MOJE WSPOMNIENIE O STRYJU DR. INŻ. BOHDANIE NIELUBOWICZU

28 lutego 2017

Stryjek   był  związany z  Krakowem. Wraz z rodzicami  mieszkał tutaj  w  domu   wybudowanym      na  Osiedlu  Oficerskim    przez  swojego  ojca   inż.  architekta od   1933  roku.      

Trzeba   pamiętać,  że   stryjek  urodził  się   w  Klukowiczach –  majątku  ziemskim   swego  ojca,  koło  Brześcia  n/Bugiem.  Majątek  i  sama   miejscowość   leżą    po  prawej   stronie  Bugu,  czyli   strona  wschodnia.   

Mieszkając   w   Brześciu n/Bugiem, dzieciństwo  spędził  z  braćmi:   Ryszardem   i Januszem.   Kilka  razy  odwiedzał   swoją  ciotkę  Joannę Krassowską – Famińską oraz  jej  męża,  a swojego  wuja  dr.  Eugeniusza  Famińskiego  w Wołożynie.  Cały  ten okres  życia  opisał  w  Szczenięcych latach , którego    urywki  są   w  necie  i  były  drukowane  w  kwartalniku  Echa Polesia   wychodzącym  w  Brześciu  n/Bugiem w 2014 r. ,  obecnie  Republika Białoruś.  

W  czasie  spotkania  ze  mną  w  Krakowie, Stryj  opowiadał,  że  przed   samą wojną     jego  brat  stryjeczny  profesor  Jan  Nielubowicz   po   ukończeniu studiów  medycznych  odbywał  staż   w Wołożynie.  Obydwaj  bracia  stryjeczni  wcześniej rozmawiali o tym podczas spotkania  rodzinnego.   Profesor   wspominał   dr.   Eugeniusza Famińskiego  i swoją   pracę   w  szpitalu   Wołożynie.  

Moje    koligacje  rodzinne  ze  stryjkiem   są  następujące:   to  brat  cioteczny   mego  Taty – ich  mamy  to  rodzone  siostry:  Leokadia  i  Jadwiga  z domu  Krassowskie.   Ostatnimi   czasy  stryj    mawiał  do  mnie: – Jacek  ty   jesteś  przecież  mój  cioteczny   bratanek !  Tu   w    koligacjach  rodzinnych  wszystko   się  zgadza.   Bohdan  Nielubowicz    był   synem   Bronisława  i  Leokadii  Krassowskiej.  

Ojciec  stryjka –    inżynier  architekt,   był  w latach  dwudziestych okresu    międzywojennego radcą   budowlanym  Starostwa    Brzeskiego.  Cała  rodzina  Nielubowiczów  mieszkała  na  Koloni   Urzędniczej  w Brześciu n/Bugiem w   dwurodzinnym  domku, zajmując  jego    połowę. 

Moja  zażyła  znajomość   ze  stryjkiem  i   ciotką    zaczęła  się  od  1965  roku.    Dokładnie  od  momentu   kiedy  po maturze  rozpocząłem   studia   w   Krakowie  na  Akademii  Górniczo – Hutniczej.  Praktycznie  raz  w miesiącu  bywałem   w  Krakowie  u   stryjostwa    w  sobotę    na   kolacji,  i wtedy  zaczynały się  opowieści  na różne  tematy. Zawsze  przeważał wątek rodzinny okresu  przedwojennego.

Stryjek  z  wykształcenia  był inżynierem   górnikiem  absolwentem   Akademii  Górniczo -Hutniczej  w  Krakowie. Ponadto  miał  wysłuchane  wykłady  z  geologii   na  Uniwersytecie  Jagiellońskim. Doktorat  obronił  na Uniwersytecie  Łódzkim i   był  Doktorem  Nauk  Przyrodniczych. Jego pasją  była historia,   zwłaszcza   historia  rodzinna.   Wiedzę  i  pamięć  miał  niesamowitą. Jak   pamięcią  sięgnę  zawsze  coś  pisał,  a   potem  publikował w  krakowskiej    prasie.  Był   poliglotą,   znał  4  języki:  angielski,  francuski,   niemiecki  i  rosyjski.  

Moje  pierwsze  spotkanie  ze  stryjkiem miało  miejsce  w  1956  roku. Stryjostwo  przyjechało do nas do Kielc motocyklem marki WFM.  Ciotka  chciała poznać moich   rodziców.  Dla  mnie  przejechać się motocyklem  w  wieku  9   lat  było wielka  frajdą.  Koniecznie   chciałem  się    przejechać  motocyklem.  Na   prośbę  taty  stryjek  zabrał  mnie    na   tylne siodełko,  i  ruszyliśmy  w  drogę.  Pełen  strachu  i obawy  o  życie   kurczowo   trzymałem  się   rękoma   za  pas    stryjka.

Odjechaliśmy   od   domu  5  km   w  kierunku  na  ,   potem  powrót –  razem  10   km.   Spocony  ze  strachu    i   z  bijącym    sercem  zsiadłem  z  motocykla   przed  domem.  Efekt   jazdy   był  taki,  że  więcej  na motocykl    już nie  wsiadłem. 

Kiedy  w  latach  dziewięćdziesiątych  jeździliśmy  często z synem  i  żoną   do   Krakowa  aby  pokazać synowi  zabytki,  zawsze  bywaliśmy   u  stryjostwa  w  odwiedzinach.  W  czasie takiego  jednego wyjazdu,  stryjek  wpadł  na  genialny    pomysł,   aby napisać  historię  rodziny  mej   babci  i   jego matki,   a  więc  historii  rodu Krassowskich  herbu Ślepowron.  Zaangażowałem  się   solidnie  do tematu –  było  to  w latach 1992-1995.   Stryjek  zrobił  badania  rodzinnno-historyczne.  Ja  wziąłem   na siebie  wyjazdy samochodem  do  Węgleszyna –   do parafii    gdzie w   tutejszym  kościele  byli     ochrzczeni  nasi  przodkowie.    Pojechaliśmy  z żoną na  cmentarz w Węgleszynie,  gdzie  pochowani  są  moi  pradziadkowie    Krassowscy.   Zrobiłem      kilka    zdjęć,    które  wykorzystano  w    przyszłej  biografii. 

Stryjek przy pisaniu wspomnień. Fot. Jacek

Stryjek,  chcąc  aby  historia  rodzinna,   którą  zaczął  pisać,  była   bogata  w   fakty  historyczne  i  poparta  dokumentami  stwierdził: – należy  odwiedzić  żyjącego  w  Kielcach  kuzyna Stanisława  Krassowskiego. Przypuszczał,   że  kuzyn  w   Kielcach   może  mieć  po  swoim  ojcu   Antonim    ciekawe  rękopisy,   zdjęcia   czy  też   inne  pamiątki. Trafił    w dziesiątkę.   Już  po  pierwszych  odwiedzinach okazało się, że w tym temacie   jest  tu kopalnia  złota.  Dokumenty,   rękopisy,   dyplomy   i   zaświadczenia  wydane  naszemu  pradziadkowi   Florianowi   przez  Heroldię  Królestwa  Polskiego   w  połowie  19  wieku,    wszystko  w  oryginale.

Co  do   osobowości,  i  sposobu  bycia   stryjka  były  różne jego   powiedzonka –  jedno  z  nich,  które  zapamiętałem,   to  takie,   że:  – Panu  i  kpu  to   wszystko  ujdzie.  Były  też   i zwroty: – Ty stary  capie –  wypowiadane  z  dobrocią  i  humorem  pod  moim adresem. Do tego  zwrotu   byłem  przyzwyczajony  i   się nie gniewałem,    było  to normalne.   To był cały  stryjek  Bohdan Nielubowicz..  Różnica  wieku  pomiędzy  mną  a stryjkiem   wynosiła  23  lata,  a  to  jest  jedno  pokolenie.

  Kto   nie   znał   stryjka   Bohdana Nielubowicza   dokładnie,   to  na  niektóre jego  powiedzonka  i  zwroty   mógł  czuć  się  obrażony.

Kiedy  rozpoczęło  się  zbieranie  wszelakich  metryk  oraz  innych dokumentów,   aby   napisać Historie  Rodu Krassowskich   herbu  Ślepowron  – linia  Zakrzowska,  to  cały ciężar   autorstwa   i  redakcji   stryjek  wziął na siebie.

Razem odbyliśmy   wyjazd  do  Sądu  w  Jędrzejowie,  dotarliśmy  do Hipoteki   Dobra  Zakrzów.  Wyjaśniło się,   kiedy był  kupiony  majątek  i  za  jak kwotę. Cała  przygoda  trwała  2  lata. Jej zwieńczeniem   była     podróż  samochodem śladami  pradziadka  na  Podlasie.   Docelowo   był  to Mężenin  miejsce –  urodzenia  dr.  Floriana  Krassowskiego,  oraz  Rusków  z  zabytkowym    kościołem,   gdzie  pradziadek  był  ochrzczony.  Nie zapomnieliśmy   też   być  w  Piekutach  Wielkich na parafii  u  księdza  Kaczyńskiego,  który  dostarczył  nam  wiele  cennych informacji  o   rodzie   Krassowskich.

Gdy nocowaliśmy  w Terespolu, Stryjek przy kolacji podjął  jakże  oczywistą  decyzję: –  jutro  na   jeden dzień  jedziemy pociągiem   do Brześcia  n  /Bugiem,   przecież  to   miasto   mych  dziecięcych  lat..  W   Brześciu   n/Bugiem  program  był  prosty:  najpierw  Kolonia  Urzędnicza,  dom  gdzie   mieszkał   z  rodzicami, potem  kościół  parafialny,   spacer  po  mieście,   a  na  końcu  udajemy się  na cmentarz. Tu  był pochowany  brat stryjka Janusz, zmarły  jeszcze   jako  kilkuletni  chłopiec. Mimo  intensywnego poszukiwania,  grobu  nie  znaleziono,   ale  okazało  się,  że  w  czasie  wojny  cmentarz  był częściowo  skasowany przez  Niemców,   a  potem  po wojnie  też.  Być  może grób Janusza  był   w   tym   kwartale.  

Smutne   to  było  dla  stryjka – koniecznie  chciał   odszukać   grób  brata.  W  powrotnej  drodze  do Terespola powiedział: – gdybyśmy  znaleźli  grób, to ja  bym zrobił  ekshumacje,  i prochy brata    zabrał do  Krakowa  na Cmentarz  Rakowicki  do grobu  rodziców.

Ten  jeden dzień  pobytu  w Brześciu  n/Bugiem   miał  miejsce  dokładnie  w 60.   rocznicę   wyjazdu  stryjka z  rodziną  przed  wojną  na stałe  do Krakowa.  Rachunek  jest  prosty:  1933-1994 –  różnica  to  ponad 60  lat. Ostatnie  15  lat,  to  były  już  rzadsze  wyjazdy  do  Krakowa,   ale  korespondencja  mailowa  była   bardzo  bogata.

Stryj  dużo  pisał    na  różne tematy  historyczne,  których  kopie  zawsze  mi  przysyłał.  Zmarł   w  sierpniu  2016  roku.   Pochowany  został na  Cmentarzu  Rakowickim  w  Krakowie.

 

Jacek Grzybała

 

 

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

2 odpowiedzi MOJE WSPOMNIENIE O STRYJU DR. INŻ. BOHDANIE NIELUBOWICZU

  1. j.grzybala@wp.pl Odpowiedz

    28 lutego 2017 w 18:42

    Panie Stanisłąwie jest świetnie ułożone w wierszach i wszystko jest super . Nigdy w życiu nie przypuszczałem , że kiedyś napisze wspomnienie o moim Stryjku Nielubowiczu , a to wszystko dzięki Pana pomysłowi i że to będzie opublikowane w Archiwum Kresowym. Jacek Grzybała

  2. j.grzybala@wp.pl Odpowiedz

    28 lutego 2017 w 18:49

    Postaram sie jeszcze z 2 lub 3 zdjęcia dołączyć z wyprawy do Piekut lub do Brześcia o ile znajdę u cioci Marysi Nielubowiczowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *