
Aleksander Łukaszenka i Władimir Putin/ Fot: AI
Jeśli prezydent USA Donald Trump mówi, że czeka na uwolnienie tysięcy białoruskich zakładników, nie należy kazać mu zbyt długo czekać. Historie Iranu i Wenezueli pokazują, że przeciąganie rozmów z Waszyngtonem bywa dla „wygasających gwarantów stabilności” znacznie bardziej ryzykowne niż szybkie ustępstwa – bo rozczarowanie Donalda Trumpa może mieć bardzo konkretne konsekwencje, zwłaszcza dla tych, których najbardziej interesuje wyłącznie własna nietykalność.
Kanał w Telegramie „Listy do córki” cytuje białoruskiego propagandystę Grigorija Azaronka, który poczynił ostatnio ciekawą obserwację;
„Trump negocjował z Maduro… A rezultatem był atak na Caracas, gwałtowna zmiana reżimu. Trump negocjował z Iranem… Prawdziwym celem było granie na zwłokę, uśpienie czujności ludzi i wprowadzenie ich w fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Rezultatem był atak. Jak myślicie, dlaczego Trump negocjuje z nami? — napisała wschodząca gwiazda reżimowej TV.
Ale zdaniem Kanału, poczyniwszy tę generalnie słuszną uwagę, Azaronok uznał, że nie ma sensu rozmawiać z Trumpem o niczym. A to całkowicie błędny wniosek.
W rzeczywistości jest odwrotnie. Oczywisty wniosek z historii Iranu i Wenezueli jest taki, że jeśli zaczynasz rozmawiać z Trumpem, najlepiej od razu się zgodzić. Nie przeciągać tego. Jeśli Trump mówi, że spodziewa się uwolnienia tysięcy białoruskich zakładników, nie każ mu czekać zbyt długo.
Bo nigdy nie wiadomo, kiedy Trump będzie całkowicie rozczarowany, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zwłaszcza że niektórzy już zawiedli Trumpa….
„Cóż, nie jestem pewien, czy Trump może przynieść korzyści krajom, którym postanowił pomóc, ale udowodnił już, że potrafi wyrządzić szkodę lokalnym gwarantom. I to, należy zauważyć, na wiele różnych sposobów. Oznacza to, że brak dostępu do morza nie gwarantuje bezpieczeństwa żadnemu gwarantowi.
Niektórzy to rozumieją. Dlatego zastanawiali się dwa dni, zanim wyrazili swoje współczucie dla przyjaciela Chameneiego (Łukaszenka -red.). A i białoruska telewizja jakoś nie bardzo współczuje irańskim przyjaciołom. Tam tylko jeden człowiek, Azarenok, współczuje z całego serca.
Ponieważ lekcja irańskiej historii okazała się nie do końca taka, jakiej prawie się nauczyli. Po tym, jak irańskie władze utopiły protesty we krwi, niektórzy, w tym ci, którzy byli świadkami stabilności sił bezpieczeństwa, uznali, że to najważniejsza lekcja Iranu dla nich. Że można zastrzelić trzydzieści tysięcy współobywateli i uniknąć kary. Pomijając, oczywiście, bardzo głębokie obawy. Ale obawy już dawno przestały liczyć się dla „gwarantów stabilności”.
Tymczasem okazało się, że konsekwencje są. I to nie dla twoich pałkarzy — pałkarzy zawsze możesz sobie znaleźć nowych — lecz osobiście dla ciebie. (…)
Bo tak naprawdę tylko to obchodzi wszystkich „wygasających gwarantów”. Nie dobrobyt, nie sankcje ani żadne historyczne dziedzictwo, które kiedyś komuś gdzieś zostawią. To, co po nich zostanie, zupełnie ich nie interesuje.
Ich w istocie interesuje wyłącznie osobista stabilność i osobista nietykalność. Ci, których obchodzi coś więcej, nie stają się „wygasającymi gwarantami”.
wa/t.me/pisma_k










1 komentarz
dobić rosję
4 marca 2026 o 18:57Duma Państwowa Federacji Rosyjskiej. Kto NIE jest skorumpowany w tym parlamencie, zostanie zgłoszony do Nagrody Nobla.