Takimi wyrazami określają Polaków w innych krajach

22 stycznia 2015

Finger-Pointing2.1

Powszechny na świecie obyczaj nadawania sobie ksywek, nie mógł ominąć Polaków. Szczególnie liczne formy by siebie określać, nie używając słowa właściwego wykształciły wraz z Polakami narody na wschodzie. Wydaje się, że im trudniejszą sąsiedzi mieli za sobą historię, tym częściej wyrazy zastępujące nazwę mają charakter pogardliwy. Jeśli natężenie wzajemnych animozji jest nieco mniejsze, zamienniki przybierają częściej charakter żartobliwy.

Zacznijmy od Republiki Litewskiej, gdzie funkcjonuje najwięcej chyba nazw, określających Polaka. Co więcej nasi rodacy odwzajemniają się, o czym jednak dalej. Niektóre z określeń stosowanych na Polaków są wyjątkowo pejoratywne, lub wręcz ordynarne. Pierwsze z nich to „šūdlenkis” (gównopolacy).






Stało się ono odrobinę bardziej znane dla rodaków z Macierzy zainteresowanych losami Wilniuków. Za to określenie bowiem na forum internetowym Europejska Fundacja Praw Człowieka doprowadziła do ukarania autora przed litewskim sądem. Innym także w miarę znanym terminem pozwalający ominąć mówienie o Polakach na Litwie to „tuteišas” (tutejsi).

Termin ten pozbawiony pejoratywnych skojarzeń stosowany był także przez samych Polaków w Międzywojniu. Określał bowiem ludność na wschodzie, która, pozbawiona tożsamości narodowej, posiadając najwyżej regionalną, sama się tak określała.






Na Litwie stosuje się ją jednak wobec świadomych i walczących o swoje prawa Polaków, bardzo często próbując ich rozzłościć. Innym wyrazem jest „šlėkta”, czyli szlachta, to pogardliwe stwierdzenie, które my określilibyśmy jako „paniczyk”. Z tym, że tam brzmi ono z dużo większą dozą pogardy i wiąże się z głównie z Polakami.

To także wyrazy „puslenkis” (półpolak), „nevislenkis” (nie całkiem Polak), czy „paliokas”. To ostatnie to wyjątkowo pogardliwe sformułowanie, biorące swoją nazwę od naszej narodowości, lecz nie w języku litewskim. Ciągnie się od słowa Polak, ale z języka rosyjskiego „Poliak”.

Co ciekawe to nasi bracia mogą się sami wyzywać między sobą, używając określeń „puslenkis, šūdlenkis, šlėkta”. „Ty półpolaku!” – brzmi uroczo. Paliokas to nie jedyne zapożyczenie rosyjskie. Bardzo popularne słowo określające Polaków to „pšekas”. Jego pejoratywność na Litwie to sprawa oczywista, ale na innych terenach nie jest tak w każdym wypadku, lecz dość często.

Określenie to funkcjonuje wszelako na całym terenie byłego Związku Sowieckiego . Odnosi się ono prześmiewczo do polskich części słów, które w uszach miejscowej ludności „brzęczą” i „szeleszczą”. Jednakowoż, jak już było wspominane z tym określeniem można się spotkać, tyleż w znaczeniu bardziej neutralnym, jak i pejoratywnym i pogardliwym. Tak funkcjonuje na Ukrainie, ale także, a może przede wszystkim – w Rosji.

Podobnie jak słowo „Lach”, kojarzone jest głównie z Ukrainą, ale funkcjonowało także na wschodzie poza terenami południowo-wschodnimi. Dziś kojarzy się ono raczej pejoratywnie z Polakiem, jako z wrogiem, z czasów rozruchów i powstań kozackich. Jednak w przeszłości, jako pochodzące od słowa Lech, wcale takie nie było. Po prostu oznaczało ono „Polak”, ni mniej ni więcej.

