“Polska tożsamość narodowa jest rozdzielona na sentyment do narodowego państwa etnicznych Polaków lub do wieloetnicznej Rzeczpospolitej – z ukraińskiego punktu widzenia nie jest chyba obojętne, która z tych tożsamości będzie w Polsce dominująca” – pisze historyk Robert Czyżewski.
Ostatnie wydarzenia związane z obchodami rocznicy masakry wołyńskiej z 1943 roku zachwiały polsko-ukraińskim relacjami. Głosy, jakie najczęściej pojawiają się w ukraińskich mediach, cechuje często zaskoczenie i niezrozumienie tego, co się dzieje z zachodnim sąsiadem, którego przecież tak jednoznacznie większość Ukraińców zaklasyfikowała już dawno jako wypróbowanego i pewnego przyjaciela. Zasadniczy problem polega na tym, że przez ostatnie lata kontakty polsko-ukraińskie zostały zdominowane przez jedno z polskich środowisk, którego poglądy uznano na Ukrainie za reprezentatywne dla całego polskiego społeczeństwa.
Co z tą Polską?
Podstawowy polityczny podział w Polsce trwający od ponad dwudziestu lat dotyczy stosunku do tego, co przynosi współczesność. Wezwania polityczne, w których pragnienie roztopienia Polski w europejskim superpaństwie, zderzają się z tradycyjnym w Polsce pragnieniem zachowania niezależności wobec Brukseli, a de facto Berlina. Na poziomie kulturowym mamy z jednej strony fascynację eksperymentami Zachodu z multikulti i genderyzmem na czele, a z drugiej przekonanie, że tego typu eksperymenty są niszczące dla tkanki społecznej, a w związku z tym należy zachować przywiązanie do ustalonego jeszcze w dziewiętnastym wieku kanonu wartości takich jak: tradycyjna rodzina, wiara i patriotyzm. Gdyby zradykalizować bieguny tego sporu to można powiedzieć, że po jednej stronie mamy wielopłaszczyznowy kompleks wobec „nowoczesnego” Zachodu i bezrefleksyjną chęć nadrobienia „zapóźnień”, a z drugiej wyrosłe z tradycji poczucie polskiej wyjątkowości, oraz zagrożenia, w którym antypolska polityka Niemiec ubrała się tylko dla niepoznaki w barwy europejskie…
Na ten podział należy jeszcze nałożyć fakt, że Polska wyszła z sytemu komunistycznego. Z postkomunistycznych układów wyrosła niejedna fortuna i niejedno medialne imperium. Wielu dawnych prominentów przez lata wspierało euro-liberalną stronę polskiego sporu, zdecydowanie lepiej czując się w świecie, w którym tradycyjne pojmowanie dobra i zła, tego czym jest honor, a czym podłość, zostało zastąpione przez miękką narrację postmodernistycznego liberalizmu, w której nie ma wartości i postaw lepszych, a są tylko inne.
Pomimo zmieniających się partyjnych szyldów strona euro-liberalna zachowywała władzę w Polsce niemal nieprzerwanie, a jej wpływy w mediach i biznesie wspierane poparciem ideologicznym Zachodu dawały jej ogrom wpływów nawet w tych chwilach, gdy polscy tradycjonaliści sięgali na krótko po władzę.
Rozkład społecznych sympatii nie był już tak jednoznaczny. Polska jest państwem wyjątkowo homogenicznym, wyjątkowo religijnym, a w Polskiej historii można znaleźć relatywnie mało powodów do wstydu i sporo powodów do dumy. Taki stan społeczny i taką świadomość historyczną kraju nad Wisłą liberalne media uznawały jednak za tymczasowe, przypisując kulturowy tradycjonalizm osobom starszym, gorzej wykształconym i pochodzącym z prowincji. Pogardliwie te środowiska nazywano „moherami” od typowego beretu noszonego przez starsze, niezamożne kobiety.
Stopniowo jednak różnice ekonomiczne między Polską, a starą Europą zaczęły się zacierać, a problem muzułmańskich gett, multiplikowany napływem niekontrolowanych fal emigrantów, zachwiał wiarą w sens multikulturowych eksperymentów. Wchodzące w życie nowe pokolenie Polaków wyrosło bez typowego dla ich matek i ojców kompleksu wobec Zachodu. Paliwo pod euroliberalnym kotłem zaczęło się w Polsce gwałtownie kończyć.
„Dobra zmiana”
Głównym hasłem, pod którym szła po władzę drużyna Kaczyńskiego była „dobra zmiana” – zmiana wielopłaszczyznowa, naprzeciw której stoi świat „starych układów”. W 2015 roku najpierw wybory prezydenckie wygrał popierany przez PIS kandydat, a następnie wybory parlamentarne wygrało bezapelacyjnie Prawo i Sprawiedliwość, zwyciężając nie tylko w tradycjonalistycznej Polsce wschodniej i południowej, ale także w wielu miejscach na ziemiach zachodnich. Skala zwycięstwa umożliwiła PiS samodzielne stworzenie rządu.
Z punktu widzenia dotychczasowych elit polityczno-medialnych szczególnie przerażające jest, to że po roku sprawowania władzy poparcie dla PiS zamiast słabnąć rośnie, a krytyka nowych władz w Warszawie płynąca z Brukseli-Berlina jest wyraźnie nieistotna, a może nawet wywołująca przeciwny skutek. Również z tej perspektywy powinny być czytane różne polskie głosy jakie pojawiają się na Ukrainie. Nie mogąc zaszkodzić w kraju obecnym rządzącym, liberalni publicyści próbują maksymalnie zaszkodzić im na zewnątrz. Aktualny przywódca do niedawna rządzącej Platformy Obywatelskiej określił się sam jako „opozycja totalna”. Dało to o sobie znać choćby podczas (ogromnie ważnego również dla Ukrainy) szczytu NATO. Tuż przed rozpoczęciem szczytu opozycja zgłosiła votum nieufności wobec ministra obrony narodowej, tym samym świadomie osłabiając jego pozycję. Trzeba wciąż pamiętać, że z punktu widzenia owej „totalnej opozycji”, a szczególnie jej intelektualnych i medialnych sterników, przyklejenie PiS łatki „nacjonalistów” i „ksenofobów” jest bardzo pożądane i warto dla tego politycznego interesu poświęcić polsko-ukraińskie relacje. Owi polscy intelektualiści i eksperci przedstawiający się na Ukrainie jako neutralni obserwatorzy, są częścią „totalnej” wojny jaka się w Polsce toczy i wykorzystują swój głos do załatwiania wewnątrzpolskich, a nie polsko-ukraińskich spraw.
Kresy i dwie polskie tradycje
Polscy tradycjonaliści to patrioci; nigdy nie będą neutralni wobec Ukrainy, będą jej zaprzysięgłymi wrogami lub najbliższymi przyjaciółmi. Jest to związane z polską historią, kulturą i tradycją. Polacy widzą się kontynuatorami I Rzeczpospolitej i z tego względu ziemie Ukrainy (ale także Litwy i Białorusi) pozostaną dla nas „Kresami”. Zdecydowana większość ludzi kluczowych dla polskiej historii, żyła na wschód od dzisiejszych polskich granic. Znaczna część miejsc sentymentalnie dla nas niezbywalnych, jest dziś na terytorium naszych wschodnich sąsiadów. Co jednak kluczowe: z powyższych faktów nie wynika (a przynajmniej nie musi wynikać) polski „imperializm” i rewizjonizm terytorialny.
Polacy wyjątkowo cenią pragnienie wolności i heroizm w jej obronie, a także żywią uzasadnione resentymenty wobec Rosji. To właśnie dlatego wydarzenia na Majdanie wywołały tak powszechne poparcie także w środowiskach patriotycznych.
Głosy tych, którzy pamiętają „polskie województwa południowo-wschodnie” i nie mogą wybaczyć masakry na Wołyniu, są oczywiście słyszalne, ale współczesna ukraińska sympatia do Polski, spychała – przynajmniej do tej pory – takie postawy na margines.
W kręgach patriotycznych silne są dziś „jagiellońskie marzenia” o równoprawnym, strategicznym sojuszu Polski i Ukrainy, o międzymorzu skierowanym przeciw niebezpiecznemu moskiewskiemu imperializmowi. Taka polska myśl ma długą tradycję i w pewnych okresach była dominująca. Tacy Polacy szukają na Kresach partnerów do współpracy, a nie przestrzeni do ekspansji, brak im Ukraińców, Litwinów czy Białorusinów, a nie ukraińskiej, litewskiej czy białoruskiej ziemi. Charakterystyczne jest, że przed sarkofagiem Józefa Piłsudskiego, który patronuje tej myśli widnieje na równi polski orzeł i litewsko-białoruska pogoń.
A tymczasem na Ukrainie…
Ku rozpaczy polskich środowisk patriotycznych, szukających zbliżenia ze wschodnimi sąsiadami, w ciągu ostatnich lat Ukraina zdaje się wybierać ze swojej historii i gloryfikować te elementy, które najsilniej dzielą, a nie łączą oba narody. Bo tym jest – z polskiego punktu widzenia – tradycja Ukraińskiej Powstańczej Armii – poddana zresztą dosyć kontrowersyjnemu liftingowi.
Dla poprzednich władz Polskich fakt ten to jednak tylko niemiły, ale peryferyjny zgrzyt, dla żyjącego polską tradycją elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, takie wydarzenia nabierają charakteru o wiele bardziej centralnego. Fotografowanie się polityków czy liderów zespołów muzycznych z emblematami organizacji, które prowadziły radykalnie antypolskie, zbrodnicze działania budzi sprzeciw (nie wiem, na ile uzasadniony, wiem, że zrozumiały).
Polska tożsamość narodowa jest rozdzielona na sentyment do narodowego państwa etnicznych Polaków lub do wieloetnicznej Rzeczpospolitej – z ukraińskiego punktu widzenia nie jest chyba obojętne, która z tych tożsamości będzie w Polsce dominująca. Ta pierwsza jest dla Ukrainy wielkim wrogiem, ale ta druga pierwszym przyjacielem. Wydaje się że polityka ukraińska powinna brać to pod uwagę.
Prawda o PiS
Z ukraińskiego punktu widzenia jest szczególnie istotne, co naprawdę sądzą liderzy rządzącej partii. Warszawski liberalny salon już dawno nazwał PiS nacjonalistami i tego typu wiedzę przekazuje teraz na Ukrainę. Prawo i Sprawiedliwość powstało jako kolejna partia jednocząca to, co w Polsce nazywane jest prawicą. Różni liderzy mają więc różne poglądy reprezentujące dosyć szerokie spectrum przekonań politycznych. Wygląda to na łączenie wody z ogniem, ale w PiS obecne są zarówno sympatie do myśli jagiellońskiej jak i narodowej; warto jednak zaznaczyć, że tragicznie zmarły pod Smoleńskiem prezydent Lech Kaczyński był niewątpliwie przyjacielem Ukrainy, a jego postać niejako patronuje całej partii. W takiej sytuacji najlepiej odwołać się do źródła. Podczas uroczystości upamiętniającej ofiary Wołynia 1943 Jarosław Kaczyński wygłosił krótkie oświadczenie które warto przytoczyć w całości.
Szanowni Państwo, 11 lipca 1943 roku rozpoczęła się zaplanowana przez część dowództwa UPA ludobójcza operacja przeciwko polskim mieszkańcom Wołynia. To nieprawdopodobnie okrutna operacja, a zbrodnie, które tam popełniono są bez precedensu, jeśli chodzi o poziom okrucieństwa. Doszło do rzeczy naprawdę strasznych.
Senat RP podjął w tej sprawie uchwałę – na najbliższym posiedzeniu podejmie także Sejm. W żadnym wypadku i nigdy nie możemy o tym zapominać. Nigdy nie może być tak, by tego rodzaju zbrodnia była pomijana, relatywizowana i określana jako coś mniej istotnego niż to, co wyraża słowo ludobójstwo. To było ludobójstwo i chcę to podkreślić.
Ale chcę też przypomnieć tych Ukraińców, którzy bronili Polaków. Pamiętamy o nich i oddajemy im hołd. Wiem, że bardzo niedawno temu prezydent Ukrainy złożył tutaj wieniec – mam nadzieję, że to dobra zapowiedź. mam też nadzieję, że ukraińscy bohaterowie, którzy walczą dziś, będą nawiązywali do tradycji sprawiedliwych, tych, którzy Polaków bronili i którzy w najgorszym czasie potrafili ocalić ludzką godność, empatię – to wszystko, co czyni nas ludźmi. Dziękuję bardzo.
Osobną sprawą pozostaje, na ile Ukraińcy chcą przyjąć narrację prezesa PiS, ale powinni postawić sobie retoryczne pytania: „Ile głosów PiS straci ze względu na te fragmenty tekstu, które pozwoliłem sobie podkreślić?” oraz „W imię czego lider partii takie akcenty wprowadza ryzykując utratę choćby jednego punktu procentowego poparcia?”
Z ukraińskiego punktu widzenia nie bez znaczenia jest jaką pozycję zajmuje PiS w szerszym kontekście spraw międzynarodowych. Poprzednie polskie władze były przez partię Jarosława Kaczyńskiego i sprzyjających jej publicystów krytykowane za zbytnią uległość wobec Berlina, który wraz z Paryżem postawił – według optyki PiS – na bliską współpracę z Rosją i w związku z tym nie jest wystarczającym zabezpieczeniem przed agresywną polityką Moskwy. Względy polityki zagranicznej pchają PiS w kierunku Ukrainy, jednak w polityce wewnętrznej partia Jarosława Kaczyńskiego musi się liczyć z rozdrażnieniem części elektoratu „banderowską”, tym samym „antypolską” polityką historyczną Ukrainy.
Co na to Ukraińcy?
Ukraina może oczywiście czekać na powrót do władzy polskich liberałów, co jednak nastąpi, jeśli przemiany w Polsce okażą się trwałe? Oprócz tego, jeśli liberalna strona sceny politycznej ma słuszność, to w ogóle należy zakończyć mówienie o relacjach polsko-ukraińskich, bo w przeciągu jednego – dwóch pokoleń wszyscy będziemy przechadzającymi się po galeriach handlowych Europejczykami, a różnić nas będzie tylko język kierowanej do nas reklamy. Jest to wizja pewnego rodzaju końca historii. Niepotrzebny będzie dialog polsko–ukraiński, bo nie mogą go prowadzić ci, którzy już przestali być Polakami, z tymi którzy za chwilę wyrzekną się ukraińskości.
Jeśli jednak jest inaczej – bo narody wciąż będą głównym podmiotem polityki – Polacy i Ukraińcy muszą się sobie krytycznie przyjrzeć.
Kresy i Zakierzonie
Pamiętajmy, że w przeszłości nasi przodkowie żyli wspólnie na kilkusetkilometrowym pasie ziemi leżącej dziś po obu stronach granicy i zrozumiałe jest, że i Polacy i Ukraińcy znajdą wystarczającą ilość argumentów dla takiego lub innego jej poprowadzenia. Polacy częściej używają historycznych map politycznych, a Ukraińcy etnicznych. Wytyczenie aktualnej linii kosztowało wiele krwi i cierpienia. Czy to jest dobra granica? Nie. Ale nie będzie lepszej. Mychajło Werbycki czy Mychajło Hruszewski urodzili się na terenie dzisiejszej Polski i należy powiedzieć wyraźnie, że Ukraińcy mają prawo do sentymentu do miejsc ich urodzenia i do własnych nazw tych miejsc, ale Polacy też mają prawo do sentymentu i własnych nazw dla miejsc rodzinnych Juliusza Słowackiego czy Zbigniewa Herberta. Tyle „polskiego” Lwowa, ile „ukraińskiego” Przemyśla czy Chełma.
Robert Czyżewski
Artykuł został opublikowany w ukraińskim Tyżdniu.
Zachęcamy do komentowania materiału na naszym oficjalnym fanpage’u: https://www.facebook.com/semperkresy/
