Lektura na weekend: Rzecz o katedrze wileńskiej (cz. I)

13 stycznia 2017

Opowieść o polsko-litewskim „Ołtarzu Ojczyzny” miała być w założeniu nie tylko przyczynkiem historycznym, ale również pretekstem do rozmowy o ideologicznych implikacjach w architekturze. Takie przynajmniej przyświecało autorowi założenie.

dosyć jest piękne i tak jak Kraków obszerne. Między budowlami szczególniej celuje z dawnego kościoła fundacji Jagiełly przerobiona. Wspaniała jej wystawa spoczywa na sześciu kolumnach murowanych, więcej sążnia przemiaru mających. Kościół wewnątrz nowszym gustem urządzony, szczyci się kilku obrazami pędzla Smuglewicza i ciałem św. Kazimierza w kosztownej trumnie srebrnej leżącem”.






Słowa te pochodzą z dzienników Konstantyna Janty, oficera saperów armii Księstwa Warszawskiego, który miał możliwość podziwiać katedrę wileńską w czasie wyprawy Napoleona na Moskwę w roku 1812. Jak widać, zwiedzającemu ją podówczas żołnierzowi nie umknął fakt, iż przybytek ten ma bardzo nowoczesną formę architektoniczną.

Owa nowoczesność przez 200 lat ulegała pewnemu przedawnieniu, ale sam z mojej pierwszej podróży do stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego w roku 2003 dość dobrze pamiętam ulotne, choć wyraźne zdziwienie faktem, iż katedra tego starego i z dawien dawna czcigodnego grodu zbudowana została w tak późnym, klasycystycznym stylu. Dla porównania, katedra na Wawelu posiada romańskie jeszcze sklepienia krypt, ta w Płocku może poszczycić się oryginalnym gotykiem. Z kolei siedziba biskupa drohiczyńskiego, zbudowana w miejscu pamiętającej Jagiełłę fary ma charakter barokowy, chociaż jest to barok wyjątkowo późny, rzec by można spóźniony nawet, jak na warunki polskie. I chyba tylko katedra rzeszowska jest od wileńskiej nowocześniejsza w formie, chociaż słowo to – w niczym nie ujmując Kościołowi na Podkarpaciu – wypadałoby chyba w tym wypadku wykreślić jako wulgarne.






Dlaczego jednak upieram się, że klasycyzm najważniejszej świątyni katolickiej na Litwie – owego „Ołtarza Ojczyzny” – pozostawia wrażenie dysonansu? Ostatecznie nie chodzi przecież o to, by licytować się na grubość patynowej powłoki i ulegać zasadzie: im starsze, tym lepsze. W grę wchodzą jednak przesłanki natury ideologicznej. Architektura nie funkcjonuje bowiem w semiotycznej pustce, lecz jest nośnikiem treści nadanych jej przez epokę.

I właśnie nadejście klasycyzmu i odrzucenie baroku pod koniec wieku XVIII stanowi w moim odczuciu jedną z cezur między zachowaniem zasady decorum, a jej brakiem w kontekście architektury sakralnej w ogólności.

Bo i czymże jest klasycyzm?! Oczywiście, jego mistrzowie czerpali z najlepszych tradycji architektonicznych antyku, opanowując do perfekcji zasady symetrii, harmonii, elegancji i umiaru. Czy aby jednak są to pojęcia, dobrze współgrające z  naturą katolicyzmu? Czyż katolik – czy szerzej – chrześcijanin, nie powinien być gorący lub ostatecznie zimny, nigdy zaś letni i umiarkowany? Umiar to pojęcie, z którego łatwo wypreparować można włókna owej arcymodnej dziś quasi-wartości – tolerancji. Błogosławiony nie na darmo mówił, że w czasach negacji podstawowych prawd, potrzeba nam właśnie takich bożych szaleńców, bez reszty oddanych Sprawie.

W przeciwieństwie do klasycyzmu, barok silnie odwołuje się do tego, co tkwi w ludzkiej podświadomości, do pragnień, przeżyć  i lęków – w tym również lęków metafizycznych, jak chociażby horror vacui, ale nade wszystko jego odbiorcą w założeniu jest człowiek przeżywający wiarę, nie zaś jej statystujący. Można więc z powodzeniem bronić tezy, iż kościoły barokowe funkcjonują głównie dla wiernych, klasycystyczne – dla zwiedzających.