Zresztą, współcześnie, gdy dominuje słowo „Polak” w negatywnym kontekście określenia „Lach”, zamiennie z Polak używali nacjonaliści ukraińscy. Pojawia się ono w ich piosenkach, gdzie występujemy w roli wrogów. A sprawa, w tym wypadku, tak jak z rzezią w Humaniu i użyciem tam słowa „Lach”, łączy się z nienawiścią zdolną do zabijania.

Poza tym to właśnie kozactwo, w tym krwawym kontekście było dla banderowców wzorem. Równocześnie razem z „Żydem i Lachem”, których obok siebie postawiono w Humaniu, pojawia się ponad półtora wieku później „Moskal”. Tego określenia używali także Polacy w XIX wieku, a na Ukrainie już od pewnego czasu przeżywa prawdziwy renesans.

W Polsce odwrotnie, używa się go rzadko i zastąpił go „ruski”, mający niegdyś zupełnie inne, rodzime znaczenie, bądź „Rusek”. To ostatnie słowo jest jak wiadomo odpowiednikiem słowa „Szwab”, względem określenia Niemca, choć Szwabia jest zaledwie częścią Niemiec, tak jak i Moskwa to nie cała Rosja.

W krajach wschodu występuje stereotyp polskiego pana, rozsławiony najbardziej przez propagandę sowiecką. „Panowie” i „pany”, może też nabierać formę prześmiewczą i pogardliwą, jednak nie zawsze i nie w każdym przypadku tak było, jeszcze przed upopularyzowaniem swoistego kompleksu przez bolszewików.

W tym pejoratywnym znaczeniu oprócz bolszewików mogli go używać również nacjonaliści ukraińscy zaraz obok słów „Lach” czy „przek”. W odwrotną stronę bezpardonowo szło niejednokrotnie określenie „rezun” funkcjonujące również do chwili obecnej.

Pod adresem Ukraińca ze strony Polaka ma ono bez wątpliwości, poprzez promocję stereotypu charakter niezwykle obraźliwy. Bo jakże inaczej czułby się Bogu ducha winny człowiek określony słowem rzeźnik. Zresztą w słowach „rizat” – nieco spolszczone „rezać”, czyli po polsku „rżnąć” widać również doskonale dlaczego wołają na nas „przeki”.

Jednak trudno mieć pretensję wobec używania tego określenia na dzisiejszych zwolenników oraz apologetów ludobójczej organizacji i formacji OUN-UPA, która faktycznie dosłownie zarzynała cywilów. To określenie, które im się jak najbardziej należy. Jednak przeszczepianie go na Ukraińców jako takich jest tyleż błędem, co po prostu brakiem kultury.

Podobnie jak „banderowiec”, czy „neobanderowiec” nie równa się ot tak Ukraińcowi. Bywało jednak, iż to kojarzenie Ukraińców ze zbrodniami banderowców owocowało ze strony Polaków z centrum obelgą. Dokonania bowiem OUN, położyły się niestety cieniem na ludność ukraińską jako taką, zwłaszcza, gdy za PRLu za dużo w tych sprawach nie wolno było wyjaśniać.

Niby rozdzielało się „faszystów ukraińskich” od bratniej ludności ukraińskiej, ale jednak, brak wiedzy oraz dość ograniczona przestrzeń do zgłębiania i popularyzowania tematu dawała swój efekt. Ludzie bowiem mieli swoje wspomnienia. A przekazywano je Polakom z centrum na zasadzie głuchego telefonu.

Sami Polacy z Macierzy słysząc coś, z którejś ręki, bądź nawet z pierwszej, czy widząc okaleczone ofiary mieli konkretny obraz. Oni sami mogli posiadać realne doświadczenia, widząc w akcji rekrutów ukraińskich w armii niemieckiej, poza Kresami.

Ponieważ ci ostatni wsławili się też, tyleż w powstaniu warszawskim, co dochodziły słuchy o znajomych rekrutach wysyłanych w Bieszczady do walk „z Ukraińcami” – takie właśnie nazewnictwo było niejednokrotnie używane.

W związku z powyższym, w niektórym kontekście powiedzenie niegdyś jakiemuś Polakowi z Kresów Południowo-Wschodnich „Ty Ukraińcu”, miało po II wojnie charakter obelgi. Dziś Związek Ukraińców w Polsce ubóstwiając UPA i określając bohaterów mordów z ich udziałem słowami „Polacy” i „Ukraińcy”, podbudowują ten stereotyp – „Ukraińca – rezuna”.

Jednocześnie rzecz jasna nad efektami „popłakując” i sygnalizując wzrost polskiej nietolerancji i stereotypów. By zamknąć temat ukraiński trzeba wspomnieć, iż z Rosji po byłych republikach na Ukraińców rozszerzyło się inne określenie „chochoł”. Czyli jak wiadomo, stwór ze słomy, ukraińskie dorodne czarnoziemy i uprawa zboża.

Najbogatszy zestaw określeń mają jednak Polacy dla sąsiadów z północy, czyli dwu-trzy milionowego narodu, którego administracja utrudnia im życie tak jak tylko się da. No właśnie, dziś funkcjonuje pojęcie „Litwini”, które wielokrotnie mylone jest z Litwinami mickiewiczowskimi, historycznymi. Choć de facto ich potomkami są współcześnie właśnie dyskryminowani litewscy Polacy.

Poprzez stałą politykę szykanowania przez Litwę Kowieńską, która miała swój początek już po pierwszej wojnie światowej, oraz pozwolenie przez Polaków, by określenie „Litwin” zostało właściwie zawłaszczone – nabrało ono cech pejoratywnych. Ale nie w Polsce rzecz jasna, lecz wśród rodaków na Litwie.

Uwielbiają oni naszego wieszcza, który o Litwinach pisze bardzo pięknie, jednak za określenie „Litwin”, albo nawet „polski Liwin” mogą się obrazić. Trochę to paradoksalne, ale właśnie tyle przyniosły konflikty.

Ci, którzy to dostrzegali, widząc jednocześnie dziedzictwo polsko-litewskie zaczęli opracowywać określenia, które wyodrębniłyby Litwinów, posługujących się bałtyckim litewskim, od mickiewiczowskich Litwinów, czyli Polaków i Białorusinów. Oddaje ono niekiedy też tych Litwinów, którzy traktują jako rzecz niezbędną dla swojej tożsamości agresywny antypolonizm.

Określeniem, które w wielu wypadkach funkcjonuje i którego używa niejednokrotnie sam autor tekstu jest „Lietuva” i „Lietuvis”. Jednak jego „poprzednika” używał już Feliks Koneczny „Letuwa”, „Letuwin”. To, jak wiadomo zapożyczenie z języka bałtolitewskiego od słowa Litwa, które przybiera znaczenie pejoratywne, na kraj, czy ludzi, którzy właśnie, antypolonizmem pragną żywić swoją tożsamość.

Obok funkcjonuje także: „bałtyccy Litwini”, bądź znacznie rzadziej „Bałtolitwini”, mające charakter neutralny, a również oddzielające ludność Litwinów bałtyckich od pozostałych. Tomas Venclova, by oddzielić starą tożsamość litewską, związaną z Polską używa określeń „Starolitwini” i „Nowolitwini”.

W społeczeństwie polskim, wśród tych, którzy również pragną dokonać podziału funkcjonuje określenie „Żmudzini”, które w zasadzie winno określać pewną tylko część ludności północnych sąsiadów. Jest ono bardziej więc robocze i nie do końca trafne. Ale w przeszłości, „polscy Litwini”, czyli Polacy określali język bałtolitewski, jako „żmudziński”, sami odróżniając siebie od Litwinów, władających tym językiem z zupełnie innej grupy.

Jednak starcie etnosów nie nosiło wtedy znamion charakteru powszechnego i miało go dopiero nabrać z pomocą wpływów mocarstw zewnętrznych. To pomimo wszystko nie jedyne określenia, bowiem do pogardliwych należy „Żmugus” (bał. lit. człowiek), „Żmogusy”, które prawdopodobnie jest zdeformowanym pejoratywnym określeniem mającym swój początek w polskim wyobrażeniu właśnie od Żmudzi.

Współcześnie ponoć sami Żmudzini, czują się trochę innymi Litwinami, niż „Lietuvisi”, więc nie raz Polacy z Litwy zwracają uwagę na tę różnicę. To troszkę tak jak z określeniem jankes na Amerykanina, które dotyczyło swego czasu jedynie mieszkańców północy. Dziś natomiast operują nim już nie tylko Anglicy, ale spora część świata. Stosowanie terminów Litwini, Lietuvisi, Litwa, Lietuva często bywa wśród Polaków niekonsekwentne, do czego przyznaje się również sam autor.

Określeniami o większym stopniu pogardliwości są wobec Lietuvisów „Kałykutasy”. To wyraz prześmiewany przez wileńskich Polaków od słowa „kałykutas” czyli w bałtyckim litewskim „indyk”. Gdy się jednak dokona rozbioru za pomocą polskiego słowotwórstwa śmieszą te dwa polskie które się nań składają.

Bardzo wiele lat temu, kiedy już litewscy Polacy mieli do czynienia z tolerancją „lietuvskich” władz wymyślili kawał z pytaniem: Jak się robi indyka po litewsku (lietuvsku)?. Bez kończenia tego kawału niecenzuralnie można sobie wyobrazić czym się go smaruje i nadziewa.

Określeniem negatywnym również na tę samą grupę ludności bywa także „szaulis”, który jest odpowiednikiem „rezuna”, wobec obelgi na Ukraińców, czy właściwego określenia na ukraińskich nacjonalistów. I jegoż tak samo ostrożnie należałoby używać wobec „Bałtolitwinów”, a raczej tylko na kierunku nacjonalistycznych „Lietuvisów”.

Kresowianie wiedzą skąd się wzięło, to niby tylko określenie, które tłumaczy się jako „strzelec”. Chodzi jednak o bałtolitewski oddział, który nad ponarskimi dołami pod Wilnem wymordował pod dowództwem niemieckim 20 tys. Polaków i kilkukrotnie więcej Żydów. Niech nikt się nie zdziwi, więc gdy usłyszy określenia pochodne, w liczbie mnogiej „szaulisi”.

Pojęciem delikatniejszym jest „Labas”, bądź „Labasy”, które wzięło się od przywitania w języku bałtolitewskim i to już raczej forma żartobliwa, niż obraźliwa z przymrużeniem oka. Można go używać, tak jak określeń „makaroniarz” wobec Włocha, czy „żabojad”, wobec Francuza.

Zresztą wobec tego ostatniego Anglicy używają określenia „frogs” czyli po prostu żaby. Nie ma gwarancji, że żaden z przedstawicieli tych narodowości się nie obrazi, bo bywa różnie z kontekstem i poczuciem humoru u ludzi. Bo nawet niemieckie imię Fritz, może okazać się obraźliwe dla Niemców, ponieważ zastąpiło w czasie wojny, nawet w propagandzie Anglikom i Amerykanom naszego „Szwaba”.

Sami Niemcy wobec Anglików używają określenia „Inselaffe”, „wyspowe małpy, wyspowa małpa, małpa z wysp” i niejednokrotnie uważają, iż to baaardzo dowcipne. Wydaje się jednak, że Fritz jest jednak zdecydowanie łagodniejszy, choć miał również znaczenie prześmiewcze i pogardliwe tak jak frontowe anglosaskie „Tojo” na określenie Japończyka.

Szkoda, że w języku polskim i sąsiednich na wschodzie nie ma więcej określeń bardziej neutralnych, żartobliwych, mniej pejoratywnych. Na Czechów mówimy „pepiki”, „pepiczki” od naszego subiektywnego wyobrażenia o ich języku.

Czesi nie są dłużni mówiąc na nas „psionki” (ew. „psiątki”), które to określenie nie ma nic wspólnego z psem (Polacy zanim to zrozumieją niekiedy się obruszają.), lecz jest wyobrażeniem „ą” czy „ę” w języku polskim. Nikt się tu wzajemnie nie obraża i jeśli są jakiekolwiek polsko-czeskie animozje to na pewno nie tutaj.

Tak jak w Australii określa się dowcipnie samych Australijczyków jako „ozzie”, Nowozelandczyków jako „kiwi”, a Anglików jako „pommy”, „pommie”, „pom”.

To ostatnie najtrudniejsze wytłumaczę. Wzięło się od określeń „prisoner of Her Majesty („Więzień Jego Królewskiej Mości”, a kogóż to Anglicy zsyłali do Australii w kajdanach, oprócz irlandzkich rebeliantów… Cóż Rosjanie mieli Syberię…), lub „prisoner of Mother England”, czyli więzień mateczki Anglii. Dziś to już dość sympatyczne i zarówno Anglików oraz ich kolegów z dalekich stron raczej śmieszy.

„Pommy” funkcjonowało obok „Tommy”. Tak również określano Anglików, co się upopularyzowało od częstego imienia angielskich żołnierzy. To więc kolejny model używania imienia, tak jak niektórzy litewscy Polacy mówią na nas „Jacki”, „Jacusie”, bo tego imienia się u nich nie nadaje.

Jednak skoro mowa o angielskich żołnierzach o imieniu Tommy, to równocześnie funkcjonowało „Redcoat”, czyli czerwona kurtka od charakterystycznego koloru munduru brytyjskich piechurów, znanego na całym świecie.

I choć zastępcze określenia na inne narodowości pochodzą często od cech językowych postrzeganych przez innych, czy stereotypowych narodowych przyzwyczajeń, np. kulinarnych, to równie mocnym jeśli nie mocniejszym piętnem wydaje się być historia.

Szkoda, iż u nas była tak tragiczna i, że nie ma między nami takiego rozładowania emocji, jak w brytyjskiej wspólnocie narodów (Nie porównując z Kresami). Na paradoks zakrawa, że Australia i Nowa Zelandia, de facto kolonie czują się bardziej związane z Anglią, niż dysponenci bliższego polskiego Lwowa i Wilna, którym to rządy III RP pojednawczo zostawiły te arcyważne dla nas miasta. Czyżbyśmy mieli do czynienia z wyrazami wdzięczności?

Aleksander Szycht

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

KresPublica jest działem autorskim. Teksty tu zamieszczone są wyrazem poglądów ich autora, podobnie jak moderacja komentarzy do artykułów w tym dziale.

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

15 odpowiedzi Takimi wyrazami określają Polaków w innych krajach

  1. longinus Odpowiedz

    23 stycznia 2015 w 11:29

    Ja spotkałem się z określeniem Litwoki z ust żołnierzy wileńskiej AK. Kojarzy się to jak sądzę z Litwakami,czyli kresowymi Żydami.

  2. olo Odpowiedz

    28 marca 2015 w 12:08

    nie nasza sprawa

  3. Slezan s Polska Odpowiedz

    23 maja 2015 w 22:16

    „dysponenci bliższego polskiego Lwowa i Wilna, którym to rządy III RP pojednawczo zostawiły te arcyważne dla nas miasta.” żaden problem panie AS. Proszę ostrzyć szable, łatać gacie, siodłać kota i na Lwów!!!! Obrzydliwe…. już nawet nie ziomkostwo, ale zwykły rewizjonizm. Czekam aż oddacie Niemcom Szczecin.

    • bajer Odpowiedz

      3 października 2015 w 12:14

      Szanowny Hanysie!Zważ,że Polska nie zabierała Niemcom Szczecina,Wrocławia itd.a maiasta te zostały nam przydzielone,w wyniku ustaleń Wielkich mocarstw,a zaakceptowane przez Niemcy.Z Kresów,Polacy zostali w y r u g o w a n i,wbrew swijej woli.Poniał?

    • kolo Odpowiedz

      11 lutego 2017 w 10:34

      A z jakiej racji Szczecin niemcom? proszę się uczyć historii i pisać zgodnie z prawdą a nie bajki ,proszę o merytoryczne podstawy tego uproszczonego myślenia w pańskim wydaniu.

  4. trampu Odpowiedz

    6 listopada 2015 w 12:10

    Jeśli wierzyć historii,tej oficjalnej to przynajmniej do Grunwaldu wojska litewskie nie miały żadnych szans z konfrontacją z Zakonem.Gdyby nie pomoc militarna Rzeczpospolitej udzielana Wielkiemu Księstwu po koronacji Jagiełły,Litwa mogła by podzielić los Żmudzi,Prusów.Już po Grunwaldzie w czasach walk polsko-rosyjskich,wystarczyły 2-3 horągwie Rzeczpospolitejprzy wojskach litewskich,aby rosjanie podali tyły.I tak się nam za to odwdzięczają.

  5. trampu Odpowiedz

    6 listopada 2015 w 12:16

    Przepraszam za błąd,powinno być:…walk litewsko-rosyjskich,zamiast polsko-rosyjskich.

  6. qbba Odpowiedz

    27 listopada 2015 w 10:24

    beznadziejnie napisany artykuł…

  7. józef III Odpowiedz

    9 lutego 2016 w 09:31

    dwie uwagi : „chochoł” w tym przypadku to nie kukła słomiana ale rosyjski (moskiewski) opis / reakcja na kozackie „czuby” – chachły ; „kałakutas” – to wileńska reakcja na pióra, na czpkach litewskich (lietuviskich) żandarmów, którzy pojawili się w okupowanym Wilnie

  8. Jacek Zathey Odpowiedz

    22 lutego 2016 w 21:26

    Znane mi pogardliwe określenia:
    RAC – Węgier o Serbie
    TOTH – Węgier o Słowaku (Toth nem ember= Słowak nie człowiek)
    PSZONEK – Czech o Polaku
    BOCHE (Bosz) – Francuz o Niemcu (sale Boche = brudny Szwab)
    POLACKE – Niemiec o Polaku
    KASZTAN – Polak o Austriaku
    CHACHAŁ – Polak i Rosjanin o Ukraińcu
    BRUDAS – Polak o Turku
    PEDOFIL – Polak o Belgu
    POTRUGAŁ – Polak o Portugalczyku

  9. polonista Odpowiedz

    12 października 2016 w 05:44

    Dlaczego „przek”, a nie „pszek”? Zgodnie z zasadami transliteracji z języków pisanych cyrylicą, należy pisać „pszek”.

  10. Ggggjj Odpowiedz

    13 grudnia 2016 w 16:41

    Co za brednie, które z tych określeń jest obrazliwe ???szlachta ????lech, lachy, laszki ??? Czyżby autor o obco brzmiącym nazwisku nie chciał aby Polacy wiedzieli skąd się te okreslenia wzięły??? Powinniśmy być wdzięczni Ukraińcą czy Rosjaną, że chociaz oni wiedzą i pytajcie się ludzie ich o to . Kiedy mówią na nas Lachy, Lechy powinniśmy być dumni.

  11. Pepa Odpowiedz

    22 stycznia 2017 w 20:21

    Pepik nie jest od wyobrażenia o czeskim języku… To po prostu czeski skrót od imienia Józef.

  12. macpol Odpowiedz

    7 marca 2017 w 15:09

    Panie Szycht! Poczytaj trochę kronik boś piszesz takie głupoty, że głowa boli.

    • Pawel Odpowiedz

      18 marca 2017 w 01:12

      do macpol – proszę wykaż się i napisz lepszy artykuł, a przynajmniej wejdź w polemikę i pokaż autorowi błędy. A tak, to troling. Bardzo fajny artykuł. Gratulację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *