Książę Józef na 208. rocznicę bitwy raszyńskiej

19 kwietnia 2017

19 kwietnia to nie tylko rocznica wybuchu postania w getcie warszawskim – o czym trąbią wszyscy, ale również okazja, by przypominając bitwę, w której ważył się los Księstwa Warszawskiego, wydobyć postać ks. Józefa Poniatowskiego, człowieka silnie związanego z Kresami – o czym pisałem w październiku ubiegłego roku.

Książę Józef zaskarbił sobie u Polaków miłość i szacunek, które tak silnie rzutują na naszą świadomość, że trudno doszukać się w rodzimej historiografii czy literaturze poważniejszych wobec tej postaci zarzutów. Owszem, wytyka mu się, niekiedy dość ostro, 10 lat oddzielających upadek Polski od utworzenia Księstwa Warszawskiego, które Pepi zmarnował na zabawach i hulance. Ale znowuż nie są to grzechy, których nie dałoby się wybaczyć, ba! polubić. Zdrady nie wybaczylibyśmy księciu nigdy – tą jednak na szczęście nigdy się nie splamił. Co najwyżej brakiem umiejętności wojskowych podczas powstania kościuszkowskiego, o czym za chwilę.






Nasz stosunek do Poniatowskiego można wyjaśnić za pomocą prostego sylogizmu. Polska zachowała serce dla Napoleona, by posłużyć się słowami Szymona Askenazgo. Jeśli zaś epoka napoleońska wywołuje w nas odruch pozytywny, ponieważ jako jedyna rozświetla mroczną dobę rozbiorów, to potrzebuje ona u p o s t a c i o w i e n i a. Oczywiście za jej symbol mógłby posłużyć sam Bonaparte. Toć jednak zawsze Francuz. Trzeba zatem było znaleźć Polaka, który byłby tamtych czasów inkarnacją, symbolem i rzecznikiem wobec potomności. Dziś wydaje nam się oczywistym, że nikt nie nadawał się do tej roli lepiej, niż książę Józef. Ale być może należałoby w tym miejscu zadać pytanie, dlaczego tak właśnie uważamy?

W wymiarze symbolicznym Konsulat, a później Cesarstwo zbudowane zostały na bazie dwóch pojęć: honneur et patrie (honoru i ojczyzny). Traktowano je ze śmiertelną powagą. Nimi też kierował się książę Józef, nie zapominając przy tym o Bogu. I o ile pierwszy zestaw jest typowo francuski, o tyle drugi nosi koloryt lokalny, polski. W tym sensie, będąc wiernym rodzimej tradycji, wpisał się książę Józef w tradycję napoleońską. By zrozumieć, jak do tego doszło, musimy prześledzić jego życiorys.






Upadek Polski

Do roku 1789 książę Józef jest w Polsce postacią kompletnie nieznaną. Urodzony w Wiedniu, tamże wychowany, wreszcie oficer austriacki – nie miał czym zapaść w pamięć rodaków.

Tymczasem w Rzeczpospolitej rozgrywały się wydarzenia wielkiej wagi. Od 1788 obradował w Warszawie sejm, który przeszedł do historii pod nazwą „Wielkiego”. Stanisław August postanawia ściągnąć do kraju bratanka, licząc na to, że przyda się on w rozgrywce politycznej z wrogim mu stronnictwem hetmańskim. Niebawem po przyjeździe – jesienią 1789 – decyzją sejmu książę Józef zostaje mianowany generałem-majorem wojsk polskich i jeszcze w tym samym roku oddelegowany jest na Ukrainie, gdzie poza zwykłymi czynnościami wojskowymi buduje stronnictwo sympatyków króla.

To właśnie na Kresach południowo-wschodnich narodzi się sława wojskowa księcia Józefa. Oto wiosną 1792 zawiązała się konfederacja targowicka, której członkowie poprosili Katarzynę II o zbrojną pomoc w zniszczeniu ustawy majowej. Caryca „łaskawie” przychyliła się do prośby, wysyłając do Polski swe wojska. Odpór interwencji ze wschodu miały dać dwie armie : koronna i litewska. Na czele tej pierwszej, operującej właśnie na Ukrainie stanął książę Józef.

18 VI 1792 Polacy stoczyli zwycięską bitwę pod Zieleńcami. I chociaż sukces ten nie został wykorzystany, ponieważ przeciwnik zachował zdolność bojową, to miał on ogromne znaczenie psychologiczne. Pamiętać należy, że rozkładająca się od czasów saskich Rzeczpospolita została praktycznie pozbawiona wojska. Często mówi się, że Zieleńce są pierwszym od czasów wiktorii wiedeńskiej zwycięstwem oręża polskiego – i jest to prawda.

Na pamiątkę tego wydarzenia Stanisław August ustanowił order , a jego pierwszym kawalerem został oczywiście zwycięski wódz –  książę Józef.

Potem jednak król przystąpił do Targowicy, co wywołało w Pepim taki szok, że wziął on dymisję z wojska. Być może powinien pozostać na stanowisku do końca. Z drugiej strony czy można winić człowieka za to, że chciał odciąć się od zdradzieckiego postępku stryja? Mógł oczywiście wypowiedzieć posłuszeństwo, dokonać zamachu stanu i ogłosić się dyktatorem. Temu jednak stała na przeszkodzie zależność finansowa od stryja i poczucie wdzięczności za okazywane dotychczas względy.

Przed upadkiem Polski zobaczymy księcia Józefa w służbie czynnej raz jeszcze podczas insurekcji kościuszkowskiej, kiedy to, stając na czele północno-zachodniego odcinka obrony obleganej przez Prusaków Warszawy, popełni błąd, który kosztować będzie go upadek sławy wojskowej zdobytej pod Zieleńcami.

Tymczasem nadciągał wieszczony przez Kościuszkę po bitwie pod Maciejowicami finis Poloniae.

Minister wojny i wódz naczelny

Po upadku Polski, książę Józef oddaje się hulance i rozmyślaniom. Okres ten, zakończony wkroczeniem Napoleona do Warszawy – jakkolwiek interesujący – w przeciwieństwie do poprzedniego, który pokazuje jak wychowany w Wiedniu staje się polskim patriotą i zdolnym dowódcą, nie wnosi wiele dla zrozumienia, dlaczego tenże stał się symbolem Polski napoleońskiej.

W jaki sposób książę Józef został ministrem wojny Księstwa Warszawskiego i  wodzem naczelnym? Kandydatów na te dwie funkcje znaleźć można było pod koniec 1806 roku wielu. Pepi miał jednak tę zaletę, że jako arystokrata walczący w obronie Konstytucji, a następnie w powstaniu kościuszkowskim nie był ani zbyt konserwatywny dla radykałów, ani zbyt postępowy dla kół zachowawczych, pamiętać zaś trzeba, że to człowiek środka – ani jakobin, ani człowiek starego reżimu i na tej równowadze buduje swoją politykę.

Od stycznia 1807 widzimy księcia Józefa go na stanowisku dyrektora wojny w Komisji Rządzącej – namiastce polskiego rządu – następnie zaś w roli szefa stosownego resortu w radzie ministrów Księstwa Warszawskiego. Jesienią 1808 Poniatowski zostaje również wodzem naczelnym, co pozwala mu skonsolidować w swoich rękach praktycznie całą władzę nad wojskiem.

Rok 1809

Wojna z Austrią, stoczona w roku 1809, sama w sobie będąca peryferyjnym teatrem wojny Francji i jej sojuszników z Habsburgami, stanowi moment przełomowy w życiu Poniatowskiego. Mając do dyspozycji 14 tysięcy żołnierzy, musi stawić czoła ponad dwukrotnie liczniejszej armii pod dowództwem arcyksięcia Ferdynanda d’Este. Poniatowski postawił wszystko na jedną kartę. Była nią trudna do sforsowania ze względu na otaczające rozlewiska grobla prowadząca do wsi Raszyn. Wybór tej pozycji miał przynajmniej trzy zalety. Po pierwsze, stoczenie bitwy w tym miejscu sprawiłoby, że książę nie będzie chodził w odium winy za oddanie Warszawy bez walki, po drugie dawałoby możliwość związania sił austriackich, niemogących rozwinąć szyku, po trzecie niwelowałoby – niczym pod Termopilami – przewagę liczebną wroga.

Z zakładanych celów, udało się osiągnąć pierwszy – w zasadzie oczywisty – i trzeci, co należy uznać za sukces, zważywszy wymienioną już dysproporcję sił oraz fakt, że wojsko Księstwa przechodziło w tej bitwie chrzest bojowy.

Bitwa raszyńska nie została wygrana w sensie taktycznym, ponieważ Austriacy zajęli w końcu newralgiczną groblę. Jednak wojsko polskie wycofało się w zupełnym porządku w stronę Warszawy, miało mniejsze straty liczbowe niż przeciwnik oraz – co chyba najważniejsze – przekonało się o własnej wartości bojowej.

Stolicy bronić już jednak bronić było niepodobna. Wiedział o tym książę Józef – nie wiedzieli, czy też wiedzieć nie chcieli mieszkańcy Warszawy, którzy na wieść o oddaniu miasta poczęstują Poniatowskiego solidną porcją wyzwisk i obrzucą kamieniami. Konwencja wojskowa podpisana przez dowódców obu armii zezwalała na ewakuację wojska polskiego na drugi brzeg Wisły. Gwarantowała ponadto, że Praga nie będzie atakowana przez Austriaków. A zatem, wbrew temu, co sądził lud, były to warunki nadzwyczaj korzystne.

Po dokonanej przeprawie na Pragę zdecydował się Poniatowski rozpocząć kontr-uderzenie w kierunku południowym, by w dogodnym miejscu i czasie przeprawić się z powrotem przez Wisłę i odciąć Austriakom drogę odwrotu. Pozostawienie stolicy w rękach austriackich miało i ten plus, że wiązało 1/3 wojsk Ferdynanda, których nie był on w stanie użyć w polu.

Dalsze losy tej wojny to w zasadzie pasmo zwycięstw wojska polskiego, które zajmuje po kolei , Sandomierz, Zamość, na krótko Lwów i wreszcie .

Wejście do dawnej stolicy Polski (15 lipca) dokonało się w ostatniej chwili bowiem nazajutrz przybył do Poniatowskiego posłaniec z wiadomością o zawieszeniu działań zbrojnych między Francją a Austrią. Gdyby książę Józef zdecydował się kontynuować wojnę, naraziłby się na zarzut samowoli ze strony Napoleona. Pozostawało zatem czekać na rozstrzygnięcia rozmów pokojowych, toczonych w podwiedeńskim Schonbrunnie. 14 października 1809 wszystko jest już jasne. Tzw. Nowa Galicja, czyli ziemie III rozbioru austriackiego oraz cyrkuł zamojski przypadają w udziale Księstwu Warszawskiemu.

Zwycięski wódz może wrócić do stolicy, by święcić największy trumf swego życia – tryumf niepodważalny.

Wojna z Rosją

Okres pomiędzy dwiema wojnami odznaczył się w życiu księcia Józefa podejmowaniem przezeń zabiegów na rzecz rozbudowy wojska oraz zachwianiem pozycji w Radzie Ministrów, w której coraz silniejszą pozycję zdobywał minister skarbu Tadeusz Matuszewicz, polityczny oponent Poniatowskiego i zwolennik opcji prorosyjskiej reprezentowanej przez Adama Jerzego Czartoryskiego.

Opozycja antynapoleońska w Księstwie zdawała sobie sprawę, że przeciągnąć Polaków na stronę cara można było tylko dzięki przejęciu kontroli nad armią. Dlatego też zjawiają się w tym czasie u Pepiego różne osoby (wśród których najważniejszy był oczywiście ), przedkładając propozycje porzucenia sprawy napoleońskiej… Adresat tych ofert kategorycznie jednak odmawia, nie wierząc w dobre intencje Aleksandra: jest świadom, że niepodległość Polski stoi w sprzeczności z interesami Petersburga!

Tymczasem wydarzenia nabierają tempa i 24 czerwca Napoleon rozpoczyna kampanię rosyjską, która stać się miała początkiem jego upadku. W tej olbrzymiej operacji militarnej książę Józef otrzymuje dowództwo nad 35-tysięczynym V korpusem, tzw. polskim, wchodzącym w skład prawego skrzydła Wielkiej Armii.

Mimo połajanek ze strony Cesarza Poniatowski wraz z podległymi mu żołnierzami bił się dzielnie pod Smoleńskim, przyczyniając się walnie do zdobycia miasta. Po wygranej bitwie błagał ponoć Napoleona na klęczkach, by ten pozwolił mu skierować się na Ukrainę w celu wywołania tam polskiego powstania. Niestety, zgody na taki ruch nie otrzymał, w związku czym musiał kontynuować morderczy marsz na wschód, podczas którego bierze udział w walnej bitwie pod Możajskiem/Borodino, atakując lewe skrzydło armii rosyjskiej.

Mimo iż wojska francuskie zdobywają Moskwę, V korpus nie stacjonuje w stolicy carów, tylko na jej obrzeżach. 17 października, w wyjątkowo trudnych warunkach bojowych, Poniatowski daje odpór armii rosyjskiej, która właśnie przeszła do kontrofensywy. Zwycięstwo miało jednak gorzki posmak, ponieważ w bitwie poległ szef sztabu wojsk polskich generał Stanisław Fiszer.

W czasie tragicznego odwrotu Wielkiej Armii z Moskwy książę Józef był aktywny jeszcze niecałe dwa tygodnie, bowiem pod koniec października przydarzył mu się przykry wypadek: oto koń jego wywrócił się tak nieszczęśliwie, że zgniatając mu nogę, sprawił, że dalszą podróż musiał Pepi odbyć w pozycji leżącej.

Do Warszawy przybywa wyczerpany na krótko przed końcem roku.

Lipsk

Wobec postępów armii rosyjskiej zajmującej , Rada Ministrów, a wraz z nią książę Józef udają się do niezajętego jeszcze Krakowa. Przez półtora miesiąca próbuje Poniatowski „ratować, co się da” – tzn. odbudować zniszczone ostatnią kampanią wojsko i mimo okrążenia wymusić na członkach VI już koalicji antynapoleońskiej przemarsz na zachód w nadziei połączenia się z Wielką Armią. Tu w Krakowie dokona się  ostatnie kuszenie księcia Józefa: znowuż zjawią się u niego zausznicy Czartoryskiego, tłumacząc mu, że dalszy opór jest beznadziejny, a tym czasem car wysuwa wcale korzystną ofertę polityczną. Warunek: książę ma rozpuścić wojsko. Tego jednak duma Poniatowskiego ścierpieć nie może. Odrzuciłby zdradziecką propozycję tak czy owak, ale sugestia porzucenia towarzyszy broni dźgnęła go niczym rozpalone żelazo.

Z Austriakami negocjuje twardo: albo zgoda na przejście armii Księstwa do Niemiec, gdzie w tym czasie znajdował się Napoleon, albo marsz zaczepny w stronę Warszawy. Po zawarciu stosownego porozumienia, książę Józef opuszcza Kraków – by wrócić tu cztery lata później – już na marach.

Z Napoleonem połączył się na terenie Saksonii. Cesarz jest łaskawy jak nigdy: mówi, że nie zapomni o Polakach, oddaje Poniatowskiemu komendę nad nowoutworzonym VIII korpusem, wreszcie pod koniec pierwszego dnia bitwy pod Lipskiem (16 X) mianuje go marszałkiem Francji.

Marszałkostwo Poniatowskiego trwa jedynie 3 dni. 19 października, podczas odwrotu Wielkiej Armii, która właśnie poniosła druzgocącą klęskę, wpada wraz z koniem do Elstery i tu śmierć swoją znajduje.

Odchodzi wraz z upadkiem Księstwa Warszawskiego, odrzucając zawczasu wybór między emigracją a układami. Odchodzi, jak przystało na prawdziwego  wodza doby napoleońskiej: po żołniersku i mężnie. Odchodzi dumny, niezłomny i wierny.

Dominik

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

1 odpowiedź Książę Józef na 208. rocznicę bitwy raszyńskiej

  1. Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

    20 kwietnia 2017 w 09:35

    Świetny tekst!

    Szanując Powstańców 1830 i 1863 roku, szanując Bohaterów mniejszych Powstań, nie powinniśmy zapominać o epoce Księstwa Warszawskiego. Tę epokę Polacy powinni lepiej poznać. Dlatego tak bardzo podoba mi się artykuł Pana Redaktora.

    Podoba mi się podkreślenie związku między oddaniem Warszawy a wyzwoleniem Galicji. Tłum ulega prostym odruchom. Dowódca musi jednak myśleć – kierować się rozumem, a nie emocjami. ROZUM = SUKCES. Tak było w roku 1809.

    Obrazy dużo znaczą, gdy chodzi o zapamiętanie faktów historycznych. Tak pole bitwy pod Raszynem wygląda teraz:

    http://www.polskaniezwykla.pl/pictures/original/276356.jpg

    http://files.clickweb.home.pl/homepl19786/image/99970.jpg

    https://bogowiewojny.files.wordpress.com/2014/05/20140524_110743.jpg?w=474&h=355

    https://bogowiewojny.files.wordpress.com/2014/05/20140524_111551.jpg?w=474&h=355

    https://bogowiewojny.files.wordpress.com/2014/05/20140524_112048.jpg?w=474&h=355

    LIPSK 1813 – ŚMIERĆ KSIĘCIA JÓZEFA PONIATOWSKIEGO

    Nie będę powoływał się tu na źródła. Napiszę tylko pokrótce, jak moim zdaniem wyglądała śmierć Księcia Józefa, wówczas już Marszałka Francji.

    Pod koniec Bitwy Narodów most na Elsterze był wąskim gardłem, przez które wycofywały się wojska napoleońskie. Co gorsza w pewnym momencie most został zniszczony. Książę Józef z garstką krakusów (krakusy = oddziały sformowane właśnie po wyzwoleniu Galicji) miał odciętą drogę odwrotu.

    Grupa żołnierzy wraz z Księciem ruszyła wzdłuż Elstery, żeby znaleźć dogodne miejsce do przeprawy. Gdy zbliżali się Rosjanie, nie można było dłużej czekać. Podjęto próbę przeprawy. Francuzi na drugim brzegu rzeki nie znali mundurów krakusów i wzięli Polaków za Rosjan. Dali ognia. Ofiarą pomyłki był między innymi Książę Józef Poniatowski.

    Ludzie nie lubią prawdy. Dlatego trudna prawda wciąż jest wypierana przez mity. Tak też stało się ze śmiercią Józefa Poniatowskiego. Zrobiono z niego romantycznego samobójcę.

    GORZKI JEST OWOC Z DRZEWA WIEDZY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *