przegląd prasy
Mechanik Wiktor Janukowycz porządzi Ukrainą
Wiktor Janukowycz znów przeżywa swoje wielkie dni. Człowiek, który miał odejść z polityki po skandalach wyborczych w roku 2004, nie tylko nie przepadł, ale został głową państwa.
Już dziś w Kijowie mówi się, że lider Partii Regionów był bardzo skuteczny w swoich działaniach, a w tej skuteczności pokonał nawet amerykańskiego senatora Johna McCaina. Okazuje się, że obaj politycy w swoich kampaniach prezydenckich korzystali z usług tych samych spin doktorów. Prowadzący kampanię Janukowycza Paul J. Manafort jest partnerem tego, który prowadził kampanię McCaina.
Tyle że McCain przegrał z Obamą, a Janukowycz pokazał, że potrafi wygrywać. 59-letni polityk z Doniecka wziął srogi rewanż na pomarańczowych politykach za nieoczekiwaną klęskę, jaką poniósł w roku 2004.
Janukowycz, z wykształcenia mechanik, z zamiłowania hodowca gołębi, do niedawna przypominał typowego ukraińskiego postsowieckiego aparatczyka. Pod wpływem amerykańskiego specjalisty od wizerunku zmienił swój image. Wniósł więcej kolorów do swoich ubiorów, pokazuje się w eleganckich garniturach, unika rubasznych zwrotów. Nie chce przypominać wasala Moskwy.
"Moje dzieciństwo było bied_ne i głodne. Wychowałem się bez matki, która zmarła, gdy miałem dwa lata" - pisze Janukowycz. "Włóczyłem się boso po ulicach i musiałem walczyć o swoje każdego dnia".
Zanim wyszedł na prostą i zaczął pracować w zarządzie regionalnej firmy transportowej w Doniecku, związał się z gangiem i trafił do więzienia za rozbój i napad. W czasie kampanii zarzucano mu, że miał także dopuszczać się gwałtów. Jak sam mówi, pobyt za kratami wiele go nauczył, tam przemyślał swoje życie, bo gdy darowano mu karę w końcówce lat 70., zaczął normalne życie i piął się po szczeblach kariery. W latach 90. trafił do regionalnej polityki, by w 2002 roku zostać premierem kraju rządzonego przez prezydenta Leonida Kuczmę.
Ten ostatni skompromitowany aferami, zwłaszcza podejrzeniem o zlecenie porwania dziennikarza Georgija Gongadze, którego potem zamordowano, ustępował z urzędu, a na swego następcę namaścił Janukowycza. To jego wygrana wywołała bunt opozycji, której najmocniejszymi postaciami byli Wiktor Juszczenko oraz Julia Tymoszenko.
Pod adresem Kuczmy i Janukowycza padały oskarżenia o sfałszowanie wyników wyborów. Pomarańczowa rewolucja przekreśliła szanse na wygraną Janukowycza. Jako polityk został poniżony, tak jak poniżony został Kreml, który go otwarcie popierał. Kolejne lata rządów Juszczenki pokazały, że tej zniewagi Moskwa mu nie darowała - dawała temu wyraz, strasząc odcięciem dostaw gazu czy podburzając separatystów na Krymie.
Janukowycz do dziś jest przekonany, że w 2004 roku - gdy na fali protestów społecznych do władzy doszli Juszczenko i Tymoszenko - prezydenturę skradziono mu sprzed nosa. Zapowiadał swój rychły powrót i dopiął swego.
Co ciekawe, lider Partii Regionów nie ucieka od swojego wizerunku polityka prorosyjskiego. -Łatwiej mi w takiej sytuacji rozmawiać z tymi, którzy bardziej mogą pomóc Ukrainie w kwestiach gospodarczych - mówi, podkreślając, że Rosja jest najważniejszym sąsiadem Ukrainy, z którym nie tylko warto, lecz także należy mieć dobre stosunki. W roku 2008, gdy wybuchła wojna w Gruzji, Janukowycz nie stanął - jak Juszczenko - po jej stronie.- Nigdy nie odrzucam znaczenia wpływu czynnika rosyjskiego na ukraińską politykę. Zawsze musimy brać go pod uwagę - przekonywał.
Janukowycz dodaje jednak, iż także Unię Europejską interesuje bardziej stabilna Ukraina, która mogłaby w takiej sytuacji służyć Moskwie i Brukseli pomocą w koordynacji polityki bezpieczeństwa energetycznego, transportu i ochrony środowiska.
Kampania Janukowycza skupia się na podkreślaniu stabilnych stosunków z potężniejszym sąsiadem. - W trakcie naszej współpracy stosunki między Rosją a Ukrainą stały się silniejsze i bardziej stabilne - podkreślał lider Partii Regionów. Dodawał, że pomarańczowi oszukali cały naród, że tylko on jest w stanie wyprowadzić Ukrainę na prostą.
Kazimierz Sikorski



