serwis wschodni

Polscy urzędnicy zdradzili KGB tajne dane!

Polscy urzędnicy zdradzili KGB tajne dane! Z Polski do białoruskiego KGB wyciekły setki danych o transakcjach Białorusinów w naszym kraju - alarmuje Gazeta Wyborcza. Teraz białoruska bezpieka szantażuje tymi informacjami swoich obywateli i pracowników polskiego konsulatu w Grodnie.

Do "Gazety" zgłosił się mieszkaniec Grodna, prosił o anonimowość. Jest mrówką - jak tysiące Białorusinów trudni się drobnym handlem, towary kupuje w Polsce i sprzedaje na Białorusi. W lipcu br. dostał pismo z urzędu celnego w Grodnie, który powołując się na informacje od białoruskiego KGB, zarzucił mu, że prowadzi nielegalną działalność. Do pisma, którego "Gazeta Wyborcza" ma kopię, załączono szczegółowy wyciąg ponad 200 transakcji zwrotu podatku VAT, który legalnie otrzymał w Polsce, wywożąc towar za granicę.

Przy każdej transakcji podana była data, polska sygnatura i rodzaj towaru. Dane dotyczyły lat 2004-09. Mogły pochodzić wyłącznie ze źródeł w Polsce - piszą Andrzej Poczobut i Wojciech Czuchnowski w "Gazecie Wyborczej".

- W KGB oznajmiono mi, że prowadziłem działalność gospodarczą i uchylałem się od płacenia cła przy przewożeniu towarów z Polski - mówi grodnianin, który przez granicę woził wiertarki, obuwie, piły i kawę. Nigdy nie przekraczał zgodnej z prawem normy przewozu towaru. Jak każda mrówka, nadrabiał liczbą przejazdów. Teraz musi zapłacić zaległe cło. Wraz z karnymi odsetkami to... 90 tys. dolarów. A wszystko dzięki dokumentom, które KGB uzyskało z Polski - pisze "Gazeta Wyborcza".

Wieść, że Polska przekazała Białorusi dane o zwrocie VAT, błyskawicznie rozeszła się wśród grodzieńskich mrówek. Z informacji "Gazety" wynika, że wezwania do KGB i urzędu celnego dostało już kilkadziesiąt osób. Wszystkim przedstawiono dowody ich transakcji w Polsce.

- Ludzie boją się jeździć do Polski. A przecież nic złego Polsce nie zrobiliśmy, wręcz odwrotnie - kupowaliśmy polskie towary - mówi Edward, który od siedmiu lat jest mrówką. Nie zgadza się na miano przemytnika. - Działaliśmy w ramach przepisów - mówi.

"Gazeta" próbowała ustalić, która z polskich instytucji przekazała materiały do KGB. W Ministerstwie Finansów powiedziano, że nie pochodzą one ze służb skarbowych i celnych - jedynych, które mają zbiorczy wykaz takich danych. Sprawdzano to szczegółowo m.in. w urzędach skarbowych w Lublinie i Białymstoku, gdzie mieszkańcy Grodna dokonują większości zakupów i otrzymują zwrot VAT.

"Umowa z Białorusią nie przewiduje przekazywania dokumentacji przeprowadzania operacji zwrotu VAT przez polską Służbę Celną. Strona białoruska zwraca się od kilku lat z takimi prośbami do Ministerstwa Finansów. Na podstawie prawa międzynarodowego Ministerstwo Finansów za każdym razem odmawia udzielenia odpowiedzi. Operacja zwrotu podatku VAT nie jest procedurą celną, a zatem nie może zostać przekazana w trybie administracyjnym" - zapewnia rzeczniczka resortu finansów Magdalena Kobos. Ministerstwo podkreśla, że postara się wyjaśnić, "czy i w jaki sposób takie informacje mogły trafić do osób niepowołanych".

"Gazeta" próbowała się dowiedzieć, czy polska instytucja, do której KGB zwraca się o dokumenty, powinna powiadomić ABW. "Instytucje państwowe nie mają takiego obowiązku" - odpisała rzeczniczka ABW ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska. Dodaje jednak, że "jeśli przedstawiciele wspomnianych instytucji stwierdzą, iż jakiekolwiek okoliczności takiej wymiany informacji mogą wiązać się z zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa bądź mają znaczenie z punktu widzenia ustawowych obowiązków ABW, mają obowiązek o takim fakcie poinformować".

"Okoliczności", o których wspomina rzeczniczka, właśnie wystąpiły - pisze "Gazeta". Wszystko wskazuje bowiem, że informacje o zwrocie VAT wydostały się z Polski nielegalnie, chroni je bowiem tajemnica skarbowa. Ponadto z rozmów "Gazety" z mieszkańcami Grodna, którzy przeszli przez przesłuchanie w KGB, wynika, że białoruskie służby wykorzystują otrzymane z Polski informacje nie tylko do zwalczania mrówek naruszających przepisy podatkowe i obrony białoruskiego rynku przed towarami z Polski.

Rozmówcy "Gazety" opowiadają, że przesłuchujący ich funkcjonariusze obiecywali umorzenie postępowania bądź rezygnację ze ściągania cła w zamian za informacje o polskich urzędach celnych. - Interesowało ich, jak działa polski i białoruski urząd celny, czy ktokolwiek z celników po polskiej bądź białoruskiej stronie bierze łapówki. Kto się z kim przyjaźni - opowiada jeden z drobnych handlarzy.

Z kolei na przesłuchania do białoruskiej milicji finansowej (Departament Dochodzeń Finansowych Komitetu Kontroli Państwowej) wzywano też obywateli Białorusi pracujących w dziale wizowym Konsulatu Generalnego RP w Grodnie. Formalnym powodem były jakoby nieprawidłowości przy wydawaniu wiz. - Naprawdę chodziło o zastraszenie naszych pracowników - uważa jeden z konsulów.

Tematem stale poruszanym w trakcie przesłuchania były wyjazdy pracowników konsulatu na zakupy do Polski. Przesłuchujący funkcjonariusz wiedział dokładnie, kto, co i kiedy kupił w Polsce. Tu również źródłem było KGB.

- Ta informacja może być wykorzystana do szantażu, skandalem byłoby, gdyby została udostępniona przez stronę polską - mówi "Gazecie Wyborczej" urzędnik konsulatu.

Cały artykuł Andrzeja Poczobuta i Wojciecha Czuchnowskiego w sobotniej Gazecie Wyborczej.

Źródło: GW

komentarze (6)

skomentuj tę wiadomość (nowe komentarze pojawiają się po zatwierdzeniu przez moderatora)
wypełnij formularz (wszystkie pola są wymagane)








Kresowiak z Grodna, 8.11.2009, 11:14:53

Szanowni Panstwo! Poco te wszystkie wasnie i przepychanki na tym portalu! Wszystkim dawno wiadomo, ze ABW i KGB ze soba wspolpracuja, agenci spotykaja sie ze soba z roznych okazji popic, pochulac i panienek pociskac. Czy myslicie Panowie, ze dawni PRLowscy UBecy znikneli na zawsze? Jestescie w wielkim bledzie! Skoro tej informacji o obywatelach Bialorusi domagalo sie KGB, to ja oni i otrzymali od swoich kolesi po fachu z ABW. Zawsze tak bedzie, poki polacy niezmadrzeja, ze wszystkich, bez wyjatku, dzialaczy sluzb specjalnych "razwiedki" i nie tylko trzeba rozliczyc i osadzic i zabronic do konca zycia sprawowania jakiegokolwiek urzedu w Panstwie Polskim. A jezeliby ktory osmielil, mimo zakazu, pchac sie na takie stanowisko, to nalezaloby go zlapac i osadzic na dozywocie, tak jak oni w swym czasie osadzali polakow i skazywali na smierc, wysylajac do Rosji.

Anna, 7.11.2009, 23:26:40

Nie, to jakiś nawiedzony świr z Częstochowy. Pamiętam, że kiedyś się już tu chyba produkował. Myślałam, że się przewrócę ze śmiechu jak to czytałam. Pisze po 10 komentarzy na raz, na wszystkich możliwych forach. Wszystkie w jednym stylu: Borys - zła, Łukaszenka - dobry, KGB jest OK, a w Polsce są sami zdrajcy i tylko on zna prawdę ostateczną. Ciężki przypadek.

mark, 7.11.2009, 23:20:39

Ten WD to pracownik białoruskiej ambasady,sługa tego kretyna(prezydenta białorusi)

moderator, 7.11.2009, 18:06:03

Dwa komentarze WD nie wpuszczone. W obu używał pan obraźliwych słów, a w jednym dodatkowo nawoływał do odrąbania głowy, już mniejsza z tym komu. A przecież ostrzegałem. Od tej chwili nie ma pan dostępu do komentarzy dożywotnio. I radzę zgłosić się do lekarza.

WD, 7.11.2009, 17:03:42

Czy mój komentarz znowu komuś się nie spodobał? Czy wreszcie zostanie umieszczony, Panie Marku??

WD, 7.11.2009, 16:44:59

Dobrze jest i tak być powinno. Gawin, Borys czy sam Poczobut wraz z Stanisławem Bujnickim powinni wiedzieć, że jest prawo i dobra współpraca pomiędzy strukturami dwóch państw. To oni nie chcą, aby stosunku pomiędzy Polską a Białorusią się olepszyłu, bo wtedy powstaną wspólne polsko-białoruskie komisje śledcze i prokuratorski, a ci za tym idzie setki osób - w tym i politycy polscy staną przed wymiarem sprawiedliwości. Więrzę, że wcześniej czy później Prawda wyjdzie na jaw. Oby, jak najszybciej!