W naszej retrogradalnej podróży przez najważniejsze style architektoniczne dochodzimy do renesansu. Ale renesansu w budownictwie sakralnym w Polsce jest jak na lekarstwo. Są dzielnice (), w których nie zaistniał on prawie w ogóle, a po gotyku przyszła od razu moda na barok. W powszechnym odczuciu nie skojarzył się on z kościołami, lecz raczej z kamieniczkami okalającymi rynek w Kazimierzu nad Wisłą. Zostaje gotyk. Zgrabny, strzelisty i… przeintelektualizowany. Przypominający zdolnego studenta, który w rozmowie z profesorem usiłuje przykryć niemożność odpowiedzi na wszystkie pytania tego świata butną i efektowną retoryką.

Ale powie ktoś: czym ostatecznie gotyk różni się w założeniach od baroku? Tu i tam bogata ornamentyka. Owszem, jednak jej zastosowanie ma zupełnie inną genezę. W pierwszym przypadku jest to popis intelektu – niekiedy bardzo subtelnego – w drugim zachwyt i religijna żarliwość.

Ale gotyk w zderzeniu z klasycyzmem jeszcze się broni. Stanowi on mimo wszystko wykwit epoki na wskroś przesiąkniętej chrześcijaństwem.

Tak czy inaczej, stwierdzić wypada, że katedra wileńska, stojąca w miejscu, z którego nauka Chrystusa rozlała się na całą Litwę, a także w miejscu XVII-wiecznego starcia z dzikim barbarzyństwem Azji i jednocześnie z wygłodniałym żołdactwem Szwecji, została zbudowana w sposób wielce ugrzeczniony architektonicznie, a przez to i ideologicznie.

Ale niech będzie wysłuchana i druga strona tego dziwnego sporu czyli wilniuki! Otóż stolica Litwy nie ma szczęścia do swych kościołów (archi)diecezjalnych, mimo iż tradycja praktyk religijnych u stóp Góry Zamkowej jest bardzo długa. Tymczasem zmienne koleje losu, które powinny na przemian sprzyjać i szkodzić, w tym wypadku głównie szkodzą.

Prawdopodobnie pierwszy – jeszcze pogański – przybytek w postaci świętego gaju poświęcony był – jak się wkrótce okaże całkiem trafnie –  bałtyckiemu bogowi piorunów i burz Perkunasowi, odpowiednikowi słowiańskiego Peruna.

Pogorszenie sytuacji geopolitycznej Litwy w latach 30 i 40. XIII wieku, spowodowane po pierwsze zjednoczeniem zakonów krzyżackiego i inflanckiego, po drugie wzrostem potęgi Nowogrodu  za panowania Aleksandra Newskiego i po trzecie dynamiczną polityką Daniela Halickiego,  zagrażającą Litwie od południa, wymusiło na ówczesnym władcy Mendogu (Mindaugasie) zmniejszenie liczby frontów poprzez związanie się z jednym z dotychczasowych przeciwników. Wybór padł na Krzyżaków. By przekonać ich do swojej osoby, przyjął chrzest łaciński w roku 1251. Posunięcie to nie tylko wytrącało rycerzom Najświętszej Marii Panny oręż ideologiczny z ręki, ale również umożliwiło koronację królewską władcy litewskiego w dwa lata później. Być może miała ona miejsce w leżącym na dzisiejszej Białorusi Nowogródku, jednak Wilno nieodmiennie stanowiło dla Mendoga stolicę polityczno-religijną.

I właśnie w Wilnie, na miejscu dawnego gaju pogańskiego, nakazał on budowę pierwszej świątyni chrześcijańskiej. Samo jej istnienie stanowiło niegdyś przedmiot sporu między historykami, jednakże badania archeologiczne prowadzone we wnętrzu współczesnej katedry zaowocowały odkryciem XIII-wiecznych romańsko-gotyckich fundamentów, wskazujących na budowlę o przeznaczeniu sakralnym.

Zabójstwo Mendoga w roku 1263 pogrążyło Litwę w ogniu walk wewnętrznych oraz doprowadziło do reakcji pogańskiej, w wyniku której wileńska świątynia najprawdopodobniej uległa zniszczeniu.

Chrześcijaństwo – a wraz z nim kościół u stóp Góry Zamkowej – zostało restytuowane na Litwie pod koniec XIV wieku…

[Ciąg dalszy nastąpi]

Dominik Szczęsny-Kostanecki

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *