odpowiedz

    24 sierpnia 2017 w 12:33

    Jak można pisać takie idiotyzmy!!!! Za chwilę dowiemy się z nowej upaińskiej historii, że upa broniła Polaków przed mordami dokonywanymi przez bandy AK, a „polscy” politycy przyklasną tej „historii”, tak jak dzisiaj będą klaskali Polskiemu Wojsku maszerującemu w Kijowie przy dźwiękach hymnu bandytów z UON-UPA. A tutaj prawdziwa relacja opisująca LUDOBÓJSTWO DOKONANE PRZEZ BANDYTÓW Z BAND UPA niepoprawni.pl/blog/slawomir-tomasz-roch/rzez-kolonii-gleboczyca-na-wolyniu

  28. Komentator Odpowiedz

    30 sierpnia 2017 w 12:40

    Pismo UPA nie wspomina nic otwarcie o mordach na Polakach dokonywanych od lutego 1943 roku, czy jak niektórzy wolą – marca 1943 roku. Ogółem piszą o bitwach z Niemcami, Sowietami oraz polskimi bandami oraz, że niszczyli bolszewickie gniazda w polskich koloniach. Nie ma nic słowem, że atakowano polskie wsie i mordowano całą ludność. Dokumenty UPA zawierają wzmianki o mordowaniu Polaków – są podpisywane jako niszczenie wsi współpracujących z Niemcami i bolszewikami, czyszczenie z Polaków lub likwidowanie Polaków od małego do starego. Oficjalnie prasa UPA nic o tym nie pisała, pytanie – czemu? Słusznie ktoś zauważył, że obala to teorię Wjatrowycza. Skoro było tak jak Wjatrowycz pisze o wojnie polsko-ukraińskiej to przecież prasa UPA by o niej wspominała i mówiła, że trwa wojna z Polakami i są obustronne mordy oraz oskarżałaby ostro stronę polską. W prasie UPA nie ma nic o tym, jest tylko o walce z Niemcami, Sowietami i polskimi bandami.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      1 września 2017 w 17:05

      Nie ma ani żadnych zachęt do napadów, ani usprawiedliwiania tych napadów. Ale wyraźnie mówi się o walkach z Polakami, z oddziałami sowiecko-polskimi i z pomocniczymi oddziałami polskimi w służbie Niemców. NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, NIECH PAN CZYTA UWAŻNIE.

      W następnym numerze jest o likwidacji Huty Stepańskiej jako bolszewickiego gniazda. Tam rzeczywiście, ponad wszelką wątpliwość byli banderowcy, ale też straty ludności cywilnej, mimo kilkudniowych walk, były stosunkowo niewielkie. Przepuszczano ludność na wozach i Z samoobrony, i DO samoobrony. Nie wolno było tylko przewozić broni.

      LUDZIE, ALBO CAŁKIEM PRZESTAŃCIE SIĘ TYM ZAJMOWAĆ,
      ALBO STUDIUJCIE SAMODZIELNIE i DOGŁĘBNIE

      PRZESTAŃCIE ŁYKAĆ PROPAGANDOWĄ PAPKĘ

  29. SRTHDFGH Odpowiedz

    8 września 2017 w 20:27

    bohdanowicz milcz obronco mordercow i bandytow

  30. Karol Odpowiedz

    9 września 2017 w 07:38

    Prawda to zgodność z rzeczywistością. A było to tak. UPA przejęła ideologię darwinizmu społecznego głoszoną przez Adolfa Hitlera. Należało zabić wszystkich. To dlatego mordowano polskie kobiety i dzieci. Zupełnie tak samo jak Niemcy mordowali Żydów. Mordercy kobiet i dzieci nie budzą niczyjej sympatii. Poza Ukraińcami. Zostaną sami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *