Film grozy? Nie, to wizyta w kirgiskiej kostnicy

1 lutego 2017

Efekt motyla w praktyce, choć być może nie tak szokujący, jak pierwowzór. Jedno jest pewne: w kirgiskiej kostnicy niemiło spoczywać nawet po śmierci.

Katastrofa tureckiego samolotu dostawczego sprzed dwóch tygodni oprócz oczywistych konsekwencji, jak śmierć pasażerów, czy zniszczenie domów, które znalazły się na drodze pikowania maszyny, miała jeszcze jedną, całkiem nieoczekiwaną.






Nie ma co się oszukiwać: jest krajem cokolwiek zapomnianym od Boga i ludzi. Tu naprawdę musi wydarzyć się coś poważnego, żeby przez krótką chwilę – ułamek dnia – zorientowane w inną stronę reflektory, ruszyły się z chrzęstem, jakby niechętnie – w inną stronę.

Tak właśnie stało się 16 stycznia br. Turecki Boeing-747 lecący z Hong-Kongu do Stambułu miał uskutecznić międzylądowanie w Biszkeku, stolicy Kirgistanu. Miał. Rozbił się nieopodal lotniska. W wyniku katastrofy zginęło 39 osób.






Ich ciała przewieziono do kostnicy w Biszkeku, gdzie poddano je adekwatnym czynnościom z zakresu patomorfologii. Pech jednak chciał, że za ciałami podążyli dziennikarze, m.in. Radia Wolna Europa. Próbkę tego, co widzieli przedstawiciele tego medium można zobaczyć w poniższym klipie:

Kresy24.pl

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

10 odpowiedzi Film grozy? Nie, to wizyta w kirgiskiej kostnicy

  1. observer48 Odpowiedz

    1 lutego 2017 w 09:24

    Ciekawe, że samolot się rozbił w kolizji z budynkami, a ciała ofiar zachowały się w całości, podczas gdy rządowy Tupolew uderzył w Smoleńsku w miękki, podmokły grunt, a szczątki ludzkie znajdowano na miejscu katastrofy przez następne kilka lat, choć nasza kopaczka-kłamaczka „przekopywała grunt na ponad metr w głąb i dokładnie przesiewała”.

    • Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

      1 lutego 2017 w 11:18

      Każdy, kto uczciwie skończył podstawówkę, i nie ulega emocjom, wie, że „raport Millera / Laska”, to są brednie.

      Interesując się „Wołyniem” (konfliktem polsko-ukraińskim), zacząłem dużo uwagi poświęcać manipulacjom propagandowym (w których sowieci byli, a putinowcy są mistrzami). To z kolei doprowadziło mnie do Katastrofy Smoleńskiej. Przeczytałem Millera-Laska, nawet z popularyzatorskimi komentarzami dla „pospólstwa”, które to komentarze pisali ci sami autorzy. Powiem tak: nawet najlepszy manipulant nie udowodni, że 2×2=5.

      Ciała ofiar ze Smoleńska (przynajmniej niektórych) zostały rozkawałkowane przyśpieszeniem 100-300 g. To przyznaje Lasek, to przyznaje też Kopacz. Żeby powstały takie przyśpieszenia, samolot musiałby wyhamować na drodze krótszej niż 70 cm. Praktycznie znaczy to, że musiałby uderzyć z pełną prędkością w ścianę, prawie pod kątem prostym.

      Przy uderzeniu w miękki grunt prawie pod zerowym kątem takich przyśpieszeń być nie mogło. Tłumaczenie, że doszło do rozkawałkowania ciał i rozerwania samolotu na kilkadziesiąt tysięcy fragmentów tylko dlatego, że samolot spadł na „plecy”, a nie na „brzuch”, jest brednią.

      Mimo swojego technicznego wykształcenia, nie jestem w stanie sprawdzić naszpikowanych całkami, skomplikowanych obliczeń Jorgensena. Nie jestem w stanie sprawdzić, czy program Biniendy działa poprawnie. Ani nie jestem materiałoznawcą, ani nie mam wglądu do kodu. Ale jest też wiele prostszych dowodów na prawdziwość wniosków Komisji Macierewicza. Są to dowody dosłownie na poziomie szkoły podstawowej.

      Dlaczego więc tak wielu ludzi uwierzyło Laskowi?

      MANIPULANT NIE ODWOŁUJE SIĘ DO INTELEKTU,
      MANIPULANT ODDZIAŁUJE NA EMOCJE

      Czy chodzi o konflikt polsko-ukraiński, czy o Katastrofę Smoleńską, zawsze jest tak samo. Emocje przeciwko rozumowi.

      MANIPULANT ODWOŁUJE SIĘ DO EMOCJI.
      ANTY-MANIPULANT ZMUSZONY JEST PRZEMAWIAĆ DO ROZUMU I DLATEGO BARDZO CZĘSTO PRZEGRYWA.

      W walce rozumu z emocjami wygrywają emocje 🙁

      • observer48

        1 lutego 2017 w 12:52

        Zgadzam się co do opinii na temat katastrofy smoleńskiej, ale w całym sporze polsko-ukraińskim o właśnie Wołyń jest określenie rzezi wołyńskiej terminem „ludobójstwo” dokonane przez ekstremistyczny odłam OUN/UPA-B Banderowców) skłócony z odłamami Borowca i Melnika, bo jak nazwać skoordynowany, dobrze zaplanowany i precyzyjnie wykonany napad na ponad 60 polskich miejscowości na Wołyniu i wymordowanie w niezwykle okrutny sposób ponad 11 tysięcy Polaków, niemal w 100% bezbronnej ludności cywilnej, w dniu 11 lipca 1943 r. Przecież polscy historycy nigdy nie ukrywali polskich zbrodni przeciwko Ukraińcom, choć żadna z nich nie może być określona terminem „ludobójstwo”. Co do NKWD, to częściej Banderowcy przebierali się w mundury tej formacji, niż na odwrót.

      • Paweł Bohdanowicz

        1 lutego 2017 w 17:12

        @observer48

        WIEM, ŻE TO BARDZO DŁUGA ODPOWIEDŹ, ALE PROSZĘ PRZECZYTAĆ. Zależy mi, żeby Pan przeczytał.

        Wcale nie dziwi mnie ta różnica poglądów w kwestii rzezi. Powiem tak: są pewne różnice na niekorzyść Ukraińców, ale dużo mniejsze, niż nam się wydaje.

        Ukraińcy aspirowali do niepodległości. Polacy, choć niepodległość stracili, to jednak sądzili, że tylko na chwilę i naczelnym celem było zachowanie integralności terytorialnej państwa. To pociąga za sobą różnice.

        Założenie, że z chwilą wybuchu powstania Polacy zostaną wypędzeni rzeczywiście pojawiło się na długo przed wojną. Kołodziński: „utopimy Lachów we krwi, chyba, że usuną się sami” (uproszczony cytat z pamięci). Oczywiście według dzisiejszych standardów czystka etniczna, nawet całkowicie bezkrwawa jest zbrodnią.

        Te założenia (czystka etniczna) zostały potwierdzone pod koniec 1942 roku: Polacy będą mieli swobodne wyjście z tym, co zdołają załadować na wóz. W wielu miejscach to założenie było aktualne jeszcze w lipcu 1943 roku, choć nie wszędzie.

        Po stronie polskiej o czystce etnicznej o „Polsce bez Żydów i Ukraińców” mówiło się głównie w środowiskach ND (duża część polskiego społeczeństwa). Takie podejście przejawiały też częściowo doły AKowskie nawet poza NSZ (które przecież było częściowo zjednoczone a AK w 1944).

        ALE POLSKI RZĄD NIGDY OFICJALNIE NICZEGO TAKIEGO NIE POWIEDZIAŁ – TO BARDZO WAŻNA RÓŻNICA.

        W praktyce stanowisko było mniej więcej takie: żadnych ustępstw wobec Ukraińców, ale formalnie to też są obywatele.

        Nie jest prawdą, że ukraińskie okrucieństwo było większe od polskiego okrucieństwa.

        Nie jest prawdą, że można jednoznacznie wskazać, „kto zaczął”.

        Stosunek zamordowanych Polaków do zamordowanych Ukraińców moim zdaniem leży gdzieś między 1:5 a 1:2. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że Ukraińcy to po prostu Ukraińcy, natomiast Polacy dzielili się na trzy obozy:

        1. Niemiecko-polski

        2. Sowiecko-polski

        3. Czysto polski

        Liczbę Polaków walczących w oddziałach sowieckich na Wołyniu Grzegorz Motyka ocenia na 5000-7000 tysięcy. Straszna liczba – prawie 50% UPA!

        Liczbę Polaków walczących u boku Niemców na Wołyniu ten sam autor ocenia na 1500-2000, raczej zaniżając.

        Niech Pan nie wierzy w tę bzdurę, że Niemcy karmili, odziewali i uzbrajali Polaków, ŻEBY POLAKOM BYŁO DOBRZE !! Niemcy używali obcoplemieńców do najbrudniejszych zadań.

        Rozumie Pan, jakie to rodzi komplikacje przy określaniu procentowej winy Polaków? ZAWSZE MOŻNA IŚĆ W ZAPARTE. Mówić: to Niemcy, to sowieci, to Uzbecy… a nie my.

        Ukraińców na samym Wołyniu mogło przez całą wojnę zginąć ponad 100 tysięcy, ale na ile winni są Polacy, to jest sprawa trudna do rozstrzygnięcia.

        Spirala okrucieństwa rozkręcała się od marca 1939 roku. Z ust jednego z naszych zawodowych historyków w TV (to duża odwaga z jego strony) usłyszałem, że rzeczywiście wszystko wskazuje na to, iż Polacy brali udział w wymordowaniu Siczowców (pominę tu opisy tortur na Przełęczy Wereckiej). Jeżeli ośmielił się to powiedzieć, to musi mieć mocne argumenty – zapewne wie więcej ode mnie.

        I tak dalej, i tak dalej…

        Nie jest prawdą, że nasi historycy niczego nie ukrywają. Przeciwnie, krętaczą na potęgę. Mówić otwarcie może tylko taki amator, jak ja. Nikt mi nie płaci, więc i nikt mnie chleba nie pozbawi. Kariery sobie nie zwichnę, bo żadnej kariery jako historyk nie robię.

        Nie jest prawdą, że żadna polska zbrodnia nie jest określana jako LUDOBÓJSTWO. To Ukraińcy boją się tego słowa tak bardzo, że nie używają go nawet w odniesieniu do Polaków. Wierzchowiny, na przykład, są uznawane przez naszych historyków za LUDOBÓJSTWO.

        Nie jest prawdą, że bulbowcy i melnykowcy nie brali udziału w zbrodniach na Polakach, ale to dłuższa, skomplikowana historia.

        —-

        Mówić można szybciej, niż pisać. Naszego narodowca (Pan wie, jak bardzo są antyukraińscy), jeżeli nie jest idiotą, potrafię przekonać w kilka godzin. Dyskusji z zawodowcami nie boję się. Raczej oni się boją dyskusji ze mną.

      • observer48

        1 lutego 2017 w 19:33

        @Paweł Bohdanowicz
        Badania Siemaszków nie budzą zastrzeżeń. Narodowcem nie jestem, a moi już nieżyjący rodzice zostali uratowani przed Banderowcami na Wołyniu w okolicach Sokala przez ich ukraińskich sąsiadów późną jesienią 1943 r., z którymi to ich byłymi sąsiadami miałem okazję rozmawiać godzinami na początku lat 1960., bo ich często do nas do Polski zapraszaliśmy.

        Bez względu na pańską relatywizację wciąż uważam, że rzeź wołyńska była perfidnie zaplanowanym i jeszcze perfidniej wykonanym LUDOBÓJSTWEM i nikt mnie nie przekona, że było inaczej. Uważam, że Bandera, Szuchewycz, Lebied, oraz inni architekci i wykonawcy tej zbrodni ostatecznie wylądują na śmietniku historii prawdziwie demokratycznej Ukrainy, o ile Ukraińcom uda się utrzymać niepodległość na dłuższą metę. Ten naród, a właściwie zlepek różnych grup etnicznych chyba stracił instynkt samozachowawczy i państwotwórczy.

      • Paweł Bohdanowicz

        2 lutego 2017 w 09:55

        @observer48

        Badania Siemaszków budzą liczne zastrzeżenia. Przykładowo:

        Policjanci zabici w 1939 roku w zamachach nie powinni być wliczani do ofiar ludobójstwa.

        Żołnierze AK, polegli w walce, nie powinni być wliczani do ofiar ludobójstwa.

        Ludzie zlikwidowani za współpracę z sowietami, nie powinni być wliczani do ofiar ludobójstwa.

        Ludzie zabici przypadkowo podczas szturmów na samoobrony, na przykład skutkiem ostrzału moździerzowego, nie powinni być wliczani do ofiar ludobójstwa.

        Tworzenie imiennych list ofiar przez PRZEPISYWANIE STARYCH SPISÓW GOSPODARSTW, nie może być uznane za metodę naukową.

        Powoływanie się na źródła nie opublikowane i niedostępne, istniejące tylko w zbiorze autorów, budzi zastrzeżenia.

        Zajmuję się w wolnych chwilach tworzeniem bazy danych zawierającej informacje o rzeziach dokonanych na ludności ukraińskiej przez ludzi narodowości polskiej. Po zsumowaniu liczby ofiar stu kilkudziesięciu miejscowości, wychodzi od 4300 do 7800 ofiar.

        PROSZĘ ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA SZEROKIE WIDEŁKI

        Stosowane przez Siemaszków określenie „LICZBA PEWNA” jest po prostu manipulacją. Siemaszkowie przy żadnej miejscowości nie stosują przedziału, lecz podają jedną liczbę. Nie podają źródeł przy poszczególnych faktach, lecz zbiorczo. To znakomicie utrudnia jakąkolwiek weryfikację.

        —-

        Muszę wracać do swojej pracy zawodowej. O sprawach polsko-ukraińskich napisano ze 100 tysięcy stron, a i tak temat nie został wyczerpany.

        Dziękuję, że przeczytał Pan moją odpowiedź.

      • observer48

        2 lutego 2017 w 22:14

        @Paweł Bohdanowicz
        Wyjątki, które pan cytuje nie zmieniają samego faktu ludobójstwa, a zeznania tysięcy świadków i tych, którzy to piekło przeżyli potwierdzają taką tezę. Moi nieżyjący już rodzice, dziesiątki ich przyjaciół i znajomych, a także Ukraińcy, którzy uratowali moich śp. rodziców potwierdzają moją tezę i wszyscy byli zgodni co do winowajców, bo to byli na ogół najbliżsi sąsiedzi, czy znajomi Ukraińcy. Dokładna liczba ofiar prawdopodobnie nigdy nie będzie znana, a pana technika polemiczna polega na uciekaniu „po stycznej” celem odwrócenia uwagi od głównego tematu dyskusji. Dane dotyczące polskich akcji odwetowych, czy pacyfikacyjnych są w większości przypadków ogólnie dostępne i nikt nie próbuje gloryfikować, z nielicznymi wyjątkami, ich sprawców.

      • Paweł Bohdanowicz

        3 lutego 2017 w 08:13

        @observer48

        — POCZĄTEK CYTATU —
        Moi nieżyjący już rodzice, dziesiątki ich przyjaciół i znajomych, a także Ukraińcy, którzy uratowali moich śp. rodziców potwierdzają moją tezę i wszyscy byli zgodni co do winowajców, bo to byli na ogół najbliżsi sąsiedzi, czy znajomi Ukraińcy.
        —- KONIEC CYTATU —-

        To, co Pan napisał, w dużym stopniu potwierdza moje poglądy, choć ja oczywiście nie jestem naocznym świadkiem. Potwierdza też to, co na ten temat mówią ukraińscy „obrońcy” banderowców.

      • ktosik

        20 lutego 2017 w 10:04

        Panie Pawle, istnieje dramatyczna różnica w katastrofie lotniczej gdy samolot upada podwoziem w dół oraz do góry nogami. Nawet gdyby masa kilku ton została delikatnie położona na ciało człowieka to efektem byłaby przysłowiowa mokra plama. A tu dodatkowo mieliśmy poruszający się samolot.
        Co do grania na emocjach to powiedziałbym raczej że to obecna komisja na nich gra, co jakiś czas przedstawiając „niezbite dowody”:
        – sztuczna mgła,
        – strzelanie do ofiar,
        – gotowane parówki i pękające puszki po piwie.

        Pomijam samą przyczynę katastrofy: zamach lub wypadek, to jak wyglądało miejsce katastrofy wynika po prostu z dużej masy samolotu, która niefortunnie spadła do góry kołami.

        @reszta komentujących… artykuł jest na temat katastrofy lotniczej, natomiast miałem okazję przeczytać wywody na temat Wołynia i UPA. Czy komentujący naprawde nie są wstanie napisać komentarza nawiązującego do artykułu? Czy moze chęć zabłyśnięcia na forum jest silniejsza? Sądzicie że ktoś chce czytać wasze niesamowite wywody słuszne lub nie?

        @ administratorze/ moderatorze – po co istnieje moderacja komentarzy skoro dopuszcza sie komentarze kompletnie nie związane z treścią artykułu? Czy w związku z tym mozna zacząć zamieszczać tu oferty z portali aukcyjnych? Chodzi wyłącznie o ilość odwiedzin czy moze jednak sens dyskusji tez jest w cenie?
        Pozwalanie na kłótnie dotyczące wołynia w każdym temacie jest nieco dziwne. Osobiście też straciłem część rodziny w tej zbrodni ale nie piszę o niej gdzie tylko się da.

  2. Viola Odpowiedz

    18 lutego 2017 w 20:50

    @Paweł Bohdanowicz Ukraińcy tak jak i Polacy byli podzieleni.
    1.Ukraińcy z oddziałów współpracujących z Niemcami realizowali głównie cele polityki niemieckiej. Uczestniczyli w akcjach pacyfikacyjnych wymierzonych w polskie wioski, których mieszkańcy podejrzewani byli o sprzyjanie Sowietom lub AK.( głównie związani z OUN-M i Legionem Diaczenki )
    2. Ukraińcy z oddziałów powiązanych z Sowietami. ( To głównie właśnie z tych środowisk szła fala ataków na polskich żołnierzy w 1939 r. )
    3. Ukraińcy z oddziałów powstałych z inspiracji URL ( tzw Bulbowscy )
    Atakowali głównie wioski polskie oskarżane o sprzyjanie sowietom. Bowiem ich głównym wrogiem była partyzantka sowiecka. Natomiast wiele było także przypadków wsparcia z tej strony dla polskiej ludności cywilnej będącej przedmiotem ataków np.
    OUN-B.
    Wiele ataków na polskie wioski przypisywane „Bulbowcom” mogło być dziełem sekcji wołyńskiej OUN-B,
    świadczą o tym listy Tarasa Bulby Borowca do Provydu OUN-B i liczne teksty w prasie kontrolowanej przez tą grupę. Zwraca też uwagę postawa wcale nie antypolska szefa propagandy UPA Borovca – Ivana Mitryngi. Przedmiotem badań winna być postawa Melnikowców w oddziałach Borovca, bowiem nie byli oni do końca kontrolowali a ich poglądy były bardziej radykalne niż byłych działaczy UNDO.
    4.Grupy OUN-B, które wedle dużego prawdopodobieństwa realizowały w sposób zorganizowany ludobójcze ataki na polską ludność cywilną kierując się chęcią wyeliminowania z terenów spornych Polaków. A więc ich działania nie były kierowane jakąś logiką wojny, ale realizacją planów politycznych.
    W ich publikacjach pojawiały się wizje jakiś referendów, plebiscytów, które by miały doprowadzić do powstania państwowości ukraińskiej. Zatem należało się odpowiednio do nich przygotować…
    W doktrynie polskich organizacji ( również tych związanych z przedwojennym obozem narodowym) nie było chęci robienia polityki metodami państw totalitarnych. Jedyna grupa, którą można by oskarżać o akceptowanie takich metod to niektórzy członkowie NOR. (kolaboracyjna organizacja zlikwidowana przez Niemców już u zarania jej powstania w 1940 r. )
    Pacyfikacje organizowane przez AK (casus Mariana Gołębiewskiego)można by uznać za ludobójstwo sprowokowane przez konsekwentne działania UPA-OUN-B. A powojenne akcje NZW miały charakter zemsty i nie były jakąś realizacją jakiś planów politycznych kierownictwa tej organizacji, które skupione były na walce z komunistami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *