przegląd prasy

Wprost

Powrót białych Rosjan

5.02.2010, 14:42:47, Grzegorz Ślubowski

Idą jak gorące bułeczki na Izmajłowie, największym moskiewskim bazarze ze starociami. Popyt na pamiątki z przed 1917 r. gwałtownie wzrasta, bo zapanowała moda na przedrewolucyjną Rosję. Obecna, wywodząca się z komunistycznych czasów elita władzy chce się uwiarygodnić, demonstrując świadectwa swojej arystokratycznej przeszłości. Coraz częściej rosyjskie media spekulują, że Kremlowi zależy na sprowadzeniu do Rosji ostatnich potomków rodu Romanowów, którzy żyją na emigracji. Odżywają też idee samodzierżawia oraz rosyjskiej mocarstwowości.


W St. Petersburgu stowarzyszenie kawalerów orderu św. Maurycego to jeden z najbardziej wpływowych klubów. Należą do niego wszyscy ważniejsi politycy i biznesmeni w mieście. A legitymację z numerem 1 ma pani gubernator Walentyna Matwijenko. Prezes stowarzyszenia, emerytowany pułkownik Grigorij Sidorow, nie ukrywa, że jego członkowie szukają inspiracji w carskiej Rosji. Uroczyście obchodzone są wszystkie rocznice urodzin cara Piotra I i carycy Katarzyny II. Co ciekawe, pułkownik Grigorij Sidorow w czasach sowieckich był oficerem politycznym, kończył kursy marksizmu i leninizmu. Dziś nie uważa tego za powód do wstydu. – Wspólnie z milionami mieszkańców ZSRR odbudowywaliśmy imperium – mówi bez ogródek pułkownik. Tak samo uważa wielu przedstawicieli obecnej elity władzy. Nie jest przypadkiem, że w dzisiejszych podręcznikach historii bohaterami są zarówno ostatni carowie z rodu Romanowów, jak i Józef Stalin. To nie przypadek, że premier Władimir Putin, który de facto rządzi w Rosji, podczas ostatniej transmitowanej przez ogólnorosyjską telewizję konferencji stwierdził, że „Stalin, mimo różnych zbrodni, które popełnił, starał się odbudować potęgę Rosji".

– Chociaż na początku rządów Władimir Putin i jego otoczenie, byli oficerowie KGB, stawiali na odrodzenie radzieckich symboli, to teraz tendencja wyraźnie się odmieniła – mówi „Wprost" historyk Siergiej Wołkow. Przykładów nie trzeba daleko szukać – Wojskowy Sąd Najwyższy zrehabilitował Mikołaja II, ostatniego cara z dynastii Romanowów. Na jeden z najbardziej prestiżowych moskiewskim cmentarzu przy Monastyrze Dońskim pochowano sprowadzone z emigracji prochy gen. Denikina, byłego dowódcy „białej” Armii Ochotniczej, która walczyła z Armią Czerwoną. Tam też spoczywają prochy bardzo dziś popularnego w Rosji filozofa Iwana Iljina. We wszystkich uroczystościach pogrzebowych brali udział przedstawiciele najwyższych władz. Ta zmiana narracji historycznej oddziałuje na masową wyobraźnię Rosjan. W różnych plebiscytach na najpopularniejszą postać Kreml wykorzystuje symbolikę carskiej Rosji, by budować nową wielkomocarstwową ideologię rosyjskiej historii ciągle najwyżej notowany jest pierwszy kosmonauta Jurij Gagarin, ale zaraz za nim są carowie z dynastii Romanowów czy pisarz Aleksander Sołżenicyn. To właśnie dzięki temu ostatniemu zmieniał się też stosunek Rosjan do carskich czasów.

Jak to lapidarnie ujmuje Siergiej Wołkow, „dawniej, kiedy nasza telewizja wyświetlała film o czasach rewolucji, jasne było, że najbardziej pozytywnymi bohaterami będą czerwoni. Dzisiaj nie jest to już takie pewne". Duża w tym też zasługa najbardziej znanego rosyjskiego reżysera Nikity Michałkowa.Ten potomek arystokratycznego rodu Konczałowskich-Michałkowów przez cały okres radziecki wspierał komunistyczne władze, by w czasach rządów Borysa Jelcyna ogłosić się wielkim wyznawcą filozofa Iwana Iljina. Największym sukcesem Michałkowa w tej mierze jest „Cyrulik syberyjski”. Film opowiada historię młodej Amerykanki, która podróżuje po carskiej Rosji. Kraj, który poznaje, to prawdziwa arkadia. Carscy oficerowie to wyłącznie ludzie honoru, a po angielsku mówią nawet więzienni strażnicy. Podobne cechy, lecz już z dużo mniejszą dawką idealizmu, wykazują książki Borysa Akunina. Tu nawet carscy urzędnicy czy sama rodzina panującego mają swoje wady, ale główny bohater Erast Fandorin jest propaństwowcem, który nigdy nie zdradzi cara.

To dzięki takim ludziom jak Michałkow czy Akunin w dużych rosyjskich miastach wyrastają kluby dworiańskie – stowarzyszenia dawnej rosyjskiej szlachty. Przed rewolucją dworian było ponad 1,2 mln. Połowa uciekła na Zachód przed prześladowaniami, a 1/4 została wymordowana. Dzisiaj dawni potomkowie dworiaństwa poza nielicznymi wyjątkami żyją bardzo skromnie, starając się zachować resztki dawnej świetności. Kluby dworiańskie mogą być jednak dobrym interesem. Jest wielu oligarchów, którzy bardzo chcą się pochwalić tytułem szlacheckim, a – jak twierdzi rosyjska prasa – nie kosztuje to zbyt wiele – „jedynie" kilka tysięcy dolarów.

Nikita Michałkow jest swoistym adwokatem wielkiej księżnej Marii Władimirowny uważanej za głowę rodziny Romanowów. To on zabiegał o to, aby Prezydium Sądu Najwyższego Rosji podjęło decyzję o rehabilitacji ostatniego cara, jego żony i pięciorga dzieci rozstrzelanych w 1918 r. przez bolszewików. Pozytywna decyzja zapadła w marcu 2009 r. Wcześniej prokuratura wojskowa odmawiała rehabilitacji głównie dlatego, że nigdy nie było formalnego rozkazu popełnienia zbrodni (co do dziś jest także formalną przyczyną odmowy rehabilitacji ofiar zbrodni katyńskiej). Teraz wielka księżna Maria Władimirowna zabiega o rehabilitację pozostałych członków carskiej rodziny. Jest już pewne, że to nastąpi, tym bardziej że nawet prezydentowi Rosji Dmitrijowi Miedwiediewowi, jak twierdzą media, bardzo zależy na sprowadzeniu do Rosji ostatnich żyjących członków rodziny Romanowów.

– To wyłącznie cyniczna rozgrywka władz – ocenia pozytywne deklaracje wobec carskiej rodziny historyk Siergiej Wołkow. Nie ulega wątpliwości, że Kreml od dawna żongluje ideologią nacjonalistyczną w celu zdobycia społecznego zaplecza. Od dawna także premier Władimir Putin wykonuje wiele gestów, aby zjednać białą emigrację. Ale czy wyłącznie chodzi o gesty? Wielu rosyjskich publicystów uważa, że wielką popularnością wśród rosyjskiej elity cieszy się ideologia samodzierżawia i wyjątkowej roli, jaką Rosja powinna odgrywać w świecie. Nie ulega wątpliwości, że coraz większe wpływy zyskuje na Kremlu filozof i politolog Aleksander Dugin. Do niedawna uchodził za myśliciela niszowego. Dziś jest oficjalnym doradcą premiera Putina. Zdaniem Dugina Rosja to centrum cywilizacji euroazjatyckiej, która przejęła rolę centrum kultury wschodniej od Bizancjum. Co więcej, także w okresie komunizmu Związek Radziecki pełnił funkcję Trzeciego Rzymu. „Socjalizm to zsekularyzowane Bizancjum" – twierdzi Dugin. Dlatego „Rosja może istnieć tylko jako imperium, bez względu na to, czy czerwone, czy białe”. W praktyce Dugin uważa, że polityka zagraniczna Rosji musi być zawsze konfrontacyjna wobec Stanów Zjednoczonych i Zachodu, jest on bowiem wielkim zwolennikiem zbliżenia z Chinami.

Wiele poglądów Dugina, na przykład osłabienie wpływu USA na Europę przez zwiększenie roli francusko-niemieckiego „jądra" UE, roli ONZ i OBWE, znajduje odbicie w polityce kremlowskiej administracji. Koncepcja Dugina „Wschód kontra Zachód” to najbardziej charakterystyczny „antyzapadnicki” projekt we współczesnej rosyjskiej myśli politycznej. Poglądy Aleksandra Dugina w znacznej mierze są zgodne z poglądami wielu Rosjan, którzy przeżyli niewątpliwy szok po rozpadzie imperium, w którym się urodzili i spędzili większość życia. Dowodzą tego także wyniki sondaży przeprowadzonych niedawno przez jeden z rosyjskich ośrodków badań opinii publicznej. Prawie 71 proc. ankietowanych Rosjan uważa, że ich ojczyzna jest częścią cywilizacji euroazjatyckiej, a tylko 13 proc. przyznaje się do atlantyckiej lub zachodniej.

Według Siergieja Wołkowa idee Aleksandra Dugina to nic innego jak kontynuacja tradycyjnej rosyjskiej filozofii słowianofilskiej, podlanej jedynie trochę bardziej współczesnym sosem. Jest tu miejsce także dla Polski i innych krajów tak zwanego międzymorza. Dugin uważa, że Polacy z natury należą do kultury euroazjatyckiej, ale przez swój katolicyzm związali się z kulturą zachodnią. Nie pozostaje nic innego, jak z powrotem wciągnąć Polskę w orbitę wpływów euroazjatyckich, czyli rosyjskich. O

dwoływanie się do arystokratycznego pochodzenia stało się w Rosji modne. Choć wygląda to na folklor i snobizm dzisiejszej elity władzy, w rzeczywistości Kreml sięga do symboliki carskiej Rosji gwoli budowania nowej wielkomocarstwowej ideologii. Biali wracają do współczesnej Rosji z nawykami z nie tak dawno zakończonej epoki.

Autor: Grzegorz Ślubowski