Franciszek Grygorcewicz z Nalibok (ów)…

21 grudnia 2016

Wspomnienie losów Franciszka Grygorcewicza z Nalibok (ów) woj. Nowogródzkie – obecnie Republika Białoruś.

W książce pt. „Więzień Kołymy” Jana Stanisława Smalewskiego, Antoni Rymsza „Maks” tak wspomina Franciszka Grygorcewicza z Nalibok (ów)

Str. nr 366…

Poćma w Republice Mordowia, 1956 r. Franciszek pierwszy z lewej w drugim rzędzie en face. Fot. ze zbiorów Marii Chilickiej

„ Po odejściu Grążyńskiego jego łoże przejął ob. Franciszek Grygorcewicz s. Edwarda. Urodził się w roku 1916 na krańcach Rzeczypospolitej, koło Wołożyna (woj. Nowogródzkie – obecnie Republika Białoruś). Jako lojalny obywatel po ukończeniu 21. Roku życia wstąpił do wojska i będąc dzieckiem puszczy (Puszcza Nalibocka) odpornym na komary i różnego rodzaju płazy bagnisk i lasów, służył w żandarmerii na polsko – sowieckim pograniczu. Po przeżyciu katastrofy wrześniowej wrócił do domu, gdzie był biernym świadkiem wywozu rodziny: ojca i matki do Kazachstanu. W takich to warunkach zrodziła się w nim zemsta, którą w miarę możliwości zaczął wprowadzać w czyn. Będąc zżyty z puszczą i terenem oraz posiadając karabin, naboje, parę granatów, pistolet – dla moralnego wsparcia, stal się postrachem, nieuchwytnym dla najbardziej aktywnych budowniczych socjalizmu kołchozowego, których trzymał w niepewności i napięciu. Przy spotkaniu z nim kilku z nich pożegnało ziemski padół.

Gdy zbrzydło mu działanie w pojedynkę – już za czasów okupacji niemieckiej – wstąpił do AK i na stałe zaprowiantował się w partyzanckim oddziale.

Jadwiga Grygorcewicz. Fot. ze zbiorów Marii Chilickiej

Franek opowiadał niesamowite historie o swej ukochanej Jadzi, która zdobył podstępem, mając nadzieję, że do końca życia. Zrobił to przy udziale uzbrojonego po zęby partyzanckiego oddziału, któremu przewodził. Razem z Jadzią potem oglądali wycofywanie się Niemców. Ze strachem i wstrętem przyglądali się, jak szedł Czerwony; głodny, obdarty, na wpól dziki człowiek. – Uwalniając ludność od okupacji, niósł niewolę wykrwawionym narodom, nazywając to wolnością i oswobodzeniem. – Tylko niska i nikczemna dusza – podkreślał Franek – gdy sama wydobędzie się z niewoli, zakłada pęta innym.

Nauczony doświadczeniem minionych lat, Franek wraz z małżonką przeniósł się na zachodnie tereny Polski, gdzie siebie obarczył kilkuhektarowym gospodarstwem i parą dorodnych koni, a żonę kilkunastoma krowami, czeredą świń i masą ptactwa domowego. Wspomagany materialnie przez sędziwego ojca i przez brata, prowadził żywot uczciwego człowieka, żył w dostatku o oboje byli szczęśliwi.

Taki stan uśpił czujność Franka, przestało go interesować NGB, ale…on NGB nie przestał interesować. Wolność podbitego państwa okazała się iluzoryczna, aresztowano go i wyeksmitowano do kopalni miedzi w Kazachstanie.

Pracował tam jakiś czas, wypełniając początkowo obowiązki elektryka, a później naradczyka. Z tej ostatniej funkcji zadowoleni byli wszyscy: i więźniowie, i administracja. W grudniu 1956 roku nieoczkiwanie skierowany został na punkt repatriacyjny, w celu odesłania do Polski.”

Relacja Marii Chilickiej z Nalibok(ów) – list z dnia 24.11. 2016 r.

„ To co jest w książce „Więzień Kołymy” Jana Stanisława Smalewskiego to nie jest wszystko prawda. Co ja wiem, to było tak: Ojca (Edwarda) aresztowali od razu jak przyszli Sowieci. Wywieźli wujka na Sybir, miejscowości nie znam, i po wojnie nie pytałam gdzie był – w Kałudze ? Listów nie pisał. Matkę, trzech synów i córkę dopiero wiosną mieli wywieźć do Kazachstanu. Nie wywieźli, bo  kuzynka pracowała w Sielsawiecie i dowiedziała się, że mają ich wywozić do Związku Radzieckiego, uprzedziła ich o tym.

Oni mieszkali na Kolonii Kamionka, więc dom opuścili. Franek był najstarszy, to poszedł do , żeby być bliżej domu i mógł choć po żywność przyjść, Staś poszedł do wujka Władka, który też mieszkał w Kolonii pod lasem. Córka Marysia przyszła do nas, bo u nas było 5 dziewcząt – ona miała być szóstą, a najmłodszy Mietek – mój rocznik 1926, poszedł do swego wujka Halszewicza– brata matki, który mieszkał  w Nalibokach. Było to ponad 1 km od naszego domu i moja matka dawała jemu jedzenie, a ja musiałam tam wieczorem nosić.  Ciotka, czyli żona wujka Edwarda została w domu sama i położyła się do łóżka, udając  chorą pluła krwią. Lekarz powiedział, że jest to gruźlica, która jest zaraźliwa, to ją zostawili.

Fragment listu Marii Chilickiej b. mieszkanki Nalibok

Marysia jak u nas się ukrywała musiała się pokazać lub rozmawiać z kimś przez okno. W nocy przyszło NKWD razem z nalibockim Żydem. Wzięli matkę i ojca na spytki oddzielnie. Pytają matkę ile ma dzieci ? Matka mówi, że siedmioro. Ojciec powiedział prawdę, że sześcioro. Przyszli do  naszej sypialni, gdzie my spali – cztery siostry. Najstarsza z kuzynką, a ja spałam z młodszą siostrą. Najmłodsze rodzeństwo spało z Rodzicami. Żyd wskazał  NKWD, która ona jest i kazali się jej ubierać. Zabrali ją i ojca powieźli do Iwieńca.

Po trzech dniach wrócił ojciec razem z kuzynką. Ale musiał podpisać, że ona od nas nie ucieknie i na każde ich wezwanie  się stawi, a jeżeli nie, to całą naszą rodzinę wywiozą z Nalibok. Już u nas nie była, poszła do matki. Moja mama stale była w strachu żeby nie uciekła z domu. Tak było do końca – nosiłam jedzenie najmłodszemu.

Przyszli Niemcy, oni mieszkali jakiś czas w Iwieńcu. Matka, Staś i Mietek mieszkali w Nalibokach a Marysia i Franek mieszkali w Iwieńcu u Morawskich na Nowym Mieście.

W dniu 13 listopada 1942 r., Stasia zabili partyzanci w Niwnie. Wiem, że Marysię, Mietka i matkę, Niemcy wywieźli, jak spalili , do Austrii i tam w pracowali na kolei.

Franciszek Grygorcewicz w Maszewie k. Goleniowa. Fot. ze zbiorów Marii Chilickiej

Franek z żoną Jadzią został gdzieś koło Iwieńca, nie wiem z jakiej ona jest miejscowości. Wiem, jak wróciłam z Niemiec, to oni mieszkali w Maszewie k. Goleniowa. Tam go zabrali i wywieźli do Mińska na Białorusi, i tam siedział rok w celi śmierci.

Ktoś powiedział, że Franek zabił Szabunię – priedsiedatilela Sielsawieta. To wcale nie było prawdą, zabił kto inny.  To, co jest w książce, że zabił kilku aktywnych, nie wiem czy tak było, nic o tym nie mówił. A co do jego żony, poznałam ją dopiero jak aresztowali Franka. Może fantazjował z niej, bo on był trochę żartowniś. Wiem, że do Polski go nie puścili, ojciec go ściągnął z Mołodeczna do Ameryki i tam zmarł, po tym wszystkim był chory na serce.”

Śmierć Szabuni – „Żywe echa” Wacław Nowicki s. 41

„ W połowie maja (1941) okolicę obleciała wstrząsająca wieść? W drodze do Iwieńca ktoś zastrzelił predsiedatiela Szabunię. Znałem go. Bywał w sklepie. Pamiętając prawo harcerskie nie mogłem sobie wytłumaczyć, za co jeden człowiek tak prześladuje i zabija drugiego człowieka” – Szkoda, był „dobry” , wszystkim pomagał – mowili niektórzy, kręcąc głowami. Inni milczeli jak zaklęci. S…syn – szeptali. Przez dwa dni w budynku gminnym wystawiony był na widok publiczny. Poszedlem z kolegami zobaczyć. Leżał wśród kwiatów, w szerokim holu, na czerwonym katafalku. Po pogrzebie na miejscowym cmentarzu stanął samotny pomnik z czerwoną gwiazdą. Ludzie szeptali, że w puszczy jest pełno partyzantów, że w szkolnych klasach ktoś zdejmuje ze ścian portret Stalina, a na ich miejsce zawiesza obrazy Piłsudskiego”.

 

Stanisław Karlik

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *